piątek, 23 lutego 2018

Savoir-vivre

To, czy umiesz się zachować w różnych sytuacjach wiele o Tobie mówi. Etykieta towarzyska ćwiczona na co dzień zaprocentuje na ważnym spotkaniu biznesowym, a umiejętność zachowania się wśród wyższych sfer szybciej da Ci do nich wstęp. Naucz się więc kilku prostych zasad, które nie są tak oczywiste.

Sztuka Spóźniania

Spóźniać się oczywiście nie należy, ale każdemu czasem (z naciskiem na czasem) może się to przydarzyć. W takiej sytuacji zadbaj o to, by zawiadomić o spóźnieniu osobę, która się Ciebie spodziewa jak tylko zorientujesz się, że nie zdążysz przyjść na czas. Nie czekaj do ostatniej chwili. Jeśli już wiesz, że się spóźnisz, zadzwoń. Nie tłumacz się nadmiernie, nie usprawiedliwiaj. Po prostu przeproś i poinformuj o spóźnieniu, podając spodziewany czas przybycia. Nie myśl, że "akademicki kwadrans" załatwi sprawę.

Telefon

Nie wiem dlaczego w XXI wieku ludzie nagle uznali, że odbieranie telefonu podczas spotkania czy choćby rozmowy nie jest nieuprzejme. To, że zawsze masz przy sobie komórkę nie usprawiedliwia ciągłego z niej korzystania. 
  • Odbieranie telefonu, czy choćby sprawdzanie kto dzwoni jest nieuprzejme.
  • Pisanie esemesów i ich odczytywanie także.
  • Jeśli spodziewasz się ważnego telefonu, uprzedź o tym na początku spotkania.
  • Jeśli musisz odebrać telefon, wyjdź z pomieszczenia.

Kieszeń

Podczas rozmowy, czy podczas witania się nie trzymaj ręki w kieszeni! To w złym guście. Nie wzoruj się na "wyluzowanych" amerykanach, którzy twierdzą, że to uchodzi. To lekceważenie rozmówcy i z pewnością zostanie Ci zapamiętane.

I inne

Oczywiście nadal obowiązują zasady zachowania się przy stole, postępowanie względem kobiet czy dobieranie stosownego stroju, mniemam jednak, że te zasady wszyscy znają, dlatego je tutaj pominąłem. Napisałem tylko o tych, które obserwuję na co dzień, nawet u ludzi, którzy uważają się za obytych.

A dla tych, którzy chcą czegoś więcej:


piątek, 16 lutego 2018

Ile warta jest godzina Twojej pracy?

Do tego, by wyliczyć ile warta jest w rzeczywistości godzina Twojej pracy, potrzebujesz wiedzy na temat 2 czynników. Pierwszym jest wynagrodzenie miesięczne, a drugim średnia ilość dni pracujących w miesiącu. Na koniec dowiesz się, co wynika z tego, ile wynosi Twoja stawka godzinowa. A zatem do dzieła.

Wynagrodzenie

To wartość, którą każdy zna. Jednak warto pokusić się o określenie, czym jest rzeczywiste wynagrodzenie.

Zwykło się mawiać, że podawanie wynagrodzenia brutto jest jak podawanie długości członka razem z kręgosłupem. Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%, a zatem mnie interesuje jedynie wynagrodzenie rzeczywiste, to co zostaje "do ręki". Składki i inne kwoty, których nigdy nie widzi się na koncie mnie nie interesują. A zatem:

Wynagrodzenie do ręki wynosi Wx. Do tego dochodzi jakaś tam premia roczna (lub ich suma) w kwocie Wp. Wynagrodzenie miesięczne to:

W = Wx + (Wp / 12)

Przykład:
Przypuśćmy, że dostajesz do ręki 3000 PLN / m-c. Do tego co roku dostajesz "13-tkę" w tej samej kwocie (3000 PLN) oraz "gruszę" w wysokości 600 PLN. Twoje rzeczywiste wynagrodzenie miesięczne to zatem:

