wtorek, 23 maja 2017

Wydawanie Oszczędności

Wiadomo, że nie samym oszczędzaniem człowiek żyje. Kiedyś należałoby spożytkować oszczędności, bo w przeciwnym wypadku oszczędzanie zamieni się w zwyczajne pozbawianie się części dochodu. Ważne więc, by wiedzieć na co się oszczędza.

Oczywiście są sytuacje, gdy oszczędzamy, nie planując wydawać. Jest to tak zwane oszczędzanie na czarną godzinę - oby nigdy nie nadeszła. Ale gdy nadejdzie będziemy gotowi. Sytuacją w której naruszymy oszczędności będzie więc utrata pracy, choroba lub inne sytuacje nadzwyczajne. Nie liczymy jednak, że te sytuacje nastąpią.

Innym przypadkiem, gdy oszczędzamy, ale nie planujemy wydać zgromadzonej kwoty jest budowanie kapitału do inwestycji lub dla przyszłych pokoleń (co często jest jednym i tym samym). Pożytkować będziemy dopiero kupony, które odetniemy od naszej inwestycji.

Jeśli jednak nie zbieramy na czarną godzinę, nie gromadzimy kapitału pod inwestycję, własną firmę czy na spłatę kredytu, to prawdopodobnie zbieramy na jakiś cel. A gdy uzbieramy, zamierzamy pieniądze wydać i zacząć zbierać na kolejny cel. Ważne więc, by cel był jasno określony, byśmy mieli plan, jakieś założone ramy czasowe i wiedzę co chcemy kupić i za ile.

Jeśli jednak nie chcemy pozbywać się całych oszczędności, warto założyć sobie dodatkowe obostrzenia, które sprawią, że nie będziemy mieli poczucia, że zaczynamy od zera, gdy spożytkujemy oszczędności przeznaczone na pierwszy cel. W tym celu, gdy nasz planowany cel to zakup za 1000 PLN, dokonujemy go dopiero, gdy uzbieramy 2000, a jeszcze lepiej 3000 PLN. W ten sposób zrobienie zakupu nie będzie ciosem, po którym zostaniemy z poczuciem beznadziei i zaczynania od początku. A dużo szybciej oszczędza się, gdy na koncie jest już jakaś podstawa.

Dodatkowymi atutami takiego postępowania będzie to, że otrzymamy więcej czasu na zastanowienie się nad planowanym zakupem, w spokoju zaczekamy na okazję czy promocję, a poza tym nie będziemy działali pod wpływem chwili (po dłuższym oczekiwaniu rozważniej będziemy wydawać).

Warto pamiętać, że nasz założony wydatek 1000 PLN wcale nie musi oznaczać wydatku równego tysiąca. Nie trzymajmy więc w głowie obrazu takiego wydatku - to tylko kwota, którą mamy zgromadzić na ten cel. Gdy już się to uda, należy spróbować coś z tej kwoty zaoszczędzić - poprzez porównanie cen w różnych sklepach, oraz negocjacje ze sklepami i sprzedającymi. Często się to udaje, więc warto spróbować - warto mieć na uwadze, że oszczędność rzędu 5%, to jest 50 PLN, a to przecież wcale nie tak mało.

czwartek, 18 maja 2017

Postęp Jakości Życia

Wiele osób umiało oszczędzać, gdy zarabiali mniej, ale utracili tę umiejętność zaraz po awansie i podwyżce w pracy. Obecnie mają długi, spłacają kredyty i nie są w stanie nic odłożyć. Niestety - wpadli w pułapkę, którą organizują nam media, sklepy i chęć "pokazania się".

Podstawowa rada w takim przypadku jest taka "Nie wyrzucaj pieniędzy w błoto tylko dlatego, że Cię na to stać". Albo dlatego, że uważasz, że Cię na to stać. Do wydawania łatwo jest się przyzwyczajać, a kupowanie coraz to nowych gadżetów, to droga donikąd - zawsze powstaną nowsze i lepsze urządzenia, wyposażone w funkcje, których tak na prawdę nie potrzebujesz. Szczególnie, że czas na oszczędzanie jest wtedy, kiedy masz pieniądze, a nie wtedy, kiedy ich potrzebujesz.

Kiedy więc umiesz już (albo "jeszcze") oszczędzać i jesteś na początku kariery, odkładaj jakąś część swoich dochodów. Ustal jednocześnie, jaka część Twojej przyszłej podwyżki trafi na konto oszczędnościowe, a jaka posłuży na zwiększenie jakości stylu życia. I niech to nie będzie 10%, ale raczej 50% lub więcej. A później, po każdej podwyżce trzymaj się tego! W ten sposób sprawisz, że jakość Twojego życia będzie się podnosić, ale wydatki rosnąć będą wolniej od dochodów. A oszczędności z pewnością się przydadzą. Zgodnie z tym, co pisałem miesiąc temu, we wpisie "kiedy oszczędzać". 

A oto, jak powinno to wyglądać:

Jak widać pieniądze, które co miesiąc macie do dyspozycji zwiększyły się od 2700 do 3200 PLN, oszczędności zaś z 300 do 800 PLN. Poprawiacie więc jakość życia i oszczędzacie coraz więcej. A zatem nie będziecie musieli martwić się kredytami i długami.

poniedziałek, 15 maja 2017

Jak skutecznie zarabiać na pisaniu artykułów

Od jakiegoś czasu całkiem skutecznie zarabiam na Giełdzie Tekstów i zachęcam do dołączenia do mnie. Dostaję jednak sporo pytań, dotyczących tego w jaki sposób zarabiać. Opisałem cały proces dokładnie tutaj, ale tak naprawdę odpowiedź jest prosta - pisać, pisać i jeszcze raz pisać! Wiem jednak, że nie łatwo się do tego zmotywować, ale mam pewne rady, które stosuję dla siebie. Być może pomogą one i innym.

Codziennie, gdy włączam komputer, albo siadam przy nim (czyli nawet kilka razy dziennie, ale skupmy się na "codziennie") staram się napisać krótki tekst o czymkolwiek - temat nie jest w tym przypadku najważniejszy. Długość tekstu oscyluje w okolicach 1500 znaków i wyceniam go na 5 PLN - nie zastanawiam się nad niczym innym. To zajmuje maksymalnie kwadrans, więc każdy znajdzie na to czas.

Kiedy wpadnie mi do głowy pomysł na tekst (znów - o dowolnej tematyce), notuję go i trzymam notkę przy komputerze. Kiedy mam więcej czasu (czyli na przykład pół godziny) siadam do pisanie tekstów z notatek. Te mogą być dłuższe i droższe, ale nie zastępują codziennego, jednego tekstu za pięć złotych! Są dodatkiem, a właściwie głównymi artykułami, którym poświęcam jakiś czas i odrobinę energii.

Moim największym problemem jest wymyślenie tematu, na jaki chcę napisać, dlatego ważne jest dla mnie robienie notatek, ilekroć wpadnę na pomysł. Dla mnie pomysł to połowa całej pracy przy tekście.

Ważne jest także właściwe otagowanie - staram się przy każdym artykule wpisać przynajmniej pięć tagów, by łatwiej było znaleźć go w serwisie.

A teraz podsumowanie.

