piątek, 25 sierpnia 2023

Nie kupuj nowego samochodu!

Kupno nowego samochodu to zła inwestycja! Oczywiście, jeśli patrzymy na to jedynie z inwestycyjnego punktu widzenia i mamy na myśli kupno samochodu dla siebie, a nie do firmy czy jako specjalistycznego sprzętu. W takim przypadku to zawsze zły pomysł. Najprościej wziąć pod uwagę fakt, że samochód kupiony w salonie traci 10-20% wartości w momencie wyjechania z salonu. Te 10-20% to wartość tego, że możemy wyjechać z salonu nowym samochodem. Tracimy tę wartość bezpowrotnie, bo następny użytkownik nie będzie mógł już dostąpić tego zaszczytu, nawet jeśli odsprzedamy mu auto zaraz następnego dnia.

Oczywiście, zdarzają się modele samochodów, które w późniejszym terminie zyskają na wartości, ale to sytuacje szczególne - albo jest to jakaś limitowana seria, najlepiej numerowana (w tym przypadku wyjeżdżamy z salonu na lawecie i chowamy nasz egzemplarz, by go później odsprzedać), albo ryzykujemy, że dane auto stanie się kultowe i zamykamy w wielkim hangarze, w którym stoją auta z kilku dekad, gdyż mamy nadzieję, że niektóre z nich staną się poszukiwanymi klasykami. Obie te sytuacje nie są jednak w naszym rozumieniu sytuacją "normalną", kiedy ktoś "kupuje sobie samochód".

Podobnie sprawa się ma, jeśli chodzi o auta użytkowe - kierowca ciężarówki (lub firma transportowa) może kupić nowy ciągnik siodłowy i zarobić na tym, że będzie bez przeszkód jeździł, nie marnował czasu w warsztatach i zarabiał dzięki temu, że ma nową ciężarówkę. Taka sytuacja może sprawić, że uznamy kupno nowego samochodu za dobrą inwestycję, ale może się okazać, że kupno wysłużonego egzemplarza za jedną trzecią ceny też byłoby uzasadnione ekonomicznie.

Ostatnią kwestią są pojazdy specjalistyczne. W pewnym sensie ciężarówki także można za takie uznać. Chodzi mi jednak o maszyny budowlane, pojazdy specjalnego przeznaczenia, wszelkie przeróbki itp. Tutaj kupno nowego egzemplarza często jest niewiele droższe niż kupno używanego, bardzo zużytego pojazdu. A kupienie takiego, który wyjechał już z salonu, ale nie zdążył się jeszcze zestarzeć (czyli stracił jedynie te 20% wartości, a nie 70%) jest niemożliwe.

Wróćmy jednak do zakupu nowego auta. Tracimy te kilkanaście procent wyjeżdżając z salonu, ale to nie wszystko. W następnej kolejności tracimy jeszcze więcej, jeśli doznamy kolizji. Nawet drobna szkoda parkingowa, obcierka lakieru czy odprysk kosztuje nas drogo. W przypadku dowolnej awarii już po okresie gwarancji mamy do wyboru: albo wymienić część na oryginalną, żeby utrzymać wysoki status pojazdu, albo zastosować zamiennik i pożegnać się ze świadomością, że pojazd jest nowy.

I nie ma w tym nic złego, jeśli to nam nie przeszkadza. Tak jak nie ma nic złego w kupnie nowego samochodu na własny, prywatny użytek - jeśli nas stać. Nie warto jednak oszukiwać siebie (i żony), że kupno nowego samochodu to jakakolwiek inwestycja. To zbytek, na który można sobie pozwolić, jeśli finanse dopisują i ma się na niego ochotę. Być może jest to marzenie, na którego realizację chcemy zaoszczędzić i tylko taki związek z oszczędzaniem ma kupno samochodu z salonu.

piątek, 18 sierpnia 2023

Najlepsza wskazówka finansowa

Nie potrzeba analityków, prognoz czy ludzi, którzy za opłatą będą zarządzać Twoimi finansami, żeby poznać prostą prawdę o własnych finansach, a dokładnie o tym, czy na coś Cię stać, czy nie. Najprostszym sposobem, by to ocenić jesteś Ty sam(a)! A zrobisz to w bardzo prosty sposób - jeżeli aby nabyć daną rzecz musisz wziąć kredyt (lub pożyczyć pieniądze od znajomego lub członka rodziny), to nie stać Cię na ten zakup!

