niedziela, 17 września 2017

"Chwilówka" to nie zawsze lichwa

Rynek oszalał na punkcie lichwy, ale okazuje się, że można na tym również zarobić...

Owiane niezwykle kiepską sławą chwilówki znane są przede wszystkim ze swoich wysokich cen. Lichwa – to ich drugie imię. Bez względu na powszechne mniemanie o ich nieatrakcyjności, w roku 2016 udzielonych zostało, bagatela, 2,6 mln pożyczek pozabankowych aż 1,5 mln klientom. Nie dość, że branie jest ogromne, to jeszcze masa firm posiada stałych klientów. Czy te pazerne chwilówki są rzeczywiście aż tak kiepskie?

W ostatnim czasie sporo działo się na rynku pożyczek pozabankowych. Wszystko za sprawą prac rozpoczętych jeszcze za kadencji poprzedniego Rządu. Ponieważ w mediach huczało o lichwiarskich pożyczkach, „cudotwórcy” z Wiejskiej w Warszawie wpadli na pomysł jak przypodobać się opinii publicznej. Obrano sobie za cel zmniejszenie cen pożyczek tak aby były bardziej przyjazne i dostępne. Efektem prac była śmieszna w opinii obserwatorów tego sektora, ustawa antylichwiarska. W niewielkim stopniu ograniczyła ceny pożyczek oraz ceny windykacji, czym wyeliminowała sporą liczbę pożyczkodawców z rynku i nałożyła nadzór nad metodami sprzedaży, warunkami umów itd. Nowa władza, nowe zmiany. Zapowiada się, że nowy Rząd będzie jeszcze bardziej dobroczynny i wprowadzi ponowne obniżki cen. Ale jaki faktycznie będzie mieć to skutek? Otóż, wyeliminuje kolejne firmy z rynku. Jeśli uda się przepchnąć pomysł aby obowiązkiem pożyczkodawcy była weryfikacja klientów w bazach dłużników i odrzucanie zadłużonych, będzie to zielone światło dla szarej strefy „prywatnych inwestorów” i prawdziwa lichwa dopiero rozpocznie żniwa i pokaże na co ją stać. Pozwolę sobie zaznaczyć, że to klienci szarej strefy pożyczek są największymi ofiarami swoich pożyczkodawców, bowiem nierzadko zastawiają nieruchomości czy pojazdy na niezwykle nieatrakcyjnych zasadach, nie mając pojęcia, że takie warunki są w zasadzie zakazane i nie wiążą prawnie klienta. Niestety, niska świadomość konsumentów jest powodem poddawania się nielegalnej windykacji i utraty majątku lub zadłużania się na długie lata.

Zgodnie z ideą kapitalizmu


Zgodnie z zasadami wolnego rynku, pożyczki pozabankowe nie dość, że muszą istnieć, to jeszcze nie powinny być poddawane regulacjom. Każdy produkt jest w stanie wybronić się sam, o ile będzie atrakcyjny i konkurencyjny. Każda kolejna regulacja działa na niekorzyść zarówno konsumentów jak i przedsiębiorców. Jeśli politycy chcieliby uszczęśliwić konsumentów, to mogą uczynić to niezwykle łatwo i jeszcze uszczęśliwią przy tym samych przedsiębiorców. Dokładnie w ten sam sposób można by uczynić z polskim węglem - tak aby stał się tani i opłacalny. O czym mowa? O opodatkowaniu. Obniżając podatki produkt staje się tańszy, popyt na niego się zwiększa i wszyscy są zadowoleni. Dodam jeszcze, że pożyczkodawcy nie są tak uprzywilejowani jak banki i podatki płacą znacznie wyższe. 

Czy chwilówka może się opłacać? 


Może, ale tylko ta darmowa. Taka opcja jest dostępna w większości firm i polega na jednorazowej pożyczce nieobciążonej żadnymi kosztami, wyłącznie dla nowego klienta. Firm takich jest około 20. Każdy więc ma szansę na pożyczenie w tych firmach niewielkich kwot (do 3000 zł) na okres do dwóch miesięcy. Zasady są niezwykle proste i złamanie jednej spowoduje naliczenie opłat jak za regularną pożyczkę – jest nią terminowa spłata chwilówki. Jeden dzień po terminie anuluje promocję chwilówki za darmo i zobowiąże klienta do spłacenia większej kwoty. No dobra – ale po co komu pożyczka kilku tysięcy na dwa miesiące? Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie zasłyszana niedawno historia pewnego sprytnego inwestora. W ostatnim czasie poświęcił się w całości inwestowaniu w kryptowaluty. W swoim portfelu krypto posiada około 5 elektronicznych walut. Przyznaje on, że skorzystał z pożyczki pozabankowej na krótki okres, bez opłat, ponieważ jedna z kryptowalut, na którą polował od jakiegoś czasu drastycznie straciła wartość i był to idealny moment na wkupienie się. Inwestor ten kupuje KW za wszystkie pieniądze jakie pozostają mu z wypłaty. Nie posiada więc żadnych oszczędności. Za pieniądze z chwilówki kupił swoje waluty, a po wypłacie oddał tyle ile pożyczył. 

