wtorek, 21 lutego 2017

Uproszczony Budżet Domowy

Wiele osób chce oszczędzać, ale uważają, że nie mają czasu na tworzenie budżetu domowego, kontrolowanie wydatków itp. Skoro nie chcą tracić czasu na tworzenie pełnego budżetu, mam dla nich wersję uproszczoną. Nie dostarcza może tylu informacji co pełna wersja, ale z pewnością może się przyczynić do sporych oszczędności. Nie wymaga także komputera, jeśli ktoś nie ma ochoty z niego korzystać. Można kontrolować swoje wydatki w telefonie (nawet bez specjalnej aplikacji) albo nawet w notesie czy kalendarzu.

Uproszczenie polega na tym, by najpierw zlokalizować grupę zbędnych wydatków, a następnie notować tylko te właśnie wydatki, by sprawdzić, jaka jest skala problemu. Trzeba przyznać się przed sobą, które wydatki są zbędne, a następnie sukcesywnie je eliminować.

Uważacie pewnie, że jak już ktoś zdiagnozuje problem, to nie ma problemu śledzić tych wydatków - wystarczy je eliminować? Otóż, to nie do końca tak. Okazuje się, że sam problem to dla wielu osób za mało, by ograniczyć wydatki. Dopiero gdy poznają jego skalę okazuje się, że warto tę kwotę oszczędzić, bo jest kilkukrotnie większa niż podejrzewali.

A najczęstsze przyczyny to:
  • Kawa na mieście
  • Jedzenie na mieście
  • Słodycze
  • Napoje gazowane
  • Papierosy
  • Kompulsywne zakupy w internecie
  • Ubrania i Buty (kobiece poprawiacze nastroju)
Jeśli nie podejrzewasz co może przyczyniać się do wypływu gotówki z Twojego portfela - sprawdź właśnie te grupy produktów.

wtorek, 14 lutego 2017

Umiesz Liczyć? Licz na siebie!

Jeśli poprzedni post wydał Ci się interesujący, to zapewne zechcesz przeczytać także i ten. Stanowi on w pewnym sensie dopełnienie, a do napisania go zmotywowały mnie pytania od czytelników (dużo ich nie było, ale pewien motyw się powtarzał). Chodzi mianowicie o kwestię nagłego wydatku, który pojawia się i nie możemy go uniknąć. Co wtedy?

Dla wszystkich, którym udało się odłożyć jakąś kwotę, a następnie zostają zmuszeni do tego, by ponieść nieplanowany wydatek (bo zepsuł się samochód, albo trzeba kupić drogie lekarstwa), mam jedną radę - pożycz pieniądze, ale od siebie!

To samo radziłem rodzicom, którzy fundowali dzieciakom konto, na które odkładali pieniądze na "lepszy start" ich pociech. Gdy przychodziło do wydatków, by nie naruszać pieniędzy odłożonych dla dzieci, brali kredyt, tym samym ponosząc opłaty, które mogliby odkładać (wraz z pieniędzmi, które pożyczyli) z powrotem na konto przeznaczone dla swoich latorośli.

Pożyczając z banku lub innej instytucji, jesteś zmuszony do poniesienia dodatkowych kosztów, więc mimo że nie wydasz ciężko zgromadzonych pieniędzy, to później przez jakiś czas nie uda Ci się ich odkładać. Znacznie lepiej będzie cofnąć się o kroczek, pobrać pieniądze z własnego konta, a następnie zwrócić sobie całą kwotę, wraz z odsetkami - traktując to jako pełnoprawną pożyczkę z banku. W ten sposób, jeśli nie oszukamy samych siebie (i faktycznie zrobimy wszystko by spłacić dług - tak jak gdyby groziła nam za to kara), możemy zmotywować się do jeszcze lepszego zaciśnięcia pasa lub podjęcia dodatkowej pracy, by spłacić dług i wzbogacić się na tym.

