piątek, 27 stycznia 2023

Karta Projektu

Jeśli aktywnie oszczędzamy, to często musimy zrobić coś w domu. Ot, powiesić obrazek, czy naprawić szufladę. Czasem jednak nasz projekt zakłada coś więcej niż wbicie gwoździa. W takim przypadku bardzo dobrze jest się odpowiednio zorganizować, stworzyć sobie plan działania. Z resztą tego typu organizacja przyda nam się podczas realizowania dowolnych projektów, także tych dotyczących hobby. Osobiście nie radziłem sobie z planowaniem, a raczej planowałem bez końca, tworząc luźne notatki i nigdy nie przystępując do realizacji, gdyż ogrom projektów mnie przytłaczał. Aż w końcu znalazłem na to idealny sposób. Jeśli miewasz podobne problemy z prokrastynacją, lektura dalszej części tego wpisu może Ci pomóc.

Organizacja Projektu


Przygotowanie i rozplanowanie działań to rzecz ważna, ale warto zrobić to raz a dobrze. W tym celu weź dużą, czystą kartkę papieru i na górze napisz nazwę swojego projektu. Jeśli to potrzebne, dodaj także opis. Teraz stwórz listę potrzebnych materiałów a także sprzętu niezbędnego do wykonania zadania. Następnie rozbij wszystkie czynności, które musisz wykonać na podpunkty, które są łatwiejsze do ugryzienia na raz i nie będą Cię onieśmielać, kiedy będziesz przystępować do ich realizacji - jeden punkt na raz. Polecam także zachować trochę miejsca na luźne myśli i pomysły, które przyjdą Ci do głowy podczas pracy - sposoby na ułatwienie sobie pracy lub dodatkowe funkcje, które chcesz zawrzeć w swoim dziele. Umieść tę "kartę projektu" w widocznym miejscu i odkreślaj wykonane czynności. To o wiele łatwiejsze niż mierzenie się z całością zadania na raz.

Gotowe rozwiązania


Jeśli chcesz, zamiast sporządzać każdorazowo kartę projektu, możesz się zaopatrzyć w organizer, przygotowany specjalnie w tym celu. Jest to użyteczne narzędzie, szczególnie jeśli realizujesz wiele projektów (niekoniecznie na raz). Moja propozycja to:

Craft and Other PROJECTS NOTEBOOK to książka projektów, bardzo podobna do "Karty Projektu", którą tu opisałem, ale zawierająca 120 stron, które wystarczą na zaplanowanie 59 projektów (każdy projekt zajmuje 2 strony, a książka zawiera także stronę tytułową). Książka jest mojego autorstwa, a strony są kropkowane (ułatwiają zachowanie tekstu w linii, nie zaciemniając obrazu).

piątek, 20 stycznia 2023

Zanim wyrzucisz

Jeśli zmagasz się z domowym budżetem i do jego zamknięcia wystarczyłoby Ci dosłownie kilkadziesiąt złotych, z pewnością ucieszy Cię wiadomość, że najprawdopodobniej możesz te pieniądze dostać za rzeczy, które wyrzucasz. Nie bez powodu mówi się, że to, co dla jednego jest śmieciem, dla innego stanowić może prawdziwy skarb. Jedynym problemem jest znalezienie odpowiedniego nabywcy. W dobie internetu ten problem jest nieco mniejszy. 

Jakie śmieci mają wzięcie?


Napiszę z własnego doświadczenia. Odkąd zacząłem zastanawiać się nad tym co wyrzucam, znalazłem rynek zbytu na wiele rzeczy, które normalnie trafiłyby do śmieci. Takie "chodliwe" towary to:
  • Stare narzędzia (nie często się je wyrzuca, ale zdarza się. Stary klucz płaski z dobrej stali, nawet jeśli jest zardzewiały może znaleźć nabywcę, skłonnego sporo zapłacić).
  • Zepsute lub przechodzone urządzenia. Od monitorów komputerowych do zmywarek. Warto dokładnie i uczciwie opisać stan urządzenia, którego się pozbywamy. Jeśli jest na chodzie, ale posiada jakiś mankament, wskażmy go w opisie. 
  • Opakowania. Jeśli masz dziecko, z pewnością w domu zalegają opakowania po drogich zabawkach. Jeśli masz gdzie je magazynować, warto zostawić opakowanie, by kiedy dziecko dorośnie, skompletować zabawkę i zostawić dla następnego pokolenia, lub sprzedać jako komplet. Jeśli jednak nie masz gdzie składować opakowań i zamierzasz je wyrzucić - spróbuj je najpierw sprzedać. Pudełka po (na przykład) Lego potrafią osiągać zaskakujące ceny.
  • Przedmioty niszowe i nietypowe zawsze mają wzięcie, szczególnie jeśli masz dostęp do czegoś, co zwykle nie jest dostępne. Nie wyrzucaj - sprzedaj.
  • Kapsle, etykiety z butelek, zakładki do książek, dorzucane przez księgarnie i cała gama innych przedmiotów kolekcjonerskich to całkiem łakomy kąsek, jeśli trafi się na dobry rynek. Szczególnie, jeśli trafisz na coś nieoczywistego, nieco mniej dostępnego lub regionalnego.