W = 3000 PLN + ((3000 PLN + 600 PLN) / 12) = 3300 PLN

Czas pracy

Czas pracy to już inna para kaloszy. Rok ma około 52 tygodni (plus jeden lub 2 dni, ale to nie wpłynie na rozważania - przyjmijmy równe 52 tygodnie). W tym czasie, jeśli pracujemy od poniedziałku do piątku, mamy 52 x 5 = 260 dni potencjalnie pracujących. Dlaczego potencjalnie? O tym już za moment.
W czasie roku, w Polsce jest 13 dni ustawowo wolnych od pracy. Jednak 2 z nich to niedziele (Niedziela Wielkanocna i Zielone Świątki). 2 z nich to z pewnością nie niedziele (Poniedziałek Wielkanocny oraz Boże ciało, które zawsze jest w czwartek). Zostaje 9 dni. Statystycznie istnieje 1/7 szansy, że inne dni wypadną w niedzielę (co roku wypadają w inny dzień), zatem bezpiecznie będzie przyjąć, że statystycznie co roku 1 z tych dni to niedziela (trochę więcej niż 1, ale zaokrąglamy w tę stronę, gdyż poprzednio odpuściliśmy sobie jeden dzień podczas wyliczania dni w roku). A zatem zostajemy z 10 dniami wolnymi w roku. To daje 260 - 10 = 250 dni pracujących.
Teraz należy doliczyć urlop. Większość posiada go w wymiarze 26 dni w roku. W te dni nie idziesz do pracy, a zatem aby realnie wyliczyć ile pieniążków dostajesz za godzinę pracy, należy odjąć je od puli. Wychodzi 250 - 26 = 224 dni pracujące w roku. Zwolnień lekarskich i dni na opieke nad dzieckiem nie wliczamy.

Te 224 dni w roku to 224 / 12 = 18 i 2/3 dnia w miesiącu, co daje 18,66 x 8h = 150 godzin (po zaokrągleniu w górę).

Stawka godzinowa

Z tego wynika, że Twoja stawka godzinowa wynosi W / 150 (W naszym przykładzie 3300 PLN / 150 h = 22 PLN/h). Po uwzględnieniu realnego czasu wykonywania pracy oraz pieniędzy, które za nią otrzymujemy do ręki.

Co z tego wynika?

A teraz konkluzja. Jeśli trafia Ci się "fucha", w związku z którą możesz wziąć dzień wolny w pracy, sprawdź, czy faktycznie Ci się opłaca. Okazuje się, że mało komu opłaca się zwolnić na cały dzień, bo trafiła się "fuszka - stówka za dzień roboty), ponieważ w pracy ten sam dzień to 22 x 8 = 176 PLN. Kiedy bierzesz dzień wolnego, rozpatruj go tak: "czy opłacałoby mi się wziąć jeden dzień bezpłatnego urlopu i stracić tę kwotę". 

Gwoli wyjaśnienia - wzięcie dnia wolnego nie skutkuje stratą wynagrodzenia tej wielkości, gdyż jego wyliczenie uwzględnia znacznie więcej dni, niż realny czas pracy. Jednak dużo lepiej wyceniać wartość swojego czasu mając takie podejście i tak argumentując "fuchodawcom". Bo to właśnie jest aktualna realna wartość godziny Twojej pracy, a zatem nie gódź się za pracowanie za mniej.

Inne podejście

Spotkałem się także z innym, fascynującym podejściem pewnego człowieka biznesu, które bardzo mi zaimponowało. Mawiał on, że "schyli się po każde pięć złotych". Dla niego oznaczało to, że jeśli ma jakiś czas stracić na nic nie robieniu, czekaniu czy robieniu czegoś bezsensownego (granie na telefonie czy wizyta na portalu społecznościowym) to woli w tym czasie zrobić cokolwiek, co da mu przynajmniej pięć złotych (których w innym wypadku by nie miał). Godne uwagi.

piątek, 9 lutego 2018

O czym myśleć oszczędzając

Czy znasz ceny produktów, które kupujesz? Czy wiesz ile kosztuje masło, ser, papier toaletowy szampon, którego używasz? Czy 4 złote za kostkę masła, to drogi, czy tanio?

Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, to znaczy, że nie bierzesz oszczędzania na poważnie. Nie wystarczy kierować się tym, co udostępnia sklep. Nie warto korzystać z promocji "10% taniej", jeśli nie wiesz ile ten produkt kosztuje w innym sklepie, bez takiej promocji. Ale nie martw się - wiele osób, które zaopatruje się w hipermarketach, robiąc jedne duże zakupy co jakiś czas nie ma pojęcia ile kosztują podstawowe, najtańsze produkty. Aby oszczędzać musisz poznać ceny produktów - tych kupowanych codziennie i tych, które kupujesz regularnie.

Wystarczy zapamiętywać (lub zapisywać) ceny kilku produktów na każdych zakupach i porównywać je każdorazowo. W pewnej chwili zobaczysz, że są dni, gdy masło jest dwa razy droższe niż zwykle i wtedy go nie weźmiesz. To duża oszczędność. Mając listę codziennych sprawunków z zapisanymi na niej spodziewanymi cenami od razu będziesz wiedzieć, czy przepłacasz, czy też właśnie oszczędzasz. 

Są takie produkty, których nie kupujemy codziennie, ale używamy i raz na miesiąc musimy kupić. Dokładnie ten sam produkt może mieć bardzo zróżnicowaną cenę, dlatego warto wiedzieć ile zwykle płacimy za swój szampon, proszek do prania czy pieluchy dla dziecka. W ten sposób uzupełnimy zapasy w momencie, gdy produkty te będą najtańsze.

Zdziwisz się ile możesz zaoszczędzić tylko dzięki temu, że masz pojęcie o cenach tego, co faktycznie kupujesz. Ja się zdziwiłem kilka lat temu, więc wiem jakie różnice w cenach i pozorne promocje zdarzają się w sklepach.
Oszczędzanie to nie jest umiejętność, z którą się rodzi. Oszczędzanie pieniędzy nie jest nawet zbyt naturalną czynnością (co innego oszczędzanie jedzenia, czy przedmiotów). Aby więc skutecznie to robić, trzeba cały czas przekonywać siebie o tym, by myśleć o właściwych sprawach i motywować się do ciągłego działania. Warto więc wymusić na sobie pewne mechanizmy (o większości z nich pisałem już tutaj podczas różnych okazji). Spróbuję więc wybrać te najważniejsze:

Ciągła kontrola wpływów i wydatków

Nie ufaj sobie, że dasz radę wszystko ogarnąć w pamięci. Nie dasz! Nikt nie da. W dodatku większość ludzi chełpi się tym, że są kiepscy z matematyki. Dlatego właśnie, aby zapanować nad finansami, wszystko notuj. Spisuj. I licz - na kartce. Tylko wtedy będziesz pewien, że panujesz nad sytuacją.

Nigdy nie jest za wcześnie (ani za późno)

Tłumaczenie sobie i wszystkim wokół, że jest jeszcze za wcześnie na myślenie o emeryturze, że jeśli w tym wieku nie odłożyłeś na mieszkanie, to nie dasz już rady i że nie masz z czego odkładać to bzdura! Jeśli znasz kogokolwiek, kto ma dochody mniejsze od Ciebie, to znaczy, że masz z czego odkładać. Nigdy nie jest za wcześnie (bo nie wiesz kiedy pieniądze się przydadzą - wcześniejsza emerytura z kilkoma milionami na koncie jest kusząca), czy za późno (być może Twoje dochody będą się od jutra systematycznie zwiększać i oszczędności będą przyrastać coraz szybciej). Jeśli nie zaczniesz oszczędzać, nie będziesz mieć oszczędności i nie dowiesz się ile by ich było.