Od siebie dodam, że darmowych pożyczek nie spotkamy w firmach oferujących pożyczki spłacane w ratach, przez kilka miesięcy. Darmowe są jedynie te krótkoterminowe. Różnią się od siebie maksymalną kwotą i okresem spłaty. Za friko można pożyczyć od kilkuset złotych, nawet do trzech tysięcy. Okres spłaty to przeważnie 30 dni, czasem 60 (te 3 tys. można otrzymać na okres dwóch miesięcy). Jak się okazuje, istnieją okoliczności, które czynią z takiej chwilówki niezwykle atrakcyjną okazję. Przyznam jednak, że sam bym raczej nie wpadł na taki pomysł, aby poratować się chwilówką i jeszcze dzięki niej zarobić. Kolega inwestor oddał pieniądze na czas, a zakupiona krypto niedługo po tym jak ją nabył wywindowała z ceną pomnażając kapitał niemal dwukrotnie

sobota, 2 września 2017

Jak spłacać kredyt w walucie obcej, nie płacąc spreadu - poradnik.

Kredyt na mieszkanie to poważna sprawa, a w grę wchodzą duże sumy pieniędzy, rzędu setek tysięcy złotych. Często, aby uniknąć kosztów, bierzemy kredyt w walucie obcej. Spłacając kredyt, dopłacamy bankowi za każdym razem, kiedy dokonujemy wymiany waluty na tę, w której obsługiwany jest nasz kredyt. Ale oczywiście można uniknąć dodatkowej opłaty i nawet nie jest to takie trudne.

Jak działa kredyt w walucie obcej?


Biorąc kredyt w walucie obcej, na przykład w Euro, zaciągamy w banku zobowiązanie, polegające na tym, że otrzymujemy nie 300 000 PLN (tyle kosztuje nasze mieszkanie), ale 75 000 EUR (jeśli kurs po którym bierzemy kredyt wynosi 4 PLN - dla uproszczenia), ale wypłaciłeś je w złotówkach. Bankowi jesteś więc winien ni mniej ni więcej niż 75 000 Euro. Kiedy dochodzi do spłaty kredytu, musimy więc spłacać raty, odnoszące się do kwoty w Euro, a nie w złotówkach. Jeśli na konto, z którego spłacany jest kredyt wpłacamy złotówki, bank pobierając ratę, najpierw wymienia odpowiednią kwotę złotówek na Euro (po kursie bankowym), a następnie te Euro spłacają część zadłużenia (i odsetki). Nie warto więc krzyczeć, że "brałem 300 000 PLN, a teraz muszę oddać 400 000 PLN, bo kurs Euro poszedł w górę", bo to nie prawda. Brałeś 75 000 Euro i tyle właśnie musisz oddać. Nigdy nie brałeś od Banku złotówek. Bank wypłacił złotówki, po wymienieniu Twoich 75 000 Euro na Polską walutę, po kursie dnia.

Co to jest spread?


Spread jest to różnica pomiędzy kursem kupna (waluty w tym przypadku) a kursem sprzedaży. Jest ona dobrze widoczna w kantorach stacjonarnych. Kiedy pójdziemy do kantoru, gdzieś na ścianie zobaczymy aktualne kursy kupna i sprzedaży. Kiedy chcemy kupić walutę, za 100 Euro zapłacimy pewną ilość złotówek. Teraz, jeśli chcemy sprzedać nasze 100 Euro za złotówki, dostaniemy ich trochę mniej niż zapłaciliśmy. Przykładowo - jeśli kurs sprzedaży dla Euro to 4,30 PLN, a kurs kupna to 4,20 PLN, to żeby kupić 100 Euro, musimy zapłacić 430 PLN, ale gdy sprzedamy te 100 Euro, otrzymamy już tylko 420 PLN. Spread wynosi w tym przypadku 10 groszy (różnica pomiędzy kursem kupna a sprzedaży). 
W ten sam sposób działa bank - kupując walutę w banku jesteśmy skazani na taki kurs, jaki w danym dniu obowiązuje. Warto jednak wspomnieć, że spread w banku będzie o wiele większy niż wspomniane wcześniej 10 groszy i wynosić może na przykład 50 groszy. Oznacza to, że za nasze 100 Euro będziemy musieli zapłacić aż 450 PLN, a dostalibyśmy za nie jedynie 400 PLN. Dlatego właśnie dopłacamy do kredytu.