Myślę, że szczególnie ten ostatni punkt wymaga rozwinięcia. Możliwe, że mieszkasz w okolicy niewielkiego browaru, który kapsluje swoje piwa kapslami z jakimś osobliwym emblematem. Możliwe, że masz w okolicy specjalistyczny sklep, który sprzedaje jakieś niszowe piwa i robi wyprzedaż z racji tego, że kończy się termin przydatności (osobiście trafiłem dwa razy na taką sytuację). Może w Twoim lokalnym sklepie pojawiła się limitowana edycja jakiegoś piwa, która różni się kapslem. A może po prostu jakieś piwo ma wiele wzorów kapsli (lub tzw odwrotek - wzorów pod kapslem) i do Twojego marketu rzucono partię, której nie ma nigdzie indziej. Czasem unikatowy kapsel trafia się na niedrogim piwie.

Nie przejmuj się "hejtu" w internecie, kiedy sprzedajesz coś, co zdaje się być śmieciem i ktoś Ci to wytknie. Często takie osoby nie mają dość wyobraźni, by przewidzieć co może się stać. Istnieją pudełka po starych klockach lego, za które kolekcjonerzy są skłonni zapłacić setki złotych. Takie ogłoszenia dobrze jednak wystawiać na specjalistycznych grupach, gdzie znajduje się wielu potencjalnych kupujących. I nie dotyczy to jedynie Lego.

piątek, 13 stycznia 2023

Giełdowe Przedszkole - Akcja, jej Cena i Dywidenda

Wiele osób spośród moich znajomych nie bardzo interesuje się giełdą, a chciałoby. Zadają ciekawe pytania, które uzmysłowiły mi, ze bardzo wiele osób postrzega giełdę na bardzo wiele sposobów, które nie zawsze są zgodne z rzeczywistością. I nie chodzi tu jedynie o formalne nazewnictwo, ale raczej o orientację oraz wewnętrzne poczucie co jest czym. Aby rozwiać niektóre wątpliwości, a jednocześnie nadmiernie tematu nie komplikować, postanowiłem w jak najprostszy sposób przybliżyć giełdę papierów wartościowych tym, którzy nie wiedzą o niej nic, lub nie są do swojej wiedzy całkiem przekonani. Stąd "przedszkole" w tytule.

Co to jest akcja


Akcja jest papierem wartościowym, ale żeby dokładnie uzmysłowić sobie co reprezentuje, musimy ją zaprezentować jako akt własności udziału w bardzo małym fragmencie przedsiębiorstwa. Dla przykładu, jeśli dane przedsiębiorstwo "podzieliło się" na milion akcji, to właściciel jednej akcji ma jedną milionową część tej firmy. Właściciel tysiąca akcji ma zatem tysiąc razy więcej, a więc "posiada" jedną tysięczną część przedsiębiorstwa. Akcja to zatem "Udział", także w zyskach firmy, której jesteśmy akcjonariuszami. Przedsiębiorstwo musi bowiem dzielić się zyskiem z posiadaczami akcji (a dokładnie wypłacać zysk każdemu swojemu właścicielowi - każdy posiadacz akcji jest właścicielem części firmy), ale o tym dalej.

Cena akcji


Wiele osób pytało mnie, od czego zależy kurs akcji, czyli jej cena (zarówno kupna jak i sprzedaży). Czy zależy ona od wyników spółki, jej wartości? Cóż, i tak i nie. 

