piątek, 31 grudnia 2021

Sylwester - Nowy Rok

Dzisiaj Sylwester, a zatem kolejna szansa dla tych, którzy lubią przełomowe momenty, na podjęcie dobrych postanowień noworocznych. A zatem, jak w latach poprzednich, proponuję kilka postanowień, którym można spróbować hołdować w nadchodzącym roku, a które łatwo mogą przyczynić się do poprawy jakości życia. 

Nie przesadzajcie z ilością postanowień, by nie okazało się, że nie możecie nadążyć i odpuszczacie sobie po paru tygodniach. Niech każdy wybierze coś dla siebie, choćby jedno postanowienie:
  • Kupuj mniej słodyczy,
  • Nie wydawaj na głupoty,
  • Na zakupy chodź z listą,
  • Planuj posiłki,
  • Regularnie odkładaj jakąś kwotę,
  • Zwiększ kwotę odkładaną co miesiąc,
  • Dowiedz się czegoś o zupełnie nowym sposobie na inwestowanie,
  • Namów domowników, rodzinę, przyjaciół na oszczędzanie / inwestowanie.

Szczęśliwego Nowego Roku!

piątek, 17 grudnia 2021

Wszystkiego Najlepszego!

Mimo, że święta za pasem, mam poczucie, że wszystkie ważne przedświąteczne rady zostały już udzielone. Darmowa wysyłka się skończyła, prezenty zapewne kupione, wiecie, że nie należy przesadzać z kupowaniem jedzenia, żeby nie być zmuszonym do wyrzucania resztek... a zatem w tym nietypowym terminie można byłoby przejść do tematów aktualnych zawsze, a nie tylko od święta...

Rzecz w tym, że w natłoku spraw i tak mało kto będzie miał czas na zajmowanie się inwestowaniem, a i gotówka przed świętami raczej się nas nie trzyma. Z poważnymi tematami zaczekam więc na Styczeń, dając Wam tym samym wytchnienie. A zatem do końca roku raczej nie będę publikował postów (chyba, że przypomni mi się coś ważnego, czym będę chciał się z Wami podzielić).

A tymczasem...

Życzę Wam Wszystkiego Najlepszego! Zdrowych, rodzinnych świąt, Wspaniałego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku. Wielu przemyślanych inwestycji i olbrzymich zysków!

Wasz Bler

piątek, 10 grudnia 2021

Dzień Darmowej Dostawy BIS

Inspiracje - sprawdź na Ceneo.pl
Tak, jak pisałem poprzednio, jeśli nie udało Ci się skorzystać z Dnia Darmowej Dostawy w Mikołajki, masz kolejną szansę, bo już 14.12.2021 wiele sklepów, których lista znajduje się tutaj, ma swój Dzień Darmowej Dostawy. Z tego co wiem, to już ostatnia taka szansa w tym roku, ale oczywiście zawsze pozostaje zakup na Allegro z pakietem Smart, czyli za ponad 40 PLN z darmową dostawą.

Udanych zakupów!

piątek, 3 grudnia 2021

Dzień Darmowej Dostawy

Inspiracje - sprawdź na Ceneo.pl
Grudzień to miesiąc wielu promocji. Właściwie zaczynają się już w listopadzie, wraz z czarnym piątkiem i cyber poniedziałkiem, za którymi osobiście nie przepadam i do których nie mam pełni zaufania. Teraz jednak zbliża się dzień, który faktycznie może oznaczać zyski - Dzień Darmowej Dostawy. W tym roku Ceneo ogłosiło taki dzień w Mikołajki, 6 grudnia, zatem już za 3 dni (w poniedziałek). 

Dzień Darmowej Dostawy pojawia się zawsze na początku grudnia, by wygodnie zakupić prezenty świąteczne. Przeważnie wiele sklepów internetowych prowadzi takie akcje, więc warto mieć przygotowaną listę prezentów z listów do Świętego Mikołaja i zajrzeć tego dnia na Ceneo, by skorzystać z darmowej dostawy. Więcej detali (i lista sklepów) tutaj. Polecam zapoznać się ze szczegółami akcji, bo ilość partnerów, którzy wysyłają swoje towary darmowym transportem jest imponująca.

A jeśli nie kupujesz prezentów na Ceneo, a Twój sklep nie prowadzi takiej akcji w Mikołajki, wstrzymaj się jeszcze chwilkę, bo już 14.12.2021 wiele sklepów, których lista znajduje się tutaj, ma swój Dzień Darmowej Dostawy. W tym roku zatem są aż dwie szanse na zakup bez dodatkowych kosztów.

piątek, 26 listopada 2021

Czarny Piątek

Czy trzeba pisać coś więcej? Dziś jest ten najbardziej wyczekiwany przez zakupoholików dzień w roku, więc jeśli śledzisz cenę jakiegoś wymarzonego gadżetu od tygodni, sprawdź, czy dzisiaj można go kupić taniej. 

Tylko nie daj się nabrać na pseudopromocje, kiedy to sklepy, żerując na naiwnych klientach i czarnopiątkowym szaleństwie nabijają w butelkę, ogłaszając promocje od podwójnie zawyżonych cen, by sprzedać produkt jeszcze drożej niż na co dzień, ale pod płaszczykiem promocji. Nie wszystko złoto co się świeci. 

Ale im mniej czytania tutaj, tym więcej czasu na przemyślane (mam nadzieję) zakupy. Do dzieła!

piątek, 19 listopada 2021

Czas najwyższy!

Do gwiazdki został już tylko nieco ponad miesiąc, a to oznacza, że czas kupić prezenty. Chyba, że wciąż wierzysz, że Święty Mikołaj zrobi to za Ciebie. W takim wypadku czytanie reszty tego tekstu także możesz sobie odpuścić. Jak co roku przypominam, że tak zwane "świąteczne obniżki", to bardzo często ściema, a ceny (szczególnie zabawek i elektroniki rozrywkowej), będą przed świętami tylko rosły. 

Czas refleksji


Listopad zawsze uważany jest za czas refleksji i myślę, że to dobry moment, by zastanowić się nad stanem swoich finansów. Sprawdźmy na spokojnie swoje inwestycje - które przyniosły zysk, a które stratę, oraz które mają szansę zyskać w przyszłym roku, a na których raczej nie zarobimy. Pozbądźmy się tych nierokujących. 

Zweryfikujmy ponoszone koszty, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które możemy ograniczyć. Zwróćmy uwagę na to, czy ponosimy jakieś koszty w związku z obsługa kont bankowych. Jeśli tak, zmieńmy to (zmieniając bank, lub sprawdzając w regulaminie w jaki sposób możemy nie płacić. Czasem wystarczy wypłacić pieniądze kartą, a następnie znów je wpłacić raz w miesiącu. 

Sprawdźmy także, czy nie płacimy za jakieś niechciane usługi. Często w abonamencie za telefon czy internet ukryte są dodatkowe opłaty, których nie chcemy. a skoro jesteśmy już przy abonamentach, warto sprawdzić, czy konkurencja nie ma lepszej oferty. Może coś dla nowych klientów? Jeśli coś znajdziemy, możemy zmienić operatora, lub wykorzystać ofertę konkurencji, by renegocjować warunki z obecnym. 

Planowanie


Można także wykorzystać ten okres, by zastanowić się nad celami na przyszły rok. Zaplanować jakieś kroki, inwestycje, poczynić postanowienia, lub przygotować się do działania. Być może warto wymienić jakiś sprzęt, który już nie działa najlepiej i jego dni są policzone? Dobrze już wcześniej zrobić wywiad, zestawienie dostępnych opcji, porównać oferty różnych producentów, różne modele. Kiedy będziemy kupować lodówkę już po tym, jak stara wyzionie ducha, zrobimy to na szybko i bez zastanowienia. Jeśli jednak w zapasie będziemy mięli jakieś opcje, mamy mniejsze szanse na popełnienie błędu. Myślę, że warto przemyśleć przyszłe zakupy takiego sprzętu, jeśli wiemy, że nasze dotychczasowe wyposażenie nie domaga. 

Zmieniają się pory roku, zatem niedawno spakowaliśmy do szaf ciuchy letnie i wyciągnęliśmy garderobę zimową. Zapewne część ubrań letnich nadaje się już do wymiany, a teraz jest świetny czas na zakup nowych ubrań na sezon letni. Posezonowe obniżki to coś, czego nie warto lekceważyć, ale pamiętajmy, by kupować tylko to, czego naprawdę potrzebujemy! Inaczej zginiemy pod stertą tanich co prawda, ale zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Jeśli więc do śmieci trafiły letnie buty czy spodnie, to nie czekaj do następnego roku, tylko poszukaj przecen już teraz.

Prezenty


A teraz wracamy do meritum - prezenty gwiazdkowe (i nie tylko). Kup je teraz, żeby:
  • zaoszczędzić na nerwach przy zostawianiu na ostatnią chwilę,
  • uniknąć sytuacji, w której nie ma już czasu i musisz kupić w tej cenie, która jest dostępna,
  • uniknąć przedświątecznego tłoku w sklepach,
  • uniknąć zawirowań z paczkami przed samymi świętami i ryzyka, że coś nie zdąży dojść,
  • uniknąć sytuacji związanych z brakiem towaru,

A jeśli jesteście sprytni, to zaplanujecie także prezenty urodzinowe i imieninowe dla rodziny i znajomych i je także zakupicie wcześniej. 

piątek, 12 listopada 2021

Planowanie posiłków - następny poziom

O planowaniu posiłków już pisałem. To jedna z tych rzeczy, które pozwoliły mi na niebagatelne oszczędności, dzięki temu, że kupuję tylko tyle jedzenia, ile potrzebuję. W skrócie, kiedyś kupowałem jedzenie bez zastanowienia, "bo kiedyś się zje". Wyrzucałem mniej więcej 30% zakupów żywnościowych! Później kupowałem rozsądne (jak myślałem) ilości, ale do śmieci wciąż trafiało całkiem dużo jedzenia. To jedna z wad robienia większych zakupów, powiedzmy na cały tydzień. Dopiero planowanie posiłków pozwoliło mi na zredukowanie wyrzucanej do kosza żywności do minimum (zawsze może się zdarzyć, że coś się zmarnuje, zostanie na wierzchu, czegoś się nie zje). Dzięki planowaniu posiłków na cały tydzień i robieniu listy zakupów na podstawie listy potrzebnych składników, uwzględniając te, które są w domu, wyrzucam naprawdę niewielkie ilości jedzenia. Czasem jednak zdarza się, że ilość ta wzrasta, co zmusiło mnie do przeanalizowania problemu.