Dużo lepiej jest oczywiście wcale nie podbierać pieniędzy i nigdy ich nie potrzebować, ale systematycznie odkładać ustaloną kwotę (lub kwotę coraz większą) na konto. Jeśli jednak znajdziemy się w sytuacji, w której absolutnie potrzebujemy pieniędzy (a każdy w takiej sytuacji bywa od czasu do czasu) - korzystajmy z własnych zasobów, a nie z czegokolwiek, co wymaga dodatkowej opłaty. 

wtorek, 7 lutego 2017

Samodyscyplina, czyli "Zbytek czy Konieczność"

Ten post nie jest przeznaczony dla tych, którzy chcą odłożyć niewielką kwotę, by kupić sobie najnowszy telefon, komputer czy pojechać na wakacje. Ten post przeznaczony jest dla tych, którzy chcą nauczyć się oszczędzania na większą skalę, by odłożyć na przykład na mieszkanie. I są na to gotowi.

Już na samym początku trzeba sobie zdać sprawę z tego, że aby odłożyć większą kwotę, trzeba mieć żelazne nerwy, silną wolę i mnóstwo samozaparcia. To nie jest łatwa droga, ale przy odpowiedniej dozie powyższych cech, możliwa do zrealizowania. Trzeba także mieć jakiś dochód, z którego zamierzamy odkładać. Dobrze także mieć "wyprostowaną" sytuację finansową - żadnych długów i budżet domowy zamknięty przynajmniej "na zero", co oznacza, że nie możemy znajdować się w sytuacji, gdy dokładamy do niego co miesiąc.

Jeśli nie jesteśmy w powyższej sytuacji i ciążą na nas jakieś zobowiązania, powinniśmy jak najszybciej się z nich wyplątać. Jeśli nie mamy lepszych pomysłów w co zainwestować nadwyżkę pieniędzy, najlepszym sposobem będzie spłata kredytu. Malejąca rata będzie naszym zyskiem, a w chwili obecnej oprocentowanie dowolnego kredytu przewyższa odsetki nawet najlepszych lokat.

Kiedy wyszliśmy na prostą, szukamy oszczędności. Metoda jest dowolna, jeśli będziemy hołdować jednej, ważnej zasadzie - podczas każdego zakupu zastanówmy się, czy jest on Zbytkiem, czy też Koniecznością. I uznajmy, że są to jedyne kategorie. Jeśli coś nie jest nam niezbędne, to należy do kategorii "Zbytek". Koniec i kropka. Bez wyjątków i bez "ale...".

Wydaje się łatwe? Otóż wcale takie nie jest. Jeśli jednak poważnie podejdziecie do sprawy, okaże się, że nie tylko codzienne zakupy potanieją (nawet o 50%), ale także zaczniecie oszczędzać w domu. Kupując mniej jedzenia mniej się wyrzuca. Nie ma potrzeby kupowania napojów (które często są niezdrowe) i butelkowanej wody, gdy w domu są domowe kompoty lub soki do rozcieńczenia wodą z kranu, herbata i kawa. Krótkie włosy umyjemy dużo mniejszą ilością szamponu (niż pokazywane jest na reklamach, które mają nas oszukać, byśmy zużywali go więcej i częściej kupowali), a zęby nie wymagają dwu centymetrowego kawałka pasty. Taniej jest zjeść w domu niż na mieście, a kawa w termosie pozwala oszczędzić na modnej kawiarni w mieście, gdzie kubek byle czego kosztuje 15 PLN.

Gdy już wyrobimy w sobie nawyk kupowania rzeczy "Koniecznych" i odrzucania "Zbytecznych", zauważymy, że odkładamy wcale nie małe sumki. Teraz czas na ćwiczenie silnej woli, by przedwcześnie nie przerwać oszczędzania przez coś, co uznamy za "Wypadek losowy". Jeśli więc zepsuje się nam telefon, zamiast biec do sklepu po nowy (i wydawać pieniądze, które wcześniej odłożyliśmy), zrezygnujmy z najnowszego modelu i wróćmy do jakiegoś swojego starego telefonu, lub zapytajmy znajomych, czy mogą nam pożyczyć swój nieużywany aparat (każdy takie ma gdzieś na dnie szuflady, bo kupił nowszy model i bez problemu nam użyczy). Może nie ma wszystkich modnych gadżetów, ale przecież z pewnością możemy uznać je za "Zbytek".