Cena akcji zależy wyłącznie od popytu i podaży. Jeśli więcej osób chce kupić akcje danej firmy, ich cena rośnie. Jeśli więcej chce sprzedać, cena spada. To jedyna zależność. A jednak wyniki spółek mają wpływ na cenę, ponieważ to od nich przeważnie zależy popyt i podaż. Spółka, której idzie dobrze, cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów. Każdy przecież woli posiadać udziały w zyskach przedsiębiorstwa, które osiąga wysokie zyski, prawda? Lepiej mieć fragment dobrze prosperującej firmy niż takiej, która działa na granicy rentowności. Dlatego wyniki spółek mają pośredni wpływ na cenę akcji.

Jednocześnie chciałem zwrócić uwagę na to, iż kiedy cena naszych akcji spada, to my jeszcze nie tracimy. Wciąż posiadamy taką samą część firmy, jak wcześniej! O stracie możemy mówić dopiero wtedy, gdy sprzedamy akcje taniej niż je kupiliśmy. Tak długo, jak akcje są w naszym posiadaniu, posiadamy konkretną część przedsiębiorstwa! To ważne rozróżnienie może sprawić, że łatwiej odważycie się inwestować, a warto! Musicie tylko wyzwolić się od myślenia w kwestii posiadania pewnej ilości pieniędzy zamkniętych w akcjach, bo tak nie jest. Posiadacie pewne udziały w danych spółkach, których wartość może być inna każdego dnia. Wiecie tylko ile dostalibyście, gdybyście chcieli sprzedać je w tym momencie, nie zaś to ile będą warte w przyszłości.

Dla porównania dwa przykłady:
  1. Jeśli kupiłeś sztabkę 100g złota za 28 000 PLN, a teraz jej cena spadła do 27 500 PLN, to nie straciłeś 500 PLN. Wciąż posiadasz 100g złota, które możesz sprzedać. Nie ubyło Ci ani grama. Oczywiście, jeśli musisz sprzedać je w tej chwili, stracisz na tej transakcji, jednak jeżeli nie sprzedajesz, a jedynie śledzisz cenę złota, to nic nie tracisz. Kupiłeś 100g złota i posiadasz 100g złota.
  2. Jeżeli wziąłeś 250 000 PLN kredytu, ale był to kredyt we frankach, a kurs franka tego dnia to 2,50 PLN, to tak naprawdę nie pożyczyłeś od banku 250 000 PLN, tylko 100 000 franków, które Bank przeliczył po kursie i Ci wypłacił. Skoro pożyczyłeś od banku 100 000 franków, to oddać musisz 100 000 franków (a nie 250 000 złotych). Jeśli frank kosztuje teraz 4 PLN, to i tak musisz oddać 100 000 franków. Jeśli oddajesz w złotówkach i każesz bankowi sobie wymienić, to musisz oddać 400 000 PLN, żeby bank wymienił to sobie na pożyczone przez Ciebie 100 000 franków. Oczywiście pomijam w tym przykładzie odsetki. (Jeśli pożyczyłeś od kumpla książkę, którą kupił kiedyś za 10 PLN, ale ta książka stała się białym krukiem, obecnie jest niedostępna a jedyny dostępny egzemplarz kosztuje 500 PLN, to jeśli zgubisz książkę, nie jesteś kumplowi winien 10 PLN, ale książkę o wartości 500 PLN, którą musisz mu odkupić).
A zatem posiadanie (lub pożyczenie) czegoś, za co zapłaciliśmy, nie sprawia, że nadal mamy tę kwotę "zamrożoną". Kupiliśmy za tę kwotę coś innego i teraz posiadamy właśnie to. O tym ile zarobiliśmy lub straciliśmy dowiemy się dopiero, kiedy będziemy to sprzedawać (lub odkupować w przypadku pożyczki).

Dlatego zawsze powtarzam, że inwestować należy pieniądze, które ma się odłożone w tym celu, a nie pieniądze na życie. Inwestowanie, to kupowanie za pieniądze czegoś innego. Jak każdy zakup wiąże się z wydaniem pieniędzy. Spodziewamy się je oczywiście odzyskać, ale w chwili zakupu nie mamy już pieniądze, a coś innego (udziały w spółkach, towary), które kiedyś będziemy chcieli odsprzedać. Wydając pieniądze "na życie" pozbawiamy się środków do życia. Dosłownie.

Co to jest dywidenda


A teraz najprzyjemniejsza część dzisiejszego wpisu. Coś, co udowadnia, że posiadasz fragment spółki i jesteś jej współwłaścicielem, a nie jedynie posiadaczem innego rodzaju wartościowego papierka. Dywidenda!