Dlaczego wciąż wyrzucam jedzenie


Udało mi się wyizolować kilka sytuacji, przez które produkty lub całe dania lądują w śmieciach, co oczywiście za każdym razem mnie boli (i to nie z powodu marnotrawstwa, ale wydatków, które można ograniczać). Oto sytuacje, które do tego prowadzą:
  • Święta, imieniny i urodziny znajomych i rodziny, proszone obiady. Nie dość, że w związku z takim wyjściem nie jemy w domu, to często dostajemy także jakieś "resztki" na wynos. Matki mają to do siebie, że kiedy idziesz do nich na obiad, zawsze gotują więcej, byś nie wyszedł z pustymi rękami. Jeśli więc idziemy na obiad do mamusi, przynajmniej dwa obiady w tym tygodniu mamy zapewnione. Warto o tym pamiętać.
  • "Nie chce nam się gotować" to drugi, najważniejszy problem. Zdarzają się takie dni, kiedy zmęczeni nie mamy ochoty niczego robić. Zamówienie pizzy jest wtedy bardziej niż kuszące. I znów, korzystając z promocji typu "druga gratis" czy "trzy pizze w cenie dwóch" stawiamy się w sytuacji, gdy mamy jedzenie nie tylko na ten wieczór, ale także na kolejny.
  • Spontaniczne wyjścia na obiad czy kolację. W moim przypadku nie są częste, ale jednak się zdarzają. Tak jak "jestem już tak głodny, że zjem coś na szybko w pracy", a później w domu nie jestem już głodny, więc nie jem. To sytuacje, w których jeden obiad przepada. Jeśli mamy składniki w domu, to jest spora szansa, że przynajmniej część z nich się zmarnuje.

Rozwiązanie problemu


Żadna sytuacja nie jest oczywiście bez wyjścia, a rozwiązanie w tym przypadku jest proste, chociaż czasem trzeba się zmusić, by je zastosować. Wystarczy planować w tygodniu maksymalnie sześć posiłków i to nawet w sytuacji, gdy nie planujemy jeść na mieście, ani niczego zamawiać. Czasem wystarczy nawet jedynie pięć. I wcale nie będzie tak, że na pozostałe dni sami zmusicie się do zamówienia jedzenia na wynos, czy wyjścia do restauracji. Jeśli w danym tygodniu nic się nie trafi, zawsze pozostają resztki. Zupa z przedwczoraj, przechowana w słoiku w lodówce oraz podsmażane ziemniaki i kotlet z wczoraj, to świetny pomysł na oszczędność. Nie musi to być danie, które zjecie na kolacje (bo wszystkie obiady są już zaplanowane). To może być pełnoprawny obiad na dodatkowy dzień.

A jeśli nie, to zawsze można upichcić coś z produktów, które mają dłuższą datę przydatności i dlatego zawsze warto mieć je w domu. Spaghetti z sosem pomidorowym, cebulą, czosnkiem, oliwą i ostrą papryką to danie, które ratuje mnie w sytuacjach, gdy nie ma nic innego. Podobnie ryż, z mrożonymi warzywami i sosem słodko kwaśnym. W najgorszym razie zupka chińska, jajko sadzone i kasza. Planując jedzenie na cały tydzień, ale zostawiając jeden czy dwa dni "puste" udało mi się ograniczyć ilość wyrzucanej żywności jeszcze bardziej, a co za tym idzie oszczędzić jeszcze trochę więcej podczas zakupów. A jeśli tego dodatkowego dnia mam ochotę gotować, wypuszczam się do sklepu i kupuję składniki na wyjątkowe danie. Wtedy nie martwię się trwałością produktu, mogę więc kupić na promocji coś, czego termin niedługo upływa, albo coś, co koniecznie trzeba zjeść niedługo po kupieniu (dobry stek, czy surową rybę). Jak dla mnie to sytuacja, która ma wyłącznie dobre strony.

piątek, 5 listopada 2021

Inwestycja a ryzyko - wersja dla początkujących

Wiem, że w sieci jest sporo materiałów dotyczących inwestowania i wiem, że bywają one bardzo skomplikowane. Mój blog nie jest skierowany do inwestorów, którzy doskonale radzą sobie bez niego. Skierowany jest do zwykłych, przeciętnych ludzi, którzy mają jakieś oszczędności (albo planują je mieć) i nie chcą, by pieniądze te leżały bezczynnie. Postanowiłem więc dzisiaj skupić się na tym, dlaczego niektóre "inwestycje" wydają się mieć szalenie wysoką stopę zwrotu, a inne o wiele mniejszą, skoro w każdej z tych sytuacji możemy przecież stracić. Dzisiaj powiem coś o ryzyku, ale w sposób bardzo prosty. Najprościej jak umiem.

4 przykładowe typy inwestycji


Zacznijmy od tego, że inwestycja inwestycji nie równa. Istnieją inwestycje, w których osiągamy 2% stałego dochodu rocznie, przy minimalnym ryzyku (co obecnie oznacza, że tracimy pieniądze, bo inflacja jest o wiele wyższa, a zatem za tę powiększoną kwotę kupimy po roku mniej, niż dzisiaj za kwotę bez odsetek). To są inwestycje bezpieczne, ale w gruncie rzeczy nic nam nie dające. Przykładem niech będą obligacje. My je kupujemy, ale po pewnym, ustalonym okresie, emiter musi je od nas odkupić, wypłacając ustaloną wcześniej kwotę. Żadnych niespodzianek.

Możemy zainwestować w instrumenty, które mogą przynieść nam zyski (ale nie muszą), mogą przynieść straty, ale jak duże będą te zyski i straty, nie wiadomo. Tutaj przykładem jest giełda papierów wartościowych. Kupujemy akcje, kurs tych akcji się waha i w dowolnym momencie możemy je zbyć, osiągając zysk lub ponosząc stratę. Tutaj nie wiemy niczego z góry, więc nie jest to inwestycja bezpieczna. Jednak szansa, że stracimy wszystko, do zera nie jest wysoka. W końcu nawet ze stratą, zawsze możemy się z inwestycji wycofać. Tracimy wszystko tylko wtedy, kiedy spółka, w którą zainwestowaliśmy upadnie. Bezpieczniejszą wersją tego przykładu są waluty - szansa, że wartość danej waluty spadnie do zera jest minimalna.

Trzecim typem "inwestycji" (to właśnie tutaj cudzysłów jest potrzebny) są zakłady sportowe. Obstawiając, wpłacamy pewną kwotę, wiemy (przeważnie) ile wyjmiemy w przypadku wygranej, ale w przypadku przegranej zostajemy z niczym. Nasze szanse maleją wraz ze wzrostem spodziewanego zysku. Jednak stopa zwrotu może być tutaj bardzo wysoka - tak wysoka jak tylko chcecie. Uwierzcie mi, że to bardzo kuszące, jeśli stawiając 2 PLN możecie wygrać 30 000 PLN (kwota przykładowa, bo możecie wygrać nawet pół miliona). Przecież przegrana nie zaboli tak bardzo, a z 2 PLN wpłaconych na konto oszczędnościowe, czy zainwestowanych w akcje nie będziecie mieli żadnego realnego zysku. Problem tkwi w tym, że na jednym zakładzie nigdy się nie kończy, a szansa na wygraną jest naprawdę bardzo mała (sami sprawdźcie jak często zdarza się tydzień, w którym faworyci wszystkich lig europejskich jednocześnie wygrają swoje mecze, a przecież nie ma nic pewniejszego niż obstawienie serii zwycięstw faworytów).

W końcu czwarty typ inwestowania - coś trwałego, co wykorzystamy nie tylko przy inwestowaniu. Kupując dzieła sztuki, czy tworząc cenną kolekcję komiksów nie stracimy tak długo, jak długo nasza kolekcja nie zostanie zniszczona. Jeśli właściwie ulokowaliśmy, to wartość nie spadnie, a zarazem zawsze fizycznie posiadamy te przedmioty i możemy się nimi cieszyć. Najlepszym jednak przykładem tego typu inwestycji jest inwestycja w mieszkanie. Kupujemy je (w kredycie czy za gotówkę) i wynajmujemy. Nie patrzymy na ceny mieszkań na sprzedaż, bo czerpiemy stały zysk z wynajmu. Jeśli jednak zdecydujemy się na zbycie nieruchomości, prawdopodobnie na tym nie stracimy (chociaż ceny mieszkań w Warszawie są już tak wysokie, że wszyscy spodziewają się, że niebawem runą w dół). Jednak mieszkanie mamy cały czas i zakładamy, że jego wartość nie spadnie, a zyski z wynajmu osiągamy przez cały czas. Mamy więc i stały, w miarę pewny dochód i małe ryzyko straty na tej inwestycji. Dlatego właśnie inwestycja w mieszkanie na wynajem jest świetną drogą, a zebranie wkładu własnego powinno być celem wszystkich drobnych inwestycji, jeśli chcemy koniec końców osiągnąć stan, w którym zarabiamy pasywnie.

P.S.