I tak - jest to najbardziej uczciwe postawienie sytuacji, nawet jeżeli brzmi nieprzyjemnie. Jedynym kredytem, który prawdopodobnie musisz wziąć, jest kredyt na mieszkanie, jeżeli chcesz posiadać nieruchomość na własność. W każdym innym przypadku myśl o jakiejkolwiek pożyczce powinna uruchamiać czerwone światełko w Twojej głowie. Nie stać Cię! Od razu odpowiadam - chodzi mi także o zakup na raty!

Jeżeli masz gotówkę lub odłożoną kwotę na koncie, którą jesteś gotów(a) wydać na zakup czegoś, to oczywiście oznacza, że Cię na coś stać. Nawet jeżeli zrezygnujesz z czegoś innego (oby nie z jedzenia), to nadal oznacza, że stać Cię na dany zakup. Jeżeli w celu pozyskania środków musisz posiłkować się jakimkolwiek systemem pożyczkowym, to nie stać Cię, koniec i kropka!

Zastosuj tę zasadę w życiu, a zobaczysz jak zmieni się Twoje myślenie o rzeczach, które (jak się nagle okaże) wcale nie są tak bardzo potrzebne. Wydawanie własnych (niepożyczonych) pieniędzy jest trudne i dlatego skutecznie zmusza do zastanowienia się nad koniecznością zakupu, podczas gdy kupno czegoś na kredyt jest proste, a późniejszego spłacania rat nie odbieramy jako opłatę za daną rzecz, ale konieczność, która pojawia się jakby z boku - nie wiążemy tego z zakupem, a jedynie ze zobowiązaniem, które musimy wypełnić - tak jak opłacanie czynszu czy rachunku telefonicznego.

piątek, 11 sierpnia 2023

Oszczędzam czas na zakupach

Zauważyłem, że zakupy zbiorcze na cały tydzień robione w hipermarkecie w piątek, zajmują mi coraz więcej czasu. Wyprawa między regały stała się dłuższa, ponieważ przed weekendem coraz więcej ludzi jest w sklepie (dziękujemy za wolne niedziele, które nieco rozładowywały ruch piątkowo-sobotni). W dodatku chodząc po sklepie, nawet z listą zakupów, zawsze o czymś zapominam i muszę się cofać, czasem przez cały sklep. Na koniec mam wątpliwą przyjemność stania w kolejce przy kasie. Napisałem "na koniec", ale tak naprawdę, to wiem, że czeka mnie jeszcze wniesienie tych zakupów do mieszkania, co (nawet jeśli zaparkuję blisko) stanowi dodatkowe utrudnienie i kilka wycieczek do auta (ktoś, kto kupował skrzynkę piwa, zgrzewkę wody czy worek ziemniaków wie o czym teraz piszę). Takie zakupy to nic miłego, a dodatkowo czuję, że marnuję swój weekend!

Pamiętam jednak jakim ułatwieniem były e-zakupy w Tesco, które niestety zlikwidowano. Postanowiłem znaleźć alternatywę i znalazłem ją (proponowałem Wam ją nawet jakiś czas temu, ale teraz piszę o tym ponownie, bo korzystam regularnie!). Mam tu na myśli zakupy w Barbora - internetowym supermarkecie.

