piątek, 17 maja 2019

Ubrania z second hand

Niektórzy ludzie uważają, że kupowanie ubrań w sklepach z tanią odzieżą (tak zwanych "ciuchlandach") uwłacza kupującemu. Cóż mogę powiedzieć... ich problem. Faktem jest, że ciuchy kupowane w second hand nie tylko są o wiele tańsze, ale jakością nie ustępują ubraniom kupowanym w "zwykłych" sklepach, a nierzadko je przewyższają.

Wiadomo, że co jakiś czas musimy dokupić jakąś część garderoby. Możemy w tym celu iść na bazar, albo do marketu i kupić ciuch kiepskiej jakości, chińską masówkę, ale zapłacić za niego wcale nie mało (kilkadziesiąt złotych) i mieć złudne poczucie, że nabyliśmy coś o średniej jakości, w "nieuwłaczający" sposób, albo iść do ciuchlandu, wybrać coś o wyższej jakości (wcale nie jest to takie trudno, bo pod zalewem masówki trafiają się perełki i nie chodzi mi tylko o ciuchy markowe, ale na przykład te szyte na zamówienie, lub pochodzące z firm zupełnie w naszym kraju nie znanych), zapłacić za to od śmiesznych cen (dosłownie złotówki przy kupowaniu na wagę i z kosza) do wartości, którą i tak zapłacilibyśmy w markecie i cieszyć się wysokim gatunkiem ubrań.

Wystarczy tylko przestać patrzeć na tego typu przybytki przez pryzmat "sfery wyższej", która uważa, że to sklepy dla biedaków, poświęcić trochę czasu, po pierwsze na wybranie właściwego sklepu (część z nich oferuje tylko tanią chińszczyznę), a po drugie na przeczesanie asortymentu i można cieszyć się tanimi ciuchami wysokiej jakości. Bo nie wszystko co tanie musi być dla ubogich. 

piątek, 10 maja 2019

Pośpiech jest złym doradcą

Patrząc na największe błędy, przez które ludzie tracą pieniądze łatwo dojść do wniosku, że powodem takiego stanu rzeczy jest w znakomitej większości przypadków brak przemyślenia sytuacji. Czy chodzi o złe decyzje zakupowe, podejmowane pod wpływem chwili, czy o podpisywanie umów przez telefon, lub u odwiedzającego nas sympatycznego pana z firmy energetycznej, czy w końcu o niedostateczne przeanalizowanie opcji podczas zaciągania kredytu hipotecznego. W tych przypadków stwierdzenie, że czas to pieniądz ma wręcz odwrotne znaczenie - warto ten czas poświęcić, by zaoszczędzić pieniądze. 

Przekręty


Na samym początku wystarczy spojrzeć na popularne ostatnio przekręty:
  • Na wnuczka - klasyka gatunku. Do starszej osoby zgłasza się osoba, która mówi, że wnusio ma problemy, potrzebne pieniądze, a czas jest kluczowy. Niczego nieświadoma babcia lub dziadek wypłaca kasę z bankomatu i przekazuje oszustowi. Często są to pieniądze oszczędzane długimi miesiącami, tracone ot tak - w kilka minut. 
  • Na policjanta - ostatni krzyk mody. Ktoś podający się za przedstawiciela policji dzwoni do starszej osoby oznajmiając, że członek rodziny ma problemy, albo że grasuje oszust i tylko ta jedna osoba może pomóc. Wyłudza pieniądze i oczywiście znika.
  • Przekręt Energetyczny - mimo, że pod płaszczykiem prawa, osoba proponuje podpisanie umowy na tańsze media (najczęściej prąd, ale czasem na przykład telewizję). W zręczny sposób manipulując fachowym słownictwem namawia do podpisania umowy, która może drogo kosztować, a z której wcale nie łatwo będzie się wyplątać. Często prosi też o podpisanie pełnomocnictwa, by reprezentować klienta w kontaktach z dotychczasowym dostawcą mediów. Kłopoty murowane, a pieniądze utopione.
A wystarczy tylko się pilnować, zasięgnąć drugiej opinii, sprawdzić kilka razy osobę i instytucję, której chcemy powierzyć pieniądze. Warto pamiętać, że odbierając telefon z banku (czy dowolnej innej instytucji) nie trzeba podawać żadnych danych (jeśli ich wymagają można się rozłączyć, samemu poszukać telefonu do banku i zadzwonić - powiedzą, czy faktycznie ktoś próbował się kontaktować). Nie warto też podpisywać umowy przez telefon, jeśli ktoś nam takową proponuje (chyba, że sami dzwonicie z własnymi ustaleniami w tej sprawie). Warto podczas rozmowy zaznaczyć, że negocjujecie warunki, a nie że zgadzacie się na nie i dodać, że umowa wejdzie w życie, gdy przyślą Wam pocztą egzemplarz, a Wy go podpiszecie