Osobiście polecam obstawianie zakładów sportowych w 2 przypadkach. Pierwszy w przypadku kibiców - jeśli się znasz, to obstawiaj. Szanse masz większe, a przyjemność z oglądania obstawionych meczy jest jeszcze większa. Drugi przypadek, to inwestowanie małych kwot "na fuksa". Wspomniane 2 PLN, zainwestowane raz na tydzień to 100 PLN rocznie. szansa na wygraną jest i jeśli obstawisz wystarczająco wysoko, to załóż sobie od razu, że usługa kosztuje Cię te 100 PLN rocznie, a masz minimalną szansę na wygranie ogromnych sum. Coś jak los na loterię. Tak, wiem, że to z inwestowaniem nie ma wiele wspólnego, ale szansa dużego zysku przy małym nakładzie jest wystarczająca. 

Jeśli wiesz, że możesz zostać nałogowym hazardzistą - odpuść. Jeśli nie masz funduszy - odpuść. Pamiętaj, że inwestować można tylko te pieniądze, których strata nie pogorszy Twojej stopy życiowej.

piątek, 29 października 2021

Jak oszczędzam wodę

Czuję, że nadal nie przekonałem Was do tego, że ekstremalne oszczędzanie wody coś daje. Nie planecie - portfelowi. Dzisiaj więc napiszę jak ja oszczędzam wodę, co w tym roku przyczyniło się do znacznego obniżenia kosztów, a dokładniej jej zużycia (bo po podwyżkach, a szczególnie uzależnieniu kosztu wywozu śmieci od zużycia wody, zapłaciłbym znacznie więcej). Może nie będzie to nic rewolucyjnie nowego, ale przykład z życia, z którego każdy może skorzystać. A że na pierwszy rzut oka może wydawać się ekscentryczny - cóż, nie wstydzę się oszczędzania.

Przyzwyczaiłem się do procedury


Sam biorę prysznic, zamiast kąpieli, co jest tym łatwiejsze, że nie posiadam wanny. Zakręcam też wodę, kiedy nie jest potrzebna (podczas namydlania się, czy mycia zębów). Moje dziecko, myje się jednak w plastikowej wanience. Wody z niej nie wylewam jednak natychmiast - tak długo, jak nie przeszkadza, stoi sobie w brodziku. 

Będąc nad morzem, kupiliśmy dziecku zabawki plażowe, wśród których było małe, plastikowe wiaderko. Syn lubi bawić się nim podczas kąpieli w wanience. Po kąpieli, wiaderko pełni jeszcze jedną funkcję. Otóż za pomocą wiaderka i wody po kąpieli synka, spłukuję toaletę po "jedynce". Oszczędzam każdorazowo 3 litry wody.

Dodatkowo, w umywalce mam niedużą miskę, do której wpływa woda podczas mycia rąk. Tę wodę także wykorzystuję do spłukiwania, kiedy wanienka jest pusta. W ten sposób wykorzystuję ją powtórnie, a zatem, jako woda raz już użyta, jest "darmowa". 

Kiedy przychodzą goście, dla ich wygody, wyjmuję oczywiście miskę spod kranu i nie zabraniam im używać spłuczki, ale czuję się dobrze, kiedy sam to robię, bo wiem, że oszczędzam. Wyrobiłem sobie nawyk, który sprawia, że nie czuję niedogodności, czy niewygody w nieużywaniu spłuczki. Ona nadal tam jest i przydaje się przy grubszych sprawach, ale w większości przypadków plażowe wiaderko, czy miska z umywalki załatwia sprawę równie dobrze, tylko że za darmo!

piątek, 22 października 2021

Inwestycja z najwyższą stopą zwrotu

Znajomi, oraz nieznajomi z internetu, pytają mnie regularnie w co powinni zainwestować. Niezmienni odpowiadam, że najlepiej w siebie. Inwestowanie dobrze jest zacząć od spłaty długów. A spłatę tę najlepiej zacząć od tych, które mają największe odsetki. Znajomi pukają się wtedy w czoło "chcę zainwestować, a nie spłacać kredyty, które i tak spłacam" odpowiadają. I tutaj zaczyna się problem. Nie rozumiemy czym jest inwestowanie.

O co chodzi w inwestowaniu


Ogólnie rzecz biorąc, w inwestowaniu chodzi o to, by z włożonych pieniędzy otrzymać jak najlepszą stopę zwrotu. Potocznie mówiąc, płacimy za coś, co sprawi, że w portfelu będziemy mięli na koniec miesiąca więcej gotówki, niż gdybyśmy tej inwestycji nie zrobili, z tym, że wartość tę liczymy co miesiąc, w znacznie dłuższej perspektywie czasu. Chodzi o to, by zainwestowana kwota zwróciła nam się z naddatkiem. Szukamy więc inwestycji, która daje najlepszą stopę zwrotu (przeważnie liczoną rocznie). Kiedy nasze inwestycje zyskują na wartości, mamy więcej niż mieliśmy w momencie początkowym. Jeśli kupimy unikatowy komiks za 100 PLN, a po roku sprzedamy go za 120 PLN, zyskujemy 20 PLN rocznie, co w stosunku do zainwestowanych 100 PLN daje nam 20% stopę zwrotu z naszej inwestycji. 


Dlaczego inwestować w spłatę kredytu?


Inwestowanie w spłatę kredytu jest opłacalne, ponieważ trudno jest znaleźć inwestycję o takiej stopie zwrotu, jak RRSO kredytu. A ci, którzy myślą, że dzięki spłacie kredytu nic nie zarobią, mylą się. Spłacając kredyt wcześniej, unikasz naliczania odsetek od wcześniej spłaconej kwoty, a zatem więcej pieniędzy zostanie Ci w portfelu. Czyli warunek inwestycyjny zostanie spełniony.

Jeśli masz kredyt gotówkowy, oprocentowany 10% w stosunku rocznym, to spłacając go już teraz, zyskujesz 10% rocznie, z tym, że te pieniądze nie pojawią się, a zwyczajnie nie znikną. Zatem nie warto inwestować ich w lokatę na 2% rocznie, ciesząc się z zysku, a w tym samym czasie spłacać kapitał plus 10%, bo zwyczajnie będziemy 8% do tyłu. Pieniądze niewydane stanowią taki sam kapitał jak te, które zarobimy na inwestycji.

Jest jeszcze jedna przewaga inwestowania w swoje długi. Jest to inwestycja pewna. Ryzyko jest właściwie zerowe, bo to, co spłacimy na zawsze przestaje generować straty! A jaka jest szansa, że stopa procentowa kredytu spadłaby, gdybyśmy go nie spłacili? Cóż - raczej niewielka.

Kiedy warto nie spłacać kredytu, tylko inwestować w coś innego


Jedyną sytuacją, kiedy warto nam zainwestować w coś innego, a nie w kredyt, jest moment, w którym znajdujemy inwestycję, która z dużą doza prawdopodobieństwa da nam stopę zwrotu wyższą niż RRSO kredytu, lub przyniesie nam zyski, które okażą się znaczące w dłuższej perspektywie czasowej. Ma to jednak miejsce przeważnie w przypadku kredytów hipotecznych, o korzystnym oprocentowaniu. Jeśli na przykład kupujemy mieszkanie na wynajem lub bierzemy kredyt na budowę (lub inny biznes, który zapewni spłatę kredytu oraz zyski), wtedy godziny się z kosztami. Jeśli jednak mówimy o inwestowaniu w papiery wartościowe, spłata kredytu i inwestowanie zaoszczędzonych w ten sposób funduszy ma o wiele więcej sensu.

Przykład i Dowód



Po powiększeniu zobaczycie ile daje wcześniejsza spłata nawet tylko części kredytu. Żadna typowa inwestycja nie zapewni Wam takiej stopy zwrotu. Własnie dlatego zawsze warto najpierw spłacić długi, a dopiero potem myśleć o inwestowaniu. O ile oczywiście nie inwestujecie we własny biznes, czy w nieruchomość, która ma szansę spłacać się sama przez pierwszą część okresu inwestycji.

piątek, 15 października 2021

Jak wyrobić sobie dobre nawyki

Systematyczność można mieć we krwi. Niektórzy mają ją od urodzenia, ale innym trzeba pomóc. A dokładnie, pokazać im, jak sami mogą sobie pomóc. Będziecie zaskoczeni, ale bardzo wiele dobrych nawyków można sobie wypracować do tego stopnia, że staną się druga naturą - czymś, na co nie zwracacie uwagi. A jeśli będziecie oszczędzać, nie przykładając do tego uwagi, to tak, jakby oszczędzanie odbywało się samoczynnie. A to jest właśnie Święty Graal systematycznego oszczędzania!

Wyrabiamy dobry nawyk


Niestety, aby nawyk stał się automatyzmem, potrzeba nieco pracy. Pracy, polegającej na zmuszeniu się do czegoś. Cóż - nie obiecywałem, że przyzwyczajenie pojawi się samo z siebie.  Pierwszym punktem jest oczywiście określenie jakie nawyki chcemy w sobie wyrobić. Jeśli chcemy marnować mniej czasu przed telewizorem, czy na portalach społecznościowych, musimy określić co robimy w zamian. Polecam relaks z książką i gwarantuję, że zarówno lampka do czytania, jak i czytnik eBook zużywają znacznie mniej prądu niż telewizor czy laptop, a czytanie literatury jest bardziej rozwijające niż podziwianie tego, co wasi znajomi jedli na lunch. 

Teraz wystarczy narzucić sobie dwie rzeczy. Jedna, to konieczność czytania przez jakąś określoną ilość czasu codziennie (dla początkujących, niech to będzie niewymagające pół godziny), zamiast siedzenia przed ekranem. Drugą rzeczą, którą warto sobie narzucić, to limit na media społecznościowe (na przykład 3 razy dziennie, przez góra 10 minut za każdym razem), oraz oglądanie w TV tylko tego, co naprawdę chcemy obejrzeć, zamiast "zabijać czas". Możemy też stosować system nagród - 10 minut portali społecznościowych za każde 30 minut czytania książki wydaje się uczciwym układem.