Jak uniknąć spreadu?


Sposób jest bardzo prosty. 
  • Po pierwsze należy iść do banku i założyć obok konta złotówkowego, także konto walutowe, w tej samej walucie, w jakiej wzięliśmy kredyt.
  • Teraz, gdy już mamy to konto, należy je uczynić kontem, które będzie obsługiwało kredyt - to z niego mają być spłacane raty.
  • Teraz, należy wejść na stronę internetowego kantoru, który nie ma spreadu i założyć konto. Jest to bezpłatne i całkowicie bezpieczne.
  • Teraz należy przelać złotówki z dawnego konta, z którego spłacaliśmy kredyt na swoje konto w kantorze. Można przelać równowartość jednej raty lub więcej.
  • W kantorze dokonujemy wymiany waluty bez spreadu, bezpośrednio z kimś, kto Euro sprzedaje (kantor sam przeprowadzi procedurę, my tylko akceptujemy kurs po jakim ma się odbyć transakcja - to strona sprawdzi, czy jest chętny, by sprzedać po tym kursie). Opłata, jaką poniesiemy to 0,2%, czyli ułamek bankowego spreadu.
  • Gdy mamy już odpowiednią walutę, wystarczy przelać ją na konto walutowe w banku, z którego w odpowiednim momencie bank pobierze należną ratę za kredyt - już bez spreadu.
Warto sprawdzić samemu ile można zaoszczędzić w ten sposób. Z mojego doświadczenia wynika, że przynajmniej 1% (dokładnie około 1,2%) każdej raty (a zatem całego kredytu razem z odsetkami). Przy 300 000 PLN, będzie to 3 000 PLN na samym kredycie i lekko licząc tyle samo na odsetkach. A jeśli trafimy na dobry kurs, możemy ugrać znacznie więcej - nawet darmowe zagraniczne wakacje dla całej rodziny. A więc warto.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Tańsza przesyłka w sklepach internetowych

Robisz zamówienie w sklepie internetowym, wybierasz produkty, sposób zapłaty, wysyłkę, opłacasz i czekasz na paczkę, a ta przychodzi akurat, kiedy nie ma cię w domu. Chcąc nie chcąc, idziesz na pocztę, by ją odebrać. Znasz to?

Po co przepłacać?


Zapłaciłeś za dostawę do domu, ale i tak musisz iść na pocztę i samodzielnie odebrać przesyłkę. Być może nawet byłeś w domu, ale podstępny listonosz i tak zostawił avizo (czy nie robią tak?). Czujesz się oszukany, bo musisz wykonać część usługi, za którą zapłaciłeś. Na domiar złego, odebrałeś zawiadomienie o przesyłce dopiero po dotarciu do domu, a przecież dosłownie chwilę temu byłeś obok poczty i gdybyś tylko wiedział, odebrałbyś! Nie pozwól, by to wydarzyło się ponownie i nie przepłacaj za przesyłkę, którą i tak będziesz musiał odebrać. Skorzystaj z odpowiedniej opcji dostawy.


Odbiór w punkcie


To właśnie opcja, która Cię interesuje. Robiąc zakupy i wybierając formę wysyłki, wybierz "odbiór w punkcie", a następnie dogodny punkt odbioru (obok domu czy biura, a może po drodze z pracy). W ten sposób nie dostaniesz avizo, a zawiadomienie przyjdzie smsem, kiedy tylko Twoja przesyłka zostanie nadana (pierwsza wiadomość) i dostarczona do punktu odbioru (druga wiadomość). Sms odbierzesz w dowolnym momencie, dowiesz się o przesyłce przed powrotem do domu i spokojnie odbierzesz ją po drodze. Ta opcja dostawy jest tańsza niż zwykła paczka, dostarczana do domu, gdyż nikt nie musi iść pod wskazany adres, sprawdzać czy ktoś jest w domu i zostawiać zawiadomień.

Jeśli więc wiesz, że możesz minąć się z listonoszem, albo mieszkasz w niewielkiej odległości od punktu odbioru, to skorzystaj z opcji "odbiór w punkcie", oszczędź czas, pieniądze i nerwy.

piątek, 18 sierpnia 2017

Plus i Minus

Dzisiaj chciałbym podzielić się osobistym doświadczeniem sprzed kilku dni. Otóż wybrałem się ze znajomymi do sklepów, do których zwykle nie chodzę. Byłem tam dla towarzystwa, ale nie mogłem zauważyć, że ceny większości produktów były wyższe niż te, które znam. Zacząłem się zastanawiać, czy to jakieś lepsze wersje tych samych produktów? Nie. Może ceny są tu po prostu wysokie (to oczywiste). Po przemyśleniach doszedłem do wniosku, że, co zaskakujące, też nie. Tam są po prostu ceny normalne. A ja kupuję zawsze w najniższych możliwych. Tak komponuję menu i odwiedzam kilka sklepów, by zakupy robić jak najtaniej. Oszczędzam w ten sposób 10-20% (nie licząc specjalnych promocji).

