niedziela, 19 listopada 2017

10 rzeczy, z których można zrezygnować, by zacząć oszczędzać

Wielu moich realnych znajomych oraz czytelników bloga zadawało mi pytanie, skąd wziąć te nadwyżki, które będzie można odkładać. W ich opinii kupują jedynie niezbędne rzeczy i po prostu nie mają z czego zrezygnować. Po krótkiej rozmowie i przejrzeniu ich budżetu zawsze udawało się znaleźć kilka pozycji, które dawało się zlikwidować, generując tym samym kwotę, którą dałoby się odkładać. Oczywiście nie wszystkim się udało, ale postanowiłem zaprezentować kilka najpowszechniejszych produktów i usług, za które przepłacamy. Warto zapoznać się z tą listą i zastanowić, czy przypadkiem nie dotyczy także nas.

1. Abonament Telefoniczny. Okazuje się, że często płacimy cyklicznie za usługi, z których nie korzystamy. Najpopularniejsze, za co przepłacamy to umowa na telefon. Chcemy mieć nowy aparat co dwa lata, więc płacimy wyższy abonament. A może nowy telefon wcale nie jest nam potrzebny tak często? Jaka byłaby cena abonamentu bez wymiany aparatu? Czy na pewno potrzebujemy właśnie takiego pakietu?
2. Abonamenty Inne. Warto sprawdzić wszystkie cykliczne opłaty - telewizję, internet, prąd a nawet karnet na siłownię. Może inny usługodawca ma tańsze usługi? Może nie wykorzystywaliśmy karnetu na siłownię przez ostatnie dwa miesiące i bardziej opłaci się kupić jednorazowy wstęp? Zrezygnujmy z usług, z których nie korzystamy.
3. Płatne konta, karty. Banki biją się o klientów. Z powodzeniem można znaleźć bezpłatne konta internetowe, darmowe karty kredytowe, lub przynajmniej takie, które są darmowe po spełnieniu konkretnych warunków. Poza tym, jeśli z jakiegoś rachunku nie korzystamy, warto go zamknąć. W ten sposób, jeśli za jakiś czas pojawi się specjalna oferta dla nowych klientów, będziemy mogli z niej skorzystać.
4. Kredyty. W naszym kraju nie umiemy korzystać z produktów finansowych, a mimo to często korzystamy z wysoko oprocentowanych pożyczek gotówkowych i innych usług parabanków, za które przepłacamy. Aby na serio zacząć oszczędzać, trzeba czym prędzej spłacić pożyczki i nie generować dodatkowych kosztów.
5. Medykamenty. Polska ma jeden z najwyższych wskaźników, jeśli chodzi o zakup produktów leczniczych i suplementów. Jest on znacząco wyższy niż gdziekolwiek indziej. Wystarczy spojrzeć na reklamy - przynajmniej co druga dotyczy leków i para-leków. Wiele osób zarzeka się, że nie kupuje tego typu produktów, ale to nie prawda. Prawdziwe zrezygnowanie z takich zakupów (na przykład z musujących tabletek witaminizujących czy proszków na wzmocnienie) przyniesie znaczące oszczędności.
6. Kawa na mieście. O tym obszerniej pisałem tutaj.
7. Jedzenie. Wyrzucamy go stanowczo za dużo, bo i za dużo kupujemy. Robimy niepotrzebne zapasy w czasach, gdy wszystko dostępne jest od ręki i w pobliżu domu. Ponadto, jeśli na prawdę chcemy oszczędzić, powinniśmy zrezygnować, a przynajmniej ograniczyć kupowanie jedzenia gotowego (kanapek w pracy) i jedzenia na mieście. Szerzej w temacie jedzenia wypowiedziałem się tutaj.
8. Zakupomania. Uzależnienie od zakupów, chęć posiadania wszystkiego co widzieliśmy u znajomych, w filmach i na wystawach oraz zakupy na poprawę nastroju to coś, czego bezwzględnie należy się oduczyć. Problem istnieje i jest powszechny. Pozbycie się go jest bardzo trudne. Ale przynosi oszczędności o których nawet nie marzyliście. Jeśli oduczycie się kompulsywnych zakupów, będzie Was stać na zakup drogich rzeczy, o których zawsze marzyliście. Radziła się mnie kiedyś dziewczyna, która chciała oszczędzić na rower. Po rozmowie poradziłem jej, by kupiła rower zaraz po wypłacie, ale do końca miesiąca kupowała jedynie jedzenie (i tak wydawała na nie niewiele). Okazało się, że po zakupie roweru za ponad 1000 PLN, na koniec miesiąca zostały jej jeszcze spore oszczędności. Tylko dlatego, że przestała chodzić do sklepów z tanimi ciuchami, które tak na prawdę nie były jej potrzebne.
9. Słodycze, napoje. To akurat moje osobiste doświadczenie. Po analizie paragonów okazało się, że napoje (głównie gazowane) i słodycze pochłaniają lwią część rachunków. To była świetna motywacja do tego, by przestać je kupować, zacząć pić wodę, herbatę, ewentualnie wodę z miodem czy cytryną. Oszczędność i zdrowie w jednym, a za sprawą cytryny można było zrezygnować z zakupu tabletek z witaminą C.
10. Drogie prezenty. Rezygnacja z ich kupowania nie ma nic wspólnego ze skąpstwem. Nie ma potrzeby kupowania drogich prezentów, bo przecież nie o to chodzi w dawaniu. Wystarczy drobiazg, ale pieczołowicie wyszukany i dopasowany do osoby obdarowanego lub coś, zrobionego własnoręcznie (choćby ramka z wspólnym zdjęciem). Ja zdecydowałem się na zmianę, gdy zorientowałem się, że na prezent często wybieram coś fajnego, co sam chciałbym mieć, ale uważam za stanowczo zbyt drogie. To przesada.