Najważniejsze jest, by zmusić się do tego, że robimy coś codziennie, za każdym razem. Te nawyki powinny obejmować gaszenie światła, kiedy wychodzimy z pomieszczenia, zakręcanie wody podczas mycia zębów, lub namydlania się pod prysznicem i wszystko, do czego chcecie się przyzwyczaić. Zmuście się do jeżdżenia na rowerze do pracy, jeśli macie taką możliwość. Korzystajcie z komunikacji miejskiej, zamiast z samochodu, jeśli jedziecie na drugi koniec miasta. Gromadźcie deszczówkę, choćby tylko do podlewania ogrodu. Chodzi o to, by robienie właściwych rzeczy było dla nas naturalne. Byśmy robili to bez zastanowienia, bez udziału woli.

Efekty


Oglądałem niedawno bardzo inspirujący materiał na temat czytania. Pewien mężczyzna chciał więcej czytać, ale nie wiedział jak tego dokonać. Spotkał się z psychologiem, który przeanalizował jego postawę. Mężczyzna kochał książki, kupował je, ale czytał za mało. zawsze myślał o tym, że chce przeczytać jeszcze to i tamto... Psycholog prowadząc wywiad wykazał, że mężczyzna czyta jedną książkę rocznie. Oszacował, że do śmierci zostało mu jakieś 50 - 60 lat czytania, czyli 50 - 60 książek. Tyle, ile mieści się na jednej półce! 

To przerażające (także dla mnie). Wtedy psycholog sprawdził jego tempo czytania i wyszło mu, że mężczyzna czyta średnio około 10 minut tygodniowo. Za to na portalach społecznościowych spędza dziennie około trzech kwadransów! Poradził mu, żeby 2/3 tego czasu przeznaczył na czytanie. Że zawsze, kiedy ma chęć zajrzeć w telefon, niech widzi tam aplikację do czytania (lub słuchania) książek i z niej korzysta. Pół godziny dziennie sprawi, że zdąży przeczytać dwadzieścia razy więcej! 

Proste przesunięcie nawyku zmieniło jego życie. Ma to swoje uzasadnienie naukowe. Otóż kiedy cos staje się nawykiem, czynność tę "obsługuje" zupełnie inny obszar mózgu. Dlatego nawyki wyrobić sobie łatwo. Szkoda tylko, że przeważnie wyrabiamy sobie te złe. Jeśli jednak zamienimy już wyuczony zły nawyk w taki, który chcemy w sobie wymusić, skorzystamy podwójnie - pozbędziemy się złych przyzwyczajeń, a nauczymy dobrych. 

piątek, 8 października 2021

Realne Cele

Jest pewna pułapka, dotycząca w pewnym stopniu słomianego zapału. Dlaczego nie udaje nam się coś, co sobie zaplanowaliśmy, kiedy byliśmy pełni werwy, zacięcia, chęci i zapału? Właśnie dlatego, że zaplanowaliśmy coś na nasze siły w momencie szczytowym, zamiast realnie oszacować nasze możliwości, jakie posiadamy na co dzień, kiedy nie jesteśmy nakręceni i pełni animuszu. Dlatego właśnie, kiedy robimy plany, powinniśmy stawiać sobie realne cele, które będziemy w stanie realizować, a dopiero później zwiększać ich skalę, kiedy wypracujemy sobie większe możliwości.

Co daje określanie osiągalnego celu?


Przede wszystkim to, że kiedy cel jest osiągalny, jesteśmy w stanie go osiągnąć! Wielokrotnie pisałem, że w oszczędzaniu najważniejsza jest systematyczność. Nie liczy się to, że określamy sobie jakiś wielki cel, a następnie po pierwszej wpłacie na konto oszczędnościowe odpuszczamy i nigdy więcej nie udaje nam się go zrealizować. Lepiej byłoby odłożyć mniejszą sumę, a następnie systematycznie to powtarzać.

Określenie osiągalnego celu sprawia, że potrafimy go realizować, a zatem nie zniechęcamy się, kiedy nagle okazuje się on za trudny, zbyt odległy. Nie odpuszczamy, bo cel jest tuż tuż - w naszym zasięgu. Zagryzamy zęby i brniemy do niego, choćby było trudno. I właśnie to, że się nie zniechęcamy jest podstawowym walorem takiego realnego celu. Wszystko jedno, czy chodzi o oszczędzanie czy o zarabianie.

Drugą zaletą takiego podejścia jest miejsce na progres. Ten najłatwiej osiągnąć, jeśli zaczynamy z mniejszego pułapu i powoli wypracowujemy coś więcej. Ci, którzy regularnie chodzą na siłownię wiedzą o czym mówię - nie zrobisz postępów ćwicząc ciągle zbyt wielkim ciężarem. Jeśli natomiast zaczniesz od czegoś w Twoim zasięgu, nawet się nie obejrzysz, kiedy zaczniesz podnosić wagę, o której wcześniej nawet nie pomyślałeś, że jest osiągalna. Miejsce na progres to druga zaleta określania sobie realnych celów - w toku postępów ten limit będzie się zwiększał i "realne" będzie coraz więcej.

Mój przykład


Kiedy odkryłem portal, na którym najwięcej obecnie zarabiam, czyli miejsce, gdzie piszę i sprzedaję artykuły, chciałem ich pisać bardzo dużo. Było to dla mnie proste i niezbyt czasochłonne. Jednak założyłem sobie zbyt wysokie wymagania. Chciałem pisać codziennie, po 20 i więcej tekstów. Owszem, udało mi się to chyba przez 3 dni. Czwartego dnia miałem mniej czasu i mniej pomysłów, więc napisałem mniej. Piątego dnia nie udało mi się nawet nadrobić strat, a szóstego zniechęciłem się zaległościami. W końcu przestałem pisać. A później przeanalizowałem swoje postępowanie i zacząłem od 5 tekstów dziennie, 5 razy w tygodniu. Czasem napisałem więcej, czasem, przyznaję, mniej. Ale pisałem regularnie, bo wiedziałem, że jest to w moim zasięgu. Obecnie piszę jeszcze mniej, ale moja baza tekstów niesprzedanych wynosi ponad 200 (sprzedanych jest o wiele więcej). Zyski pojawiają się regularnie, bo regularnie ktoś kupuje któryś z moich starszych artykułów. Określenie realnego celu pomogło mi zbudować tę bazę, czego nie mogłem zrobić, kiedy limit ustawiłem w momencie, gdy odkryłem portal i chciałem wszystko zrobić na już - byłem pełen zapału, który jest dobry podczas pracy, zły zaś podczas narzucania sobie celu. 

piątek, 1 października 2021

Zawsze Ciepła Oszczędność

Mógłbym tutaj napisać o tajemnicy mojej wydajności, o sekrecie, który zmieni Wasze życie, ale tak na prawdę, to sposób ten zmienił moje życie, a czy okaże się Wam przydatny nie wiem. Dla mnie zastosowanie tego prostego pomysłu przyniosło nie tylko wzrost wydajności ale także oszczędność zarówno czasu jak i pieniędzy. A do tego wspomogło moje zdrowie. Z czystym sumieniem polecam.

Inspiracja

Otóż zacznijmy od "problemu". Od zawsze miałem tak, że zatopiony w pracy zapominałem o reszcie świata, co sprawiało, że nie jadłem i nie piłem o właściwych porach. Przy moim stanie zdrowia są to, niestety, kluczowe kwestie. Nauczyłem się więc zawsze mieć przy sobie butelkę wody. To zmieniło wiele, ale latka leciały i okazało się, że w okresie zimowym przydałoby się pić coś ciepłego. Zacząłem więc robić sobie herbatkę zanim siadałem przed komputerem. Ta jednak po pół godzinie nie była już ciepła, a jakoś nie mogłem przestawić się na odrywanie od pracy co pół godziny, gotowanie wody i robienie kolejnego kubka herbaty czy kawy. Szczególnie, że odkąd przestałem słodzić nie smakuje mi herbata ekspresowa, a proces parzenia liściastej ma swoje ograniczenia.

Wtedy z pomocą przyszła mi sala konferencyjna i wielkie termosy, z których w każdej chwili można było nalać kawy czy herbaty. Trzymały one temperaturę przez długi czas. Postanowiłem więc kupić taki termos do domu. To był najlepszy pomysł od lat!

Jak to działa?


Pierwszą rzeczą każdego dnia jest zagotowanie wody i napełnienie termosu wrzątkiem, oraz przygotowanie imbryczka esencji ulubionej herbaty. To świetna sprawa, gdy wodę mogę zagotować raz, a następnie korzystać z niej dłużej niż te pół godziny, podczas których stygnie w normalnych warunkach. A jaka oszczędność energii!

Teraz zrobienie herbaty oznacza jedynie dolanie do kubka odrobiny esencji i zalanie jej wrzątkiem z termosu. Nie trwa to nawet minuty i mam przed sobą gorącą, pyszną herbatę! Esencja zachowuje świeżość przez cały dzień pracy, woda przez ten czas jest gorąca, a gdy się skończy, wystarczy dogotować. Dla jednej osoby wystarcza zawartość termosu - to jakieś 6 kubeczków.

Korzyści używania termosu


Pierwszą korzyścią jest to, że zawsze mam ciepły napój, co jest dobre dla zdrowia i wspomaga regularne nawadnianie. Drugą jest oszczędność czasu i możliwość nie odrywania się od niej. Trzecia jest korzyść finansowa, bo unikam gotowania wody co pół godziny czy co godzinę. Czwartą jest wygoda. Komfort to świetna rzecz. Gdyby nie termos nie chciałoby mi się robić herbaty przez cały dzień. Polecam to rozwiązanie, bo na moją efektywność wpłynęło wspaniale.

piątek, 24 września 2021

Dbaj o rzeczy

Kiedyś było mi to wstyd przyznać, teraz już mniej. Jestem gościem, który przesadnie dba o swoje rzeczy. To znaczy teraz już nie uważam, że przesadnie, ale kiedyś tak właśnie myślałem. Będąc dzieckiem szanowałem każdą zabawkę, książkę. Teraz o książki dbam nadal, a do tego ostrożnie używam każdego ze sprzętów w mieszkaniu. Poskutkowało to tym, że moja lodówka działa od 13 lat, pralka od 8, zmywarka od 10... A nie są to modele z czasów, kiedy sprzęty projektowało się, by przetrwały dekadę, albo kilka. 