Umowy


Czytanie umów nie boli. Lepiej poświęcić czas na zapoznanie się ze wszystkimi warunkami i dopytać o wszystkie zapisy, co do których mamy wątpliwości, niż później pisać odwołania, chodzić do sądu i narażać się na koszty (lub chociażby brak zysków). Wszystko zgodnie z zasadą "lepiej zapobiegać niż leczyć".

Osobiście nie podpisuję niczego, czego nie przeczytałem. Ta postawa nie raz uchroniła mnie przed popełnieniem głupstwa, zarówno w życiu prywatnym (podpisywanie umów), jak i zawodowym (ile to papierków podsuwają nam kontrahenci a nawet współpracownicy, którzy chcą się pozbyć odpowiedzialności). Oszczędzanie polega także na chronieniu się przed utratą oszczędności!

Szybkie zakupy


Kiedy myślę o szybkich zakupach, mam na myśli kupienie bułek, mleka i jajek na śniadanie. Niestety, wiele osób rozumie pod tym kupno pralki, kiedy stara właśnie się zepsuła. "Szkoda czasu" mówią i biegną do sklepu - raz dwa, transport umówiony i tyle. Jaki jest sens oszczędzać przez długie miesiące po kilkadziesiąt złotych, by na koniec przepłacić o kilkaset w ciągu paru godzin?

A jak powoli, ale dokładnie robić zakupy droższego sprzętu (na przykład AGD czy RTV) i oszczędzić więcej można przeczytać tutaj.

A nawet jedzenie


To może brzmieć śmiesznie, ale jedząc wolniej także możemy oszczędzać. Przede wszystkim zdrowie (dłużej żując bardziej rozdrabniamy pokarm, który jest łatwiej przyswajany przez organizm, który zużywa też mniej energii na jego przetrawienie). Pozwala to oszczędzić na wydatkach na lekarzy (wierzcie mi - wiem co mówię).

Wolniejsze jedzenie pozwala także jeść mniej. Kiedy uczucie głodu zostaje zaspokojone, sygnał trafia do mózgu, który reaguje uczuciem sytości, które z kolei każe nam przestać jeść, by uniknąć przejedzenia. Problem w tym, że ten sygnał nie dociera natychmiast. Trwa to kilka minut. W tym czasie nadal jemy, chociaż nie potrzebujemy już tego jedzenia. Jedząc wolniej zjemy przez ten czas mniej. Unikniemy więc przejedzenia i niepotrzebnych dokładek. To rada dotycząca diety, ale także oszczędzania - mniejsze porcje dla wszystkich domowników i to wcale nie ze skąpstwa.

Wartościowy czas


Zawsze warto się zastanowić, przeanalizować opcje, dłużej delektować się miłą chwilą czy poczynionym wydatkiem (na przykład podczas zwiedzania muzeum warto pieniądze wydane na bilet wykorzystać faktycznie delektując się eksponatami, niż pędzić do wyjścia za tłumem). Dzisiejsze tempo życia temu nie sprzyja, warto jednak zauważyć, że jest to tempo napędzane przez konsumpcję (szybko i dużo pracuj, miej mniej czasu na życie, kupuj drogie gadżety oszczędzające czas, by mieć go więcej na pracę, rób szybkie zakupy, szybkie rozrywki, szybkie jedzenie w barach szybkiej obsługi). A konsumpcja nie sprzyja oszczędzaniu, ani nawet podnoszeniu jakości życia. Sprzyja ona egzystencji na jakimś poziomie i oddawanie swojego czasu i umiejętności w zamian za ułatwienia. Ułatwienia, a nie przyjemności. Szybkie oglądanie bajki przez dziecko, którego rodzic jest zajęty i odbieranie ze szkoły przez nianię kontra spędzenie z dzieckiem czasu na zabawie, czytaniu, spacerze. Jasne - stać Cię na nianię dlatego, że więcej pracujesz. Ale jeśli pracować będziesz mniej, to niania nie będzie potrzebna. Naucz się cieszyć z czasu w domu bardziej niż cieszysz się z pracy, a wszystko wróci na swoje miejsce. Bez pośpiechu, stresu i potrzeb, które nie są Twoimi, a Twojego szefa.


