niedziela, 27 grudnia 2015

Postanowienia Noworoczne

Przełom roku to zawsze dobry czas na to, by coś w swoim życiu poprawić. Przeważnie to wtedy właśnie mamy chęci, by zacząć działać z początkiem nowego roku, bo jawi się nam on jako widoczny punkt początkowy. Uważam, że zacząć zmieniać się na lepsze można w dowolnym momencie, ale jeśli ktoś potrzebuje do tego bodźca, to oto właśnie nadchodzi - Nowy Rok.

Postanowienia noworoczne są dość oklepane - "od Nowego Roku przechodzę na dietę", "będę mniej pił", "przestanę przeklinać", "zacznę więcej czytać", "będę mieć lepsze stopnie" czy w końcu najpopularniejsze "rzucę palenie". Wszystkie te cele są szczytne i niewątpliwie zmienią życie na lepsze, jeśli tylko będziemy się ich trzymać. Nie jest to łatwe, ale przecież nie chodzi o to, by coś było łatwe, ale o to, byśmy mieli coś z tego, że podejmujemy trud. Widząc efekty będzie nam łatwiej trwać w postanowieniu. Niestety, efektów nie widać od razu.

Ja chciałbym się skupić na aspekcie przedsięwzięcia, który jest wymierny i policzalny już po pierwszym okresie trzymania się postanowienia, a mianowicie aspekcie finansowym. Co prawda przejście na dietę czy zaprzestanie przeklinania nie musi się przekładać na oszczędności, a to, że będziemy czytać zamiast włączać telewizor efekty da nie od razu i nie będą one oszałamiające, ale już rzucenie palenia może skutkować niebagatelną kwotą, zaoszczędzoną na kupnie papierosów. Chodzi mi jednak jeszcze o coś więcej. Chciałbym przekonać Was, że samo oszczędzanie może być doskonałym postanowieniem noworocznym, z którego wynikać mogą inne korzyści.

Wiele osób otwarcie przyznaje się do tego, że nie umie oszczędzać. Część z tych osób żyje na kredytach i gdy tylko kończą spłacać jeden, natychmiast zaciągają następny. Nie ma w tym nic złego, ale powinny sobie uświadomić, że przepłacają w ten sposób, nawet nie zdając sobie sprawy z własnych możliwości. Mogłyby z powodzeniem odkładać kwotę, którą teraz przeznaczają na spłatę zobowiązań. Przyjemniej jest mieć pieniądze na koncie, zamiast wpłacać je na spłatę długów.

Jak się jednak zmusić do oszczędzania? Nie tak znowu trudno. Po pierwsze, należy powziąć postanowienie noworoczne, ale zrobić to świadomie. Nie obiecywać sobie gruszek na wierzbie, ale prześledzić swoje finanse i zobowiązać się do comiesięcznego odkładania części zarobków. Jeśli wiemy, że mając je na koncie, nie będziemy mogli się pohamować przed ich wydaniem, najlepiej założyć sobie konto oszczędnościowe we własnym lub innym banku, a następnie albo samemu przelewać tam część dochodu, albo posłużyć się zleceniem stałym, ustawiając je tak, by kilka dni po otrzymaniu wynagrodzenia, część pieniędzy była automatycznie przesyłana na nasze konto oszczędnościowe.

Ci, którzy przyzwyczajeni są do tego, że co miesiąc bank ściąga z konta ratę jakiegoś kredytu, nie poczują różnicy - pewna kwota systematycznie będzie ściągana. Różnica polega na tym, że kwota ta będzie zasilała konto, a zatem nasze środki zamiast maleć będą rosły i po jakimś czasie okaże się, że uzbierało nam się na wymarzony samochód, remont czy wakacje.

A ile powinna wynosić wartość ściągana? Na pewno nie mniej niż 10% wynagrodzenia. Osobiście proponuję, by było to 20% a nawet 25%, ale kwotę tę należy wyliczyć indywidualnie tak, byśmy czuli się na siłach dźwigając takie obciążenie. Jeśli kiedyś mieliśmy kredyt, to jesteśmy przyzwyczajeni do potrącania z pensji wysokości raty, a zatem ta kwota nie będzie dla nas obciążeniem. Spróbujmy jednak coś do niej dorzucić. Jeśli rozsądnie przemyślimy problem, założymy osobne konto oszczędnościowe, a następnie ustalimy zlecenie stałe, to postanowienie noworoczne realizować się będzie samo.

Przykład z życia:
Jeden z moich przyjaciół od dłuższego czasu żyje od kredytu do kredytu, mimo że nieźle zarabia. Uważa, że wygodnie mu brać gotówkę z banku ilekroć robi większy zakup, a następnie spłacać w miesięcznych ratach. Obecnie jednak chciałby wziąć większy kredyt na zakup samochodu, a w tym celu musi spłacić pozostałe kredyty. Raty tych kredytów dają w sumie około 2 000 PLN. Kolega spłaca je systematycznie, a poza tym co miesiąc odkłada drugie tyle, by uzbierać na wcześniejszą spłatę. Kiedy kwota odłożona osiągnie oczekiwaną wartość, spłaci kredyty i pozbędzie się comiesięcznego obciążenia. Jednocześnie nie będzie musiał odkładać na wcześniejszą spłatę. 
W rozmowie z nim okazało się, że kredyt na samochód będzie oczywiście oprocentowany. Poradziłem mu, żeby odłożył zakup auta (które nie jest mu potrzebne natychmiast) i po spłacie obecnych zobowiązań nadal odkładał 4 000 PLN miesięcznie (2 000 PLN to raty obecnie płaconych kredytów, a pozostałe 2 000 PLN odkłada obecnie na ich wcześniejszą spłatę) i w ten sposób uzbierał na samochód (przy tej kwocie potrwa to około roku). Nic by go to nie kosztowało, bo przecież obecnie żyje tak, jakby nie miał tych 4 000 PLN, zupełnie z nich nie korzysta, a zatem nadal mógłby je odkładać, a w jego sytuacji życiowej nic by się nie zmieniło.

Zachęcam do zrobienia takiego rozliczenia i powzięcia realnego postanowienia noworocznego, by zabezpieczyć sobie przyszłość finansową. Informuję jednocześnie, że odkładając 20% dochodu przez rok, otrzymujemy trzynastą, czternastą i piętnastą pensję! (po odłożeniu 20%, nasza pensja wynosi 80% dochodu. W rok odłożymy 12 x 20% dochodu, a zatem 240%, czyli 3 x 80% - trzy pensje, które obecnie mamy do dyspozycji). Na tej zasadzie, odkładając 25%, dostaniemy jeszcze szesnastą pensję w roku! Pieniądze te będą się jeszcze mnożyć ze względu na dodatnie oprocentowanie konta, a gdy uzbieramy odpowiednią kwotę, będziemy je mogli zainwestować.

Pozostaje mi życzyć wytrwałości w postanowieniu i wspaniałych wyników na koncie. 

sobota, 5 grudnia 2015

Jak używać Karty Kredytowej

Mimo, że nie jestem zwolennikiem kart kredytowych, to zdaję sobie sprawę z tego, że przy niektórych transakcjach są one niezastąpione. A przynajmniej bardzo pomocne. Ci, którzy dużo podróżują wiedzą oczywiście, że karta kredytowa to najłatwiejszy sposób na kupno biletów lotniczych. Wspomagają także zakupy przez internet, szczególnie te dokonywane w zagranicznych sklepach. Niewielu jednak wie, że karta kredytowa ma jeszcze jedną, niebagatelną zaletę.

Transakcje dokonywane kartą kredytową są odwracalne. Ta cecha pozwala nam ustrzec się utraty dużych sum, jeśli wiemy w jaki sposób jej użyć. Nie tylko bowiem w przypadku kradzieży karty możemy ją zastrzec i zapobiec utracie sporych kwot (jeśli ktoś ukradnie nam gotówkę, to na jej odzyskanie nie mamy raczej szansy), ale także w przypadku nieuczciwych sprzedawców istnieje możliwość cofnięcia płatności wykonanych kartą. To pozwoli nam odzyskać pieniądze za wycieczkę, gdy biuro podróży zbankrutuje, a więc warto mieć świadomość istnienia takiego rozwiązania. Z reguły odzyskamy nawet pieniądze stracone w wyniku tak zwanego nieautoryzowanego użycia karty, czyli na przykład kradzieży czy oszustwa. Większość dobrych kart kredytowych jest bowiem ubezpieczona.

Ponadto wiele banków zachęca swoich klientów do używania kart poprzez dodawanie do nich specjalnych bonusów, zwrotów za zakupy, zbierania mil lotniczych czy ofert rabatowych. O różnych rodzajach kart kredytowych pisałem już wcześniej, więc nie będę zanudzał czytelników - kto ma ochotę, ten przeczyta tutaj.

Oczywiście posiadanie karty kredytowej to nie tylko wydawanie, ale także to, czego chyba nikt nie lubi - spłacanie zadłużenia. Dokonując bowiem transakcji kartą kredytową, każdorazowo zaciągasz w banku pożyczkę, która przez pierwszy okres przeważnie jest nieoprocentowana, ale niespłacona zacznie generować odsetki. Posiadając więc ten instrument finansowy pamiętajmy, by zawsze w terminie spłacać zadłużenie. To ustrzeże nas przed odsetkami, ale nie ustrzeże nas przed opłatą roczną (miesięczną) za posiadanie karty. Wystarczy jednak wykonać odpowiednią ilość transakcji kartą (lub transakcje na odpowiednią kwotę określoną w regulaminie), by nie ponosić żadnej dodatkowej opłaty. 

piątek, 27 listopada 2015

Czas Zakupów

Rozpoczął się okres masowego kupowania świątecznych prezentów. Nie tylko prezentów, bo w tym okresie w ogóle kupujemy bardzo dużo różności, nie tylko związanych ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia. Okres miesiąca przed wigilią, to czas kiedy jesteśmy skłonni wydawać więcej. Ma to także związek z tym, ze to okres najkrótszych dni, w które chcemy jakoś poprawić sobie nastrój.

Skoro tyle kupujemy, to warto skorzystać z licznie pojawiających się przecen. A najciekawsze zorganizowane akcje przedstawiam poniżej:

Czarny Piątek jest właśnie dzisiaj. Co prawda najmocniej świętowany jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie rabaty tego dnia sięgają 50-80%, ale i w Polsce wiele sklepów korzysta z tej formy promocji i tego dnia można liczyć na 25-30% rabat na wiele produktów, szczególnie w branży AGD i RTV (choć nie tylko). Nie tylko sklepy internetowe organizują tego dnia wyprzedaże. Księgarnie, butiki, całe galerie handlowe a nawet hipermarkety organizują tego dnia solidne wyprzedaże. Warto rozejrzeć się zarówno w sieci jak i w świecie rzeczywistym w poszukiwaniu okazji.

W najbliższy poniedziałek, 30 listopada wypada Cyberponiedziałek. Jest to międzynarodowy dzień zakupów w sieci, gdzie promocje czekać będą na nas w sklepach internetowych (głównie odzieżowych i obuwniczych, ale nie tylko). 

Następnego dnia, we wtorek 1 grudnia w Polsce będzie miał miejsce kolejny dobry dzień na zakupy w sieci. Ten dzień, to bowiem Dzień Darmowej Dostawy (DDD). Będziemy mogli liczyć na darmową dostawę bez osiągania zwyczajowych progów kwotowych, które zwykle do niej uprawniają. Do akcji przystąpi blisko 2200 sklepów internetowych, będzie więc w czym wybierać.