Pisząc jeden tekst dziennie, przez rok napiszemy ich 365 sztuk. Wyceniając je po 5 PLN, otrzymujemy kwotę 1825 PLN. Jak wynika z moich statystyk, sprzedaję około 38% tekstów, które umieszczam w serwisie, a to dałoby kwotę 693,50 PLN. I to właśnie jest ten "dodatek" za codzienne poświęcenie kwadransa. Dodam tylko, że mając pomysły i pisząc więcej (i drożej) można zarobić o wiele więcej. Warto jednak wyznaczyć sobie minimum, bo nic nie dopinguje tak, jak świadomość efektów. Z czasem teksty piszą się szybciej i w kwadrans można napisać nawet dwa artykuły. A gdy tak się stanie, z prostej arytmetyki wynika, że przy sprzedaży tekstów na poziomie 38%, pisząc dwa teksty na kwadrans i pracując codziennie po 8 godzin, zarabiamy około 45 000 PLN rocznie, czyli w okolicy średniej krajowej. Oczywiście pisząc lepsze teksty, zarabiamy więcej, więc myślę, że ten wynik bez problemu można osiągnąć, nawet odliczając soboty i niedziele. Ja jednak nie mam pomysłu na aż taką ilość artykułów...

piątek, 12 maja 2017

Nie wydaj wszystkiego od razu

Prawda o pieniądzach wygląda tak, że długo się je zarabia, trudno oszczędza, natomiast łatwo i szybko wydaje. Właśnie dlatego warto poznać sposoby, które sprawią, że wydawać będzie ciężej i będzie się to odbywać wolniej. Aby to zrobić, warto przemyśleć poniższe kwestie:
  • Unikaj zakupów pod wpływem impulsu. Szczególnie w przypadku rzeczy drogich, jak na przykład sprzęt RTV. Jeden taki szybki, nieprzemyślany zakup i przepłacamy od razu o wiele więcej, niż dawały nam miesiące oszczędzania na drobiazgach. Warto więc pilnować się także podczas wydawania dużych kwot, dla których właściwie wzięliśmy się za oszczędzanie. W chwilę można zniweczyć miesiące wyrzeczeń (na przykład oszczędzanie na kawie na mieście).
  • Kiedy planujesz większy zakup, odłóż go w czasie, daj sobie czas na zastanowienie (czy na pewno tego potrzebuję) i na przeanalizowanie kosztów (może gdzieś jest taniej).
  • Kiedy chcesz zakupić coś większego (a nawet jeśli chodzi tylko o codzienne zakupy), wypłać pieniądze z bankomatu i płać gotówką, a nie kartą. W ten sposób poczujesz wydawane pieniądze i trudniej będzie ci się z nimi rozstać. W ten sposób jeszcze raz przemyślisz konieczność tego zakupu. A gdy znajdziesz tańszą opcję, zobaczysz ile tak na prawdę zostało Ci w portfelu. Nie znaczy to jednak, by kupować "tanie podróbki" - jakość przede wszystkim!
  • Kiedy chcesz kupić coś konkretnego, coś na co odkładasz, nie rzucaj się na to natychmiast, gdy uzbierasz potrzebną kwotę. Zadziałaj racjonalnie. Wiele sklepów ma akcje promocyjne, wyprzedaże i generalnie okazje. Poczekaj, aż twój wymarzony zakup znajdzie się w takiej promocji i wtedy kupuj. W ten sposób zyskasz podwójnie na oszczędzonych pieniążkach - uzbierasz na to, co planowałeś kupić i zostaniesz z funduszami na zbieranie na kolejne marzenie. Ja w ten sposób kupuję książki - sprawdzam systematycznie, czy interesujące mnie pozycje łapią się do oferty promocyjnej księgarni internetowych i potrafię kupić całe serie wydawnicze w cenie o 70-80% niższej niż sklepowa. Jednocześnie nie daj się nabrać na promocję na rzeczy, których kupić nie planowałeś i które nie są ci potrzebne! Spraw, by to promocja służyła tobie, a nie odwrotnie.
Ważne, by mieć świadomość wydawania pieniędzy i tego, jak ciężko było je odłożyć. Zbyt ciężko, by bez namysłu je wydać. Rozsądne wydawanie raz oszczędzonych kwot może sprawić, że oszczędności urosną szybciej (bo jeśli trafimy na promocję "20% taniej", której nie braliśmy pod uwagę gdy planowaliśmy cel naszego oszczędzania, to 20% wydawanej kwoty mamy ponownie "oszczędzone" już na starcie).

wtorek, 9 maja 2017

Mocna Waluta

Polski Złoty się umocnił, warto z tego skorzystać. Najprościej byłoby kupić walutę obcą, co powinno dać niezłe rezultaty (jeśli zakładamy spadek wartości złotego w przyszłości), ale to może być plan długofalowy. Jeśli od czasu do czasu inwestujesz w waluty, to jest to droga dla Ciebie. Jeśli chcesz ulokować w czymś pieniądze, to także może być niezłe wyjście, ale być może są lepsze...

Kredyty w walucie obcej - teraz jest najlepszy czas, by zakupić środki na spłatę tych zobowiązań, lub w ogóle spłacić takie kredyty (jeśli dysponujemy odpowiednią kwotą). Walutę obcą kupimy teraz taniej niż w okresie paru poprzednich lat, warto więc zaopatrzyć się w środki na spłatę kilku rat.

Wycieczki zagraniczne - gdy obce waluty tanie, warto zwiedzać świat. To dobry moment, by wybrać się na wymarzoną podróż po Europie, lub nawet gdzieś dalej. Jeśli odkładasz wycieczkę od jakiegoś czasu, może czas na urlop?

Zakupy za dolary / euro - wiadomo, że niektóre rzeczy (sprzęt elektroniczny czy bilety lotnicze) są tańsze w internecie, a jeszcze tańsze, gdy kupować je za dewizy. Jeśli planujesz zakup takiego sprzętu, rozejrzyj się już nie tylko w krajowych sklepach, ale także w zagranicznych. Być może uda się nieco zaoszczędzić na zakupie.

Złoto, Srebro i inne towary - Sprawdź, jak mają się ceny tych surowców na giełdach towarowych w innych krajach (lub nawet ceny złota za granicą - w walucie obcej). Być może to jest inwestycja, na której zyska Twój portfel. 

A Ty jak zamierzasz zarobić na sile naszej waluty? Podziel się w komentarzach!

sobota, 6 maja 2017

Jak przedłużyć żywotność pralki

Jakiś czas temu zmuszony byłem do wezwania fachowca od pralek. Mój sprzęt miał drobną usterkę, którą na szczęście po krótkich bojach udało się usunąć (podpowiem, że było warto - koszt znacznie mniejszy niż zakup nowej pralki). Fachowiec przy okazji sprawdził całą elektronikę i silnik, a także stan bębna i przewodów. Bezpłatnie, bo "przy okazji". Tym bardziej uważam, że było warto.

Jednocześnie specjalista udzielił mi jednej, prostej porady, jak przedłużyć żywotność pralki (a konkretnie jej silnika). Otóż trik polega na tym, by nigdy, przenigdy nie robić drugiego prania zaraz po pierwszym. Należy dać silnikowi odpocząć, schłodzić się i przywrócić go do "stanu zero". Dopiero po paru godzinach od poprzedniego prania, można nastawić kolejny program. W ten sposób uchronimy silnik przed przegrzaniem i zatarciem, a pralka służyć będzie o wiele dłużej.

A tych, którzy jeszcze nie czytali, zachęcam do zapoznaniem się z innymi poradami dotyczącymi prania.

poniedziałek, 1 maja 2017

Jak dorobić na pisaniu

Wiele osób próbuje swoich sił w pisaniu. Pisują opowiadania, krótkie artykuły i inne teksty lub prowadzą bloga. I często nic z tego nie mają. Jeśli lubisz pisać i chcesz na tym zarabiać, przeczytaj poniższy tekst. Opiszę tam dokładnie co należy zrobić, żeby zarabiać na pisaniu artykułów, tak jak ja to robię.