Jeśli na serio myślisz o oszczędzaniu, to nie lekceważ żadnej z tych kategorii. W Twoich rachunkach tkwi ukryty potencjał i możesz go wydobyć. Może okaże się, że obiecywana w pracy podwyżka, która się odwleka nie jest niezbędna, by związać koniec z końcem? Może uda się ją przeznaczyć na coś innego niż spłata długów? A może branie nadgodzin przestanie być koniecznością, a zacznie nią być spędzanie więcej czasu z rodziną?

środa, 8 listopada 2017

Wielowarstwowy Przekręt Energetyczny

Spotkałem się ostatnio z ciekawym przekrętem. Otóż, do osoby starszej (przeważnie) przychodzi przedstawiciel firmy energetycznej (przeważnie przedstawia się w taki sposób, że mamy wrażenie, że przychodzi od naszego dostawcy energii) i proponuje umowę na tańszą energię elektryczną. Niczego nieświadomy klient podpisuje umowę i od tej pory zaczynają się problemy.

Tu warto na chwilę się zatrzymać, gdyż wariantów tego przekrętu jest co najmniej kilka. Postaram się je omówić i zaproponować rozwiązanie każdego z nich.

Umowa na energię z nowym operatorem

Najczęściej okazuje się, że nowy operator owszem - dostarcza energię elektryczną odrobinę taniej niż dotychczasowy, jednak nie świadczy on usługi dystrybucji energii (część opłaty wynika ze zużycia energii czynnej, część z jej dystrybucji, czyli kosztów przesyłu). Zatem musimy ją sobie dostarczyć we własnym zakresie - kupić od dotychczasowego dostawcy. A to kosztuje. Dodatkowo, w umowie jest cesja lub upoważnienie do rozwiązania dotychczasowej umowy. Jeśli więc korzystamy z jakiejkolwiek oferty promocyjnej (a z tych korzysta znacząca większość odbiorców), to musimy operatorowi zapłacić koszta zerwania umowy. W ten sposób automatycznie będziemy kilka tysięcy złotych w plecy (a w najlepszym razie kilkaset złotych). To się zupełnie nie opłaca.