Dywidenda jest to kwota stanowiąca udział w zyskach, podzielona na ilość akcji. Inaczej mówiąc tyle właśnie otrzyma posiadacz każdej akcji, jako zysk z działalności jego spółki. Jeśli masz 100 akcji, otrzymasz stokrotność tej kwoty. 

Jak wspominałem wcześniej, zyski wypracowane przez firmę należą do jej posiadaczy. Mając akcję spółki, jesteś posiadaczem kawałka firmy i należy Ci się udział w jej zyskach. Logiczne, prawda? Jest to też powodem, dla którego cena akcji nie jest wyznacznikiem tego, ile posiadasz, a myślenie "posiadam taką a taką część firmy" jest bardziej na miejscu niż "posiadam taką kwotę zamienioną na akcje".

Tutaj też ujawnia się tajemnica, czemu inwestorzy chcą posiadać akcje spółek, które dobrze sobie radzą. Mając udział w zyskach szukasz na rynku spółek, które będą miały duże zyski, żeby mieć w nich udział. Jeśli budujesz portfel inwestycyjny jedynie dla czerpania zysków z dywidendy, cena akcji po ich zakupie nie bardzo Cię już interesuje - nie zamierzasz ich sprzedawać, a jedynie czerpać zyski, zależne od ich ilości.

Żeby jednak nie było za słodko, warto wspomnieć, że spółka nie musi wypłacać zysku w postaci dywidend. Może zyski przeznaczyć na inny cel (przeważnie rozwój firmy) i tym samym nie wykazać zysku jako takiego. Jednak nawet wtedy można się cieszyć, gdyż przedsiębiorstwo, którego fragment się posiada, właśnie się modernizuje, ulepsza, a zatem szansa na jeszcze większe zyski w przyszłości rośnie. Rośnie więc szansa na udział w tych zyskach w przyszłości.

Ostatnia myśl, którą chciałem się podzielić jest taka: budując portfel dywidendowy, dokonujemy jedynie zakupu. Z każdym zakupem posiadamy więcej małych aktów własności, z których każdy może nam w przyszłości przynosić zyski. Zyski te będą (już opodatkowane) wpływać bezpośrednio na konto, nie pomniejszając składu naszego portfela (jak ma to miejsce w przypadku sprzedawania akcji). Owszem, przeważnie te zyski nie są wielkie, ale budując portfel przez długi czas, dobierając do niego coraz więcej spółek i coraz więcej akcji spółek już posiadanych, przez cały czas zwiększamy swoje zyski. A na koniec zostajemy z portfelem pełnym udziałów, które mają przecież cały czas konkretną wartość i które możemy zawsze sprzedać. Udziały te po latach nie przepadną, a w razie czego zostaną odziedziczone przez naszych spadkobierców! Razem z udziałem w zyskach tych wszystkich firm. To dlatego inwestowanie w akcje jest tak atrakcyjne i warto je poznać i zrozumieć, choćby na poziomie podstawowym.

piątek, 6 stycznia 2023

Co Cię rozprasza? #UżywamyOrganizera

Od kilku lat używam papierowego organizera, czy też plannera. Jestem gorącym zwolennikiem tej metody organizowania swojego czasu i bardzo polecam to każdemu, kto chciałby, żeby mniej czasu przelatywało mu przez palce.

Kiedyś wydawało mi się, że planowanie nie jest kluczowe. Później, że wystarczy jedynie zapisać główne tematy. Teraz notuję wszystko, tworzę listy rzeczy do zrobienia, do spakowania, do przemyślenia, do obejrzenia i przeczytania, a także notuję swoje pomysły. Kiedy to robię, zwalniam swoją głowę z konieczności pamiętania tego wszystkiego, co z kolei sprawia, że mam "miejsce" na wymyślanie nowych rzeczy. Po jakimś czasie przeglądam swoje dawne pomysły i okazuje się, że część z nich nie jest za dobra, a jedynie część warta jest wprowadzenia w życie. Gdybym jednak cały czas miał je w głowie, nie miałbym możliwości opracowywania nowych rzeczy. Tworzenie notatek powiększa więc w pewien sposób moje możliwości.

Jak wygląda mój organizer


Organizer ma kilka funkcji. Przede wszystkim zależy nam na czymś, co pozwoli nam spojrzeć na nasz czas zarówno ogólnie, jak i w szczegółach. Dlatego cenię sobie plannery, które pozwalają na zaplanowanie całego miesiąca, ogólnie jak poszczególnych tygodni. Dobre jednak, by miał możliwość zrobienia dłuższej notatki dotyczącej danego dnia - tego jednak używam dla rozwinięcia detali zapisanych w widoku tygodniowym, podczas gdy widok tygodniowy służy mi do zapisywania rzeczy do zrobienia i odhaczania ich w trakcie wykonywania. Widok miesięczny to przeważnie spotkania, wizyty u lekarza i inne ważne sprawy, o których muszę pamiętać.