Unikaj długów

Za wszelką cenę nie zaciągaj pożyczek ani innych zobowiązań finansowych. Trzymaj się także z daleka od nałogów, które mogą spowodować zaciągnięcie długów w przyszłości (telewizja to też nałóg - jeśli nie będziesz mógł żyć bez telewizora, poniesiesz koszty czasu, rachunków itp - koszty, których być może nie będziesz mógł ponieść). Nie licz, że kiedyś dochody wzrosną i szybciej spłacisz pożyczkę. Nie kupuj teraz czegoś, za co będziesz musiał płacić. Nie licz na to, że będzie lepiej - niech lepsze czasy zawsze będą Twoim kapitałem na przyszłość, a nie obciążeniem na teraz.

Gospodaruj przychodami

Staraj się zwiększać swoje przychody, nie generując dodatkowych kosztów. Jeśli udało Ci się osiągnąć w miarę bezpieczny poziom wydatków, trzymaj się go nawet wtedy, gdy dochody się zwiększą. W ten sposób bardzo znacząco podniesiesz stan swojego konta. Podnoś standard swojego życia wolniej, niż rosną Twoje dochody.

Inwestuj nadwyżki

Kiedy masz pewną kwotę na koncie i wiesz, że jej nie potrzebujesz w danym momencie (nie są to pieniądze na życie, spłatę kredytu, czarną godzinę czy poduszka finansowa), zainwestuj je w coś. Może to być konto oszczędnościowe, akcje, obligacje, waluty. Jeśli się na tym nie znasz, może warto zainwestować w siebie - zapisać się na jakiś kurs (znajomość dodatkowego języka obcego zwiększy Twoją wartość na rynku pracy, kurs szycia pozwoli Ci oszczędzić na ubraniach, książki o rynku akcji czy walut pomogą podjąć właściwe decyzje inwestycyjne). Inwestować możesz także swój czas wolny - choćby tak jak ja w pisanie artykułów na sprzedaż.

Znaj swój cel

Nie oszczędzaj dla samego faktu oszczędzania. Aby być skutecznym musisz znać jego cel. Emerytura? Własne mieszkanie? Samochód? Podróże? Zawsze umiej odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego dążysz. Nadaj sens i kierunek swoim poczynaniom, niech będą realne. Kontroluj postępy i nie przejmuj się opinią innych oraz nie porównuj. To Twoje życie, Twoje finanse i nikomu nic do tego.

środa, 10 stycznia 2018

Co nagle to po diable, czyli jak oszczędzać nie spiesząc się

Czy znasz ceny produktów, które kupujesz? Czy wiesz ile kosztuje masło, ser, papier toaletowy szampon, którego używasz? Czy 4 złote za kostkę masła, to drogi, czy tanio?

Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, to znaczy, że nie bierzesz oszczędzania na poważnie. Nie wystarczy kierować się tym, co udostępnia sklep. Nie warto korzystać z promocji "10% taniej", jeśli nie wiesz ile ten produkt kosztuje w innym sklepie, bez takiej promocji. Ale nie martw się - wiele osób, które zaopatruje się w hipermarketach, robiąc jedne duże zakupy co jakiś czas nie ma pojęcia ile kosztują podstawowe, najtańsze produkty. Aby oszczędzać musisz poznać ceny produktów - tych kupowanych codziennie i tych, które kupujesz regularnie.

Wystarczy zapamiętywać (lub zapisywać) ceny kilku produktów na każdych zakupach i porównywać je każdorazowo. W pewnej chwili zobaczysz, że są dni, gdy masło jest dwa razy droższe niż zwykle i wtedy go nie weźmiesz. To duża oszczędność. Mając listę codziennych sprawunków z zapisanymi na niej spodziewanymi cenami od razu będziesz wiedzieć, czy przepłacasz, czy też właśnie oszczędzasz. 