1. Napisz dowolny tekst o długości pomiędzy 1000 a 15000 znaków ze spacją (zzs). Nie musi być na żaden konkretny temat, ważne by był poprawny ortograficznie i gramatycznie. Nawet jeśli stylistyka kuleje, na razie się tym nie przejmuj - pisząc więcej tekstów i czytając książki poprawisz styl swojego pisania.
2. Zarejestruj się na Giełdzie Tekstów. Rejestracja jest darmowa i trwa dosłownie chwilkę. Umożliwi Ci to sprzedaż swojego tekstu. A szukaniem klienta zajmie się kompletnie ktoś inny. Skorzystaj z linku w tekście lub banera na mojej stronie.
3. Kliknij "dodaj nowy artykuł".
4. Wpisz tytuł swojego tekstu i dobrze go otaguj, by ułatwić wyszukanie tego tekstu.
5. Wybierz do 3-ech kategorii, które dotyczą Twojego tekstu. W ten sposób też dajesz się odnaleźć klientowi. Wybierz też jakiego typu jest Twój tekst. Najeżdżając na przycisk zobaczysz opis każdego typu, do którego możesz go podporządkować.
6. W pole na tekst, wklej swój tekst. Sprawdź, czy nie ma w nim błędów.
7. Wpisz ile chciałbyś otrzymać za swój tekst. Nie bądź pazerny - im mniej sobie zażyczysz, tym szybciej sprzedasz to, co piszesz. Szacuj cenę po ilości znaków, ale także po jakości tekstu. Teksty o wysokiej wartości merytorycznej sprzedadzą się lepiej, ale pamiętaj, że klient nie miał szans się o niej przekonać, jeśli jesteś nowy. Lepiej najpierw sprzedać kilka tańszych tekstów, by dać się poznać z jak najlepszej strony.
8. Zatwierdź tekst do sprzedaży. Poczekaj na zaakceptowanie go przez administratora. Może to potrwać kilka minut, ale czasem potrafi trwać nawet 48 godzin. Jak dotąd chyba tylko jeden mój tekst został odrzucony, więc jest na co czekać.
9. Pisz i umieszczaj kolejne teksty - każdy z nich to potencjalna szansa na sprzedaż.
10. Gdy uzbierasz próg wypłaty (100 PLN), wypłacasz na konto pieniążki. (nie trzeba zbyt długo czekać na ten moment - piszą regularnie szybko następuje).

A teraz garść odpowiedzi na nasuwające się pytania:

Q: Napisałem kilka tekstów, ale się nie sprzedają. Ile muszę napisać?
A: Każdy tekst ma szansę się sprzedać. Z tego wynika, że im więcej napiszesz, tym większa szansa, że tak się stanie. Mój pierwszy tekst sprzedał się, gdy miałem ich napisane około 20. Ja do tej chwili napisałem ponad 250 tekstów, z czego prawie 100 się sprzedało.

Q: Jak wyceniać swoje teksty?
A: Skorzystaj ze statystyk serwisu (Twoja Sprzedaż - Statystyki Serwisu). Dowiesz się ile i jakich tekstów sprzedaje się najwięcej - zarówno w zależności od ceny za słowo lub za znak, jak i od kategorii i jakości.

Q: Czy to wiarygodny serwis?
A: Wypłacałem pieniążki już kilka razy, więc jeśli ja jestem dla Ciebie wiarygodnym źródłem informacji, to tak - ten serwis jest wiarygodny (dla mnie).

Q: O czym pisać?
A: O czymkolwiek. Dosłownie!

Q: Po co ludzie kupują te artykuły?
A: By umieścić je na swojej stronie internetowej (przeważnie). Słabsze, by zaspokoić roboty pozycjonujące, lepsze, by mieć sensowną treść na bloga czy portal tematyczny. Artykuł sprzedawany jest tylko raz, więc jest to unikalna treść - nikt nie kupi drugi raz tego samego artykułu na tym serwisie.

Q: Czy mogę kupić jakiś Twój artykuł?
A: Oczywiście - tutaj.

Q: Jeszcze raz - gdzie mogę się zarejestrować?
A: Ależ proszę - tutaj.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Do czego mogą się przydać zużyte torebki herbaty ekspresowej


Czasami w oszczędzaniu chodzi o absurdalnie małe kwoty, które jednak można zaoszczędzić bez żadnych nakładów czy to finansowych czy czasowych. Tak własnie jest z powtórnym wykorzystaniem czegoś, co w przeciwnym wypadku stanowiłoby tylko odpad. Czasem warto wstrzymać się z wyrzuceniem i wyciągnąć z niego coś jeszcze. Tak jest na przykład z torebkami herbaty ekspresowej (mnie najlepiej sprawdza się Earl Grey ze względu na aromat bergamotki).

  1. Kilka torebek po porannej herbacie z powodzeniem można użyć w czasie obiadu. Gotując ryż czy makaron (dla mnie z ryżem działa lepiej), wystarczy do wrzątku dorzucić jedną lub kilka torebek, a ryż w czasie gotowania wchłonie herbaciany aromat, co świetnie łączy się z najróżniejszymi daniami, a najlepiej pasuje do dań orientalnych. 
  2. Torebki po herbacie, nawet takie nie do końca przestudzone doskonale sprawdzają się w postaci okładów na zmęczone oczy. Usuwają zmęczenie, likwidują przekrwione oczy i dostarczają relaksu.
  3. Podobno (sam nie próbowałem) herbata jest niezłym środkiem na oparzenia słoneczne (byle nie gorąca). Warto więc zrobić sobie okład z chłodnej herbaty jako remedium. A do okładów, jak wiadomo, torebka nie musi być "z pierwszego parzenia".
  4. Wysuszone fusy (czy to z torebki czy nie) podobno nieźle sprawdzają się jako kadzidełko - dorzucone do ognia. Ogień musi być jednak dość mały. Podobno taki dym odstrasza też komary i inne owady. A zapach jest bardzo przyjemny. W ogóle używanie torebek po herbacie jako elementu zapachowego nieźle sprawdza się na przykład w śmietniku, gdzie pokonuje inne zapachy.
  5. W końcu herbata jest świetnym i ekologicznym narzędziem do malowania. Wystarczy przygotować trzy kubeczki, w jednym zaparzyć mocną, w drugim słabszą, w trzecim zupełną słomkę (wszystko to z używanych już wcześniej torebek) i dać dziecku do malowania po brystolu. Powstaje wspaniała paleta brązów (a można użyć innych odmian herbaty, o różnych kolorach - na przykład wpadających w czerwień czy szarość), która ma dodatkową zaletę - cokolwiek pobrudzimy, da się łatwo zmyć.
Jeśli znacie jakieś inne zastosowanie torebek po herbacie, podzielcie się nim w komentarzach.

środa, 12 kwietnia 2017

Kiedy oszczędzać?

Dzisiaj post kuriozalny (znowu), ponieważ znowu zostałem zaskoczony podejściem niektórych znajomych (a właściwie znajomych znajomych) do oszczędzania. Zostałem zapytany, w jaki sposób osoby te mają oszczędzać, skoro straciły dobrze płatną pracę, mają mniejsze dochody, a chciałyby żyć na tym samym poziomie...

Otóż - w oszczędzaniu nie chodzi o to, by zająć się problemem "jak nadal wydawać tyle samo po stracie pracy", ale "jak odłożyć na czas po stracie pracy póki jeszcze pracę mam". I wydawało mi się, że to jasne, ale znajomi znajomych nie byli usatysfakcjonowani.

Zdałem sobie jednak sprawę z tego, że większość ludzi nie przejmuje się oszczędzaniem tak długo, jak długo zarabia pieniądze, natomiast bardzo chce zacząć oszczędzać wtedy, kiedy brak jest ku temu środków. Zachęcam zatem do większej dalekowzroczności i rozpoczęcia działań w kierunku oszczędzania wtedy, kiedy jest to najłatwiejsze - kiedy zarabiamy więcej niż jest nam niezbędne.