Dbanie o swoje rzeczy skutkuje sporymi oszczędnościami. Gdybym miał wymieniać sprzęty AGD co 3-4 lata, kosztowałoby mnie to do tej pory kilkanaście tysięcy złotych. Ale jest jeszcze jeden aspekt dbania o rzeczy, który wiele osób pomija. Zadbane rzeczy można odsprzedać.

Sprzedaż zadbanych rzeczy - jest minus


Tu niestety pojawia się pewien problem. Otóż internet zalany jest ofertami używanych rzeczy w najróżniejszych cenach, a kupujący nie wierzą w idealny stan sprzedawanych przedmiotów. To trochę jak sytuacja z używanymi samochodami. Albo "bo w internecie widziałem tańsze oferty", albo "Tak tanio, to musi być coś nie tak". Dokładnie tak samo jest z innymi rzeczami.

Przykładem niech będzie wózek dziecięcy, który aktualnie sprzedaję. 

 Wózek 4 Baby Rapid, w stanie bardzo dobrym, zadbany i nie używany przesadnie długo.
 Cena: 190 PLN (czyli 50% ceny nowego wózka)





 Bardzo udany model, składa się do niewielkich rozmiarów, leciutki a wytrzymały. 
 Ma piankowe koła, które doskonale radzą sobie na każdej nawierzchni. 
 Świetny produkt, długo wybierany.

Jaki jest problem? Ano właśnie - nikt nie przyjechał nawet po to, by go obejrzeć (tylko odbiór osobisty z uwagi na gabaryty). Wiele osób natomiast chciało negocjować, bo widziało taniej (czemu nie kupili - nie wiem). Kilka osób także napisało pytanie co jest nie tak, bo skoro taki świetny stan, to dlaczego tylko taka cena. I teraz nie wiem - podnieść cenę i sprzedać za 250 PLN? Ja wiem, że jest tyle wart.

Natomiast wiele innych rzeczy sprzedało się od ręki, w dosłownie kilka godzin od wystawienia na portalu ogłoszeniowym i to za ceny relatywnie wysokie (ok. 80% ceny nowej rzeczy). Sam już nie wiem od czego to zależy. W każdym razie dbanie o rzeczy popłaca, nawet jeśli wózek postoi jeszcze jakiś czas w piwnicy (dla dociekliwych - jest zabezpieczony przed brudem, kurzem i wilgocią).

piątek, 17 września 2021

Chcesz mieć taniej? Kupuj polskie!

Wszyscy jesteśmy świadomi zalewania rynku tanimi produktami. I nie chodzi mi tylko o "tani chiński chłam", ale o pełnoprawne produkty, na przykład spożywcze, które mają sztucznie zaniżone ceny. Otóż, jeśli chcecie by było tanio, nie kupujcie ich. Są najtańsze, to prawda, ale to myślenie na krótką metę. W dłuższej perspektywie zapłacimy znacznie więcej.

Dumping


Dumping to sprzedaż produktów po cenach niższych niż koszt ich wyprodukowania, bez żadnego zysku finansowego. Ale przecież to się nie może opłacać, prawda? Otóż może i opłaca, ale w dłuższej perspektywie. Problem w tym, że nieświadomi kupujący chętnie nabywają towar po tej niższej cenie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.

Kiedy zagraniczna firma sprzedaje swoje produkty w dziwnie niskich cenach, to nie robi tego z dobrego serca. Wręcz przeciwnie - tak się zdobywa rynek. Za jakiś czas te produkty będą o wiele droższe. "No to wtedy przestanę kupować" myślisz. Otóż nie przestaniesz. Nie będziesz mieć wyboru!

Ceny dumpingowe stosuje się bowiem nie po to, by klient poznał i polubił produkt. Manewr ten ma na celu odciągnięcie klienta od dotychczas kupowanego produktu (często krajowego), na rzecz produktu bogatego, zagranicznego koncernu, który stać na to, by dokładać do interesu przez rok, albo nawet kilka lat, wykończyć konkurencję (klienci przez cały ten czas wybierają produkt tańszy i firma krajowa bankrutuje z powodu zbyt niskiej sprzedaży) i zacząć sprzedawać swoje produkty po cenach znacznie już wyższych.

To się naprawdę dzieje?


Jak najbardziej! Codziennie. Pamiętacie znanego polskiego producenta makaronów, którego od kilku lat nie ma na rynku? Stało się to za sprawą włoskiej firmy, a ceny makaronów (pomijając te najtańsze) podniosły się w pewnej chwili dwukrotnie. Polski producent okien co prawda poradził sobie z problemem zalewu rynku produktem (chyba) niemieckim, ale niewiele brakowało.

Najlepszym, co możesz zrobić, by nie dopuścić do pogłębiania się tego procesu to:
  • nie kupować produktów w podejrzanie niskich cenach (chyba, że chodzi o jednorazową promocję lub o produkt z krótką datą przydatności do spożycia, który przeleżał w magazynie),
  • kupować produkty polskich firm (chociaż nie zawsze to, co wydaje nam się polskie, faktycznie takie jest),
  • trzymać się ulubionych produktów, których jakość i ceny są nam znane.

Krajowy produkt nie zawsze jest najtańszy, to prawda. Ma jednak największe szanse, by takim być. Kiedy więc towar dużej, zagranicznej firmy zaczyna być tańszy, to prawdopodobnie chodzi o dumping. Polski producent potrzebuje wtedy wsparcia, by nie "wypaść" z rynku i stanowić zdrową konkurencję, na której zyska także klient. I nie - nie tracisz nic, kupując produkt w dotychczasowej cenie, zamiast dać się skusić na towar trochę tańszy. Kupujesz, powtarzam, w dotychczasowej, znanej Ci cenie! 

piątek, 10 września 2021

Zarabiaj jak w Sims'ach

Znacie grę "the Sims"? Zna ją prawie każdy. I niemal wszyscy grali w jedną z odsłon serii. Symulator życia, który wraz z rozwojem gry stawał się coraz bardziej złożony i uwzględniał coraz więcej aktywności. Niezmiennie jednak chodziło o to, by pozyskiwać fundusze na zakup coraz to ciekawszych urządzeń i wyposażenia, oraz większych, wystawniejszych willi. I właśnie etap zarabiania zainspirował mnie do napisania tego tekstu. "The Sims" to symulator życia, ale można odwrócić sytuację i przenieść do życia to, co pokazuje rozgrywka.

Bo, powiedzcie prawdę, czy nie było tak, że z jednej strony spędzaliście w grze długie godziny rozwijając swoje Simy i pracując - nie tylko znikając w pracy, ale także dorabiając w domu, a z drugiej strony marzyliście, jak to byłoby dobrze samemu móc dorabiać z taką łatwością? A co, jeśli tak się da? Jeśli każdy może skorzystać z tych sposobów i zajmą one tyle czasu, ile "traciliśmy" na grę?

Jak zarabiają Simy?


Zacznijmy od tego, by zidentyfikować najlepsze sposoby na zarabianie. 

W jednej grze, chyba w trzeciej odsłonie "the Sims", utrzymywały mnie psy. Wykopywały one skarby, rozwijając tę umiejętność i znajdując coraz to ciekawsze eksponaty. Wszelkie te minerały, meteoryty, kości dinozaurów sprzedawałem (lub przerabiałem, a dopiero później sprzedawałem) i żaden z moich Simów nie musiał pracować. Tego sposobu jednak nie da się przenieść do realnego świata.

Popularnym sposobem jest malowanie obrazów. Wstawiamy simowi do domu lub ogrodu sztalugi, a on spędza godziny malując cokolwiek mu przyjdzie do głowy. Im dłużej maluje, tym jest w tym lepszy, a obrazy osiągają coraz wyższe ceny. Ten sposób jak najbardziej można przenieść na grunt świata realnego!

Uprawa roślin to także zajęcie, które dostarcza spory dochód. W realnym świecie jednak taka praca nie bardzo liczy się jako "dorabianie w domu", chyba, że ktoś potrafi czerpać zyski z małego ogródka sprzedając na bazarze kwiaty lub owoce i warzywa. Ten sposób na dorobienie nie jest jednak tym, co pierwsze przyszłoby mi do głowy, jako "dodatkowe źródło dochodu". Jeśli jednak masz taką możliwość - śmiało. Ja wolałbym się skupić na pracy "w domu" i to takiej, która nie wymusza zajęcia non stop (bo jak nie podlejesz w odpowiednim terminie to zwiędnie).

Czwartym, bardzo popularnym zajęciem w "the Sims" jest pisanie. Książek, artykułów, tekstów na zlecenie. Tutaj też można zarobić krocie, siedząc przed komputerem. A skoro siedzimy grając w Simsy, to czemu zamiast tego nie zarobić realnych pieniędzy? Jak trudne może to być?

Co jest potrzebne, by zarabiać?


W "the Sims" wystarczy mieć odpowiedni sprzęt (sztaluga, komputer), by zacząć dorabiać w domu i w pewnym momencie móc całkowicie oprzeć swój budżet jedynie o to dodatkowe źródło dochodu. Przyda się także kierunkowe uzdolnienie w danym temacie (czyli talent), a także kurs, ćwiczenia i odpowiednia ilość czasu.

Jeśli w realnym świecie mamy talent, nawet nieoszlifowany i lubimy posiedzieć przed komputerem / rysować / malować / projektować etc. to mamy w zasadzie wszystko, by zacząć. Nasze umiejętności w danej dziedzinie rozwijać się będą (tak jak w grze) poprzez godziny spędzane na tworzeniu, aż w końcu (uwierzcie, że całkiem szybko) osiągną poziom, który pozwoli nam żądać za swoje dzieła konkretnych kwot.