Tym razem polecam ten sposób robienia zakupów, jako osobiście przetestowany.
  • Zakupy można zrobić o dowolnej porze dnia i nocy - kiedy komu wygodnie
  • Zakupy szybsze niż wizyta w markecie
  • Wygoda własnego fotela w czasie robienia zakupów
  • Brak tłoku i kolejek
  • Nie trzeba się cofać, kiedy się czegoś zapomni - wystarczy wpisać w wyszukiwarce, a zakupy można uzupełnić nawet po skompletowaniu zamówienia
  • Płatność przez internet (można blikiem)
  • Darmowa dostawa (od 150 PLN)
  • Krótkie terminy dostaw
  • Wniesienie do mieszkania!
  • Bez marnowania paliwa
  • Atrakcyjne promocje i kupony (na przykład rabat 40 PLN do pierwszego zamówienia)
  • Produkty faktycznie są świeże i wysokiej jakości
  • Dobry kontakt z obsługą klienta - czytają i odpisują na e-maile
  • Działa wtyczka alerabat, która zapewnia zwrot części kwoty wydanej na zakupy (tu do pobrania) - pisałem o niej tutaj

piątek, 4 sierpnia 2023

Pozbądź się złudzeń

Niejednokrotnie słyszałem opinię, że ktoś "nie zapłaci tyle za głupie pół godziny roboty" albo że "pracuje ciężej niż inni w tym dziale", podczas gdy efekty tej pracy są u wszystkich takie same. Spotkałem się także ze zdaniem, że komuś "należy się podwyżka, bo już długo pracuje na tym stanowisku", podczas gdy tak prostą pracę mógłby wykonywać dosłownie każdy (po godzinnym szkoleniu gdzie nacisnąć i co wpisać), albo że należy mu się, bo "bardzo się starał". Apeluję do każdego, kto tak właśnie myśli - przestań!

Wynagrodzenie otrzymujesz za efekt swojej pracy, a nie za włożony w nią czas i wysiłek. Owszem - jeśli ilość włożonych starań przekłada się na efekt, to tak - należy się większa nagroda. Jeśli jednak efektem Twojej pracy jest wyliczenie czegoś, to znaczenie ma tylko czy wynik jest prawidłowy, a nie czy liczenie tego zajęło Ci więcej niż koledze z biurka obok (ośmielę się nawet stwierdzić, że to kolega wykonał tę pracę lepiej, bo szybciej).


Jeżeli wykonasz swą pracę szybciej, to w zadanym czasie wykonasz więcej czynności - jeśli więc masz płacone "od czasu pracy", to powinieneś iść po podwyżkę, jeżeli coś sprawia Ci mniej kłopotów i wymaga mniej czasu i wysiłku. Jeżeli masz płacone od wykonanego zadania, to wykonując ich więcej oczywiście zarobisz więcej. To proste prawo.

Dlaczego więc mówimy tak wiele o staraniu się? Dlaczego domagamy się, by w szkole lepsze oceny dostawały dzieci, które mają trudności, ale starają się, a nie dzieci, które umieją coś tak dobrze, że nie sprawia im trudności? Przecież takie postępowanie prowadzi do tego, że bardziej opłaca się nie umieć, ale "starać", bez względu na rezultat. Czy na pewno chcielibyśmy, by wyrostek naszego dziecka wycinał lekarz, który co prawda nie jest w tym dobry, ale za to bardzo się stara, czy ktoś, kto zrobi to dobrze, chociaż jest to dla niego rutyną? Wolisz mieć samochód naprawiony przez mechanika, dla którego nie stanowi to problemu, czy przez kogoś, kto popełni kilka błędów, ale bardzo się stara (tylko po prostu nie bardzo rozumie, jak działa silnik)?


Przestań więc oglądać się na starania i bądź osobą, która dostarcza efekt. A jeśli możesz, zmień pracę na taką, w której wynagrodzenie otrzymasz zależnie od tego efektu, a nie od czasu, jaki przesiedzisz przy projekcie. W ten sposób masz większy wpływ na swoje zarobki i możesz wypracować sobie podwyżkę, zamiast o nią prosić!