Tradycyjnie radzę w czasie tych dni zrobić większość świątecznych zakupów, gdyż święta coraz bliżej, a ceny raczej nie będą już spadać. warto więc poświęcić chwilę w ten weekend i zrobić część zakupów dzisiaj lub przygotować się na poniedziałek i wtorek, kiedy zakupy będzie można dokończyć. Przydatna w tym będzie porównywarka cen, która powinna w poszczególne dni uwzględniać rabaty.

wtorek, 24 listopada 2015

Tańsze Soki Owocowe

Z pewnością wiele osób pija soki owocowe, przykładowo najpopularniejszy sok pomarańczowy. Jeśli pijasz sok pomarańczowy z kartonu a nie ten świeżo wyciskany z owoców (w naszym kraju nieco trudniej to osiągnąć), to z pewnością zwracasz uwagę na różnicę w cenie takich soków. W sklepie można znaleźć soki dość drogie, ale także takie, które są kilkakrotnie tańsze. Te tańsze opisane są jako "sok z zagęszczonego syropu". 

Warto jednak wiedzieć, że jeśli chodzi o skład, to jest to w zasadzie dokładnie taki sam sok owocowy, o takich samych parametrach i właściwościach. "Sok 100%" i "sok 100% z zagęszczonego syropu" nie zawierają żadnych dodatków chemicznych ani dodatku cukru. Trafiają do spożycia po tym samym czasie od zbiorów owoców. Różnicą jest głównie cena (napisałbym tylko, ale są także detale, które nie mają wpływu na to, co ważne). 

Skąd więc różnica w cenie, sugerująca jakoby sok nie z syropu był lepszy (bo droższy)? Otóż różnica wynika z kosztów transportu. Sok przewożony jest do przetwórni / rozlewni w cysternach. Sok zagęszczony, przed transportem redukuje się, odparowując z niego wodę, która stanowi ponad 80% soku, po czym w zagęszczonej postaci przewozi i dodaje znów wody już na miejscu. Dzięki temu z jednej cysterny zagęszczonego syropu powstaje sok, który w innym przypadku transportowałoby 6 cystern. Byłoby to droższe i dlatego sok, który przewożony jest bez odparowania wody kosztuje więcej, by pokryć ten koszt (a nie dlatego, że jest lepszy).

Dla tych, dla których ważne są detale, o których pisałem dwa akapity temu - podczas usunięcia nadmiaru wody zmniejsza się achromatyczność syropu, dlatego po dodaniu wody dodaje się także naturalnego ekstraktu z pomarańczy (olejku eterycznego otrzymywanego w 100% z owocu pomarańczy), by ten aromat uzupełnić.

Jeśli więc pijesz sporo soku i chcesz zmniejszyć wydatki, śmiało możesz przerzucić się na sok z zagęszczonego syropu, bez obawy o to, że jest mniej zdrowy. Jeśli nie ufasz smakowi, przeprowadź ślepą próbę - nie wszystkie soki (bez względu na sposób ich transportu) mają ten sam smak, więc warto znaleźć markę, która będzie nam odpowiadać. Jest jednak spora szansa, że znajdziemy cos dla siebie wśród soków z tej tańszej półki.

PS: Dla mnie osobiście, soki z kartonu są za słodkie, więc jeśli je piję, to rozcieńczam wodą w stosunku 1 : 1 (a kupuje te z syropu), więc oszczędzam podwójnie.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Walutomat akceptuje przelewy z zagranicy

Walutomat wprowadził właśnie usługę, dzięki której przyjmuje przelewy z zagranicznych banków. I to bez żadnych dodatkowych opłat. Oznacza to, że możesz ominąć wymianę walut po kursie bankowym i przelewać pieniądze po znacznie lepszym kursie, korzystając z Walutomatu. W praktyce, jeśli przelewasz powiedzmy 1000 Euro do polskiego banku, to na rachunek wpłynie 4033,70 PLN (rzeczywisty bank, dane aktualne na dzień powstania tego wpisu). Jeśli jednak w tym samym momencie skorzystasz z Walutomatu, to na konto trafi aż 2235,60 PLN (dane pobrane w tym samym momencie), czyli ponad 200 PLN więcej. To prawie 5% zysku.

Jeśli masz za granicą rodzinę, która przesyła co jakiś czas pieniądze, by skorzystać z lepszego kursu walut należy:
  1. Założyć konto w Walutomacie, korzystając z tego linka: Walutomat.pl - wymiana walut w Internecie,
  2. poprosić rodzinę, by zamiast przelewać na rachunek bankowy w złotówkach, przelewała bezpośrednio na Twoje konto w walutomacie,
  3. dokonać wymiany waluty na PLN,
  4. bezpłatnie wypłacić pieniądze na własne konto w Polsce.
Jeśli natomiast pracujesz za granicą i część pieniędzy przelewasz rodzinie w Polsce, wystarczy:
  1. Założyć konto w Walutomacie, korzystając z tego linka: Walutomat.pl - wymiana walut w Internecie,
  2. kwotę dla rodziny przelać na konto w walutomacie,
  3. dokonać wymiany waluty na PLN,
  4. bezpłatnie przelać złotówki na konto rodziny.
Kraje, z których banków Walutomat akceptuje przelewy to:
Austria, Andora, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Gibraltar, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Islandia, Liechtenstein, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Monaco, Niemcy, Norwegia, Polska, Portugalia, Rumunia, San Marino, Słowacja, Słowenia, Szwajcaria, Szwecja, Węgry, Wielka Brytania, Włochy.

piątek, 23 października 2015

Czym Jest Kilowatogodzina?

Kilowatogodzina, czyli jak zwykła mawiać mój nauczyciel fizyki "Kawucha" (kWh), to jednostka pracy / energii. Dla nas jednak istotne jest to, że w tej jednostce przychodzą do nas rozliczenia zużycia prądu. Jak jednak zorientowałem się podczas przypadkowej rozmowy ze znajomymi, znakomita większość z nich nie miała pojęcia jak w prosty sposób przeliczyć działanie urządzeń podłączonych do gniazdka na kilowatogodziny, a co za tym idzie na złotówki.

Przede wszystkim, by określić w dużym przybliżeniu zużycie prądu przez dane urządzenie elektryczne, należy znać jego moc, wyrażaną w Watach. Przykładowo, najsłynniejsza niegdyś żarówka 100 Watowa, miała moc równą 100 watom (jak sama nazwa wskazuje). 100 Watów to 1/10 Kilowata. Zatem dziesięć żarówek mają moc poboru równą 1 Kilowatowi. Pracując przez godzinę zużyją właśnie 1 Kilowatogodzinę.

100 W = 0,1 kW
10 x 100 W = 1 kW
1 kW x 1h = 1 kWh

Zatem jedna żarówka stuwatowa zużyje jedną kilowatogodzinę po dziesięciu godzinach świecenia. 

W mojej taryfie (a jest ona dość standardowa), łączny koszt Kilowatogodziny to około 50 groszy. Do tego dochodzą jeszcze opłaty sieciowe, ale na te nie ma wpływu ile energii zużywamy, więc w tym rozliczeniu ominiemy je.

Przeciętny komputer stacjonarny ma zasilacz o mocy 300 - 350 W, a zatem maksymalnie około 1/3 kW (jeśli będzie pracował z maksymalną wydajnością), co oznacza, że 1 kWh zużyłby w około 3 godziny. W rzeczywistości zużycie wynosić będzie jednak od 150 do około 250 W, zależnie od ilości podpiętych podzespołów oraz ich chwilowego wykorzystania. Nie zapomnijmy jednak o mocy monitora, którego także używamy w tym samym czasie. Popularne monitory mają obecnie pobór mocy na poziomie około 50 W. Taki zestaw zużywa w godzinę 0,2 - 0,3 kWh, co daje koszt na poziomie 10 - 15 groszy.

Takie koszta nie brzmią przerażająco, ale używając komputera w domu tylko przez 6 godzin dziennie, codziennie osiągniemy miesięczny koszt w wysokości 18 - 27 PLN. A to tylko komputer. Dodajmy do tego jeszcze telewizor (100 W), cały czas włączoną do sieci lodówkę (współczesne przeciętne lodówki to około 0,7-0.8 kWh na dobę), pralka (0,7-1,2 kWh na jedno pranie), kuchenka elektryczne (wszystkie grzałki plus piekarnik to przerażające 10 000 W), jakieś urządzenie dogrzewające (przykładowo 2000 W), a także urządzenia, których używamy przez chwilkę - czajnik elektryczny (2000 - 2500 W), odkurzacz (1500 - 2000 W), mikser (500 W)... 

Składowych jest wiele i chociaż może się wydawać, że na co dzień oszczędzanie energii daje niewielkie kwoty, to jednak po podsumowaniu, gdy płacimy rachunek mogą one wynosić kilkanaście procent. Oszczędzać zaś można zarówno wyłączając światło i niepotrzebne urządzenia, jak i decydując się na bardziej energooszczędną pralkę czy lodówkę.

piątek, 9 października 2015

Lokata na 4% lub na 5%

Ostatnio trudno jest o dobrą lokatę, z uczciwym oprocentowaniem, które da wymierne zyski. Jakiś czas temu bez trudu można było założyć lokatę na 5% czy nawet 6%, ale obecnie graniczy to z niemożliwością. Mając trochę wolnych środków, które szkoda mi trzymać na nisko oprocentowanym koncie oszczędnościowym szukałem lokaty, która dawałaby mi coś więcej. I znalazłem!

Eurobank proponuje obecnie Lokatę na Dobry Start, a w niej wszystko to, co na lokatach można było dostać kiedyś, w "lepszych czasach". I, co ważne, kwota lokaty też jest wyższa niż modne ostatnio kilka tysięcy, więc nawet jeśli dysponujecie większymi środkami, będziecie mogli skorzystać z oferty banku. A jak to wygląda w praktyce?
  1. Należy założyć konto w banku. W tym celu można skorzystać z tego formularza. Dodatkowym bonusem jest możliwość udziału w promocji, dzięki której dokonując do końca roku płatności kartą na kwotę minimum 400 PLN, dostaniesz 50 PLN zupełnie za darmo.
  2. Załóż lokatę na 3 miesiące. Minimalna kwota lokaty to 200 PLN. Jeśli kwota na lokacie wyniesie mniej niż 10 000 PLN, oprocentowanie wyniesie 4%. Możesz też założyć lokatę na wyższą kwotę, aż do 50 000 PLN, ale wtedy oprocentowanie lokaty wyniesie 3%. Wybór należy do Ciebie.
  3. Jeśli zdecydujesz się przelać swoje dochody na konto w eurobanku, po 3 miesiącach lokata odnowi się na kolejny okres (kolejne 3 miesiące), ale oprocentowanie wzrośnie o 1% (więc jeśli kwota wynosi do 10 000, oprocentowanie wyniesie 5%, a jeśli więcej, 4%).
  4. Jeśli nie zdecydujesz się na przelewanie pensji na to konto, ale będziesz korzystać aktywnie z karty płatniczej, utrzymasz poprzednie oprocentowanie.
Wynika z tego, że przy można mieć korzystnie ulokować pieniądze aż na 6 miesięcy, a do tego dostać jeszcze bonusowe 50 PLN za używanie karty płatniczej. Nie wiem, czy "stare dobre czasy" wracają, ale z pewnością przez następne pół roku nie trzeba szukać lokat i kombinować z ciągłym przelewaniem środków. A za pół roku pewnie znów uda się znaleźć korzystny sposób na ulokowanie kapitału.

poniedziałek, 21 września 2015

Darmowa Komunikacja Miejska

Już we wtorek (22.09) będzie można za darmo podróżować po mieście (chyba każdym w Polsce, które posiada komunikację miejską). W ten dzień obchodzimy bowiem Międzynarodowy Dzień Bez Samochodu. 

To świetna okazja, by zamiast wydawać na paliwo sprawdzić, ile czasu zajmie nam droga do pracy, jeśli przesiądziemy się do publicznego transportu zbiorowego. Być może okaże się, że zamiast skupiać się na prowadzeniu auta, możemy docierać do pracy z książką w ręku i uśmiechem na twarzy? Może droga wcale nie będzie trwała o wiele dłużej? 