Pozostaje kwestia sprzedaży. To także możemy załatwić nie wychodząc z domu. Oczywiście, jeśli malujemy obraz olejny, to sprzedanie go może się wiązać z wystawieniem na portalu aukcyjnym lub ogłoszeniowym, ale może także oznaczać kontakt z galerią sztuki. Możemy także malować na konkurs i w ten sposób zyskać pierwszy rozgłos. Jeśli jednak tworzymy dzieła plastyczne w komputerze (jakikolwiek rodzaj grafiki komputerowej) lub projektujemy (logo, strony internetowe itp.), warto zainteresować się portalem fiverr, który pozwala na sprzedawanie swoich umiejętności klientowi finalnemu w niemal każdej dziedzinie. Pozwala zarówno na sprzedaż małych, tanich i krótkich usług, jak i skończonych dzieł, wartych setki i tysiące simoleonów złotych.

Jeżeli jednak, tak jak ja, nie jesteś uzdolniony plastycznie, możesz zarabiać na pisaniu, co w grze "the Sims" także jest opłacalnym zajęciem (a i w realnym życiu można nieźle dorobić). Pisząc precle i krótkie artykuły na dowolny, wybrany przez siebie temat, nie jesteś zobowiązany terminem czy tematyką. Jeśli chcesz zarabiać jeszcze więcej, przyjmij płatne zlecenie, które narzuci Ci temat i czas wykonania, ale będzie "pewnym zarobkiem". Wszystko to bez wychodzenia z domu, dzięki platformie Giełda Tekstów, o której zdarzyło mi się już pisać.

Jeśli więc zazdrościsz swoim Simom, zamknij grę, zaloguj się na którymś ze wspomnianych portali i czas, który "straciłbyś" na granie, przeznacz na zarabianie. Możesz także nagradzać się za tworzenie (na przykład godzina gry za napisanie każdych 3 tekstów), albo "spłacać" czas gry (grałem 2 godziny, więc teraz przez godzinę popracuję). 

piątek, 3 września 2021

Darmowa Wysyłka

Jeśli, tak jak ja, kupujecie sporo rzeczy przez internet, to zapewne znacie ten sposób, bo pomysł nasuwa się sam. Ale jeżeli ze sklepów internetowych korzystacie sporadycznie, to być może nie jest to dla Was naturalne środowisko i przyda się Wam ta prosta porada. Do napisania o tym skłoniło mnie podliczenie, ile oszczędzam na przesyłkach, a raczej podsumowanie tego, ile kosztowałyby mnie te wszystkie paczki, gdyby nie darmowa przesyłka. 

Dostawa podnosi koszty


Otóż przy niewielkich zakupach w internecie, sporym kosztem okazuje się wartość dostawy. Kupujemy 25% taniej coś, co kosztuje normalnie 40 PLN. My płacimy 30 PLN, ale musimy opłacić także przesyłkę - często około 10 PLN. W takim wypadku nic nie oszczędzamy. Cóż to więc za zysk? Cóż, w takiej sytuacji warto sprawdzić, od jakiej wartości zamówienia przysługuje nam dostawa darmowa. Na Allegro (z pakietem Smart), jest to 40 PLN. Zamiast więc płacić dodatkowe 10 PLN za przesyłkę, warto dołożyć do zamówienia coś za dychę i nie płacić za dostawę. Zapłacimy co prawda te same 40 PLN, ale dostaniemy "jakby" gratis. Często kwota, od której przysługuje nam dostawa za darmo jest dość niska.

Jak zasłużyć na darmową dostawę


W różnych sklepach internetowych kwota darmowej dostawy jest inna, ale zawsze warto ją sprawdzić. Ja staram się nie płacić za dostawę nigdy. Często wolę zwolnić i dobrze się zastanowić, zapytać domowników i znajomych, czy czegoś nie potrzebują, a w ostateczności dołożyć do zamówienia coś, z czego skorzystam kiedyś lub z przeznaczeniem na prezent. Tak - dobrze czytacie. Prezenty gwiazdkowe kupuję przez cały rok, właśnie przy takich okazjach. W grudniu tylko uzupełniam.

Co dołożyć do zamówienia


Czasami nie trzeba się zastanawiać, co dołożyć do zamówienia. Problem zaczyna się, kiedy kupujemy coś niestandardowego, czego zwykle nie kupujemy. Oto moje rady.
  • Jeśli kupujesz elektronikę (lub w sklepie jest elektronika), zawsze warto dorzucić pendrive, kartę pamięci lub baterie. Te rzeczy zawsze przydadzą się nie wiadomo kiedy.
  • W sklepach z wyposażeniem wnętrz warto zamówienie uzupełnić świecami. Nie dość, że przydaje się mieć ich zapas (romantyczne kolacje, tworzenie nastroju, awarie prądu), to doskonale nadają się na prezenty, lub jako ich część (kiedy robimy zestaw podarunkowy - mydełka, świece, sole do kąpieli, wino, czekoladki).
  • W sklepach z żywnością cokolwiek o długim terminie, czego używamy choćby sporadycznie oraz słodycze z przeznaczeniem na prezent.
  • W sklepach z alkoholem i wyrobami tytoniowymi... no dobra, nigdy nie miałem sytuacji, w której zabrakłoby mi do darmowej przesyłki...

W każdym razie wiecie o co chodzi - kupujecie coś przydatnego, nawet w dłuższym terminie, coś co się zużywa lub coś, co można podarować w prezencie. To ostatnie sprawia, że o wiele mniej stresujemy się podczas świątecznych zakupów i nigdy nie robimy ich na ostatnią chwilę w okresie, kiedy sklepy tylko piszą o tym, że obniżają cenę. 

Kuriozalne sytuacje


Zamawiałem kiedyś z jednej z dużych sieci. Kupowałem żarówki (jakieś 6 PLN za sztukę), ale zamawiałem 2 różne żarówki, a system pokazał, że każda dostarczona będzie z innego magazynu, a zatem osobną przesyłką. Każda za 19,99. Czyli 12 PLN za 2 żarówki plus prawie 40 PLN za przesyłkę. W innych sklepach te same żarówki były w cenie 15 PLN za sztukę, a przesyłka 9,99. Niewiele taniej. Wyczytałem jednak, że w sieciówce darmowa dostawa zaczyna się już od 99 PLN. No niech będzie - przecież to nic strasznego. Kupiłem więc etui na dysk zewnętrzny za 2 PLN, 2 zestawy Lego po 35 PLN każdy i pendrive za 15,99. Z żarówkami było to 99,99 - darmowa dostawa. Przez następny tydzień przyszło do mnie 5 przesyłek z 5 różnych magazynów. Ale nie płaciłem za żadną z nich.

Etui na dysk zewnętrznych to strzał w dziesiątkę, dziecko dostało klocki na dzień dziecka, żarówki wkręcone, a pendrive leży i czeka. Co jakiś czas te urządzenia znikają - a to ktoś pożyczy i nie odda, a to zostawi się go wpiętego w hotelowy telewizor - zdarza się. Ale w domu zawsze jest ich kilka w zapasie. Nie zajmują dużo miejsca. Polecam!

piątek, 27 sierpnia 2021

Zarabiam dzięki temu, że Wy zarabiacie

Z pewnością zauważyliście, że często polecam sposób zarabiania przez internet, na którym zarabiam najwięcej, czyli Giełdę Tekstów. Po pierwsze dlatego, że, jak napisałem przed chwilą, zarabiam na nim najwięcej, a zatem i Wy możecie na nim zarabiać, a po drugie dlatego, że zarabiam dzięki temu, że Wy zarabiacie. Program Afilacyjny (z którego zakładając konto także możecie korzystać), nagradza mnie 5% wartości wykonywanych przez Was transakcji. Czyli za każdym razem, kiedy zarabiacie, ja także coś z tego mam (ale Wy nic nie tracicie). Ten model działa wspaniale, bo kiedy Wy zaczynacie zarabiać, piszecie teksty jeszcze chętniej, dzięki czemu zarabiacie jeszcze więcej.

To uczciwy system, ja jestem zadowolony, ale dostaję cokolwiek dopiero, kiedy Wy zarobicie, a zatem nie zyskuję nic, kiedy rejestrujecie się z mojego linka, ale nic nie piszecie. Bo kiedy piszecie, sprzedaż rusza. Dzięki temu ile zbiera mi się tam z tych 5% wiem, ile zarabiacie poprzez tę stronę. Zarabiacie dokładnie 20 razy tyle ile zbierze mi się w programie partnerskim. Czyli sporo...

Dodając do tego wszystkie sprzedane przeze mnie teksty robi się przyjemna kwota. Tym chętniej więc zachęcam Was do pisania i sprzedawania swoich tekstów poprzez ten portal. Wy zarabiacie, ja zarabiam...

Zarejestrować można się poprzez ten link.

Oczywiście na moim blogu znajdziecie sporo tekstów, które przybliżą Wam temat zarabiania na własnoręcznie pisanych preclach i artykułach. Jeśli więc potrzebujesz porady, masz pytania - zajrzyj w poniższe wpisy:

piątek, 13 sierpnia 2021

Wydostawanie się z długów

Słów kilka na temat długów i ich spłacania, a nade wszystko o doprowadzaniu do sytuacji, kiedy długów nie mamy, bo to w rzeczywistości powinien być nasz cel. Zacząć jednak należy od tego, że typowe zadłużenie, czy to kredytowe, czy na karcie debetowej czy w systemie ratalnym, czy w końcu dowolnego typu pożyczka powinno być ostatecznością. Wszystkie te sytuacje generują koszty, których powinniśmy unikać za wszelką cenę.

Skracaj czas spłaty


Wychodzenie z długów to proces kosztowny, jak wspomniałem i często długotrwały. W praktyce ponosimy dodatkowe opłaty stale, dopóki jesteśmy zadłużeni. Aby je zminimalizować, powinniśmy zatem wyjść na prostą jak najszybciej, bo im prędzej przestaniemy ponosić koszty, tym mniej ich w ostatecznym rozrachunku poniesiemy.