Teraz, kiedy potrafimy już za wszelką cenę gromadzić środki z podstawowego źródła dochodu oraz potrafimy nie wydać ich pod wpływem chwili i umiemy się bronić przed "Zbytkami", czas na powiększenie naszych możliwości. Chodzi tutaj o zorganizowanie sobie dodatkowego źródła dochodu. Czemu właśnie w tej chwili? A dlatego, że robiąc to wcześniej, mimowolnie uwzględniamy dodatkowy dochód w domowym budżecie i nie staramy się go aż tak bardzo odchudzić, podczas gdy teraz nauczyliśmy się radzić sobie z mniejszą sumą i gdy się powiększy, dodatkowe pieniążki śmiało odłożymy w całości!

To nie musi być (choć może) dodatkowy etat. To może być jakaś jednorazowa fucha, nadgodziny, które teraz chętnie przyjmiemy, dodatkowa praca domowa, jakiś pomysł na dorobienie na własnej stronie internetowej lub w ogóle w internecie (ja polecam pisanie artykułów za pieniądze), a nawet sprzedaż używanych i już nie potrzebnych rzeczy w internecie. Ważne, by w czasie wolnym dorobić coś, ponad podstawowy dochód. I każdy sposób jest dobry, a wszystkie dodatkowe pieniądze od razu trafią na wybrany cel.

Jeśli więc uważasz, że masz aż tak silną wolę, by na kilka lat zmienić piątkowe wyjścia do klubu ze znajomymi na wieczorki w domu przy grze planszowej, a drugie śniadanie i kawę zabierać do pracy ze sobą, to możesz liczyć na to, że uzbierasz poważne pieniądze nawet, jeśli myślisz, że to niemożliwe.

środa, 1 lutego 2017

Minął miesiąc 2017 roku - czas na pierwszą rewizję postanowień noworocznych!

A więc zakończył się styczeń. Warto więc przypomnieć sobie postanowienia noworoczne i zrewidować cele. Wśród najpopularniejszych postanowień nadal króluje rzucanie palenia i dieta, by stracić na wadze, ale coraz lepiej mają się cele, które mają wiele wspólnego z poprawieniem sytuacji domowego budżetu (dwie powyższe także mają, ale pośrednio). "Zacznę oszczędzać", "Znajdę lepszą pracę" lub "nauczę się języka obcego (by znaleźć lepszą pracę)" to coraz popularniejsze cele, wcale nie niemożliwe do zrealizowania.

Tylko, czy je realizujemy? Po miesiącu można już zauważyć jakieś tendencje. Czy jesteśmy zadowoleni z postępów? Nie osiądźmy na laurach! Czy jednak powinniśmy coś poprawić? Warto się nad tym zastanowić i zadziałać już teraz, zamiast czekać na kolejny nowy rok i stracić jedenaście miesięcy. Jeszcze nie jest za późno.

Zachęcam zatem, by ci, którzy jeszcze nie w pełni osiągnęli poziom, którego oczekiwali, wzięli się w garść i nadgonili. Styczeń nie uciekł daleko i w pozostałą część roku da się go nadrobić. Pamiętajcie, że każda, nawet niewielka poprawa, za to systematyczna (co tydzień? co miesiąc?) wyjdzie Wam na dobre! Zacznijcie coś robić i cieszcie się z efektów!

Co do moich osobistych celów, planowałem czytać więcej książek (na ten rok chciałbym osiągnąć stałą prędkość 1 książki na tydzień). Na razie nie wychodzi, ale staram się. Część efektów można śledzić na blogu Recenzent Amator. Mógłbym wybierać jakieś cieniutkie książeczki i nadrabiać, ale postaram się mój cel osiągnąć bez uciekania się do oszustwa, nawet tego rodzaju. 

Życzę Wam powodzenia i liczę, że Wy życzycie mi tego samego.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Oszczędzanie (także) Resztek Jedzenia

Podczas racjonalizacji budżetu domowego często pamiętamy o tym, by nie przepłacać za jedzenie, poprzez kupowanie świeżych produktów zamiast wielokrotnie droższych dań gotowych oraz o wybieraniu tańszych marek. Często jednak zapominamy o tym, że spora część zakupów żywieniowych wyrzucamy do kosza. Jest to marnotrawstwo. Źródła podają różne jego rozmiary, ja skłonny jestem uwierzyć, że wyrzucamy pomiędzy 20 a 30 procent kupowanego jedzenia. Nawet, jeśli nie są to te najdroższe produkty (które akurat częściej zjadamy), to ilość ta jest i tak zatrważająca. A przecież da się radzić sobie także z tym problemem.