Są takie produkty, których nie kupujemy codziennie, ale używamy i raz na miesiąc musimy kupić. Dokładnie ten sam produkt może mieć bardzo zróżnicowaną cenę, dlatego warto wiedzieć ile zwykle płacimy za swój szampon, proszek do prania czy pieluchy dla dziecka. W ten sposób uzupełnimy zapasy w momencie, gdy produkty te będą najtańsze.

Zdziwisz się ile możesz zaoszczędzić tylko dzięki temu, że masz pojęcie o cenach tego, co faktycznie kupujesz. Ja się zdziwiłem kilka lat temu, więc wiem jakie różnice w cenach i pozorne promocje zdarzają się w sklepach.
Mądrzy ludzie mawiają, że pośpiech przydaje się do łapania pcheł. Tego nie wiem, natomiast jestem pewien, że nie przydaje się podczas oszczędzania. Jest po prostu złym doradcą. Kiedy oszczędzasz, obojętne na jaki cel, pojawiają się pokusy, którym za wszelką cenę musisz się oprzeć, żeby oszczędzanie miało w ogóle jakikolwiek cel. Oszczędzanie to proces, często długotrwały (jeśli chcemy zaoszczędzić na prawdę duże kwoty). Nie warto więc niweczyć go w kilka minut, pod wpływem nagłego impulsu. Aby się przed tym ustrzec, zapamiętaj sytuacje, w których szczególnie musisz mieć się na baczności.

Krótka wyprzedaż

To przeważnie mit. Przynajmniej w tym kraju nie ma czegoś takiego, jak krótka, szybka obniżka, z której warto byłoby skorzystać. Jeśli na taką trafisz, upewnij się, że:

  • towar faktycznie jest sporo tańszy niż zwykle (i nie chodzi tu o to, co widnieje na metkach - często w tym samym sklepie, w którym trafiamy na nagłą obniżkę -50% na co dzień towar obniżony jest o 35 - 45%),
  • potrzebujesz tego właśnie towaru i właśnie teraz (jeśli to nie na tę rzecz odkładasz, to prawdopodobnie nie jest ci potrzebna aż tak),
  • zorientuj się jaki jest powód obniżki (jeśli to możliwe - być może wcale nie jest to chwilowe i wcale nie tylko w tym jednym sklepie - może gdzie indziej będzie jeszcze taniej)
Nie warto wierzyć w cuda, więc jeśli na co dzień nie obserwujesz cen danego produktu, to prawdopodobnie nie jesteś w stanie wiarygodnie ich zweryfikować.

Podszept znajomych

Jeśli znajomy namawia Cię do kupienia "świetnego sprzętu, bo sam taki kupił", zastanów się trzy razy. Czy zna się na tym (zarówno pod względem ceny jak i jakości)? Czy ufasz mu w kwestii gospodarowania finansami? Czy ten sprzęt jest Ci potrzebny? Jeśli na którekolwiek pytanie odpowiesz nie - nie kieruj się jego opinią, a jedynie własnym rozumem.

Awaria

Kiedy wysiada Ci pralka / zmywarka / lodówka / telewizor - słowem cokolwiek, a masz odłożone pieniądze, najprościej uniknąć problemów i udać się do sklepu. Zakupić nowiutki sprzęt i z głowy. To wcale nie jest rozwiązanie najtańsze ani najlepsze. Nowy sprzęt, poza ceną posiada bowiem jeszcze jeden minus, o którym często w pośpiechu zapominamy - nie jest taki jak poprzedni. A zatem przyłącza mogą nie pasować, nie wejdzie pod tę starą szafkę i ogólnie mówiąc wymagać będzie przemeblowania. To naprawa jest właśnie mniej wymagająca, a do tego często tania. Warto więc przygotować sobie czarne scenariusze na wypadek awarii "żywotnych" urządzeń domowych i wiedzieć, w jaki sposób sobie poradzić, choćby przez kilka dni, podczas których ochłoniemy, sprowadzimy fachowca, który obejrzy sprzęt i zastanowimy się nad ewentualnym kupnem nowego (na przykład czekając na dobrą promocję). 