Polecam zmierzyć się z tematem i sprawdzić samemu, skoro tego dnia możemy za darmo skorzystać z dobrodziejstw mieszkania w mieście. A przy okazji zmniejszyć korki na drogach (co tylko przyspieszy przejazd) oraz zadbać o środowisko w swoim własnym, prywatnym zakresie.No i oczywiście o portfel - bilet okresowy jest wielokrotnie tańszy niż utrzymanie samochodu, nawet jeśli używać go będziemy wyłącznie na dojazd do pracy. 

sobota, 12 września 2015

Jak działa Kredyt

Nastały czasu, w których chętnie zaciągamy kredyty - czy to hipoteczne - na mieszkanie czy dom, czy mniejsze kwoty - na samochód lub wycieczkę, a czasem i gotówkowe, zwyczajnie na życie, by na szybko związać koniec z końcem. Warto jednak wiedzieć jak działa taki kredyt, ile wynosi oprocentowanie i w jaki sposób jest naliczane, a także w jaki sposób spłacić kredyt nie dokładając do niego przesadnej kwoty.

ODSETKI

Zadziwiająco wiele osób nie wie, w jaki sposób naliczane są odsetki. Zrozumienie tego mechanizmu jest niezmiernie istotne, gdyż pomaga zrozumieć co tak na prawdę spłacamy. Wysokość Odsetek zależna jest od Kwoty Kredytu (a dokładnie od Aktualnej Kwoty Kredytu) oraz wysokości Oprocentowania. Prawdopodobnie odsetki naliczane będą miesięcznie, a zatem Oprocentowanie będzie miało wysokość około 1/12 Oprocentowania W Skali Roku

O = OWSR / 12

Aktualna Wysokość Odsetek zaś wynosić będzie tyle ile iloczyn Aktualnej Kwoty Kredytu i Oprocentowania podanego w procentach.

AWO = AKK * O

Przykład: Jeśli zaczynamy spłacać kredyt o wysokości 100 000 PLN, oprocentowany na 6% w stosunku rocznym, to wysokość odsetek w pierwszym okresie rozliczeniowym wynosić będzie:

100 000 PLN * 6% / 12 = 100 000 PLN * 0,5% = 500 PLN

Tyle odsetek naliczy bank w pierwszym miesiącu.

RATA

Rata Kredytu powinna być większa niż Aktualna Wysokość Odsetek, w przeciwnym bowiem razie nie spłacalibyśmy nawet odsetek, a zatem nasz dług by rósł, zamiast maleć.

RK > AWO

A ile z naszej raty to spłata odsetek, a ile kredytu? Tak naprawdę, to nie jest istotne - ważne jest, że Aktualna Kwota Kredytu to Poprzednia Aktualna Kwota Kredytu (ta z poprzedniego miesiąca), powiększona o Poprzednią Aktualną Wartość Odsetek (z poprzedniego miesiąca) a pomniejszona o Poprzednią Ratę Kredytu (tę z poprzedniego miesiąca).

AKK = PAKK + PAWO - PRK

czyli

AKK = PAKK + PAKK * O - PRK 

Ale można to także przedstawić tak, jak przedstawia to rozliczenie od banku. Ta sama Rata Kredytu dzieli się na Spłatę Odsetek i Spłatę Kredytu. A zatem:

ARK = SO + SK  z czego wynika, że  PRK = PSO + PSK

ale

SO = AWO oraz AKK = PAKK - PSK

a zatem

PSK = PRK - PSO
PSK = PRK - PAWO
AKK = PAKK - PRK + PAWO
AKK = PAKK + PAWO - PRK
AKK = PAKK + PAKK * O - PRK

czyli na jedno wychodzi.

Przykład: Zaczynamy spłacać Kredyt wysokości 100 000 PLN, oprocentowany na 6% w stosunku rocznym. Z poprzedniego przykładu wiemy, że w pierwszym miesiącu odsetki wyniosą 500 PLN. Aktualna Kwota Kredytu wynosi więc teraz 100 500 PLN. Decydujemy się spłacić Ratę w wysokości 2000 PLN, a zatem nasza kwota kredytu wynosi 98 500 PLN. Od tej kwoty będą teraz naliczane odsetki za kolejny miesiąc (98 500 * 0,5% = 492,5 PLN). Inaczej mówiąc Nasze 2000 PLN poszło na spłatę odsetek (500 PLN) oraz spłatę kredytu (1500 PLN), więc Kredytu zostało nam początkowe 100 000 PLN - spłacane właśnie 1 500 PLN = aktualne 98 500 PLN. Wychodzi na to samo, tylko tutaj traktujemy Odsetki jako osobno spłacaną kwotę.

To właśnie dlatego Rata Kredytu nie zmniejsza wysokości naszego zadłużenia o całą swoją wartość, a jedynie o część. Teraz już wiecie, skąd wzięła się ta część. A teraz warto omówić dwa rodzaje rat kredytu, które czasem będziemy mieli do wyboru.

RATA MALEJĄCA

Rata malejąca to ta, której wysokość łatwo będzie wyliczyć (paradoksalnie). Polega ona na tym, że w każdym okresie rozliczeniowym spłacamy tę samą wartość Spłaty Kredytu, oraz całą naliczoną Wartość Odsetek. Wartość Odsetek oczywiście zmienia się (maleje) wraz ze zmianą Aktualnej Kwoty Kredytu, od której jest naliczana. A skoro Spłata Kredytu jest stała a Wartość Odsetek maleje, to Rata Kredytu jest malejąca.

SK = const
RK = SK + SO
SO(2) < SO(1)
RK(2) < RK(1)

Taki rodzaj spłaty sprawia, że pierwsze raty są wyższe niż ostatnie, a Aktualna Kwota Kredytu maleje o tę samą wartość w każdym okresie rozliczeniowym.

RATA RÓWNA

Większości kredytobiorców nie stać jednak na Ratę Malejącą, gdyż jej wysokość w pierwszych okresach rozliczeniowych jest bardzo wysoka. Wtedy bank zaproponuje ratę równą. Oznacza to, że tutaj to Rata Kredytu będzie stała, a zatem zmieniać się będzie zarówno Wartość Odsetek (ta będzie maleć wraz z malejącą wartością Aktualnej Kwoty Kredytu) jak i wartość Spłaty Kredytu (ta z kolei będzie rosnąć, zgodnie z wzorem poniżej)

RK = const
RK = SK + SO
SO(2) < SO(1)
RK(2) = RK(1)
SK(2) > SK(1)

W tym przypadku, początkowo spłacamy głównie odsetki, a Aktualna Kwota Kredytu maleje powoli. Powoli maleje zatem także Wartość Odsetek. Szybkość spłaty jednak narasta, ponieważ każda rata spłaca odrobinę mniej odsetek, a skoro jest tej samej wysokości, spłaca trochę więcej kapitału kredytu. Wysokość Raty jest wyliczalna (przed napisaniem tego tekstu wyprowadziłem wzór ciągu, lecz był on tak złożony, że nie ma sensu go tutaj publikować), ale bank wyliczy ją dla nas. Początkowo będzie ona zdecydowanie niższa niż Rata Malejąca, przy tych samych warunkach kredytowania (okres kredytowania, odsetki itp.).

WCZEŚNIEJSZA SPŁATA

Wiele osób zastanawia się zapewne, czy opłaca się kredyt spłacić wcześniej, przed ustalonym harmonogramem. Odpowiedź jest wyliczalna w bardzo prosty sposób, ale należy pamiętać o kilku sprawach:

  • Spłacając kredyt pozbawiamy się środków w sposób bardziej ostatecznych niż wkładając je na lokatę - nie da się ich wycofać.
  • Spłacać kredyt należy tylko, jeśli dysponujemy środkami, które nie będą nam niezbędne w krótkim czasie (nie ma sensu brać za chwilę innego kredytu po to, by odzyskać te środki).
  • Należy sprawdzić, czy umowa nie zawiera obostrzeń w kwestii wcześniejszej spłaty - czy na przykład nie musimy dopłacić bankowi za taką możliwość.
Jeśli dysponujemy środkami, które chcielibyśmy wpłacić na lokatę, by czerpać z nich zysk, to znaczy środkami, które nie są nam potrzebne "na życie", a raczej w celach zarobkowych - inwestycyjnych, warto zastanowić się, czy nie zyskamy więcej spłacając zadłużenie (generujące odsetki). Jeśli oprocentowanie kredytu jest wyższe niż oprocentowanie lokaty (a przeważnie jest) to warto spłacić część zadłużenia. Minusem takiego rozwiązania jest to, że pozbywamy się środków (ale przecież wcześniej czy później i tak wpłacilibyśmy je na konto kredytu), plusem, że zarabiamy więcej.

Przykład: Posiadamy kredyt oprocentowany na 6% w stosunku rocznym. Najlepsza lokata, daje nam obecnie 3,5 w stosunku rocznym. 10 000 PLN spłaconego kredytu da nam roczną oszczędność rzędu 600 PLN - o tyle mniej odsetek zostanie naliczone. 10 000 PLN na lokacie przyniesie zysk 350 PLN, pomniejszony o podatek, czyli w przybliżeniu 300 PLN, co oznacza, że drugie tyle będziemy musieli dopłacić z innego źródła. Kapitał kredytu natomiast w pierwszym przypadku zmniejszy się o 10 000 PLN (tyle mniej zostanie do spłacenia), a w drugim zostaniemy z tymi 10 000 PLN w ręku, ale nadal będziemy musieli je spłacić.

Nie spłacanie w takim przypadku jest rozsądne tylko wtedy, gdy spodziewamy się w niedługim czasie ulokować pieniądze lepiej, by spłacić większą część kredytu.

Przykład: Zamiast spłacać kredyt, lokujemy nasze 10 000 PLN w obligacje, oprocentowane na 10% w stosunku rocznym, co po odliczeniu podatku da nam 810 PLN rocznie. Jako, że jest to więcej niż wynoszą nasze odsetki kredytowe od kwoty 10 000 PLN, możemy spłacić więcej, niż wpłacając jedynie 10 000 na konto kredytu. Nadal pozostajemy z 10 000 PLN w ręku i możemy je inwestować ponownie.

Jeśli bank zamierza pobrać od nas opłatę za wcześniejszą spłatę, musimy ją uwzględnić w obliczeniach. Jeśli jeszcze nie podpisaliście umowy kredytowej, dobrym pomysłem będzie wynegocjowanie już na tym etapie, by tej opłaty nie było, lub by była jak najniższa.

KONTO "ANTYKREDYTOWE"

Mam nadzieję, że teraz, gdy posiadacie już podstawową wiedzę na temat tego, co w kredycie piszczy, będziecie rozsądnie używać tej możliwości. Pamiętajcie jednak, że im dłużej powstrzymacie się z zaciągnięciem kredytu (na przykład na mieszkanie), ale będziecie oszczędzać pieniądze tak, by wystarczyło na hipotetyczną ratę (co jest dobrym pomysłem, przed wzięciem na siebie takiego zobowiązania - będziecie wiedzieli jak się żyje z tej reszty pieniędzy z wypłaty, bo kredyt to nie przelewki), tym mniejszy kredyt będziecie musieli wziąć. W moim przypadku wstrzymanie się przez rok zaowocowało tym, że odłożyłem kwotę, który wystarczyłby do spłaty kapitału kredytu (bez odsetek) przez ponad trzy lata (ale rata równa). A jak wiadomo, kwota jakiej nie wezmę w kredycie, nie generuje odsetek. 

W obecnych czasach, kiedy oprocentowanie kredytów bankowych jest jeszcze wyższe, tym bardziej opłaca się odkładać tę decyzję i jak najdłużej oszczędzać, wpłacając każdą przyszłą ratę na własne konto. Stworzyć sobie konto zwane "antykredyt" i zbierać tam to, co w innym przypadku poszłoby na spłatę zadłużenia. 