piątek, 3 maja 2019

Kolekcjonerstwo

Kolekcjonerstwo to wspaniałe hobby, jeśli oczywiście Cię na nie stać. Gdy jesteś w Grupie Plus, to możesz pozwolić sobie na tworzenie kolekcji, choć ważne jest, by mierzyć siły na zamiary i nie zbierać zbyt wielu rzeczy. Filatelistyka czy numizmatyka potrafi przyczynić się do niesamowitych zbiorów, nawet jeśli nie zawierają wyjątkowo cennych egzemplarzy. To przykład kolekcji, której wartość można budować powoli. Jeśli jednak posiadasz już jedną czy dwie kolekcje (na przykład znaczków i monet), pilnuj się, by nie zaczynać kolejnej (na przykład modeli okrętów czy etykiet zapałczanych z lat pięćdziesiątych). Oczywiście, jeśli nie robimy tego w celach inwestycyjnych. 

W przeciwnym razie kolekcjonerstwo może okazać się świetnym sposobem na mrożenie gotówki (zabezpieczenie przed inflacją), lub wręcz jej pomnażanie (jak napisałem w jednym z poprzednich wpisów, który możecie znaleźć tutaj). Cenna kolekcja, zbierana nawet przez całe życie może okazać się warta tyle, co nowy dom. Można ją spieniężyć na emeryturze, lub zostawić w spadku przyszłym pokoleniom, by zapewnić im lepszy start.

Są jednak sytuacje, kiedy kolekcjonowanie dobrze jest zawiesić i nie nabywać nowych elementów kolekcji. Z taką sytuacją powinni zmierzyć się wszyscy, którzy zaliczają się do Grupy Zero. Ćwiczenie silnej woli w tym przypadku może okazać się przyczynkiem do różnicy między "być" a "nie być". Kiedy z budżetu należy wykreślić jakiś stały wydatek, warto zacząć od wydatków związanych z kolekcjonerstwem.

Jeszcze bardziej przykra sytuacja dotyczy Grupy Minus. Kolekcjonerzy, którzy do niej należą, powinni spróbować spieniężyć wartościową część swych zbiorów, by uzyskać pieniądze na łatanie dziur w domowym budżecie. Tutaj niestety nie ma miejsca na sentymenty. Tutaj na pierwszym miejscu jest wychodzenie na prostą. Jeśli sprzedaż kolekcji może posłużyć do spłacenia zaległych odsetek lub pozbycia się długów, to powinno się ją przeznaczyć właśnie na ten cel. 

Nie chodzi wcale o sprzedaż cennych przedmiotów za byle jakie pieniądze. Jeśli znasz wartość swojej kolekcji, lepiej poszukaj kogoś, kto także zna tę wartość, niż przypadkowych kupców na tablicy ogłoszeń czy aukcjach internetowych. Idź do specjalistycznego sklepu - numizmatycznego, filatelistycznego, sklepu z antykami, galerii sztuki - w zależności od tego co zbierasz, i tam poproś o wycenę, a może nawet możliwość odkupienia lub wstawienia w komis. Unikaj jednak sieciowych galerii, które sprzedają starocie, gdyż osoby tam zatrudnione nie znają się na antykach, a są jedynie sprzedawcami. Z przedmiotami, których wartość nie ulega wątpliwości, możesz udać się do lombardu.

piątek, 26 kwietnia 2019

Wyjazdy bez dodatkowych kosztów

Majówka tuż tuż, a jak wiadomo, w naszym kraju długi weekend majowy oznacza wyjazdy. Na grilla, na plażę, na łódkę, pod namiot - słowem, często nie do pięciogwiazdkowego hotelu, a właśnie na łono natury, gdzie warunki nie są idealne. Tego właśnie chcemy.