Najlepiej byłoby w ogóle nie wpuszczać nikogo, kto chciałby podpisać taką umowę. Ale jeśli dowiadujemy się po fakcie, że na przykład dziadkowie podpisali coś takiego, należy czym prędzej skontaktować się z dotychczasowym operatorem i unieważnić umowę. Warto też zgłosić na policji próbę oszustwa (niepoinformowanie o wszystkich warunkach umowy może być tak potraktowane), a nawet zastrzec numer dowodu, który widnieje w umowie. Koniecznie trzeba poinformować swoich bliskich, by nie podpisywali żadnych umów tego typu. A jeśli chcą coś podpisać, niech wezmą umowę do przejrzenia i skontaktują się z kimś, kto się na tym zna.

Ten pan tu nie pracuje

Istnieje jednak nieco inna wersja tego przekrętu, która otwiera nowe możliwości. Otóż po podpisaniu takiej umowy kontaktujemy się z firmą, by zweryfikować dane i "odkręcić" całą sprawę (mamy prawo do odstąpienia od umowy). Telefonicznie otrzymujemy jednak informację, że człowiek, który podpisał umowę nie jest pracownikiem firmy i nasze dane (jako klienta) nie figurują w bazie danych. Myślimy więc, że sprawa rozwiązana... nic bardziej mylnego.

Otóż teraz stać się może jedna z wielu rzeczy:
  • Człowiek faktycznie jest po prostu oszustem i pozyskał tylko nasze dane, by je sprzedać lub użyć (do kupna samochodu, wzięcia kredytu, zawarcia jakichś zobowiązań).
  • Oszust sprzeda teraz naszą umowę firmie, a mając upoważnienie do reprezentowania klienta może podjąć niekorzystne zobowiązania w kwestii umowy na dostawę prądu.
  • Firma poświadczyła nieprawdę i za jakiś czas otrzymamy rachunek za usługi związane z umową plus odsetki karne. Tłumaczenie, że uzyskaliśmy informację o nieważności umowy nic nie da - podpisana umowa to wystarczający dowód.
Należy bezwzględnie zastrzec swoje dane, a następnie udać się do siedziby firmy i uzyskać pisemne poświadczenie o nieważności konkretnej umowy. Tylko wtedy umowa faktycznie przestanie obowiązywać (przynajmniej w tej konkretnej firmie).

Zabezpieczenie idealne

Wciąż najlepszym zabezpieczeniem jest zapobiegać problemom. Gdy ktoś do nas dzwoni i jesteśmy zainteresowani ofertą, umówmy się w siedzibie firmy, lub zadzwońmy sami pod właściwy numer (pozyskany z pewnego źródła - na przykład ze strony internetowej zaufanej firmy), powołajmy się na dzwoniącą osobę i umówmy na wizytę konsultanta. Kiedy dzwoni do nas ktoś z naszego banku, zróbmy podobnie. Nie zgadzajmy się na nic, nie potwierdzajmy swoich danych, ale zadzwońmy do banku i dowiedzmy się o co chodzi. Ograniczone zaufanie to najlepsza postawa. Dzięki temu będziemy spać spokojnie.

wtorek, 24 października 2017

Po co oszczędzać?

Dla wielu osób oszczędzanie to pewnego rodzaju nawyk. Gospodarowanie finansami tak, aby część z nich odłożyć to styl życia. Jednak dla większości potrzebny jest skonkretyzowany cel, aby w ogóle zaczęły oszczędzać. Dla tych, którzy mają z tym problemy podpowiem, że najtrudniejsze są pierwsze 3 miesiące. Później oszczędzanie jest coraz łatwiejsze, aż w końcu oszczędza się "samo". Dzieje się tak, że oszczędzanie wyrabia charakter, który jest niezbędny do tego, by odkładać pieniądze i zacisnąć pasa. Ale aby przetrwać te pierwsze 3 miesiące musimy koniecznie wiedzieć po co oszczędzamy.