Tu przykład (jak najbardziej z życia wzięty):
Kupujemy na kredyt lodówkę, kosztującą 2 000 PLN. Kwotę tę możemy spłacać dowolnie, jednak minimalna miesięczna spłata to 50 PLN. Pożyczka oprocentowana jest 12% w skali roku (czyli 1% miesięcznie), oraz obarczona dodatkowym kosztem 10 PLN miesięcznej obsługi pożyczki. Oznacza to, że z naszej spłaty opłacamy ten dodatkowy koszt, następnie spłacamy odsetki, a dopiero pozostała część kwoty to spłata zadłużenia. Przyjrzyjmy się, jak będzie wyglądało spłacanie tego kredytu takimi właśnie, najmniejszymi możliwymi kwotami:


A zatem spłacając kredyt najmniejszą możliwą kwotą, spłacimy w rezultacie 3486,47 PLN za lodówkę, wartą 2000 PLN. Spójrzmy jednak co stanie się, jeśli kwotę spłaty podniesiemy do 200 PLN / m-c.


Tym razem całkowity koszt zamknął się w kwocie 2243,97 PLN. Różnica jest ogromna, prawda?

Spłata kredytu na pierwszym miejscu


Skoro mamy już pewność, że szybsze wyjście z kredytu da nam oszczędność (a w zasadzie uchroni nas przed poniesieniem dodatkowych kosztów), warto zastanowić się, ile jesteśmy w stanie poświęcić aby wyjść z długów jak najszybciej. 

Jeśli kredyt bierzemy dlatego, że dana rzecz jest nam niezbędna i nie możemy zaczekać, by odłożyć pieniądze (co polecam robić za każdym razem, by nie pakować się w dodatkowe koszty), powinniśmy zastanowić się, czy są nam niezbędne jakieś inne przedmioty. Może warto sprzedać telewizor, telefon, samochód, mieszkanie... w przypadku drastycznej wysokości długów, które generują coraz większy koszt. 

Jeśli nie chcemy niczego sprzedawać, powinniśmy zastanowić się nad zaciśnięciem pasa i jednocześnie poszukać dodatkowej fuchy, nadgodzin, zająć się rękodzielnictwem lub znaleźć dowolny sposób na pozyskanie funduszy. Ograniczamy zatem zakupy, wydatki na przyjemności, wyjścia "na miasto", zmieniamy przyzwyczajenia żywieniowe na te mniej kosztowne - wszystko po to, żeby wygenerować największą możliwą kwotę, którą co miesiąc spłacimy zadłużenie.

Co przedkładać nad spłatę długu


Warto jednak wiedzieć, że są wydatki, których nie należy odkładać. Są rzeczy, za które powinniśmy płacić w pierwszej kolejności. To z pewnością rachunki (szczególnie te nieopóźnione), dzięki spłacie których nie popadamy w nowe zobowiązania, nie ryzykujemy eksmisji czy odłączenia prądu. Są to także przynajmniej minimalne wymagania innych kredytów - to robimy, by bank nie naliczył nam dodatkowych kar, kiedy spłacając jeden kredyt, zaniedbujemy inny. 

piątek, 6 sierpnia 2021

Mierz siły na zamiary

Ostatnio coraz częściej spotykam się z bardzo niepokojącym zjawiskiem. Otóż coraz więcej osób w moim otoczeniu, pomimo relatywnie wysokich zarobków, narzeka na brak pieniędzy. Po rozmowie z kilkoma takimi osobami, okazało się, że wraz ze wzrostem dochodów zwiększyły się ich wydatki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wydatki zwiększyły się bardziej niż dochody.

Nieproporcjonalne zwiększenie standardu życia


Wygląda to mniej więcej tak, że Janusz zarabiał 4000 PLN do ręki, a jego wydatki stałe (na mieszkanie i paliwo) wynosiły odpowiednio 700 i 500 PLN. Na jedzenie szło około 1000 PLN. Inne wydatki zamykały się w kwocie 500 PLN, a na wakacje odkładał regularnie po kolejne 500 PLN miesięcznie. To dawało 3200 PLN po stronie wydatków. 800 PLN szło na oszczędności i inwestycje. Całkiem nieźle, prawda?

Otóż Janusz dostał awans i zaczął zarabiać 7000 PLN. Z miejsca zmienił samochód (bo przecież go stać) i wpakował się w kredyt w wysokości 1300 PLN. Nowy samochód zaczął także więcej palić, a zatem wydatki na paliwo wzrosły z 500 do 1000 PLN. Dodatkowe 1800 PLN kosztów po 3000 PLN podwyżce nie byłoby niczym złym - zasłużył na to, by mu się poprawiło. Jednak Janusz na tym nie poprzestał. Podniósł swój standard życia poprzez bywanie w knajpach i na imprezach (dodatkowe 800 PLN / m-c), a jego wydatki inne zwiększyły się o kolejne 300 PLN. Na dodatek zadecydował, że stać go na droższe, bardziej ekskluzywne wakacje, na które wziął chwilówkę, zamiast odkładać i teraz musi spłacać dodatkowe 500 PLN / m-c. To kolejne 1600 PLN, co daje łącznie 3400 PLN wydatków przy, przypomnijmy, podwyżce 3000 PLN. 



Okazuje się, że sytuacja ta jest jeszcze po "bezpiecznej" stronie, chociaż Janusz zmniejszył o połowę kwotę, którą odkładał co miesiąc (na nieprzewidziane wydatki i zakup funduszy inwestycyjnych). Teraz "załatwi go" jedna nieprzewidziana wizyta u dentysty, czy awaria pralki. 

Problem jednak urasta, kiedy przesadzimy z wydatkami i znajdziemy się w sytuacji, gdy co miesiąc dokładamy do swoich wydatków. Coraz więcej ludzi znajduje się w tej sytuacji i to nie dlatego, że "życie podrożało" jak twierdzą, ale dlatego, że podnieśli swój standard życia nieproporcjonalnie do poprawy warunków finansowych. To pułapka, w którą bardzo łatwo dać się wciągnąć.

Ciąg wydatków


Innym niebezpieczeństwem jest wydatek, który pociąga za sobą kolejne wydatki. Kupujemy drukarkę 3D, by drukować coś do naszego hobby. To pociąga za sobą zakup urządzenia do płukania wydruków i lampy do ich utwardzania, a na koniec orientujemy się, że podczas procesu gromadzą się nieprzyjemnie pachnące opary i inwestujemy w nowy wyciąg. 

Tak samo może być z samochodem, nową wędką, mieszkaniem w ekskluzywnej dzielnicy, nową torebką czy butami - dosłownie ze wszystkim. Czasem działa także Efekt Diderota, lub zwykła sąsiedzka zazdrość. Potrzeba siły woli, by się temu wszystkiemu oprzeć, ale najpierw trzeba być świadomym istnienia tych pułapek.

piątek, 30 lipca 2021

Allegro - studium przypadku (i darmowa wysyłka)

Dziś postanowiłem napisać coś osobistego o najbardziej popularnym portalu aukcyjnym w Polsce (kiedyś) i multisklepie (dzisiaj). Platforma zmieniła kurs i chociaż nadal jest użyteczna, to na rynku pojawiła się wyraźna luka, nie wypełniona w tej skali. A "Allegro lokalnie" to już zupełnie nie to. Ale są i plusy. Ale od początku:

Dawno, dawno temu...


"Odkryłem" Allegro lata temu. Był to bardzo użyteczny i szybko rozwijający się portal aukcyjny, na którym zwykły użytkownik mógł kupować i sprzedawać swoje rzeczy. Był to doskonały pomysł na pozbycie się czegoś niepotrzebnego i nabycie, za niewielkie pieniądze, wszystkiego co okazało się niepotrzebne komuś innemu. W międzyczasie pojawiali się sprzedawcy "profesjonalni", którzy sprzedawali na Allegro, jak w sklepie - duże ilości tych samych przedmiotów. Skala byłą jednak niewielka i Allegro wciąż było użyteczne, na przykład dla kolekcjonerów (tak używałem go ja).

Do tego Allegro posiadało program partnerski, który jednak szybko okazał się... oszustwem. Otóż dopóki baner widniał na czyjejś stronie, wszystko było cacy, jednak kiedy ilość przekierowań wygenerowała w końcu kwotę, pozwalającą na wypłatę, Allegro natychmiast stwierdzało nieprawidłowości (bo za duży ruch, na pewno tyle osób nie kliknęło w baner z własnej woli). Słowem - po paru miesiącach regularnego kierowania ruchu na Allegro, serwis ten odmówił wypłaty i zablokował moje konto - póki ruch płynął było ok, ale kiedy szło o wypłatę, stwierdzono, że ruch ten jest za duży.

Okres przejściowy


Zniechęciłem się do Allegro i za oszustwa w "programie partnerskim" (podobna sytuacja z niegdyś polecaną przeze mnie księgarnią Selkar, czy serwisem Walutomat, z których przestałem korzystać i napisałem publicznie o tej sprawie). Czarę goryczy przechylił fakt, że "ochrona klienta" bardzo kulała, a serwis miał coś przeciwko blokowaniu kont użytkowników, którzy nie wysyłali towaru, tylko wystawiali go na kolejnych aukcjach. Ale i na to znalazł się sposób. Zwykły użytkownik stał się jednak dla Allegro złem koniecznym i był powoli marginalizowany.

Teraz...


Obecnie Allegro nie jest już właściwie serwisem aukcyjnym, a platformą sprzedażową. Filtry działają tak sobie i kupujący musi obejrzeć kilkadziesiąt takich samych ofert (z tym samym zdjęciem, w podobnej cenie), więc przekopuje się przez dziesiątki stron, aby obejrzeć wszystkie modele poszukiwanego przedmiotu (szukasz plastikowego pudełka - pierwsza strona to 3 różne pojemniki w dziesiątkach ofert, druga strona to te same pudełka i jeszcze jedno inne itd.). Widać, że portal to śmietnik, którego obsłudze nie chce się sprzątać, bo i tak przynosi złote jaja. Nie jest wygodny, ale co z tego? Przecież jest tanio...