Przykład: Jeśli to do Was nie przemawia, to napiszę, że gdybym tak zrobił, to na "antykredytowym" koncie, wpłacając kwotę równą racie kredytu w 20 lat uzbierałbym tyle, ile wpłacałbym przez lat 40, spłacając w terminie zaciągnięty kredyt. Nie licząc żadnych odsetek (a te przecież przez 20 lat byłyby znaczące - licząc tylko 3% rocznie (po opodatkowaniu i z naliczaniem rocznym, a nie miesięcznym), zostałbym z dodatkową kwotą równą 30% kredytu w kieszeni.

Inaczej mówiąc, gdybym zamiast wziąć kredyt na 40 lat, miał uzbierać tę samą kwotę na koncie "antykredytowym", oprocentowanym na 3% rocznie (po opodatkowaniu, wliczając lokaty itp), wpłacając tam tylko tyle, ile wynosi wysokość raty mojego kredytu (czyli to co zostaje mi w portfelu, jeśli nie wziąłem kredytu i nie muszę płacić), to zamiast 40 lat płacenia, zbierałbym tylko przez 16 lat. 

czwartek, 10 września 2015

Kolejna wypłata z Programu Zarabiania Przez Internet

Dzisiaj tylko się chwalę kolejną wypłatą z Qassa. Ponownie polecam program, bo warto. Ja zarobiłem już w ten sposób kilka ładnych stówek.

O innych programach tego typu piszę tutaj.

wtorek, 8 września 2015

Lokata na 3,5%

O dobrą lokatę coraz trudniej. Banki nie proponują ich ani swoim lojalnym, ani nawet nowym klientom. Trudno więc uzyskać jakąś dobrą, bezpieczną inwestycję w lokaty bankowe. W tym świetle ucieszyłem się, gdy znalazłem lokatę na 3,5% w Getin Bank. Lokata nazywa się Lokata na Start i jest dostępna dla środków w wysokości 500 - 10 000 PLN na dwa miesiące. Oprocentowanie w skali roku to 3,5%, a lokatę można zerwać w dowolnym momencie, bez utraty odsetek. Dostępna jest ona dla nowych klientów Getin Banku. Lokatę można założyć online lub telefonicznie, a jej założenie zajmie tylko parę minut.

Aby założyć lokatę, kliknij tutaj.

czwartek, 3 września 2015

Imprezowe Surowce Wtórne

Sezon Grillowy właściwie już za nami, upały także, ale imprezy odbywają się przecież przez cały rok. Polskie realia natomiast są takie, że jeśli imprezy, to piwko. Dużo piwka. Złoty trunek sprzedawany jest najczęściej w butelkach i puszkach, a te przecież często są zwrotne. Więc czy zapraszasz gości, czy też organizujesz imprezę składkową, nie wyrzucaj pojemników po napojach. Puszki można przecież sprzedać w skupie, natomiast butelki wymienić w najbliższym spożywczaku. Sprawdź zatem, które butelki są zwrotne i wymieniaj na pełne. Zdziwisz się ile możesz "zarobić" po jednej imprezie.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że w zbieraniu puszek po spożytych napojach nie ma nic odkrywczego, ale ta rada dotyczy wszystkich tych, którzy nie chcą mieć w domu dodatkowego kosza czy torby, w której składować będą puszki zanim uzbiera się ich tyle, że wyprawa do skupu będzie opłacalna. Po imprezie ta ilość uzbiera się sama.

Warto także wspomnieć, że obecnie funkcjonuje dużo punktów skupu, więc znalezienie takowego w okolicy swojego miejsca zamieszkania (bądź działki, na której odbywają się balangi) nie będzie stanowić problemu.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Kasa z Dowozem...

Masz problem ze znalezieniem bankomatu lub wpłatomatu swojego banku? A może w twojej okolicy nie ma żadnego wpłątomatu ani bankomatu? A co powiesz na propozycję, by taki wpłatomat zawsze szukał ciebie, a nie odwrotnie? Brzmi jak science fiction? Być może...

... ale to prawda!

Idea Bank posiada już mobilne wpłatomaty, które dojadą do użytkownika w razie potrzeby. Z nieoficjalnego źródła (bo nie znalazłem oficjalnej informacji wystosowamej przez bank) wiem, że zamawiając mobilny wpłatomat możemy nie tylko wpłacić, ale także wypłacić gotówkę.

Usługa dostępna jest dla wszystkich klientów posiadających aktywne konto oraz kartę płatniczą Idea Banku.

Może więc warto założyć tam konto? Bank rozwija się i coraz więcej ciekawych, nietuzinkowych ofert proponuje wszystkim swoim klientom. Nie musze chyba przypominać, że Idea Bank proponuje także swoim klientom lokatę trzymiesięczną, oprocentowaną na 4% w stosunku rocznym.

piątek, 14 sierpnia 2015

Zwiększanie Kwalifikacji i Przebranżowienie

Jeśli szukamy pracy już jakiś czas i nadal nie odnieśliśmy w tej dziedzinie sukcesu, może czas na zastanowienie się dlaczego tak się dzieje? Oczywiście - można zwalić winę na czasy, na rynek pracy, na wysokość wynagrodzeń i wymagania pracodawców, na kumoterstwo. To wszystko jest jednak jedynie częścią prawdy. Jest także druga strona medalu. Możliwe, że nasze kwalifikacje nie są wystarczające. Możliwe, że mimo iż spełniamy wymagania ogłoszenia, inni aplikanci dysponują czymś więcej - jakąś wartością dodaną, którą mogą zaproponować przyszłemu pracodawcy, czym od razu nas wyprzedzą. A skoro tak, a mamy czas i odrobinę środków, możemy spróbować podnieść własne kwalifikacje lub całkowicie przebranżowić się, by spróbowac sił na innym rynku. Jak to zrobić?

Najbardziej konwencjonalnym sposobem na zwiększenie kwalifikacji w przypadku większości posad jest uzyskanie prawa jazdy. Jeśli posiadamy prawo jazdy kategorii B, możemy pokusić się o zrobienie kategorii C. To coś, co zwiększy nasze szanse na rynku pracy nawet, jeśli nie posiadamy samochodu. Jest to umiejętność, którą dobry pracodawca może umieć wykorzystać.

Innym, równie skutecznym sposobem jest poznanie nowego języka. Można iść na kurs, albo pokusić się o samodzielną naukę języka obcego. Nawet podstawowa (ale uczciwa, nie tylko taka wpisana w CV) znajomość jakiegoś obcego języka zwiększy nasze szanse w oczach pracodawcy. Warto więc zainwestować w siebie i poznać podstawy kilku popularnych języków. Pracodawca może uznać, że warto będzie po zatrudnieniu nas, posłać na kurs bardziej zaawansowany, gdyż wyprzedzamy w tej dziedzinie innych kandydatów. Warto.

Jeśli chcemy się przebranżowić, warto wybrać naukę takich umiejętności, które poza ewentualną pracą, mogą nam się także przydać w życiu domowym. Dobrym przykładem będą tutaj kursy szycia, które poza rozwinięciem umiejętności pozwalających nam na podjęcie pracy zarobkowej w nowej dziedzinie, doskonale sprawdzą się także w przypadku prostych zadań domowych - zszywania uszkodzonych ubrań, dokonywania przeróbek (tani ciuch z lumpeksu może w naszych rękach stać się krzykiem mody), szycia własnych poszewek na poduszki, zdrowych przytulanek ze znanych, bezpiecznych materiałów czy toreb na zakupy. Taniej i ładniej niż kupione w sklepie. Jeśli zaś nie chcemy inwestować w siebie pieniędzy (a co może być lepszym celem inwestycji?), to możemy poszukać interesujących nas kursów i poradników w internecie - serwis youtube bedzie doskonałym ich źródłem. 

Dbajmy o siebie i pokazujmy to pracodawcy. Niech wie, że dbamy o jego pracownika najlepiej jak umiemy - to popłaca.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Jak Prać?

Ile kosztuje pranie ciuchów? Czy nosząc ubrania do pralni przepłacamy? O ile? 


Dzisiaj próba wyliczenia kosztów uprania 1 kg ubrań, na przykładzie naszej domowej pralki (która jest, jak myślę, dość reprezentatywną małą, oszczędną pralką).

Kilka danych technicznych na temat pralki na początek. Kupując pralkę, nie należy kierować się klasą energetyczną (czyli tymi literkami, których rozpiętość ostatnio to jedynie od A do AAA+), ponieważ wzór na wyliczenie klasy energetycznej zawiera tyle składowych współczynników, że nie jest w pełni miarodajny. Najważniejsze dane to: 
  • Wielkość wsadu (jaką ilość ubrań możemy wrzucić na raz)
  • Zużycie wody na cykl
  • Zużycie prądu na cykl
Są też inne koszta, ale w przypadku sprzętu to właśnie jest najbardziej istotne.



Dane naszej pralki to:
  • Wsad nominalny 3 kg
  • 43 l wody / cykl
  • 0,95 kWh energii elektrycznej / cykl
A zatem na 1 kg prania zużywamy ok 14 l wody zimnej (0,16 PLN) oraz 0,36 kWh (0,19 PLN).

Do tego dochodzi proszek do prania lub płyn do prania oraz płyn do płukania, w ilości:
  • 30 g proszku lub 60 ml płynu do prania
  • 25 ml płynu do płukania
A zatem na 1 kg prania zużywamy 10 g proszku (ok 0,18 PLN) lub 20 ml płynu (podobny koszt) oraz 8 ml płynu do płukania (ok 0,06 PLN).

Łącznie więc upranie kilograma ubrań kosztuje nas 0,16 + 0,19 + 0,18 + 0,06 = 0,59 PLN, a jedno pranie to zaledwie 1,80 PLN. 

Przyjmując, że pralka kosztowała 1 400 PLN, a prać można raz dziennie, to przy okresie gwarancji (wtedy nie ponosimy dodatkowych kosztów), za samą pralkę płacimy ok 2 PLN dziennie, a zatem upranie jednego wsadu to 3,80 PLN. Biorąc pod uwagę, że w pralniach samoobsługowych stoją pralki dwukrotnie większe, jedno pranie (już ze środkami piorącymi) musiałoby kosztować poniżej 7,60 PLN, by można było odnotować oszczędność. Jak jednak wiadomo, pranie w pralni samoobsługowej jest droższe, a co za tym idzie, nadal bardziej opłaca się prać w domowej pralce (pod warunkiem, że mamy gdzie taką pralkę postawić). Oczywiście liczy się także wygoda - dla jednych jest to brak konieczności wychodzenia z domu, dla innych możliwość zostawienia prania w drodze po zakupy i odebrania po.

A w jaki sposób prać, by oszczędzić sobie dodatkowych kosztów?


  • Odpowiednie ustawienie i wypoziomowanie pralki wpłynie na jej późniejszą pracę,
  • Zawsze należy dobrać odpowiedni program, by z jednej strony nie podgrzewać nadmiernie wody, a z drugiej nie zniszczyć ubrań (to ostatnie może powodować wyjątkowo wysokie koszty prania),
  • Nie przeciążać pralki, by nie zużywała się nadmiernie i dłużej służyła, ale i nie prać na pusto - najlepiej wykorzystywać pełnie możliwości urządzenia,
  • Nie prać rzeczy zabłoconych, zapiaszczonych - lepiej to przepłukać wstępnie w misce. Oszczędzimy na zużyciu filtra i elementów mechanicznych pralki, a także zwiększymy wydajność prania,
  • Segregować wkład nie tylko pod względem koloru, ale także materiału, a w szczególnych przypadkach także stopnia zabrudzenia czy rodzaju plam (delikatna tkanina prana wraz z zaplamioną olejem szmatą nie jest dobrym połączeniem),
  • Regularnie czyścić filtr w pralce, by wspomóc pompę wody,
  • Jeśli uda się spowodować, by cała rodzina założyła danego dnia ubrania, które można uprać razem, nie będziemy musieli radzić sobie ze stertami leżącego, posegregowanego prania, które czeka na zebranie się odpowiednich ilości każdej grupy,
  • Drobne części garderoby (bielizna, chusteczki) dobrze prać w specjalnych woreczkach na bieliznę, by uniknąć przedostawania się ich do mechanizmu urządzenia,
  • Zadbać, by wąż doprowadzający wodę nie był skręcony i załamany, a wąż odpływowy umożliwiał spłynięcie całej wody, by uniknąć zastoin i wspomóc pompę wody,
  • Używać pralki regularnie, by długi przestój nie spowodował gromadzenia się kamienia i innych substancji - pralka w czasie prania także się czyści,
  • Reagować na nieprawidłowości w funkcjonowaniu pralki - lepiej naprawić drobną usterkę niż ponosić koszt naprawy całego urządzenia,
Warto też zwrócić uwagę na ten krótki wpis na temat proszku do prania.

niedziela, 26 lipca 2015

Jak się Nabrać na Okazję

Znasz taki scenariusz?