Możesz używać dowolnego notatnika, a nawet zwykłego zeszytu w kratkę. Nic w tym złego, jeśli potrafisz się w nim połapać, lub masz zdolności manualne, pozwalające na przekształcenie go w funkcjonalny planner. Modne jest także używanie tak zwanego "bullet journal" - zeszytu w kropki, które pomagają wyznaczyć siatkę i tworzyć równe tabele i notatki. Możesz także używać kalendarza, przeznaczonego na konkretny rok, albo modularnego, który sam możesz spersonalizować. Jeśli chcesz kupić jeden z prostych plannerów mojego autorstwa, proponuję ten. Jeśli chcesz zapoznać się z szerszą ofertą, zapraszam do sklepu.

Dlaczego nie kalendarz elektroniczny?


Oczywiście wielu osobom pasuje kalendarz elektroniczny. Ja uznałem, że nie jest tak przydatny jak papier i ołówek, który zmusza mnie do faktycznego sporządzenia notatki, bez możliwości edytowania jej w nieskończoność. Dzięki temu moje plany mają zwięzłą formę, a ja lepiej o nich pamiętam. W dodatku do mojego plannera mam dostęp o dowolnej porze, bez konieczności uruchamiania urządzenia elektronicznego (a nie używam smartfona, bo to bardzo rozpraszający gadżet).

Jeśli uważasz, że wystarczy Ci kalendarz w formie elektronicznej - nie ma problemu. Każdemu kto poważnie myśli o zarządzaniu swoim czasem polecam jednak spróbowanie prowadzenie organizera papierowego, analogowego, przynajmniej raz w życiu.

Kodowanie kolorem


Ja w swoim plannerze pisze wyłącznie ołówkiem, ale to tylko dlatego, że lubię pisać ołówkiem i w ten sposób tworzę wszystkie swoje notatki. Czasem jednak używam kolorowych oznaczeń. I tutaj moja rada dla tych, którzy zaczynają korzystać z analogowych notatników - stwórzcie na początku legendę i wypróbujcie kodowanie kolorami. Na przykład na czarno wpisujcie pomysły i główne myśli. Na niebiesko wyjścia i spotkania. Na zielono telefony do wykonania. Na fioletowo porady - filmy do obejrzenia, książki do przeczytania i inne zasłyszane rzeczy, których chcecie spróbować, lub zgłębić temat. Oczywiście to tylko przykłady, ale jeśli Wasz planner nie ma specjalnego miejsca, przeznaczonego na notatki jakiegoś konkretnego typu, kodowanie kolorami pomoże Wam w łatwym odszukaniu informacji i połączeniu ich w grupy. A legenda przyda się, by tworząc dany typ notatki używać zawsze tego samego koloru (mnie zdarzyło się notować coś na czerwono, a w pewnym momencie zapomnieć jakiego koloru używałem dla danego typu notatki i od połowy kalendarza zmieniałem kolor i później, szukając rzeczy do wypróbowania gubiłem się i myliłem notatki).

Co Cię rozprasza?


Moja propozycja dotyczy nietypowego użycia plannera, a mianowicie notowania w nim tego, co Cię rozprasza danego dnia. Bardzo często coś odciąga naszą uwagę od pracy i sprawia, że tracimy czas i przestajemy być efektywni. Jeśli zanotujemy to w organizerze (używając osobnego koloru do kodowania), to po jakimś czasie będziemy mieli czarno na białym (albo czerwono na białym), spis wszystkich rzeczy, które powodują nasze rozpraszanie się i być może uda nam się ich pozbyć, albo przynajmniej częściowo nad nimi zapanować. Dowiemy się także co rozprasza nas najczęściej, a co wpływa na nasze skupienie cyklicznie, może tego samego dnia, albo o stałej godzinie. Ja w ten sposób odkryłem po jakim czasie pracy moja wydajność spada na tyle, że więcej da mi pół godziny przerwy niż dalsze siedzenie przed komputerem. Sposób działa.


Wkrótce więcej o używaniu plannera. Jeśli interesuje Cię ten temat, obserwuj mój blog.