Konkretny cel

Najłatwiej oszczędzać na coś. Wycieczka, nowy telewizor, samochód - to doskonałe przykłady tego, na co możemy zbierać. Najlepiej, jeśli znając potrzebną kwotę, założymy sobie ile czasu zajmie nam oszczędzanie, a następnie wyliczymy ile czasu będziemy odkładać. Później musimy zmieścić się w wyliczonym terminie. To świetne, krótkie ćwiczenie, które pozwoli sprawdzić, czy zdołamy nauczyć się kontroli nad własnymi finansami. A nagrodą będzie kupno wymarzonego prezentu dla samego siebie. Te pieniądze można odkładać do szuflady lub na jakieś konto oszczędnościowe.

Na czarną godzinę

Bardzo popularne powiedzenie, z czasów naszych rodziców i dziadków (a więc wielopokoleniowe), to "pieniądze na czarną godzinę". Czarną godziną może być choroba lub utrata pracy. Tutaj cel nie jest skonkretyzowany, ale taki fundusz awaryjny może się okazać niezbędny. Powinien wynosić 3 - 6 miesięcy naszych wydatków (nie zarobków). Posiadając zapas gotówki na ten czas, możemy czuć się bezpiecznie wiedząc, że cokolwiek się nie stanie, poradzimy sobie bez dochodów 1 - 2 kwartały, a to powinno wystarczyć, by poprawić swoją sytuację finansową.  Pieniążki te najlepiej trzymać w domu - na przykład w oznaczonej kopercie, by mieć do nich dostęp w każdej chwili.

Poduszka finansowa

To podobny cel do poprzedniego, ale łączy się z kredytem mieszkaniowym. Szerzej o poduszce pisałem tutaj: Poduszka Finansowa - ile? po co? kiedy?

Kapitał początkowy

Ten cel najbardziej mi się podoba. Kiedy mamy pomysł na jakiś biznes, chcemy w coś zainwestować, potrzebujemy kapitału początkowego. Aby nie zaczynać na minusie, zamiast brać kredyt, najlepiej potrzebną kwotę odłożyć. Dobrze sprawdza się, gdy mamy pewne dochody i chcemy "przejść na wyższy poziom zarabiania". Przykładem niech będzie rentierka - posiadamy dwie kawalerki na wynajem. Pieniądze, które zyskujemy odkładamy, by kupić trzecie mieszkanie i je także wynająć. W ten sposób znacząco zwiększymy swoje zyski, bez pakowania się w kredyt. Te pieniądze, ze względu na sporą sumę, lepiej trzymać w banku.

Cel długoterminowy

Kupno własnego mieszkania czy oszczędzanie na emeryturę to cele na lata. Gromadzenie środków z przeciętnych dochodów będzie bardzo pracochłonne, ale może okazać się koniecznością, dlatego nie warto go lekceważyć mówiąc "co ja będę z tego miał za dwadzieścia lat". Regularne odkładanie może się tutaj nie sprawdzić z tego samego powodu, dla którego nie sprawdziły się książeczki mieszkaniowe. Inflacja przemieniła ciężko gromadzone poprzez odejmowanie sobie od ust pieniądze, w zaledwie jedną dobrą obecną pensję. Aby tak się nie stało, oszczędzane na emeryturę pieniądze należy inwestować - niezależnie od tego, czy w akcje, obligacje, czy na przykład w sztukę lub nawet w hobby. Wszystko po to, by ich nie stracić.