W każdym razie ważne, by sytuację brać na zimno, nie działać pochopnie i rozrzutnie. Wtedy nasze fundusze będą bezpieczne, bo nawet jeśli zostaniemy zmuszeni do ich uszczknięcia, upewnimy się, że skorzystamy tylko z niewielkiego ich kawałka, co nie zniweczy całego trudu.

piątek, 29 grudnia 2017

3 świąteczne błędy, które powodują problemy z domowym budżetem

Czy znasz ceny produktów, które kupujesz? Czy wiesz ile kosztuje masło, ser, papier toaletowy szampon, którego używasz? Czy 4 złote za kostkę masła, to drogi, czy tanio?

Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, to znaczy, że nie bierzesz oszczędzania na poważnie. Nie wystarczy kierować się tym, co udostępnia sklep. Nie warto korzystać z promocji "10% taniej", jeśli nie wiesz ile ten produkt kosztuje w innym sklepie, bez takiej promocji. Ale nie martw się - wiele osób, które zaopatruje się w hipermarketach, robiąc jedne duże zakupy co jakiś czas nie ma pojęcia ile kosztują podstawowe, najtańsze produkty. Aby oszczędzać musisz poznać ceny produktów - tych kupowanych codziennie i tych, które kupujesz regularnie.

Wystarczy zapamiętywać (lub zapisywać) ceny kilku produktów na każdych zakupach i porównywać je każdorazowo. W pewnej chwili zobaczysz, że są dni, gdy masło jest dwa razy droższe niż zwykle i wtedy go nie weźmiesz. To duża oszczędność. Mając listę codziennych sprawunków z zapisanymi na niej spodziewanymi cenami od razu będziesz wiedzieć, czy przepłacasz, czy też właśnie oszczędzasz. 

Są takie produkty, których nie kupujemy codziennie, ale używamy i raz na miesiąc musimy kupić. Dokładnie ten sam produkt może mieć bardzo zróżnicowaną cenę, dlatego warto wiedzieć ile zwykle płacimy za swój szampon, proszek do prania czy pieluchy dla dziecka. W ten sposób uzupełnimy zapasy w momencie, gdy produkty te będą najtańsze.

Zdziwisz się ile możesz zaoszczędzić tylko dzięki temu, że masz pojęcie o cenach tego, co faktycznie kupujesz. Ja się zdziwiłem kilka lat temu, więc wiem jakie różnice w cenach i pozorne promocje zdarzają się w sklepach.
Święta to czas, kiedy nie oszczędzamy, a wręcz przeciwnie - sięgamy po zaskórniaki i szastamy nimi bez opamiętania. To w tym okresie najbardziej uszczuplają się nasze oszczędności. Z jednej strony nie ma w tym nic złego - wiele osób oszczędza właśnie z myślą o świętach. Z drugiej strony, jeśli marnotrawimy pieniądze lub wydajemy te, przeznaczone na zupełnie inny cel, zaczyna się robić niewesoło. A przecież wystarczy rozciągnąć żelazną dyscyplinę także na okres świąt i zastosować jedynie drobne odstępstwa od ustalonych zasad, by i wilk był syty i owca cała.

Kredyt

Istnieje grupa ludzi, która bierze kredyt z myślą o Świętach Bożego Narodzenia. Nic w tym dziwnego, skoro i reklamy do tego zachęcają. To jednak największy błąd, jaki można zrobić. Nawet, jeśli obudziliśmy się z ręką w nocniku, kredyt nie poprawi naszej sytuacji, bo będziemy musieli go oddać. Spłacimy go w ciągu roku i na kolejne święta znów zostaniemy z niczym
Aby ustrzec się przed koniecznością kredytowania świąt, lepiej pomyśleć o tym wcześniej i oszczędzić na prezenty i dobre jedzenie wcześniej. Dodatkowa praca (na przykład pisanie płatnych artykułów), lub wzięcie nadgodzin w podstawowej pracy powinno załatwić problem. Innym sposobem jest odsprzedanie części niepotrzebnych przedmiotów, ubrań czy sprzętów poprzez portale aukcyjne lub ogłoszeniowe. Najważniejsze jednak, by ustrzec się pożyczek, każdym możliwym sposobem.