I tak - ten argument sprawia, że korzystam. Marnuję czas, czując się jakbym grzebał w czymś, co powinno być o wiele lepiej zarządzane i zadbane, ale robię to, bo jest tanio. Taniej niż gdzie indziej. Ale to ciekawe, że portal, który zarabia na sprzedających, zdaje się słabo rozumieć to, że bez kupujących nie byłoby sprzedających.

A zwykły użytkownik jest marginalizowany w jeszcze większym stopniu - Allegro lokalnie wygląda jak biedny kuzyn z trzeciego świata, jak socjalistyczny sklep spożywczo-monopolowy przy wypasionym supermarkecie. Przynajmniej można tam nadal znaleźć odrobinę tych rzeczy, które kiedyś widziało się na Allegro, kolekcjonerskich drobiazgów i specjalistycznych, niszowych spraw. 

Smart


Kilka miesięcy temu zainwestowałem w pakiet Smart (darmowa wysyłka do paczkomatu przy zakupach powyżej 40 złotych i darmowy kurier przy zakupach powyżej 80 PLN). I przyznaję - to się opłaca. Obu stronom. Zanim wykupiłem ten pakiet nie robiłem wielu zakupów na Allegro, ponieważ wysyłka ze sklepu internetowego była w tej samej cenie. Obecnie, lepiej zapłacić drożej o prowizję (często ten sam produkt co w sklepie internetowym jest wystawiony na allegro o 5-10% drożej), ale bez przesyłki. Bo taniej. Tę funkcjonalność polecam zatem nie tylko tym, którzy często kupują na Allegro (oni z resztą pewnie już ją mają), ale wszystkim, którzy kupują w internecie. Zwróci się. I to dość szybko, bo mając Smart, będziecie częściej kupować właśnie za pośrednictwem tej platformy. Bo, choć nie zawsze wygodnie i niezbyt przyjemnie, to tanio.

czwartek, 22 lipca 2021

Po co to całe oszczędzanie?

Znacie powiedzenie, że kto nie posuwa się naprzód, ten się cofa? Albo, że najlepszą obroną jest atak? Otóż oba te wyrażenia mają zastosowanie, jeśli chodzi o oszczędzanie. Moim zdaniem, ktoś kto nie oszczędza wydaje coraz więcej. Przykłady obserwuję w życiu codziennym. Problem narasta, ale każdego dnia jest tylko niezauważalną odrobinkę większy niż poprzedniego. Suma tych drobinek staje się z czasem nie do pokonania. Dlatego właśnie im wcześniej zdamy sobie sprawę z problemu tym lepiej.

Oszczędzanie to dobre przyzwyczajenie


Znam wiele osób, które mówią, że nie muszą oszczędzać. Dużo zarabiają, cieszą się życiem. Cóż - ja cieszę się życiem nie zarabiając tyle co one. I nie chodzi wcale o to, że pieniądze szczęścia nie dają, czy tym podobne truizmy. Po prostu są różne modele życia - dla mnie cenniejszy jest wolny czas spędzany poza pracą. Jeśli ktoś woli cały rok pracować po dwanaście godzin, żeby w lipcu na dwa tygodnie wyskoczyć na Capri i wylegiwać się na pokładzie własnego jachtu, to oczywiście ma do tego prawo.

Do rozsądnego wydawania pieniędzy na co dzień przyzwyczaiłem się dawno temu. Oczywiście, nie wszystkie moje zakupy są rozsądne, ale są relatywnie tańsze niż nieprzemyślane zakupy innych ludzi. A kiedy kupuję coś drogiego, jakiś luksusowy produkt, to zakupu dokonuję świadomie - właśnie na to odkładałem. Oszczędzanie to nie jest odmawianie sobie wszystkiego, jak myślą niektórzy.

Najcenniejszą rzeczą, której nauczyło mnie nie wydawanie pieniędzy bez sensu jest to, że wtedy o wiele mniej trzeba myśleć o pieniądzach. Stres, że kiedyś się skończą jest nieco mniejszy, kiedy nie żyje się ponad stan. No właśnie...

Życie ponad stan


Okazuje się, że w Kraju nad Wisłą codziennie zdarzają się cuda. Otóż wiele osób zarabiając 3000 PLN, wydaje miesięcznie 3500 - 4000 PLN. To znany dowcip, ale czy napewno?

Ile jest gospodarstw domowych, które "żyją" od pierwszego do pierwszego? Ile nie ma żadnych oszczędności? To nie zawsze wina niskich dochodów. Często to sprawa życia ponad stan, jak niski ten stan by nie był. 

Może to przykre co napiszę, ale nie wszystko jest dla wszystkich. Nie ma co narzekać na wysokie ceny w nadmorskich kurortach, ponieważ te kurorty nie są dla wszystkich. Nie ma co marudzić, że Warszawa jest droga - można się wyprowadzić, bo w Polsce jest wiele miast o wiele tańszych (a 500+ wszędzie takie samo). Warszawa jest droga, bo w Warszawie zarabia się nieco lepiej. Jeśli ktoś zamierza robić karierę w Warszawie, musi się liczyć z wyższymi kosztami życia, które niebawem będzie mógł pokryć z zarobków. Jeśli ktoś liczy na to, że będzie zarabiał tutaj, a wydawał gdzie indziej, to... powodzenia. Przypominam, że skoro w Warszawie są wyższe zarobki, to zarobki sprzedawców, zyski sklepów i restauracji zlokalizowanych w Warszawie też są wyższe, a więc wyższe muszą być i ceny. To nie jest dobre miasto, by spędzać w nim emeryturę - płaci się bowiem za bliskość klubów, dyskotek, kin i ogólnie miejsc, które w jesieni życia nie są człowiekowi aż tak potrzebne. A płacić trzeba. Jest wiele miejsc, gdzie, czy to ze względu na lokalizację, czy z innych powodów (na przykład docelowej klienteli), ceny są wyższe. Te miejsca zwyczajnie nie są dla wszystkich.

Niestety - filmy oraz reklamy łudzą nas, że nam się wszystko należy. To nie prawda. Zawsze będą istnieć miejsca przeznaczone dla ludzi poruszających się w strefie niedostępnej zwykłym śmiertelnikom i nie ma w tym niczego złego. Ale trzeba o tym pamiętać i nie aspirować do strefy, na którą nas zwyczajnie nie stać. Szczególnie, że istnieją tańsze odpowiedniki - nie tak prestiżowe, ale zaspokajające te same potrzeby (sklepy z niższymi cenami, tańsze knajpy, hotele, samochody, produkty, etc.) i wystarczy wybrać te na swoim poziomie. Przyzwyczajenie do oszczędzania sprawia, że omijamy ten problem, bo przeważnie nawet nie patrzymy w stronę najdroższych produktów, a wszystko co zbyteczne zwyczajnie ignorujemy. 

Moje doświadczenie z oszczędzaniem


Nigdy nie rozumiałem zazdrości o pieniądze. Nigdy nie byłem ciekawy ile zarabiają ludzie na równorzędnych stanowiskach. Nigdy nie patrzyłem na lepiej zarabiających znajomych, zastanawiając się dlaczego to nie ja. Każdy ma inaczej - jeśli ktoś był sobie w stanie wynegocjować lepsze warunki w pracy, brawo dla niego, mnie wystarczało poczucie, że zarabiam tyle ile warta jest moja praca. Zawsze przecież mogłem się zwolnić albo iść po podwyżkę, gdybym miał poczucie, że robię więcej niż "mam płacone". Jednocześnie starałem się nie zostawać w pracy dłużej (bo płacono mi według czasu spędzonego w pracy), nie przychodzić w soboty (bezpłatne) i nie robić rzeczy, które robili moi koledzy "żeby nie stracić pracy", bo pracodawca szybko przyzwyczajał się do tego, że pracownicy dobrowolnie spędzają w biurze 10, 11 czy 12 godzin i nie było to żadną "wartością dodaną".

Nie zazdrościłem znajomym lepszych samochodów, bo mój dowoził mnie na miejsce tak samo dobrze i tak samo szybko (jeśli żadna strona nie łamała przepisów), a to, że oni mają automatyczną klimatyzację, a ja tylko manualną, nie było warte różnicy w cenie (jak i klasa auta, lepszy lakier, ładniejsze brzmienie i wiele innych detali). Dla mnie lepszy pojazd to byłby zbytek. Ale cieszę się, że inni mają frajdę mając takie fury, jakie im się podobają. Nie wiem, czy ich stać, bo do portfela im nie zaglądam i nie interesuje mnie to.

Oczywiście mam potrzeby, jak każdy. I staram się je zaspokajać - czy to z bieżących dochodów, czy też z odłożonych oszczędności. Przede wszystkim jednak zwracam uwagę na to, by nie martwić się tym, jak spłacę pożyczkę (dlatego ich nie biorę) czy jak zapłacę rachunki (na nie musi starczyć w pierwszej kolejności). Jeśli tego stresu nie mam, jestem szczęśliwy. A wiem, że wiele osób żyje pod presją rachunków, mieszkając w domach, na które ich nie stać, jeżdżąc drogimi samochodami i bywając w miejscach, na które według nich zasługują i chcą się pokazywać. Nie potępiam, ale odradzam.

Nowy start


Jeśli więc czujecie presję i chcecie coś z nią zrobić, zacznijcie od porządków w domowym budżecie, zaplanowaniu wydatków pod kątem stworzenia oszczędności i wyrobienia sobie nawyku, który sprawi, że będziecie mierzyć siły na zamiary i nie będziecie wydawać pieniędzy na zbytki, na które Was nie stać. Każdy dzień jest dobry, by zacząć, szczególnie jeśli każdego dnia rośnie Wasze zadłużenie, a stos niezapłaconych rachunków piętrzy się coraz wyżej. Ale nawet jeśli nie, zmiana sposobu myślenia może zaowocować czymś dobrym. A jeśli zdecydujecie się nie przejmować, róbcie to z pełną świadomością tego, na co się decydujecie.