Mój przykład

Oszczędzam od lat, czasem z lepszym, czasem z gorszym skutkiem. Próbuję swoich sił na rynku akcji i funduszy inwestycyjnych (używam w tym celu konta osobistego w mbanku), zarabiałem na zakładach sportowych, spieniężałem kolekcje i zarabiałem na wiele niekonwencjonalnych sposobów (na przykład jako freelancer) i obecnie oszczędzanie jest moim sposobem na życie. Już dawno tego uzmysłowiłem sobie, że jeśli ograniczy się wydatki, można pracować mniej, a pozostały czas przeznaczyć na rozwijanie pasji, rekreację, czytanie książek czy uprawianie hobby. Wiem, że wiele osób "pracuje bo lubi", ale ja wolę robić to co lubię, a pracę traktować jedynie jako sposób na zdobycie na to funduszy. Co i wam polecam.

piątek, 13 października 2017

Coraz Bliżej Święta!

Nie, nie zwariowałem - Święta Bożego Narodzenia dają o sobie znać coraz wcześniej każdego roku. Więc, żeby być gotowym z prezentami, trzeba zaczynać zabierać się do ich kupowania także coraz wcześniej. Unikanie tłumów w sklepach to jeden aspekt sprawy. Z drugiej strony, część prezentów zamawiamy, a czas oczekiwanie na przesyłkę wydłuża się w okresie świątecznym. Po trzecie, nikt nie lubi przepłacać, a po Święcie Zmarłych, zaczną się świąteczne "promocje", czyli ceny powoli, lecz nieubłaganie zaczną być windowane w górę. To znaczy, że to teraz jest najlepszy czas na robienie zakupów w związku z prezentami. Pusto, tanio i jest czas, by się zastanowić lub zwrócić to, co przyszło pocztą.

piątek, 6 października 2017

Jak zyskać na zmianie ceny

Ceny przedmiotów, które kupujemy potrafią szybko się zmieniać. Najszybciej dzieje się tak, kiedy mamy do czynienia z promocją. Pojawia się - cena spada. Kończy się, następuje jej gwałtowny wzrost. Poniżej przedstawiam 2 sposoby na to, by zyskać na takich właśnie wahnięciach.

Spadek ceny już po zakupie

Jak często zdarza się, że promocja pojawia się w kilka dni po tym, jak dokonaliśmy zakupu? Zdążyliśmy rozpakować mebel, ustawić w pokoju, a tu nagle promocja i 200 złotych obniżki. Mebla nie oddamy, bo rozpakowany. Mimo to, możemy sobie tej obniżki udzielić.

Sposób zaprezentowany niektórzy mogą uznać za niemoralny, ale jestem zwolennikiem pilnowania własnego sumienia, a nie wprowadzania praw, które mają tego sumienia pilnować za nas. A zatem - jeśli komuś przeszkadza takie rozwiązanie, niech go zwyczajnie nie stosuje.

Kiedy zauważymy obniżkę na coś, co teoretycznie moglibyśmy zwrócić (ale już to rozpakowaliśmy), możemy pojechać do sklepu, dokonać kolejnego zakupu (ten sam produkt, tylko zapakowany), a następnie dokonać zwrotu, używając poprzedniego, droższego paragonu. W ten sposób odzyskamy różnicę w cenie.

Spodziewany wzrost ceny

Kiedy widzimy solidną promocję, najlepiej krótką i niespodziewaną, czasem warto dokonać zakupu, nawet jeśli nie potrzebujemy kupowanej rzeczy. Wszystko po to, by odsprzedać z zyskiem, gdy cena podskoczy. Aby dokonać szybkiej sprzedaży, wystarczy w sklepie ustawić się w pobliżu posiadanego przez nas przedmiotu i zaproponować odkupienie go osobie, która zdecyduje się na zakup w sklepie. Nie zapomnijcie powiedzieć, że macie dowód zakupu, więc gwarancja jest honorowana.

Może na co dzień szkoda na to czasu, ale gdy trafisz na szczególnie dobrą okazję, czasem warto się skusić.