Zetknąłem się też z poradnikami w stylu "nie oszczędzaj - przecież zarabiasz, więc możesz wydawać, bo znów zarobisz więcej, trzeba się wziąć do roboty, pracować i nie trzeba oszczędzać". Autorom i użytkownikom tego typu poradników serdecznie życzę, by im się to ziściło. Sam jednak pozostanę przy tym, że posiadam plan "B", a nie tylko pobożne życzenia, by wiodło mi się cały czas tak samo dobrze.

sobota, 8 kwietnia 2017

Jak się przekonać do oszczędzania małych kwot.

Często, gdy do zaoszczędzenia jest mała kwota, rzędu 2 PLN, nie widzimy potrzeby ograniczania się i kupujemy droższy produkt, bo przecież "2 złote nikogo nie zbawi". Może to prawda, ale jeśli chcemy wziąć się za oszczędzanie, nie powinniśmy tym gardzić. W końcu ziarnko do ziarnka a grosik do grosza.

Jeśli więc nie chce nam się iść do innego sklepu po ten sam produkt 2 PLN tańszy, albo nie chcemy zamiennika, bo na przykład wygodniej nam gotować ryż w torebkach niż po prostu sypki, to zastosujmy prosty trik myślowy.

Jeśli w tygodniu kupujemy 2 takie produkty, to oszczędzamy 4 PLN. To jedno niezłe piwo. Ale to nas nie przekonuje. Wyobraźmy więc sobie, że powtarzając ten manewr przez rok, oszczędzimy ponad 200 PLN. Nadal słabo? To wyobraźmy sobie, że w sylwestra puka do nas gość i mówi "gratulacje. Z uwagi na te oszczędności, tu są dwie stówki". Lepiej?

A teraz coś, co potrafi zaskoczyć - takich zakupów pozwalających zaoszczędzić złotówkę, czy dwa, dziennie możemy dokonać kilku (przeważnie ich nie zauważamy). Mnie wyszło, że na takim zastanawianiu się mogę zaoszczędzić 10 PLN dziennie (średnio), a to już ponad trzy i pół tysiąca złotych rocznie. Kwota nie do pogardzenia!

Polecam zatem oszczędzanie nawet tych na prawdę małych kwot, bo jest do tego wiele okazji każdego dnia. a sumując te wszystkie złotówki okazuje się, że stać nas na zagraniczne wakacje w dobrym hotelu. Co rok.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Komórki Macierzyste

Komórki Macierzyste to coś, co może uratować życie i zdrowie zarówno dzieci jak i rodziców. Jeśli  jesteś przyszłym rodzicem i zastanawiasz się nad bankowaniem krwi pępowinowej, a chcesz uzyskać rabat na te usługi, skontaktuj się ze mną. Mój e-mail to bleryon@gmail.com. Wpisz w tytule wiadomości "rabat na bank komórek macierzystych".

Jeśli myślisz o tym poważnie, to do rabatowej oferty potrzebne będą następujące dane:
  • imię i nazwisko
  • miejscowość i kod pocztowy
  • telefon
  • e-mail
Jeśli wyślesz mi te dane w wiadomości, odezwie się do Ciebie ktoś z ofertą i zaproponuje rabat. Nie wykorzystam Twoich danych w żaden inny sposób, jak tylko przekazanie ich do Banku Komórek Macierzystych w celu uzyskanie oferty rabatowej - wysyłając mi te dane wyrażasz zgodę właśnie na to!

Komórki macierzyste mają zastosowanie przy leczeniu następujących chorób:

środa, 22 marca 2017

W co włożyć oszczędzone, żeby nie tracić

Dostałem niedawno od znajomych pytanie, w co włożyć pieniądze, żeby uciec od inflacji. Obecnie pieniądze pod materacem tracą mniej więcej 2% rocznie z powodu inflacji. Lokaty bankowe pozwalają przeważnie zmniejszyć odrobinę tę stratę, ale często mają wartość mniejszą od samej inflacji. Jeśli ktoś oszczędza, odmawia sobie niektórych przyjemności, żeby uzbierać większą kwotę, to jest żywo zainteresowany, by nie tracić 2% tej sumy co roku. Jeśli nie ma szans na kupno kawalerki (co jest w moim mniemaniu jedną z lepszych opcji lokowania kapitału), to co zrobić z pieniędzmi oszczędzanymi?

Pierwszym i najważniejszym sposobem na zmniejszenie strat jest spłata posiadanego kredytu. To tutaj najczęściej uciekają nasze pieniądze, więc jeśli możemy spłacić kredyt gotówkowy w całości albo hipoteczny choć w części - zróbmy to, nawet za cenę prowizji od wcześniejszej spłaty. To wygeneruje dla nas dodatkowe pieniądze, których jednak nie powinniśmy wydawać, ale postąpić tak, jak radziłem jakiś czas temu (link). Przy czym możemy albo zdecydować się na skrócenie okresu kredytowania, w którym to przypadku szybciej będziemy mieli kredyt z głowy, albo zmniejszyć ratę kredytu. Obie opcje mają swoje plusy - na krótszym okresie kredytowania więcej zaoszczędzimy w rozliczeniu ogólnym, natomiast mniejsza rata wygeneruje większe oszczędności na doraźnie, więc jeśli chcemy generować pieniądze, do których chcemy mieć dostęp "na czarną godzinę", to lepiej wybrać to rozwiązanie. 

Przykład - w taki sposób można korzystać ze zmniejszonej raty:
Masz kredyt, którego rata miesięczna wynosi 1000 PLN. Poza spłatą kredytu, co miesiąc udaje Ci się odłożyć z pensji 200 PLN. Masz odłożoną sumę, która pozwala spłacić część kapitału kredytu, wskutek czego rata obniży się do 900 PLN. Robisz to, ale zaoszczędzone 100 PLN miesięcznie dokładasz do oszczędności i odkładasz teraz nie 200 ale 300 PLN co miesiąc - Przyrost Twoich oszczędności się zwiększył, a dochody są takie same.

Nie każdy jednak posiada kredyt i nie każdy dysponuje środkami, które chce w nim ulokować. Rozwiązaniem dla niewielkich środków może być dobra lokata. Niestety aby taką znaleźć trzeba się natrudzić. Aby ułatwić to moim czytelnikom, staram się, aby oferty takich lokat pojawiały się na moim blogu - przeważnie na górze strony po lewej. Jeśli widzisz tam lokatę, sprawdź o ile przewyższa wskaźnik inflacji. Często takie lokaty są ofertami dla nowych klientów - dlatego warto likwidować konta, z których się nie korzysta, by za jakiś czas, gdy pojawi się lokata dla nowych klientów, móc ponownie zostać takim właśnie nowym klientem.

Dysponując większą kwotą, ale wciąż za małą na kupno mieszkania, można pomyśleć o zakupie nieruchomości typu garaż lub miejsce garażowe. Wynajęcie takiego miejsca może być równie dobrym pomysłem, co wynajem mieszkania, a inwestycja powinna się zwrócić. Miejsce zawsze można później sprzedać - w miastach likwiduje się miejsca parkingowe i coraz więcej osób zmuszona jest do korzystania z miejsc garażowych w sąsiednich budynkach. Takie miejsce chętnie też wynajmują pracownicy biur, którzy do pracy dojeżdżają własnym samochodem, a firma nie zapewnia im miejsc na parkingu.

Jeśli macie inne pomysły na to, jak zainwestować oszczędności, by ominąć inflację (obligacje, akcje dywidendowe, itp.) podzielcie się nimi w komentarzach pod wpisem.

poniedziałek, 13 marca 2017

Ile za to chcesz, czyli jak wycenić własną pracę

Bardzo wiele osób, które hobbystycznie zajmują się jakimś rękodzielnictwem lub pokrewnym rzemiosłem, nie potrafi wycenić własnej pracy. Albo zupełnie się nie cenią, rozdając za darmo owoc własnego zaangażowania, albo przeciwnie - działa u nich mechanizm powodujący, że nie potrafią obiektywnie wycenić swoich działań, żądając niebotycznych sum z uwagi na własne sentymenty. Naucz się wyceniać dzieła własnych rąk i czerp z nich wymierne korzyści.