Od jakiegoś czasu zastanawiasz się nad kupnem telewizora. W sklepie kosztuje on 2 399 PLN, a w internecie 1 990 PLN, co uznajesz za nieco zbyt wygórowaną cenę jak na twoje możliwości. Postanawiasz zaczekać na promocje i w końcu trafiasz na moment, gdy ten telewizor w sklepie przeceniony jest do 1 999 PLN. Postanawiasz kupić.

To częsty błąd przy porównywaniu cen sklepowych i internetowych. Często czekając na promocję, łapiemy się na nią bez zastanowienia i w rezultacie przepłacamy. A przecież kupując w internecie bez promocji, a w dodatku w wybranym przez siebie momencie, nadal jest taniej.



Jeśli czekasz na promocję, od razu zrób założenie jaka jest dopuszczalna kwota, powyżej której nie kupisz danego produktu. To pozwoli ci uniknąć pomyłki i sprawi, że nie będziesz działać na ślepo.

wtorek, 21 lipca 2015

Tanie Warzywa i Owoce

Jeśli chcesz kupić większą ilość bardzo tanich warzyw lub sezonowych owoców, a masz w okolicy weekendowe targowisko, możesz to zrobić. Wystarczy, że na bazar wybierzesz się w niedzielę, w godzinach, w których ruch na bazarku kończy się, a sprzedawcy pakują. Czasem co prawda trzeba będzie na ten moment poczekać, gdyż nie jest to stała godzina, ale przekonasz się, że sprzedawcy, którzy przywieźli swój towar, by sprzedać go w sobotę i w niedzielę, wolą opuścić cenę nawet o 80%, byle pozbyć się towaru, z którym w innym wypadku nie będą wiedzieli co zrobić.


Ja w ten sposób kupiłem papryczki, które przeznaczam na przetwory. Cena takich papryczek była wielokrotnie niższa niż normalnie, jeśli tylko zdecydowałem się kupić większą ilość (za dwa i pół kilograma zapłaciłem mniej niż za pół kilo w normalnej cenie).

środa, 15 lipca 2015

Tanie Przesyłanie

Kupując towary przez internet, co jest często tańsze i wygodniejsze niż konwencjonalne zakupy w sklepach, często pomijamy koszt wysyłki podczas "liczenia" oszczędności. Istnieje jednak kilka prostych zasad, którymi możemy się pokierować, by zaoszczędzić nie tylko na towarze, ale także na przesyłce. Dotyczy to zarówno aukcji internetowych, jak i wyszukiwarek towarów z porównywaniem cen, takich jak ta:


Gdy znajdziemy już odpowiedni towar, należy porównać nie tylko jego cenę u różnych sprzedawców, ale także cenę przesyłki, gdyż dopiero suma tych dwóch stanowi właściwy koszt.

Aby obniżyć koszta możemy:

  • zakupić większą ilość towarów, by osiągnąć próg darmowej wysyłki (istnieje w większości sklepów internetowych). Zamówienie dopełniamy oczywiście czymś co potrzebujemy lub opłaca nam się kupić (nie poniesiemy kosztów przesyłki, więc być może po ich odjęciu okaże się, że transakcja warta jest rozważenia, a dodatkowy zakup przyda się jako prezent przy najbliższej okazji imienin czy gwiazdki dla kogoś, komu i tak chcielibyśmy zrobić prezent).
  • zaczekać na dzień darmowej wysyłki - tradycyjnie jest taki dzień w grudniu, a do tego część sklepów robi tego typu akcje w czasie urodzin sklepu lub użytkownika - warto dopytać.
  • znaleźć sklep położony w pobliżu i osobiście odebrać towar (jeśli nie jest zbyt ciężki). Wiele sklepów oferuje darmową przesyłkę do współpracujących salonów partnerskich, skąd przedmiot można odebrać.
  • Poszukać opcji najtańszej dostawy i zapłacić z góry. W większości przypadków koszty się obniżą.
  • Poprosić o odebranie znajomego, który sklep ma w pobliżu, a z którym będziemy się widzieli w niedalekiej przyszłości. Poza tym lepiej wydać pieniądze na podróż, by zobaczyć się z przyjacielem niż na przesłanie paczki - przyjemne z pożytecznym.
To żadna rewolucja, ale przypominając sobie o tym, że przez internet szukamy towarów tańszych, warto pamiętać o tym, że walcząc o oszczędności, warto czyhać na każdy grosik.

czwartek, 9 lipca 2015

Za co Przepłacasz Stokrotnie?

Większości z nas zdarza się czasem za coś przepłacić. Jesteśmy tego świadomi i nie martwi nas ten fakt. Wiemy bowiem, że produkty, które kupujemy drożej moglibyśmy nabyć po niższej cenie, ale różnica wynosiłaby kilka, najwyżej kilkadziesiąt procent. A gdybyście się dowiedzieli, że istnieje produkt, za który przepłacacie stokrotnie? Uwierzylibyście?

Produktem tym jest butelkowana woda. Możecie sprawdzić, że podczas gdy w sklepie butelkowana, niegazowana woda jest w cenie około 1 PLN za litr, ta z kranu kosztuje około 0,01 PLN za litr. A w obecnych czasach, woda z miejskich wodociągów jest wcale nie gorszej jakości. Nie przepłacajcie więc i bez strachu pijcie wodę z kranu - czy to bezpośrednio, czy filtrowana, czy nawet gotowana - i tak będzie tańsza niż butelkowana. 

Ci, którzy piją wody zdrojowe, dla zdrowia, powinni wiedzieć, że tego typu wody pije się w określony sposób i w określonej ilości, a rodzaj wody powinien być dobrany do konkretnej osoby. Picie wód zdrojowych ot tak nie daje nic, więc można sobie odpuścić.

A zatem smacznej kranówki.

piątek, 3 lipca 2015

Odpowiedzi na pytania #2

Nadszedł czas na kolejną porcję odpowiedzi na pytania. Nie ma ich może wiele, ale zareagowałem na jedną sugestię, a zatem niebawem stanie się ona nieaktualna. A obiecałem, że na rzeczowe pytania będę starał się odpowiedzieć na łamach bloga.

Pytanie: Ile zarabiasz na klikaniu w reklamy i tym podobnych?
Nie lubię spowiadać się ze swoich zarobków, ale postaram się odpowiedzieć wymijająco. Na Quassa zarabiam tyle, że bez problemu wystarcza na pokrycie opłaty za internet i na telefon. Ale nie mam zbyt wysokich opłat. Pozostałe programy dopiero testuję, ale jedną książkę już dostałem. Kiedy uzbieram kwoty, wymagane do wypłaty, podzielę się tą informacją na blogu. Jeśli ktoś spodziewa się, że będzie utrzymywał się wyłącznie dzięki tym programom, to jest w błędzie, ale dorobić można i nic to nie kosztuje.

Pytanie: Dlaczego nie zrobisz czytelnych tagów do artykułów?
Planowałem to od dawna - liczba artykułów to grubo ponad 200 i dobrze byłoby wygodnie po nich nawigować. W związku z tym, że pojawiło się to pytanie, wziąłem się do roboty i posegregowałem większość postów zagadnieniami. Ich lista widoczna jest po prawej stronie bloga, pod banerami kierującymi na pozostałe strony. Tym samym pytanie się dezaktualizuje.

Pytanie: Namawiasz do zakładania kont w różnych bankach - z jakich banków sam korzystasz?
Najczęściej polecanym przeze mnie bankiem jest mBank i nie dzieje się tak bez przyczyny. Posiadam tam konto, z którego wszechstronności jestem bardzo zadowolony. Mogę w jednej, łatwej usłudze obsługiwać konto osobiste, inwestować (akcje, fundusze inwestycyjne), mam dostęp do promocji i ofert specjalnych. 
Drugim bankiem, w którym posiadam rachunki jest Raiffeisen Polbank, do założenia rachunku w którym byłem zmuszony, a teraz bardzo go sobie chwalę. Współpraca z bankiem jest bezproblemowa, a samodzielna obsługa konta bardzo wygodna. Obecnie używam go prawie tak często jak rachunków w mBanku.
Posiadam także konto w MeritumBanku, z uwagi na wysokie oprocentowanie, które było dostępne, gdy zakładałem rachunek, ale teraz nie używam tego konta zbyt często.
Ostatnim bankiem, w którym mam rachunek jest Deutsche Bank, ale tylko do czasu, kiedy znajdę czas, by wybrać się do placówki. Nie ma nic złego w tym banku, ale obecnie nie znajduję też w nim niczego dobrego.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, zadawajcie je czy to w komentarzu (ewentualnie), czy drogą mailową (chętniej). 

wtorek, 30 czerwca 2015

Klikanie i Zarabianie

Dopiero co pisałem o możliwościach zarabiania na czytaniu maili i wchodzeniu na strony internetowe, a już zacząłem testy nowego programu tego typu. Konkrety podam, kiedy osiągnę próg wypłaty, który w tym przypadku jest niski i wynosi tylko 30 PLN. 

Na razie program wygląda na racjonalny - zarabiamy na klikaniu w banery reklamowe i pozostanie na stronie przez określoną ilość czasu, oraz za klikanie w linki w wiadomościach (które można przekierować na prywatną skrzynkę lub odbierać poprzez stronę programu). Zarabiać można także poprzez wypełnianie wysoko nagradzanych zadań. Wygoda polega na tym, że na stronach widzimy pasek, który pokazuje nam ile czasu musimy pozostać na danej witrynie lub ile podstron musimy odwiedzić.

Jeśli ktoś miałby chęć samemu przetestować ten program i już zacząć zarabiać, wystarczy kliknąć w link: Centrum Reklamy.

A gdyby ktoś miał ochotę wypróbować inne programy, umożliwiające zarabianie przez internet, może kliknąć w baner po prawej stronie oznaczony Zarabianie przez Internet.

Wiem, że jeden program nie przynosi kokosów, ale wytrwałość w połączeniu z użyciem kilku tego typu programów może dać niezłe wyniki. Powodzenia.

czwartek, 25 czerwca 2015

Wspólne czyli Tańsze


Zauważyłem, że w naszym kraju pokutuje pogląd, że jeśli coś jest wspólne, to jest niczyje. Dlatego "niczyje" trawniki są zasrane przez psy i obrzucone śmieciami, "niczyje" chodniki są popękane, dziurawe i zasłane niedopałkami a "niczyje" budynki pomazane sprayami. Jeśli ktoś zastanawia się nad tym, dlaczego w innych krajach jest czysto i ładnie, to głównym czynnikiem jest to, że tam to, co u nas jest "niczyje" traktuje się jako "wspólne". Co z tego, że nie lubisz siadywać na ławce, więc nie przeszkadza ci, że ktoś ławkę zdemoluje. Może przeszkadza ci pies srający pod oknem, a jego właściciel lubi przesiadywać na ławce i jego denerwuje to, że ławka jest zniszczona, a niszczyciela ławek, że trawnik jest zasrany. Nie wspominając o tym, że naprawy takich "niczyich rzeczy" opłacane są z "bardzo naszych" pieniędzy. Jeśli więc zależy ci na tym, żeby oszczędzać swoje pieniądze, musisz dbać o dobro wspólne, a przestać widzieć w nim "niczyje".