Przepłacanie

Popularna w naszym kraju, szczególnie w kontekście świątecznym, gościnnym, jest zasada "zastaw się a postaw się". To nasza narodowa chluba. Niestety, sprawdzała się wtedy, gdy ludzie mogli jeszcze szybko odrobić straty. Obecnie lepiej "mierzyć siły na zamiary". Najwyższa pora uświadomić sobie, że ceny poszły w górę, a zarobki nie. Kupowanie drogich prezentów, do czego zachęcają nas uśmiechnięci aktorzy w reklamach i filmach o wymarzonej gwiazdce nie jest wcale najważniejsze. Liczy się atmosfera, pamięć i obecność najbliższych. I nie jest to frazes!
Lepszy będzie niedrogi, ale za to przemyślany i dopasowany do konkretnej osoby prezent niż wydanie setek złotych na coś, co akurat jest na topie. Nie ma sensu wyrzucać w błoto pieniędzy tylko po to, by się pokazać pod choinką. Jeśli ktoś jest uzdolniony manualnie, prezenty może zrobić samodzielnie. Jeśli nie - może poznać obdarowywanych tak dobrze, by doskonale utrafić w ich gust. To znacznie więcej, niż większość z nas zwykle robi. Osobiście wolę dostać dobrą książkę z wyprzedaży (dopasowaną do mojego gustu, taką, której nie czytałem a najlepiej nawet o niej nie słyszałem, nie bestseller) niż warty kilkaset złotych wymyślny gadżet, którego użyję raz do roku.

Marnotrawstwo

Trzecim powszechnym błędem jest przygotowywanie gór jedzenia. Kiedy spojrzymy na to z boku, zdajemy sobie sprawę z tego, że nie ma fizycznej możliwości, aby zjeść to wszystko, co stawiamy na stole. Dzieje się tak dlatego, że chcemy, by każda z osób siedzących na stole była się w stanie najeść nawet wtedy, gdy wszyscy będą chcieli nasycić się tylko jednym, tym samym daniem. Stawiamy więc ogromne ilości jedzenia, które po świętach lądują w koszu, nawet jeśli rozdamy jego część rodzinie na "po świętach".
Wystarczy postawić na stole tradycyjne 12 dań w ilości, pozwalającej na skosztowanie każdego z nich przez wszystkich biesiadników. Gwarantuję, że w ten sposób zadowolimy wszystkich. Po przekąszeniu 12 daniami, nawet w małej ilości, każdy będzie najedzony (a nie przejedzony), a jedzenie nie trafi do kosza, bo na resztki będziemy nadal mieć ochotę. Jeśli zaś przejemy się pierogami, nie będziemy chcieli ich tknąć do sylwestra, a wtedy będą nadawać się już tylko do śmieci. A mniej zepsutego jedzenia to mniejsze wydatki!


Tekst powstał dopiero po świętach, gdyż chciałem zweryfikować swoje wnioski na własnym, niechlubnym przykładzie. Kredytu co prawda nie wziąłem, na prezenty wydałem tyle, ile planowałem, ale pomimo prób ustrzeżenia się i całej świadomości zagrożenia, jedzenia i tak było za dużo. Zostało rozdane, sukcesywnie dojadane, a i tak część wylądowała w koszu. Oczywiście pewna nadwyżka powinna być, ale stół zastawiony był zbyt obficie. Cóż - będę próbował wstrzelić się w przyszłym roku, czego i Wam życzę.