Osoby, które rzemiosłem czy rękodzielnictwem zajmują się jedynie hobbystycznie, posiadają przeważnie jakąś inną, mniej lub bardziej stałą pracę. Niech to ona będzie punktem wyjścia dla naszych rozważań i obliczeń. Najpierw ustalmy więc stawkę godzinową. W tym celu zsumujmy liczbę godzin przepracowanych w miesiącu. Dla tradycyjnego etatu, będzie to około 22 dni po 8 godzin, czyli 176 roboczogodzin. Teraz, nasz miesięczny dochód podzielmy przez tę liczbę, a otrzymamy stawkę godzinową. A zatem ktoś, kto do ręki dostaje 2500 PLN za rzeczone 176 godzin pracy, ma stawkę godzinową wysokości 14,20 PLN

Teraz wiesz już poniżej jakiej stawki w zasadzie nie opłaca ci się dorabiać, chyba że sytuacja absolutnie cię do tego zmusi i, na przykład, rachunki do zapłacenia zmuszą cię do sprzedaży własnej pracy poniżej tego marginesu. W przeciwnym wypadku, wyceniaj się drożej - na przykład o 50% drożej. Dla naszego przykładu niech będzie to po zaokrągleniu powiedzmy 22 PLN / h. Warto pamiętać, że stawka godzinowa na szeregowym stanowisku w naszym kraju jest mniej niż "godna", a my wyceniając swoją pracę, chcemy za nią godnie zarabiać.

Kolejną kwestią są materiały. Oczywiście nie chcemy do nich dopłacać. Sprawdźmy więc paragony i przełóżmy koszt materiałów (ale także ich transportu i wszystkich kosztów towarzyszących) na zamawiającego. Oczywiście uwzględniamy tutaj także odpad - jeśli z materiałów zostało nam coś, czego nie uda nam się użyć przy kolejnym projekcie i musimy to wyrzucić, to ten koszt także znajduje się tutaj.

Czas Pracy + Materiały możemy potraktować jako Poniesiony Koszt Pracy. Jest to kwota, która pokrywa nasze bezpośrednie koszty, ale nie daje nam na razie żadnego zarobku (mimo że pieniądze już zarabiamy, to wyceniliśmy jedynie własny, poniesiony czas, czyli koszt pracownika, a nie sam zarobek). Czas zatem na wyliczenie zysku.

Zysk jest sprawą bardzo względną, bo zależy od unikalności wykonywanego przedmiotu bądź usługi. Tutaj wkraczają prawa rynku - można pójść tym tropem, sprawdzić jak wyceniane są podobne przedmioty i sprawdzić, czy jest to więcej niż nasz Poniesiony Koszt Pracy, a następnie sprawdzić jak procentowo ma się sprawa i taki procent stosować przy swoich projektach. Można też zadowolić się jakąś konkretną kwotą i metodą prób i błędów reagować na popyt na nasze działania. Ważne jednak, by był jakiś zysk, który nas zadowoli i pozwoli poczuć satysfakcję. Wynagrodzi nam czas poświęcony nie tylko na wykonanie dzieła, ale także na jego sprzedaż, reklamę, dotarcie do klienta itp. 

Nie możesz wstydzić się swojej pracy i zaniżać jej efektów - często to, w jaki sposób odbierasz swoje dzieło wpływa na to, jak widzą je inni. Jeśli więc nie cenisz się, twoje dzieło faktycznie będzie dla kupującego mniej warte. A jeśli robisz coś unikalnego, za co warto zapłacić więcej, to tyle właśnie zażądaj. I pamiętaj, by każdorazowo upewnić się, że wszystkie stawki są lepsze niż w "dziennej" pracy. W ten sposób, jeśli dostaniesz niespodziewane zamówienie, warto będzie nawet wystąpić o bezpłatny urlop, byle je wykonać.

wtorek, 7 marca 2017

Moje konto osobiste

Kilka razy na przestrzeni czasu prowadzenia tego bloga, dostawałem pytania o konto, którego używam. Z przyjemnością (ponownie) odpowiadam, że używam ekonta w mbanku. Jest to konto, które w pełni zaspokaja moje potrzeby. Jest darmowe, ma darmowe przelewy i wypłaty z bankomatów a  karta do niego jest darmowa, jeśli się jej używa regularnie (wymagania nie są wygórowane). Do tego za pomocą jednego logowania można korzystać z rachunku maklerskiego powiązanego z kontem, a także dokonywać zakupu funduszy inwestycyjnych. Sama obsługa jest intuicyjna, co bardzo ułatwia. Posiadam konto w mbanku już od bardzo dawna i chociaż bank się rozwija, nie musiałem dokonywać żadnych zmian - wszystko co nowe dostawałem, gdy pojawiało się w ofercie banku. Dodatkową wygodą są wpłatomaty, w których można bezobsługowo dokonać zasilenia konta gotówką. Bez kolejek i wypełniania druczków.

Jeśli i Ty chcesz mieć ekonto, załóż je tutaj (jeśli masz 18 lat) lub tutaj (jeśli masz 13-18 lat). Mbank wychodzi bowiem naprzód i oferuje program "pierwsze konto w życiu", co pozwala od wczesnych lat uczyć oszczędzania i korzystania z elektronicznych pieniędzy.

Tym, którzy szukają dobrego konta firmowego, chciałbym polecić mbiznes konto, którego osobiście nie używam (gdyż nie posiadam firmy), ale znajomy bardzo je sobie chwali. Dostępna jest także oferta z usługą elektronicznej księgowości. Co ciekawe, jeśli otworzycie to konto i opłacicie ZUS na minimum 250 PLN, otrzymacie 100 PLN zwrotu na konto. Konto jest oczywiście darmowe (gwarancja tego obejmuje 24 miesiące używania konta).

Jeśli skorzystasz z któregoś z powyższych linków, a następnie wykonasz określoną liczbę transakcji kartą w ciągu 2 miesięcy, ja otrzymam bonus. Nie liczę na to jednak, gdyż nawet kiedy polecałem konto znajomym (nie za pośrednictwem bloga) zdarzało się, że nie wykonywali oni wymaganej liczby transakcji kartą, a zatem bonus "przepadał". Mam jednak nadzieję, że będziecie z tego konta tak samo zadowoleni, jak ja jestem. To dobry produkt dobrego banku.

piątek, 3 marca 2017

Szybkie i Tanie Gotowanie

Jak wiadomo, oszczędzanie polega na tym, by jak najmniej zużywać. W przypadku gotowania oznacza to, ze warto zużyć jak najmniej energii, wody na zmywanie garnków i czasu. A skoro tak, to najlepszą opcją są potrawy jednogarnkowe. Problem pojawia się jednak, gdy chcemy zjeść coś zdrowego, smacznego i niekoniecznie z połączonych w jedno składników. Wtedy rozwiązaniem jest cały zestaw garnków, odpalenie wszystkich palników a następnie zmywanie tego wszystkiego. 

Ale istnieje rozwiązanie prostsze. Jest nim gotowanie na parze. Wiele osób skrzywi się w tej chwili, bo przecież na parze nie można niczego usmażyć. Odpowiedzią na ten zarzut jest to, że z drugiej strony gotując na parze nie musimy dbać o dodatkowe wzmocnienie smaku, ponieważ smaki się nie zmiksują ani nie odpłyną wraz z wodą, w której gotujemy warzywa. Nie będą także zasychać na patelni. Gotowanie na parze jest także zdrowe i warto przynajmniej część posiłków zastąpić tymi przygotowanymi w ten sposób. Dodatkowym plusem niech będzie fakt, że naczynia po gotowaniu na parze zmywają się łatwo i bez odmaczania. A czas to pieniądz, więc warto go oszczędzać.