Ten ważny temat przypomniał mi jednocześnie o tym, że wszystko co wspólne jest na dobrą sprawę tańsze, jeśli wszyscy uczestnicy rozsądnie tym gospodarują. Można to więc wykorzystać w mniejszych grupach, z większym i bezpośrednim zyskiem. Wystarczy wśród znajomych zorganizować się odrobinę i myśleć wedle maksymy, że Wspólne Znaczy Tańsze.

Przykładem najbardziej rozpowszechnionym jest wspólne mieszkanie. Wynajmowanie mieszkania wraz ze znajomym to źródło wielu oszczędności. Nie dość, że czynsz dzielony jest na dwa (lub więcej), to jeszcze ilość sprzątania jest mniejsza - swój pokój oczywiście sprząta się samemu, ale już pomieszczenia wspólne, takie jak kuchnia czy łazienka, sprząta się na zmianę, dzieląc się także kosztami sprzątania. A jeśli posiadamy własne mieszkanie, zawsze możemy jego część podnająć (najlepiej) znajomemu. Wynajęty pokój w trzypokojowym mieszkaniu może spłacać nawet cały czynsz, a ktoś, kto poszukuje lokum, nie znajdzie nigdzie tańszego pokoju do wynajęcia (w Warszawie wynajęcie jednego pokoju poprzez ogłoszenie zdecydowanie przewyższa czynsz całego mieszkania).

Nawet nie mieszkając razem, można sporo zaoszczędzić wspólnie gotując. Wystarczy ze znajomymi umówić się, że raz w tygodniu (najlepiej w stały dzień) konkretna osoba gotuje obiad i zaprasza pozostałych, lub co tydzień kto inny gotuje niedzielny obiad. Zaręczam, że ugotowanie obiadu dla siedmiu osób, ale tylko raz w tygodniu jest o wiele tańsze niż gotowanie codziennie, dla jednej osoby.

Kiedyś popularne, ale teraz mówi się o tym jakby mniej, było podwożenie do pracy. Takie wspólne przejazdy pozwalały oszczędzić na benzynie. Wystarczy, by trzy lub cztery osoby z biura mieszkały w naszej dzielnicy i przy założeniu, że zaczynamy i kończymy pracę o jednej godzinie, możemy zużywać paliwo co trzy, cztery dni, a nie codziennie. Ewentualnie możemy się zrzucać na paliwo, a wozić może nas zawsze ta sama osoba. Oszczędność olbrzymia, a wygoda znacznie większa niż w autobusie. O dzieleniu kosztów za przejazd, nawet z nieznajomymi, pisałem tutaj.

To oczywiście nie wszystkie możliwości. Można dzielić się z sąsiadem wyprowadzaniem psa, oszczędzając czas. Można zorganizować z koleżanką, która ma dzieci w tym samym wieku, wspólną opiekę nad milusińskimi (czy to opiekować się dziećmi na zmianę, czy wspólnie płacić za opiekunkę), można składać się na prezenty, by zamiast kilku symbolicznych drobiazgów kupić komuś za tę samą cenę jeden, porządny i przydatny prezent. Można składać się na internet i udostępniać wi-fi sąsiadowi przez ścianę. Można wspólnie wypożyczać i oglądać filmy (choć to coraz mniej popularne). Można się także po prostu wspierać w oszczędzaniu, odkładając z pensji taką samą kwotę jak znajomy i wspólnie określać sobie cele, a nawet wspólnie się odchudzać.

O innych sposobach, które pozwalają oszczędzić dzięki pomocy przyjaciół pisałem tutaj
Jeśli masz jakiś pomysł na oszczędzanie na "wspólnym", podziel się nim w komentarzu.

sobota, 20 czerwca 2015

Zarabianie punktów i wymienianie na nagrody

Dzisiaj temat popularny w internecie, czyli "czy można zarobić nic nie robiąc?"... Otóż, oczywiście, że można - sam polecałem wielokrotnie świetny portal, którego ja używam w tym celu, czyli Qassa. Na czytaniu wysyłanych przez nich e-maili, klikaniu w banerki, polecaniu użytkowników oraz braniu udziału w ankietach (wszystko wyłącznie przez internet) zarobiłem (i wypłaciłem!!!) już ponad 600 PLN. Program pozwala także zbierać punkty (i to niemało) za zakupy w sklepach internetowych, ale nawet jeśli nie robi się dużych zakupów, zarobić można niemało na innych funkcjonalnościach serwisu.

To nie jest oczywiście jedyny portal, który wynagradza swoich użytkowników za uczestniczenie w życiu portalu, odpowiadanie na pytania, wchodzenie na strony internetowe itp. Popularnym programem tego typu jest Przeczytam Wszystkich, który nagradza za odpowiedzi w konkursach (konkursów nie ma za wiele) i za czytanie artykułów na stronach internetowych (tych jest sporo). Najlepiej robić to raz dziennie (poszczególne strony mają napisane jak często i ile artykułów można przeczytać oraz iloma punktami zostanie to nagrodzone). Myślę, że bez trudu można zdobyć 50 punktów za jednym posiedzeniem (mnie udaje się nawet więcej). Dodatkowe 100 punktów na start można dostać rejestrując się poprzez ten link

Kiedy uzbieramy już odpowiednią ilość punktów, możemy wymienić je na nagrody. Ważną sprawą jest to, jakie nagrody możemy dostać i ile będą nas kosztować. Najtańsza nagroda zaczyna się już poniżej 800 punktów. Od nieco ponad 1000 punktów można otrzymać doładowania telefonu. Tragedii nie ma w tym względzie. Ponadto za wyższe kwoty otrzymamy cały szereg ciekawych nagród. Zdarzają się także promocje, w czasie których możemy otrzymać za nasze punkty znacznie ciekawsze nagrody i to dużo taniej. Warto więc po uzbieraniu punktów zaczekać na taką akcję i sprawdzić co ciekawego się pojawi.

Osobiście biorę także często udział w najróżniejszych konkursach, w których można wygrać nagrody rzeczowe (głównie książki z uwagi na moje zainteresowania). To bardzo przyjemne wygrać taki konkurs i otrzymać za darmo książkę. A wygrywam przynajmniej raz na trzy miesiące. Polecam szukanie tego typu konkursów w internecie, bo czasem sam udział jest wielką przyjemnością, a przynoszona przez listonosza paczka stanowi bardzo miły dodatek.

A jakie Wy znacie sposoby na "zarabianie" w internecie na "nicnierobieniu"?

wtorek, 16 czerwca 2015

Niezależność Finansowa

To modne ostatnio pojęcie, młodym ludziom kojarzy się z uniezależnieniem się od rodziców i "pójściem na swoje". Dla mnie jest to stopniowe uniezależnianie się od pracy, jako źródła dochodu. Brzmi jak Science Fiction? Zapewne! Nikt nie powiedział, że jest to łatwe. Ważne jednak, by do tego dążyć, nawet małymi kroczkami.


Po pierwsze musimy zdefiniować co tak na prawdę chcemy osiągnąć. Jeśli mamy pracę i zarabiamy pieniądze w wysokości, wystarczającej na utrzymanie, to znaczy, że jeśli uda nam się pozyskać taką właśnie kwotę ze źródeł nie będących pracą (czyli takich, których za pracę nie uznajemy), równie dobrze moglibyśmy przestać pracować, gdyż nadal osiągalibyśmy ten sam dochód. Takie myślenie nie jest do końca właściwe - musimy bowiem założyć, że potrafimy ograniczyć tak zwaną inflację standardu życia.

Czym jest Inflacja Standardu Życia? To zjawisko, które dotyczy dokładnie wszystkich (pomijając odsetek ludzi, mieszczący się w granicach błędu statystycznego). Polega ono na tym, że zarabiając więcej, przywiązujemy coraz mniejszą wagę do oszczędzania, chcąc mieć więcej z tego, co zarabiamy. Zaczynamy kupować lepsze jakościowo produkty, robić zakupy w droższych sklepach i chcemy posiadać przedmioty, o których wcześniej byśmy nie pomyśleli. Nagle samochód, czy telewizor, który jeszcze do niedawna wystarczał, zdaje się za mały, za stary i za mało nowoczesny. Dowodem na istnienie tego mechanizmu jest to, że po otrzymaniu w pracy nawet znacznej podwyżki, na nasze konto oszczędnościowe wcale nie trafia więcej. Otrzymując bowiem podwyżkę czujemy się uprawnieni do tego, by wydawać więcej. Dodatkowe pieniądze traktujemy od razu jako nadwyżkę i pożytkujemy ją na podniesienie standardu życia. Nie ma w tym nic złego, jeśli jednak szukamy drogi do uniezależnienia się od pracy jako źródła dochodu, musimy zwalczyć w sobie pokusę i środki przeznaczyć na inne cele, podnoszenie standardu życia zostawiając na kiedy indziej.


Gromadzenie funduszy jest bowiem kolejnym, po określeniu pułapu do którego dążymy, krokiem na naszej drodze. Jeśli rozsądnie określimy odsetek, jaki możemy zarabiać, obracając tą kwotą, dowiemy się jaka musi być jej wysokość. Oczywiście nie musimy całej potrzebnej kwoty zarabiać w ten sposób - nasze oszczędności mają jedynie dać sensownej wysokości dochód, który zmniejszy kwotę docelową do poziomu bardziej dostępnego, a każda kolejna, dołożona porcja oszczędności spowoduje kolejne zbliżenie się do celu. Przecież z pracy jeszcze nie zrezygnowaliśmy, a więc nadal mamy źródło dochodu, mamy skąd czerpać kolejne kwoty dokładane do konta, a zyski z tych oszczędności możemy także uznać za podstawę do dalszych działań. Także każda ewentualna podwyżka stanowić będzie w całości kolejny kapitał inwestycyjny, bo postanowiliśmy walczyć z Inflacją Standardu Życia. Wbrew pozorom, te środki szybko będą rosnąć i w realnym okresie przyczynią się do niezależności.

Przykład: Nasza pensja wynosi 2000 PLN, ale z tego jesteśmy w stanie odłożyć co miesiąc 300 PLN. Próg naszej samodzielności (kwota za którą się utrzymujemy) to zatem 1700 PLN. W początkowym okresie zaciskamy pasa i udaje nam się odłożyć co miesiąc nie 300 a 500 PLN. Następnie dostajemy podwyżkę w pracy i zarabiamy już 2500 PLN, a zatem żyjąc nadal na tym samym poziomie, odkładamy co miesiąc 1000 PLN. Rocznie potrzebujemy 12 x 1700 PLN = 20 400 PLN, żeby się uniezależnić, zatem jeśli uda nam się inwestować z zyskiem 10% rocznie, to:
- po pierwszym roku na koncie mamy 12 x 1000 PLN + 10% = 13200 PLN
- po drugim roku: 13 200 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% = 27 720 PLN
- po trzecim roku: 27 720 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% = 43 692 PLN
- po czwartym roku: 43 692 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% = 62 261 PLN
- po piątym roku: 61 261 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% =  80 587 PLN
- po szóstym roku: 80 587 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% = 101 486 PLN
- po siódmym roku: 101 486 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% =  125 230 PLN
- po ósmym roku: 125 230 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% = 150 953 PLN
- po dziewiątym roku: 150 953 + 12 x 1000 PLN + 10% = 179 249 PLN
i w końcu, po dziesiątym roku stosowania takiego zabiegu, osiągamy: 179 249 PLN + 12 x 1000 PLN + 10% = 210 374 PLN, z czego 10% rocznie wynosi 21 037 PLN, czyli ponad nasze zakładane 20 400 PLN. 