Kolejną rzeczą, która mnie zastanowiła jest ta, dlaczego ich rachunek za zakupy jest o tyle wyższy niż mój. To nie były jakieś szczególne zakupy, robione na wyjazd czy imprezę - ot sprawunki dla domu na cały tydzień. Postanowiłem przyjrzeć się zakupom i porównać różnicę.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to sam skład zakupów. Około połowę kwoty stanowiły słodycze i napoje (których właściwie nie kupuję wcale - tyle co dla gości). Reszta to w dużej mierze dania gotowe (ja w zasadzie z nich nie korzystam - kupuję składniki, z których coś przyrządzam - smaczniej i znacznie taniej).

Były także produkty, za które płacę więcej:
  • Pieczywo - lubię dobry chleb, ale kupuję go na wagę, już pokrojony i zawsze tylko kilka kromek - tyle ile na pewno zjem jednego dnia. Następnego znów idę po pieczywo, więc nie musi być paczkowane i z długim terminem przydatności - zawsze jem świeże.
  • Mięso - podobnie. Poza tym staram się brać surowe kawałki na wagę, a nie przetworzone, zamarynowane i zapakowane próżniowo.
  • Wędliny - kupuję mało, jedynie to, co zjem danego dnia. Mogą więc być lepszej jakości, bo biorę tylko 5 plasterków.
  • Warzywa - tych kupuję znacznie więcej i tylko kiedy są dobrej jakości. Cena gra rolę drugorzędną. To one są podstawą różnych dań, które znajomi kupują już w słoiczkach. Więc w zasadzie wychodzi dużo taniej, bo w cenie słoiczka sosu mogę go zrobić cały gar i to bez konserwantów.
  • Jaja - to akurat przykład nie tej konkretnej sytuacji, ale tutaj nastąpiła pewna zgodność - jajka, podobnie jak moi znajomi, kupuję dobrej jakości, z wolnego wybiegu. Nie chodzi o aspekt "męczenia kur w nieludzkich warunkach", ale po prostu o smak.
I tutaj nadchodzi czas na refleksję na temat plusów i minusów. Można postrzegać jako minus fakt, że gdy wszedłem do normalnego sklepu, odniosłem wrażenie, że wszystko jest drogie. To przecież nie jest "normalne". Tak właśnie widzieli to moi znajomi, kiedy podzieliłem się swoim spostrzeżeniem. A jednak mnie udało się dostrzec plus tej sytuacji - z powodu takiej różnicy w cenie, nie miałem ochoty kupić niczego, po co kiedyś (gdy nie oszczędzałem i nie zastanawiałem się), sięgnął bym bez namysłu. A, jak się okazuje, wcale nie są mi te rzeczy potrzebne. Zatem to, co dziwaczne w oczach moich znajomych, okazało się przydatne dla domowego budżetu. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Wyłączanie światła bez ruszania się z miejsca

Wyłączanie światła w pomieszczeniach, w których aktualnie nie przebywamy to oczywiście pierwszy krok do oszczędzania prądu. Uczyły o tym już nasze matki i babcie. Oczywiście teraz żarówki są energooszczędne, ale i tak nie ma sensu marnować energii na oświetlanie pustych pomieszczeń. Co jednak w sytuacji, gdy wygodnie ułożyliśmy się na kanapie, a światło pozapalane w całym domu. Nie chce nam się ruszać - to oczywiste. Czy zwalczyć lenistwo, czy też dać sobie jeszcze chwilę relaksu?

Jak wyłączyć światło aplikacją?


Istnieje rozwiązanie, które sprawia, że nie trzeba rezygnować z wygodnej pozycji, a światło i tak zostanie wyłączone. Rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne dla osób, które nie rozstają się ze swoim telefonem komórkowym. Chodzi mi o oświetlenie Wi-Fi i zanim cokolwiek powiecie dodam, że nie wymaga ono żadnych zmian w instalacji elektrycznej w waszym domu!

Inteligentne oświetlenie w domu!


Jak to możliwe? Otóż za sprawą żarówki Wi-Fi, którą wkręcasz w miejsce zwykłej żarówki, włączasz światło i dalej sterujesz nią już ze swojej aplikacji w telefonie lub tablecie (lub za sprawą specjalnego pilota). To futurystyczne rozwiązanie nie służy jedynie do włączania i wyłączania światła. Pozwala ono na sterowanie natężeniem oświetlenia a nawet jego barwą. Żarówki można grupować, by jednym przyciskiem włączać cały ich szereg i obsługiwać zdalnie nawet kilka zestawów na raz.