Pierwszym sposobem jest półeczka "Eat Me First" założona w lodówce. Może to być dowolny pojemnik, do którego trafią wszystkie produkty o kończącej się dacie przydatności oraz te, które są już otwarte. Dotychczas trzymaliście na jednej półce wszystkie jogurty i co jakiś czas musieliście usunąć te przeterminowane, które zawieruszyły się przy ściance? Koniec z tym - jogurty o krótkiej dacie przydatności do spożycia muszą stanąć na półeczce "Eat Me First" i zostać zjedzone jako pierwsze. Ten prosty zabieg działa!

Warto przedłużać datę przydatności produktom świeżym - na przykład ziołom. O ile nie kupujemy ich w doniczce, w której postoją nieco dłużej, warto przed włożeniem do lodówki zawinąć je w wilgotny, papierowy ręcznik. To sprawi, że nie zwiędną po jednym dniu. A jeśli wiemy, że nie zużyjemy ziół, które zaczynają więdnąć, lepiej będzie wysuszyć je w otwartym piekarniku i w ten sposób przechować - już jako suszone. To nie to samo co świeże, ale przynajmniej się przydadzą.

Istnieją produkty, takie jak obierki od warzyw, które także możemy wykorzystać. Jeśli ktoś ma taki kaprys, to obierając (koniecznie umytą) marchewkę, pietruszkę, selera czy inne warzywa, może na obierkach ugotować bulion, a nawet upiec na nich mięso, by dać mu smaku i soczystości. Pomysł wydaje się dziwny, ale działa. Jeszcze lepiej jest w przypadku imbiru, którego nie musimy drobno obierać, by dodać do potrawy - resztka świetnie sprawdzi się wrzucona zimą do kubka z herbatą, by wzmagać odporność w sezonie grypowym. Zupełnie za darmo.

Kolejnym tematem są makarony, których co prawda nie wyrzucamy za często, ale za to ich resztki w opakowaniach potrafią latami zalegać w szafkach. A wystarczy wszystkie te makarony wsypać do jednego pojemnika (wcześniej skruszywszy większe, takie jak na przykład płaty lasagne czy pałeczki spaghetti) i użyć do zupy czy zapiekanki. Oszczędność miejsca gwarantowana i większa szansa, że makaron uda się wykorzystać wcześniej niż podczas porządków w szafkach.

Istnieją produkty, których zwykle nie mrozimy, a świetnie sprawdzają się, gdy w ten sposób wykorzystać ich resztki. Najlepszym przykładem jest żółty ser - końcówki serów, których już raczej nie zjemy (bo kupiliśmy świeższy kawałek), wystarczy zetrzeć i wrzucać do pojemnika w zamrażalniku, mieszając z innymi. W ten sposób zawsze będziemy dysponować mieszanką serów do zapiekanki, a starte rozmrożą się w kilka minut, w ilości w jakiej będą potrzebne. Polecam także mrozić papryczki chilli, których często kupujemy więcej niż potrzeba. Rozmarzają w chwilę, zachowując smak i aromat, a nie więdną smutno w szufladzie w lodówce. Z chilli można z resztą wybrać pestki i zasiać w doniczce na balkonie. Postępując w ten sposób co roku, mamy własną uprawę papryczek, która wystarczy na cały sezon (kilka krzaczków to kilkadziesiąt papryczek, mogą być różnych gatunków).

Jeśli chodzi o najczęściej wyrzucany produkt, a mianowicie pieczywo, to gdy sczerstwieje, można je podpiec i podać ciepłe, lub doprowadzić do jego uschnięcia, a następnie przerobić na tartą bułkę i wykorzystać do panierowania. Wystarczy nie doprowadzać do jego zapleśnienia, czyli wystrzegać się wilgoci w jego sąsiedztwie.

A jeśli ktoś jest ciekaw tanich przepisów kulinarnych, które można wykorzystać w domu, to zapraszam do działu Tanie Przepisy Kulinarne. Jeśli chcesz oszczędzić na chodzeniu do restauracji, zacznij gotować pyszności w domu (wielokrotnie niższa cena, nawet przy najlepszych produktach), korzystając z tych przepisów. Smacznego i Miłego Oszczędzania.