Oczywiście to duże uproszczenie, ale pokazuje ono, że nawet przy niezbyt wysokich dochodach, można osiągnąć finansową niezależność w zaledwie 10 lat, a więc w okresie relatywnie krótkim. A przecież nie mamy do dyspozycji jedynie podstawowego źródła dochodu - często mamy możliwość sprzedania używanych, niepotrzebnych już rzeczy na portalach aukcyjnych, wynajęcia pokoju w mieszkaniu, które odziedziczyliśmy (lub które spłacamy), podjęcia dodatkowej, tymczasowej pracy w weekendy czy podłapania jakiejś mniej lub bardziej jednorazowej fuchy.


Kolejnym krokiem jest zatem zastanowienie się, czy całą kwotę, niezbędną do osiągnięcia niezależności osiągniemy poprzez inwestowanie oszczędności, czy jednak mamy do dyspozycji dodatkowe źródło dochodu, które pozostanie dostępne także po zrezygnowaniu z pracy. Jeśli na przykład mamy do dyspozycji pokój, który możemy komuś wynająć za 500 PLN, gdyż nie jest nam potrzebny, to nie dość, że zyskamy dodatkowy kapitał na inwestycję, to jeszcze do osiągnięcia niezależności wystarczy nam uzyskać z oszczędności nie 1700 PLN, a 1700 - 500 = 1200 PLN miesięcznie, a to będzie dużo łatwiejsze i szybsze.

Przykład: Teraz do osiągnięcia progu niezależności wystarczy nam 12 x 1200 PLN = 14400 PLN rocznie, a odkładamy nie po 1000 PLN, a po 1500 PLN miesięcznie, a zatem:
- po pierwszym roku mamy 12 x 1500 PLN + 10% = 19 800 PLN
- po drugim roku: 19 800 PLN + 12 x 1500 PLN + 10% = 41 520 PLN
- po trzecim roku: 41 520 PLN + 12 x 1500 PLN + 10% = 65 538 PLN
- po czwartym roku: 65 538 PLN + 12 x 1500 PLN + 10% = 91 891 PLN
- po piątym roku: 91 891 PLN + 12 x 1500 PLN + 10% = 120 880 PLN
i już po szóstym roku otrzymujemy kwotę 120 880 PLN + 12 x 1500 PLN + 10% = 152 768 PLN, z czego 10% wynosi 15 277 PLN, a zatem więcej niż potrzeba na naszą niezależność. 

To jest moment, kiedy teoretycznie moglibyśmy rzucić pracę i zacząć żyć z odsetek, uniezależniając się. Jeśli jednak tego nie zrobimy, nadal możemy powiększać nasz kapitał, przez cały czas mając świadomość nie tylko tego, że jesteśmy zabezpieczeni przed utratą pracy, ale także tego, że w dowolnym momencie sami możemy ją rzucić, utrzymując ten sam poziom życia co dotychczas, a każdy następny przepracowany miesiąc podnosi tylko poziom życia, który będziemy mogli sobie zapewnić już od jutra.


Jak widać, nie trzeba pracować do emerytury. Ba - można nawet zapewnić sobie emeryturę wcześniejszą, jeśli tylko umiemy dobrze zainwestować i osiągnąć 10% rocznie (nie jest to niemożliwe). Początkowy poziom życia, który chcemy osiągnąć musi być jednak realny. Spotkałem się z opiniami, że "przecież nie będę całe życie żył za 1700 PLN, chcę czegoś więcej". Oczywiście, że tak. Jednak wiele z tych osób, od 10 lat żyje właśnie za sumę zbliżoną do tej, bo nie zrobiło nic, by standard życia sobie poprawić. A zaciskając pasa te dziesięć lat temu, mogło mieć to samo co ma teraz i nie musieć pracować. Skoro i tak nie poszli do przodu w kwestii poziomu życia, to mogli go przynajmniej mieć bez pracy.

Dlatego udzielam dobrej rady tym, którzy chcą skorzystać z tego sposobu - nie poddawajcie się. Znajomi mogą chwilowo was wyprzedzać, kupując nowe samochody czy chodząc do modnych klubów, ale to wy, po zrezygnowaniu z codziennej pracy wyprzedzicie ich o całe lata, dzielące ich od emerytury. To wy będziecie zabezpieczeni przed utrata pracy. To wy będziecie dysponować czasem, który oni spędzą pracując na spłatę kredytów. Nie poddawajcie się nawet, jeśli zyski będą mniejsze - nie wiecie co przyniesie jutro. Zdarza się, że poddając się i zaprzestając oszczędzania z powodu zysków mniejszych od spodziewanych, nagle otrzymujecie zastrzyk niespodziewanej gotówki, która nawet przy mniejszych zyskach właśnie skończyłaby trudny okres zaciskania pasa.

piątek, 12 czerwca 2015

Czas na Cięcia - kompendium oszczędzania

Analizując zachowania znajomych w kwestii oszczędzania, doszedłem do wniosku, że podstawowym problemem nie jest brak chęci czy umiejętności, ale przede wszystkim to, że oszczędzanie zaczynają dopiero po opłaceniu wszystkich rachunków, po zrobieniu zakupów. Przeważnie o odłożeniu jakiejś kwoty myślą wtedy, gdy niewiele do odłożenia zostało i tłumaczą, że zaczęli od tego, co i tak musiałoby zostać zrobione. To zła strategia nie tylko z powodów psychologicznych (jeśli oszczędzanie stanie się "tym co i tak musi zostać zrobione" i zajmie pierwszą pozycję na liście naszych opłat, będzie zdecydowanie łatwiej), ale i z czysto zdroworozsądkowego powodu - jeśli chcemy oszczędzać, to musimy mieć z czego.

Zacznijmy więc miesiąc od oszczędzania. Pierwszą rzeczą po otrzymaniu wypłaty powinno być zabezpieczenie oszczędności. Jeśli posiadamy kredyt, musimy zdać sobie sprawę, że więcej zaoszczędzimy spłacając go niż odkładając pieniądze. Szczególnie, jeśli jest to kredyt gotówkowy. Oprocentowanie takiego kredytu to nawet 20% i trudno będzie tę kwotę odzyskać. Najlepiej więc czym prędzej spłacić zobowiązanie, bo ten ruch przyniesie nam najwięcej odsetek, w postaci pieniędzy, których nie będziemy mogli oddać. Nawet, jeśli mamy na oku dobrą lokatę, musimy pamiętać, że 1000 PLN spłaconego kredytu, oprocentowanego na 20%, to 200 PLN rocznie w portfelu więcej, podczas gdy lokata, oprocentowana na 5%, przyniesie jedynie 50 PLN (czyli będziemy musieli dołożyć 150 PLN na spłatę kredytu). Nie warto więc oszczędzać w ten sposób. Posiadając kredyt lepiej zrezygnować z odkładania pieniędzy i pozbyć się kosztownego zobowiązania. 

Jeśli kredytu nie posiadamy, zachowajmy się tak, jak byśmy go posiadali i wpłaćmy jakąś sumę na konto oszczędnościowe. Niech to nie będzie dużo, ale niech to będzie zawsze ta sama kwota, odkładana przed jakimikolwiek innymi wydatkami i nienaruszalna. Pamiętajmy, że regularność to podstawa oszczędzania. Nadwyżkami zajmiemy się pod koniec miesiąca, ale nie możemy być pewni, że jakiekolwiek będą. Podstawę więc odłóżmy na początku okresu rozliczeniowego. I pamiętajmy - płacimy sobie!

Następnie musimy się zmusić do zmiany sposobu myślenia i wpoić sobie zasadę, by myśleć o tym, jak oszczędzić na stałe, na dłuższą metę. Aby to zrobić należy uszczknąć coś z wydatków, które ponosimy stale. 

W pierwszej kolejności spójrzmy, gdzie trafia nasza wypłata. W większości przypadków będzie to ROR. Czy mamy coś z tego, że nasza wypłata tam trafia? Jeśli nie, to znaczy, że kiepsko wybraliśmy bank. Jeśli dodatkowo płacimy za konto, to znak, że bank wybraliśmy fatalnie. Natychmiast (nie żartuję - natychmiast znaczy natychmiast!) zmieńmy bank na taki, który opłat nie pobiera. Oferta banków jest bardzo szeroka. Ja polecam mBank, jako sprawny, szybko się rozwijający i bezpłatny oraz dający szerokie możliwości, zarówno w postaci możliwości inwestycyjnych jak i ofert specjalnych. Warto jednak być na bieżąco z ofertami różnych banków, by wybrać najodpowiedniejszy dla siebie.

Kiedy już nie będziemy ponosili zbędnej opłaty za prowadzenie rachunku, obsługę karty i tym podobne sprawy, które inni mają za darmo, możemy przejść do szukania oszczędności w rachunkach.

Wśród rachunków odnajdźmy rachunek za telefon (lub telefony, bo przecież mamy ich w gospodarstwie domowym kilka). To słono kosztuje. By płacić mniej należy ograniczyć rozmowy telefoniczne, a jeśli jest taka możliwość, renegocjować taryfę. Zadzwonienie do operatora powinno spowodować, że nowa taryfa zostanie dopasowana do naszych potrzeb. Przy okazji to samo możemy zrobić z abonamentem telewizyjnym czy internetowym (dopasowując pakiet do potrzeb). A skoro płacimy za internet (to także warto renegocjować), to dzieci nie musza cały czas używać komórek, za które płacimy (czy jeśli chodzi o rozmowy czy gry internetowe). W domu niech włączają wi-fi, a rozmowy ze znajomymi prowadzą przez komunikatory internetowe, zamiast przez telefon.

Zanim przejdziemy do oszczędzania prądu, szybka porada dla tych, którzy płacą za ogrzewanie (szczególnie mieszkańców domków jednorodzinnych, choć nie tylko, skoro zmiany prowadzą do pomiarów zużytego ciepła nawet w blokach i płacenia za własne zużycie). W okresie grzewczym, zadbajmy o to, by odsunąć sofę od kaloryfera, w miarę możliwości odsłonić grzejniki (łącznie z rurami, którymi czynnik grzewczy jest dostarczany), by jak największa ilość ciepła dostawała się do wnętrza. Pozwoli to zredukować zamawianą ilość ciepła, poprzez przykręcenie grzejników, a co za tym idzie, zmniejszyć rachunki. Pamiętajmy jednocześnie, by nie lekceważyć okresu zimowego - i na nim można nieco zaoszczędzić.


Następnym rachunkiem do zredukowania jest rachunek za wodę. Przede wszystkim należy sprawdzić, czy nie mamy cieknącego kranu i w razie potrzeby dokręcić kurek lub wymienić uszczelkę. Kapiąca woda, uciekająca z kranu czy drobna nieszczelność spłuczki w toalecie to kilkaset do kilku tysięcy litrów wody rocznie, a to z kolei nawet tydzień darmowej wody dla całego domu. Bez trudu zwróci się koszt naprawy. Połowę kosztów wody podczas kąpieli można także zaoszczędzić, jeśli zamiast moczyć się w wannie zdecydujemy się na prysznic. Ilość wody możemy dodatkowo zredukować o kolejne 50%, jeśli na czas namydlania zakręcimy kurek. Także podczas mycia zębów warto zakręcić kran. Woda leje się do umywalki w tempie 10 litrów na minutę. Dzięki sprawnemu perlatorowi, zredukujemy także i tę ilość.

Skoro większość rachunków za nami, przyszedł czas na rachunek za prąd. Tutaj mamy także duże pole do popisu. Oczywistym jest wymiana sprzętu na energooszczędny czy zmiana oświetlenia na takie, które zużywa mniej energii, więc tym się zajmował nie będę. Poza tym pisałem o tym w jednym z poprzednich wpisów. Zacznę za to od tego, co czerpie najwięcej prądu. Na pierwszy ogień więc lodówka. Zużywa ona zdecydowanie największą część pochłanianej przez mieszkanie energii. A ilość tę można zredukować, zwiększając temperaturę chłodzenia. Optymalne będzie -18 stopni w zamrażalniku i 6 stopni w lodówce. Jedzenie utrzyma świeżość, mrożonki się przetrzymają, a rachunki zostaną zredukowane.