Zabezpiecz swoje rzeczy


Niestety, właśnie w takich miejscach często brudzimy ulubione ciuchy, zalewamy książki i telefony, wrzucamy w błoto słuchawki i niszczymy inne elementy bagażu. Abu temu zapobiec, dobrze jest zaopatrzyć się w woreczki strunowe (możesz je kupić tutaj), a następnie umieścić w nich wszystkie podatne na zniszczenia przedmioty (książki, telefony i inną elektronikę, a nawet ciuchy, jeśli kupisz odpowiednio większe worki), a także te, które nie powinny zamoknąć (zapałki, środki opatrunkowe czy suchy prowiant). W ten sposób bez stresu połazisz po górach, poleżysz na plaży, popłyniesz na spływ kajakowy czy wybierzesz się w rejs po mazurskich jeziorach. 

Pamiątka z podróży

Przed powrotem aż prosi się, by zabrać ze sobą coś, co przypomni nam o miło spędzonych chwilach. W takich chwilach idziemy najczęściej do sklepu z pamiątkami i kupujemy ciupagę znad morza, magnes na lodówkę, breloczek i inne plastikowe badziewie. A duże lepiej jest zabrać kij, którym podpieraliśmy się na szlaku, znalezioną muszelkę, bursztynek czy choćby zwykły kamyk albo papierową ulotkę z menu ulubionej restauracji, w której się żywiliśmy. To znacznie lepiej odda ducha przeżytych chwil. A do tego, co oczywiste, pozwoli nam zaoszczędzić pieniądze, które wydamy na dodatkowe atrakcje, czy choćby jeszcze jedną smażoną flądrę w barze na plaży. 

piątek, 19 kwietnia 2019

Wielkanoc i wielkie żarcie

Przed każdymi świętami staram się przewidzieć ilość jedzenia, która zostanie zjedzona i nie przesadzić z zakupami, żeby później niczego nie wyrzucać. A żebyście nie myśleli, że po prostu żałuję kasy na świąteczne wydatki to napiszę, że wole kupić połowę jedzenia, ale dwa razy lepszej jakości, niż zastawić stół górami jedzenia zwykłej, codziennej jakości (która w moim przypadku akurat już od paru lat nie należy do najtańszych). 

Odkąd pamiętam, spędzając święta w domu rodzinnym czy u babci, zawsze zaskakiwała mnie olbrzymia ilość jedzenia, które się jadło, rozdawało wszystkim biesiadnikom, żeby mieli co jeść przez najbliższe dni, a na koniec i tak wyrzucało. Jak to hołdowało się zasadzie, że "musi być tyle, żeby każdy miał to co lubi", co w praktyce oznaczało, że jeśli przy stole jest 8 osób, to każdego dania musi być tyle, żeby najadło się 8 osób. Mielonych dla 8 osób, kiełbasy dla 8 osób, gołąbków dla 8 osób, kurczaka dla 8 osób i tak dalej. W ten sposób każdy mógł zjeść pięć różnych obiadów, a jedzenia i tak wystarczyło. To była przesada.

Odkąd sami organizujemy święta staramy się, aby jedzenia nie zabrakło (zawsze jest w nadmiarze), żeby był wybór, ale żeby nie starać się przygotować na każdą ewentualność. Jest nas na święta sześcioro, więc przygotowujemy się na 4 porcje każdego dania, zakładając, że nie każdy będzie miał chęć na to samo (bo gdybyśmy tak zakładali, to po co robilibyśmy różne dania). W najgorszym wypadku, jeśli wszyscy rzucą się na mielone, ja zjem kurczaka i po problemie. A dopiero tym co zostaje, obdarowujemy gości, żeby mieli na jeden, góra dwa dni.

Nie starajcie się w święta robić absurdalnych ilości jedzenia, bo to do niczego nie służy. I tak tego nie zjecie, a na trzeci dzień będziecie mieli dość tego jedzenia i zamówicie pizzę, mimo że lodówka wypchana. Lepiej przygotować rozsądną ilość jedzenia i mieć w zanadrzu coś, czego nie postawicie na stole, ale będzie w pogotowiu, gdyby na prawdę było potrzebne, co z przyjemnością zjecie po świętach (polecam na przykład przygotować lasagnę i schować do lodówki - pomoże odpocząć od świątecznego jedzenia, a jeśli spalicie kurczaka, pomoże nakarmić głodną rodzinę).

Smacznego i Wesołych Świąt!