Niektórzy zarzucają temu sposobowi, że specjalne garnki są bardzo drogie, ale to nie prawda. Naczynia do gotowania na parze można kupić w dość przystępnych cenach - nie wyższych niż tradycyjne garnki, a przecież wystarczy jeden taki sprzęt, by przygotować cały posiłek. Oczywiście można się także zaopatrzyć w specjalistyczny sprzęt wielopiętrowy, którego cena także nie powala na kolana lub kupić nakładkę na zwykłe garnki.

Jak widać, dbając o portfel, można jednocześnie zatroszczyć się o zdrowie, a przecież zwykle dbanie o zdrowie kosztuje nas dodatkowo. Jeśli jednak zaczniemy zapobiegać zamiast leczyć, także te wydatki pójdą w zapomnienie.

środa, 1 marca 2017

Jak oszczędzić na remoncie?

Remont to coś, na co zbieramy, na co przeznaczamy nasze oszczędności. Wiemy, ze żeby było dobrze zrobione, to musi kosztować, ale przecież nie warto za niego przepłacać. Płaćmy za rezultat, ale nie ponad miarę. Kiedy robimy remont, konieczne jest kilka elementów, które pozwolą nam zaoszczędzić i nie wydać wszystkiego "jak leci".

Po pierwsze, musimy mieć dokładny plan co do tego, co chcemy wyremontować. Ten plan najlepiej obgadać (wielokrotnie) z kimś, kto się na tym zna. Najlepiej z kilkoma osobami - może być to na przykład burza mózgów. Analizowanie różnych możliwości da nam pogląd na to, co można i warto zrobić, co jest w granicach naszych możliwości (nie tylko finansowych), a przede wszystkim pozwoli nam zrobić jeden remont, po zakończeniu którego wszystko będzie tak, jak chcieliśmy i nie trzeba będzie za chwilę ponownie czegoś zmieniać.

Gdy już wiemy co chcemy (lub mamy kilka wersji), czas wybrać ekipę (chyba, że cały remont robimy sami). Warto porozmawiać z kilkoma wykonawcami, by ocenić ich propozycje wykonania i ceny. Dobrze, jeśli wykonawca określi jaka robota ile kosztuje. Ta sytuacja ma zalety:
  • wiemy za co konkretnie płacimy,
  • wiemy, które prace warto zrobić samemu, bo nie są zbyt trudne, a kosztowne,
  • wiemy ile zostanie przeznaczone na materiały (jeśli wykonawca je kupi), więc znamy ich jakość (osobiście polecam samodzielny zakup elementów wykończeniowych, lub wizytę w sklepie / hurtowni wspólnie z wykonawcą).
Istnieją jednak także wady:
  • jeśli wykonawca wyceni całość, to sam ponosi koszt elementów, które zapomni wycenić (ale nie tych, których nie dało się przewidzieć) - warto o tym pamiętać, bo część wykonawców po robocie dorzuca do kosztów rzeczy, o których wiadomo było, że trzeba będzie wykonać,
  • cena często jest niższa, jeśli nie patrzymy wykonawcy na ręce w kwestii finansowej - oni często mają specjalne umowy z hurtowniami i rabaty, których nie dostaniemy sami,
  • materiały, takie jak gładzie, biała farba, kleje itp są często zamawiane hurtowo, na kilka robót na raz - jeśli wykonawca będzie musiał wypisać konkretne kwoty, policzy nam po cenie detalicznej.
Niech wykonawca wie, że jego oferta konkuruje z innymi ofertami i niech uzgodnienia będą wiążące. W ten sposób nie wywindują niepotrzebnie ceny. Warto też zastanowić się, jeśli cena za wykonanie remontu będzie zbyt zaniżona. Jeśli wykonawca nie będzie miał dość środków na wykonanie roboty, to najprawdopodobniej remont będzie się przedłużał w nieskończoność, a koszty wzrosną z powodu setek "nieprzewidzianych wydatków".

Teraz znamy już budżet. Nie zapomnijmy w nim uwzględnić kosztów pośrednich, takich jak na przykład koszt transportu, jeśli sami kupujemy materiały, czy noclegów, jeśli musimy się wyprowadzić na czas prac. W budżecie powinna mimo wszystko znaleźć się kwota na nieprzewidziane wydatki. Z doświadczenia wiem, że kwota ta powinna wynosić około 20% wartości robót. To sporo i dlatego warto być na to przygotowanym.

Na materiałach nie warto oszczędzać. Część z nich ma być trwała, część ma wyglądać - oszczędność ani na pierwszej ani na drugiej grupie nie ma wielkiego sensu. Lepiej wybrać dobry materiał, a następnie poszukać, gdzie można go kupić najtaniej. W tym celu warto skorzystać z internetowej porównywarki cen (Nokaut lub Ceneo) i potraktować widoczne tam ceny jako punkt odniesienia, a następnie poszukać sklepów stacjonarnych i hurtowni, w których ceny będą zbliżone lub lepsze. Sklep stacjonarny zawsze ma tę przewagę, że możemy materiału dotknąć przez zakupem, a także obejrzeć (także w świetle dziennym!).

Dodatkowym zyskiem z remontu może być odsprzedaż części wymontowywanych materiałów i urządzeń. Można to zrobić, wystawiając ogłoszenie w internecie, a można dogadać się na jakiś upust od ekipy remontowej, jeśli będą skłonni przygarnąć część materiałów czy urządzeń. Warto zapytać, bo zyski z tego tytułu mogą przekroczyć nasze oczekiwania, a skoro tak, to po co jeszcze dodatkowo płacić za wywózkę.

Podsumowując - najtaniej robić remont z planem, od razu docelowy (a nie rozbijać na kilka mniejszych), uzgodnić wszystko z potencjalnymi wykonawcami, przewidzieć nieprzewidziane, zająć się samemu częścią łatwiejszych prac, a po wszystkim odsprzedać to, czego już nie potrzebujemy.

wtorek, 21 lutego 2017

Uproszczony Budżet Domowy

Wiele osób chce oszczędzać, ale uważają, że nie mają czasu na tworzenie budżetu domowego, kontrolowanie wydatków itp. Skoro nie chcą tracić czasu na tworzenie pełnego budżetu, mam dla nich wersję uproszczoną. Nie dostarcza może tylu informacji co pełna wersja, ale z pewnością może się przyczynić do sporych oszczędności. Nie wymaga także komputera, jeśli ktoś nie ma ochoty z niego korzystać. Można kontrolować swoje wydatki w telefonie (nawet bez specjalnej aplikacji) albo nawet w notesie czy kalendarzu.

Uproszczenie polega na tym, by najpierw zlokalizować grupę zbędnych wydatków, a następnie notować tylko te właśnie wydatki, by sprawdzić, jaka jest skala problemu. Trzeba przyznać się przed sobą, które wydatki są zbędne, a następnie sukcesywnie je eliminować.

Uważacie pewnie, że jak już ktoś zdiagnozuje problem, to nie ma problemu śledzić tych wydatków - wystarczy je eliminować? Otóż, to nie do końca tak. Okazuje się, że sam problem to dla wielu osób za mało, by ograniczyć wydatki. Dopiero gdy poznają jego skalę okazuje się, że warto tę kwotę oszczędzić, bo jest kilkukrotnie większa niż podejrzewali.

A najczęstsze przyczyny to:
  • Kawa na mieście
  • Jedzenie na mieście
  • Słodycze
  • Napoje gazowane
  • Papierosy
  • Kompulsywne zakupy w internecie
  • Ubrania i Buty (kobiece poprawiacze nastroju)
Jeśli nie podejrzewasz co może przyczyniać się do wypływu gotówki z Twojego portfela - sprawdź właśnie te grupy produktów.

wtorek, 14 lutego 2017

Umiesz Liczyć? Licz na siebie!