Z kuchennych urządzeń, sporo energii zużywa także kuchenka elektryczna lub sam elektryczny piekarnik. Płytki długo trzymają zgromadzone ciepło, więc można je wyłączyć kilka minut przed końcem gotowania, a pozostaną ciepłe przez czas konieczny do skończenia posiłku. Jeszcze lepiej jest w przypadku piecyka - ten możemy wyłączyć nawet kwadrans przed zaplanowanym końcem pieczenia, a temperatura nie spadnie zbyt szybko i posiłek dopiecze się sam.

Żelazko także zużywa prąd, a stosunkowo łatwo poradzić sobie z tym problemem. Kupując więcej ciuchów niewymagających prasowania oszczędzimy nie tylko pieniądze, ale i czas. Oczywiście nadal pozostanie garderoba, której prasowania nie unikniemy (chociażby męskie koszule), ale strój na co dzień możemy dobierać tak, by żelazko nie było potrzebne.

Jest jeszcze jedno urządzenie, które zużywa znaczne ilości prądu. Jest nim telewizor. Aby zaoszczędzić, możemy z nim postąpić tak, jak z żelazkiem - nie włączać go tak często. Niech nie będzie włączony przez cały czas, tylko po to, by w tle coś grało (jeśli tego potrzebujemy, włączmy radio). Telewizor włączajmy tylko wtedy, gdy chcemy obejrzeć konkretny program. Jeśli mamy chwilkę do zabicia, lepiej sięgnąć po książkę.



Po rachunkach, przyszedł czas na stałe wydatki, których możemy uniknąć. Z pewnością istnieją wydatki, które ponosimy co miesiąc, których nie zauważamy (lub uważamy za nieuniknione), a które składają się na duże kwoty. Koronnym przykładem mogą być wydatki na prasę czy kawę na mieście, które w podstępny sposób generują bardzo duże kwoty. Te kwoty mogą znaleźć się na naszym koncie już od tego miesiąca! (jeśli bralibyśmy się za oszczędzanie tego, co zostało na koncie, nie mielibyśmy świadomości tych kwot i nie trafiłyby na nasz rachunek oszczędnościowy). Czy na prawdę przeczytanie gazety w drodze do pracy warte jest swojej ceny?

Do takich stałych wydatków należą także używki, w tym papierosy. Jeśli palisz, pomyśl o rzuceniu. Ceny papierosów szybko rosną (wraz ze wzrostem akcyzy) i obecnie sięgają 15 PLN za paczkę papierosów. Jeśli więc wypalamy paczkę dziennie, rocznie wydajemy na ten nałóg 365 x 15 PLN = 5 475 PLN, a prawie pięć i pół tysiąca złotych rocznie pojawiające się na naszym koncie, to niebagatelna kwota.

Dużym wydatkiem, który wielu osobom wydaje się niezbędny jest samochód. W dużym, dobrze skomunikowanym mieście to zbytek, ale wiem, że trudno z niego zrezygnować. Dziś więc rada dla tych, którzy samochodu jeszcze nie posiadają - jak najdłużej utrzymujcie ten stan rzeczy. Wasz portfel wam podziękuje.

A skoro przechodzimy do rzeczy bardziej niezbędnych, czas na porady dotyczące codziennych zakupów. Nie chcąc się powtarzać, zapraszam do zapoznania się z poradami, które na ten temat już publikowałem. Dodam tylko, że robiąc zakupy musimy pamiętać, że nawet jeśli stać nas na wszystko, to nie wszystko musimy kupić na raz. Przyjemności sobie dawkujmy, a jedzenia kupujmy tylko tyle, by je zużyć. Marnowanie jedzenia, to duży, zbędny wydatek. Przy okazji, pamiętajmy, że racjonalne, zdrowe żywienie i aktywność fizyczna, pozwolą nam zrezygnować z suplementów i leków bez recepty, na które my, Polacy, wydajemy niemal najwięcej na świecie (jak duży to rynek można się zorientować sprawdzając ile reklam podczas jednej przerwy reklamowej dotyczy leków, a ile innych produktów).



Jeśli zakupy, to przecież nie tylko żywność. Kupujemy także dużo innych produktów, wśród których często pojawiają się sprawunki dla naszych milusińskich - czy to zabawki czy ubranka, z których dziecko szybko wyrasta. Nie należy więc lekceważyć rynku wtórnego tego typu wyposażenia. Sprzedając rzeczy używane, z których już nie korzystamy (na przykład ubranka, z których dziecko wyrosło) i kupując w to miejsce inne rzeczy używane (w odpowiednim rozmiarze), możemy zredukować te wydatki niemal do zera. Skoro my kupujemy rzeczy innych, to z pewnością ktoś kupi nasze. A przecież nie dotyczy to jedynie dziecięcych ubrań.

Pamiętajmy także o tym, że robiąc większe zakupy (na przykład sprzętu AGD i RTV), powinniśmy przed podjęciem decyzji sprawdzić ceny u różnych sprzedawców, a przed zakupem zapytać o rabat, szczególnie gdy płacimy gotówką. W negocjowaniu kwoty nie ma niczego poniżającego. Sam nie raz i nie dwa zaoszczędziłem kilkaset złotych w ten sposób.

No koniec wspomnę jeszcze o czymś, na co przeważnie odkładamy. Jednak nie musi być to tylko cel oszczędzania - może to być także sposób na pozyskanie dodatkowych oszczędności. Myślę tutaj o wakacjach. Planując urlop, powinniśmy być elastyczni. Często zdarza się, że trafi się nam tańsza, równie atrakcyjna oferta. Często zmiana celu podróży pozwoli nam zaoszczędzić. Nie myślmy o tym, jak o pójściu na kompromis, a raczej jako szansie na lepsze wakacje w przyszłości (dzięki zaoszczędzeniu pieniędzy może się okazać, że stać nas będzie nie na jeden, a na dwa wyjazdy w roku). Wakacje są drogie, a co za tym idzie, dają duże pole do popisu, jeśli chodzi o sumę, którą będziemy w stanie zaoszczędzić.

Mam nadzieję, że powyższy tekst zmotywuje was do odkładania pieniędzy i sprawi, że inaczej spojrzycie na własną wypłatę. Jestem też przekonany, że myśląc o oszczędzaniu, kiedy mamy w ręku pieniądze, a nie po ich wydaniu, jesteśmy w stanie wydawać mniej. A jeśli coś zostanie także na koniec miesiąca, to tylko na tym skorzystamy, bo nie będzie to kwota, którą musimy odłożyć, ale dodatkowa kwota, którą możemy dołożyć do oszczędności.

środa, 3 czerwca 2015

Mam 500 PLN i chciałbym je zainwestować

Otrzymałem ostatnio pytanie (nie pierwszy już raz z resztą), czy można zainwestować małą kwotę, rzędu 500 PLN, tak, by mieć z tego jakiś zysk. Oczywiście, że można, choć przy takiej kwocie nie należy się spodziewać kokosów, gdyż zysk z inwestycji będzie współmierny do zainwestowanej kwoty. Tym niemniej, jeśli pieniądze te mają leżeć albo co gorsza zostać wydane na coś, co nie do końca jest nam potrzebne, to oczywiście lepiej je zainwestować. Na dodatek, skoro raz uzbieraliśmy 500 PLN na inwestycję (czyli takie 500 PLN, które nie naruszają naszego domowego budżetu - nie potrzebujemy ich "na życie"), to być może uda się znaleźć więcej i inwestować więcej.

Mamy zatem 500 PLN i kilka możliwości ich zainwestowania. Zaczynając od najbardziej popularnych i przechodząc do coraz bardziej egzotycznych i nietypowych, możemy:
  • Złożyć taką kwotę na bankowym koncie oszczędnościowym. Nie przynosi to może kokosów, ale jest to bezpieczna i pewna droga oszczędzania. W chwili obecnej oprocentowanie wynosić może 3% w stosunku rocznym, zatem po roku otrzymamy z naszych 500 PLN całe 15 PLN.
  • Założyć lokatę terminową. W chwili obecnej opłacalna jest lokata Happy w Idea Banku, którą można założyć klikając tutaj. Oprocentowanie wynosi 4% w stosunku rocznym, a przy takim oprocentowaniu możemy otrzymać po roku 20 PLN z naszych 500 PLN. Jest to także bardzo bezpieczna droga ulokowania pieniędzy.
  • Fundusze Inwestycyjne są nieco bardziej ryzykowne, ale w większości przypadków przynoszą zysk. Do określenia jego wysokości posłużę się swoim przykładem - mój portfel funduszy przynosi rocznie około 13%, co daje niebagatelne 65 PLN z zainwestowanych 500. Więcej o funduszach i najprostszy sposób na ich pozyskanie zawarłem w tym wpisie.
  • Skoro mówimy o funduszach, to warto także wspomnieć o akcjach giełdowych (akcje można kupować w ten sam sposób i korzystając z tego samego konta, co fundusze). Tutaj ryzyko jest większe, ale i szansa na zysk spora (z tym, że należy liczyć się ze sporym ryzykiem straty). Na własnym przykładzie powiem, że jedne z moich akcji przyniosły (licząc dywidendy) 30% w ciągu ostatniego roku. Czyli 150 PLN z zainwestowanych 500 PLN.
  • Dla tych, którzy nie wiedzą, warto zaznaczyć, że niezłym sposobem na oszczędzenie pieniędzy, chociaż nie wprost, może być robienie zapasów. Kupowanie produktów niepsujących się (ryż, kasza, makaron, mąka, konserwy) w większych ilościach, w odpowiednim czasie i miejscu - tam gdzie są promocje, może przynieść większą oszczędność nawet niż zakup trafionych akcji. Często można trafić na towary, których cena w stosunku do tej, jaką zwykle płacimy jest o 50% niższa. Co prawda nie zależy nam na sprzedawaniu tych towarów z zyskiem, ale skoro i tak je kupujemy i możemy kupić je taniej na zapas, to oznacza, że w przyszłości w portfelu zostaną nam kwoty, które przeznaczamy na ich zakup w czasie codziennych sprawunków. A skoro w portfelu zostanie więcej, to oszczędzamy i większą kwotę możemy przeznaczyć na inwestycję. Ja od tego zaczynałem i jest to świetny sposób, by zacząć.
  • Niektórzy nadal nie wiedzą, że mogą zarobić na tym, na czym się znają. I nie mam tutaj na myśli tego, co robią w pracy (na tym już zarabiają), ale na tym, co robią w czasie wolnym. Otóż na Hobby także można zarabiać. Jeśli coś kolekcjonujesz, to zapewne znasz się na swoich zbiorach i wiesz, co można by do nich dołączyć. Wiesz też jakie są ceny. Może jednak nie wiesz, że twój zbiór zyskuje na wartości. Oczywiście nie każdy zbiór jest wartościowy, ale większość z nich ma potencjał. A jeśli masz 500 PLN na zainwestowanie, to może się okazać, że kolekcja w szybkim tempie wzbogaci się o cenne i wciąż drożejące egzemplarze, które będą doskonałą inwestycją na czarną godzinę. Przykładowo, na kolekcjonowaniu dzieł sztuki (obrazów) można zarobić około 25% rocznie (ale inwestycja musi potrwać 8-10 lat), a zbiory kolekcjonerów butelek wina zyskują około 20% rocznie, a zatem jest o co powalczyć. A skoro masz takie hobby i posiadasz pewną wiedzę - zarób na tym. A jeśli masz inne hobby (niekolekcjonerskie), to zawsze możesz pokusić się o stworzenie tematycznej strony internetowej (można zacząć od zerowych kosztów i inwestować w stronę w trakcie jej rozwoju) i czerpać zyski z reklam.
Sposoby więc są, a inwestować można każdą kwotę. Zachęcam do dzielenia się innymi pomysłami na pomnażanie 500 PLN w komentarzach.