Jeśli poprzedni post wydał Ci się interesujący, to zapewne zechcesz przeczytać także i ten. Stanowi on w pewnym sensie dopełnienie, a do napisania go zmotywowały mnie pytania od czytelników (dużo ich nie było, ale pewien motyw się powtarzał). Chodzi mianowicie o kwestię nagłego wydatku, który pojawia się i nie możemy go uniknąć. Co wtedy?

Dla wszystkich, którym udało się odłożyć jakąś kwotę, a następnie zostają zmuszeni do tego, by ponieść nieplanowany wydatek (bo zepsuł się samochód, albo trzeba kupić drogie lekarstwa), mam jedną radę - pożycz pieniądze, ale od siebie!

To samo radziłem rodzicom, którzy fundowali dzieciakom konto, na które odkładali pieniądze na "lepszy start" ich pociech. Gdy przychodziło do wydatków, by nie naruszać pieniędzy odłożonych dla dzieci, brali kredyt, tym samym ponosząc opłaty, które mogliby odkładać (wraz z pieniędzmi, które pożyczyli) z powrotem na konto przeznaczone dla swoich latorośli.

Pożyczając z banku lub innej instytucji, jesteś zmuszony do poniesienia dodatkowych kosztów, więc mimo że nie wydasz ciężko zgromadzonych pieniędzy, to później przez jakiś czas nie uda Ci się ich odkładać. Znacznie lepiej będzie cofnąć się o kroczek, pobrać pieniądze z własnego konta, a następnie zwrócić sobie całą kwotę, wraz z odsetkami - traktując to jako pełnoprawną pożyczkę z banku. W ten sposób, jeśli nie oszukamy samych siebie (i faktycznie zrobimy wszystko by spłacić dług - tak jak gdyby groziła nam za to kara), możemy zmotywować się do jeszcze lepszego zaciśnięcia pasa lub podjęcia dodatkowej pracy, by spłacić dług i wzbogacić się na tym.

Dużo lepiej jest oczywiście wcale nie podbierać pieniędzy i nigdy ich nie potrzebować, ale systematycznie odkładać ustaloną kwotę (lub kwotę coraz większą) na konto. Jeśli jednak znajdziemy się w sytuacji, w której absolutnie potrzebujemy pieniędzy (a każdy w takiej sytuacji bywa od czasu do czasu) - korzystajmy z własnych zasobów, a nie z czegokolwiek, co wymaga dodatkowej opłaty. 

wtorek, 7 lutego 2017

Samodyscyplina, czyli "Zbytek czy Konieczność"

Ten post nie jest przeznaczony dla tych, którzy chcą odłożyć niewielką kwotę, by kupić sobie najnowszy telefon, komputer czy pojechać na wakacje. Ten post przeznaczony jest dla tych, którzy chcą nauczyć się oszczędzania na większą skalę, by odłożyć na przykład na mieszkanie. I są na to gotowi.

Już na samym początku trzeba sobie zdać sprawę z tego, że aby odłożyć większą kwotę, trzeba mieć żelazne nerwy, silną wolę i mnóstwo samozaparcia. To nie jest łatwa droga, ale przy odpowiedniej dozie powyższych cech, możliwa do zrealizowania. Trzeba także mieć jakiś dochód, z którego zamierzamy odkładać. Dobrze także mieć "wyprostowaną" sytuację finansową - żadnych długów i budżet domowy zamknięty przynajmniej "na zero", co oznacza, że nie możemy znajdować się w sytuacji, gdy dokładamy do niego co miesiąc.

Jeśli nie jesteśmy w powyższej sytuacji i ciążą na nas jakieś zobowiązania, powinniśmy jak najszybciej się z nich wyplątać. Jeśli nie mamy lepszych pomysłów w co zainwestować nadwyżkę pieniędzy, najlepszym sposobem będzie spłata kredytu. Malejąca rata będzie naszym zyskiem, a w chwili obecnej oprocentowanie dowolnego kredytu przewyższa odsetki nawet najlepszych lokat.

Kiedy wyszliśmy na prostą, szukamy oszczędności. Metoda jest dowolna, jeśli będziemy hołdować jednej, ważnej zasadzie - podczas każdego zakupu zastanówmy się, czy jest on Zbytkiem, czy też Koniecznością. I uznajmy, że są to jedyne kategorie. Jeśli coś nie jest nam niezbędne, to należy do kategorii "Zbytek". Koniec i kropka. Bez wyjątków i bez "ale...".

Wydaje się łatwe? Otóż wcale takie nie jest. Jeśli jednak poważnie podejdziecie do sprawy, okaże się, że nie tylko codzienne zakupy potanieją (nawet o 50%), ale także zaczniecie oszczędzać w domu. Kupując mniej jedzenia mniej się wyrzuca. Nie ma potrzeby kupowania napojów (które często są niezdrowe) i butelkowanej wody, gdy w domu są domowe kompoty lub soki do rozcieńczenia wodą z kranu, herbata i kawa. Krótkie włosy umyjemy dużo mniejszą ilością szamponu (niż pokazywane jest na reklamach, które mają nas oszukać, byśmy zużywali go więcej i częściej kupowali), a zęby nie wymagają dwu centymetrowego kawałka pasty. Taniej jest zjeść w domu niż na mieście, a kawa w termosie pozwala oszczędzić na modnej kawiarni w mieście, gdzie kubek byle czego kosztuje 15 PLN.

Gdy już wyrobimy w sobie nawyk kupowania rzeczy "Koniecznych" i odrzucania "Zbytecznych", zauważymy, że odkładamy wcale nie małe sumki. Teraz czas na ćwiczenie silnej woli, by przedwcześnie nie przerwać oszczędzania przez coś, co uznamy za "Wypadek losowy". Jeśli więc zepsuje się nam telefon, zamiast biec do sklepu po nowy (i wydawać pieniądze, które wcześniej odłożyliśmy), zrezygnujmy z najnowszego modelu i wróćmy do jakiegoś swojego starego telefonu, lub zapytajmy znajomych, czy mogą nam pożyczyć swój nieużywany aparat (każdy takie ma gdzieś na dnie szuflady, bo kupił nowszy model i bez problemu nam użyczy). Może nie ma wszystkich modnych gadżetów, ale przecież z pewnością możemy uznać je za "Zbytek".

Teraz, kiedy potrafimy już za wszelką cenę gromadzić środki z podstawowego źródła dochodu oraz potrafimy nie wydać ich pod wpływem chwili i umiemy się bronić przed "Zbytkami", czas na powiększenie naszych możliwości. Chodzi tutaj o zorganizowanie sobie dodatkowego źródła dochodu. Czemu właśnie w tej chwili? A dlatego, że robiąc to wcześniej, mimowolnie uwzględniamy dodatkowy dochód w domowym budżecie i nie staramy się go aż tak bardzo odchudzić, podczas gdy teraz nauczyliśmy się radzić sobie z mniejszą sumą i gdy się powiększy, dodatkowe pieniążki śmiało odłożymy w całości!

To nie musi być (choć może) dodatkowy etat. To może być jakaś jednorazowa fucha, nadgodziny, które teraz chętnie przyjmiemy, dodatkowa praca domowa, jakiś pomysł na dorobienie na własnej stronie internetowej lub w ogóle w internecie (ja polecam pisanie artykułów za pieniądze), a nawet sprzedaż używanych i już nie potrzebnych rzeczy w internecie. Ważne, by w czasie wolnym dorobić coś, ponad podstawowy dochód. I każdy sposób jest dobry, a wszystkie dodatkowe pieniądze od razu trafią na wybrany cel.

Jeśli więc uważasz, że masz aż tak silną wolę, by na kilka lat zmienić piątkowe wyjścia do klubu ze znajomymi na wieczorki w domu przy grze planszowej, a drugie śniadanie i kawę zabierać do pracy ze sobą, to możesz liczyć na to, że uzbierasz poważne pieniądze nawet, jeśli myślisz, że to niemożliwe.

środa, 1 lutego 2017

Minął miesiąc 2017 roku - czas na pierwszą rewizję postanowień noworocznych!

A więc zakończył się styczeń. Warto więc przypomnieć sobie postanowienia noworoczne i zrewidować cele. Wśród najpopularniejszych postanowień nadal króluje rzucanie palenia i dieta, by stracić na wadze, ale coraz lepiej mają się cele, które mają wiele wspólnego z poprawieniem sytuacji domowego budżetu (dwie powyższe także mają, ale pośrednio). "Zacznę oszczędzać", "Znajdę lepszą pracę" lub "nauczę się języka obcego (by znaleźć lepszą pracę)" to coraz popularniejsze cele, wcale nie niemożliwe do zrealizowania.

Tylko, czy je realizujemy? Po miesiącu można już zauważyć jakieś tendencje. Czy jesteśmy zadowoleni z postępów? Nie osiądźmy na laurach! Czy jednak powinniśmy coś poprawić? Warto się nad tym zastanowić i zadziałać już teraz, zamiast czekać na kolejny nowy rok i stracić jedenaście miesięcy. Jeszcze nie jest za późno.

Zachęcam zatem, by ci, którzy jeszcze nie w pełni osiągnęli poziom, którego oczekiwali, wzięli się w garść i nadgonili. Styczeń nie uciekł daleko i w pozostałą część roku da się go nadrobić. Pamiętajcie, że każda, nawet niewielka poprawa, za to systematyczna (co tydzień? co miesiąc?) wyjdzie Wam na dobre! Zacznijcie coś robić i cieszcie się z efektów!

Co do moich osobistych celów, planowałem czytać więcej książek (na ten rok chciałbym osiągnąć stałą prędkość 1 książki na tydzień). Na razie nie wychodzi, ale staram się. Część efektów można śledzić na blogu Recenzent Amator. Mógłbym wybierać jakieś cieniutkie książeczki i nadrabiać, ale postaram się mój cel osiągnąć bez uciekania się do oszustwa, nawet tego rodzaju. 

Życzę Wam powodzenia i liczę, że Wy życzycie mi tego samego.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Oszczędzanie (także) Resztek Jedzenia

Podczas racjonalizacji budżetu domowego często pamiętamy o tym, by nie przepłacać za jedzenie, poprzez kupowanie świeżych produktów zamiast wielokrotnie droższych dań gotowych oraz o wybieraniu tańszych marek. Często jednak zapominamy o tym, że spora część zakupów żywieniowych wyrzucamy do kosza. Jest to marnotrawstwo. Źródła podają różne jego rozmiary, ja skłonny jestem uwierzyć, że wyrzucamy pomiędzy 20 a 30 procent kupowanego jedzenia. Nawet, jeśli nie są to te najdroższe produkty (które akurat częściej zjadamy), to ilość ta jest i tak zatrważająca. A przecież da się radzić sobie także z tym problemem.

Pierwszym sposobem jest półeczka "Eat Me First" założona w lodówce. Może to być dowolny pojemnik, do którego trafią wszystkie produkty o kończącej się dacie przydatności oraz te, które są już otwarte. Dotychczas trzymaliście na jednej półce wszystkie jogurty i co jakiś czas musieliście usunąć te przeterminowane, które zawieruszyły się przy ściance? Koniec z tym - jogurty o krótkiej dacie przydatności do spożycia muszą stanąć na półeczce "Eat Me First" i zostać zjedzone jako pierwsze. Ten prosty zabieg działa!

Warto przedłużać datę przydatności produktom świeżym - na przykład ziołom. O ile nie kupujemy ich w doniczce, w której postoją nieco dłużej, warto przed włożeniem do lodówki zawinąć je w wilgotny, papierowy ręcznik. To sprawi, że nie zwiędną po jednym dniu. A jeśli wiemy, że nie zużyjemy ziół, które zaczynają więdnąć, lepiej będzie wysuszyć je w otwartym piekarniku i w ten sposób przechować - już jako suszone. To nie to samo co świeże, ale przynajmniej się przydadzą.

Istnieją produkty, takie jak obierki od warzyw, które także możemy wykorzystać. Jeśli ktoś ma taki kaprys, to obierając (koniecznie umytą) marchewkę, pietruszkę, selera czy inne warzywa, może na obierkach ugotować bulion, a nawet upiec na nich mięso, by dać mu smaku i soczystości. Pomysł wydaje się dziwny, ale działa. Jeszcze lepiej jest w przypadku imbiru, którego nie musimy drobno obierać, by dodać do potrawy - resztka świetnie sprawdzi się wrzucona zimą do kubka z herbatą, by wzmagać odporność w sezonie grypowym. Zupełnie za darmo.

Kolejnym tematem są makarony, których co prawda nie wyrzucamy za często, ale za to ich resztki w opakowaniach potrafią latami zalegać w szafkach. A wystarczy wszystkie te makarony wsypać do jednego pojemnika (wcześniej skruszywszy większe, takie jak na przykład płaty lasagne czy pałeczki spaghetti) i użyć do zupy czy zapiekanki. Oszczędność miejsca gwarantowana i większa szansa, że makaron uda się wykorzystać wcześniej niż podczas porządków w szafkach.

Istnieją produkty, których zwykle nie mrozimy, a świetnie sprawdzają się, gdy w ten sposób wykorzystać ich resztki. Najlepszym przykładem jest żółty ser - końcówki serów, których już raczej nie zjemy (bo kupiliśmy świeższy kawałek), wystarczy zetrzeć i wrzucać do pojemnika w zamrażalniku, mieszając z innymi. W ten sposób zawsze będziemy dysponować mieszanką serów do zapiekanki, a starte rozmrożą się w kilka minut, w ilości w jakiej będą potrzebne. Polecam także mrozić papryczki chilli, których często kupujemy więcej niż potrzeba. Rozmarzają w chwilę, zachowując smak i aromat, a nie więdną smutno w szufladzie w lodówce. Z chilli można z resztą wybrać pestki i zasiać w doniczce na balkonie. Postępując w ten sposób co roku, mamy własną uprawę papryczek, która wystarczy na cały sezon (kilka krzaczków to kilkadziesiąt papryczek, mogą być różnych gatunków).

Jeśli chodzi o najczęściej wyrzucany produkt, a mianowicie pieczywo, to gdy sczerstwieje, można je podpiec i podać ciepłe, lub doprowadzić do jego uschnięcia, a następnie przerobić na tartą bułkę i wykorzystać do panierowania. Wystarczy nie doprowadzać do jego zapleśnienia, czyli wystrzegać się wilgoci w jego sąsiedztwie.

A jeśli ktoś jest ciekaw tanich przepisów kulinarnych, które można wykorzystać w domu, to zapraszam do działu Tanie Przepisy Kulinarne. Jeśli chcesz oszczędzić na chodzeniu do restauracji, zacznij gotować pyszności w domu (wielokrotnie niższa cena, nawet przy najlepszych produktach), korzystając z tych przepisów. Smacznego i Miłego Oszczędzania.

sobota, 21 stycznia 2017

Jak oszczędnie kupić rośliny wieloletnie do ogrodu

Ci, którzy mają ogród wiedzą już, że obsadzenie większej powierzchni roślinami jest dość kosztowne. Zaopatrując się w centrach ogrodniczych, a nawet u szkółkarzy, musimy bowiem nabyć znaczną ilość roślin, by zapełnić nimi większe połacie terenu. Można jednak sobie pomóc, stosując kilka sprytnych sposobów, które długoletnim posiadaczom ogrodów są z pewnością znane.

Kupując wyrośnięte rośliny, płacimy szkółkarzowi za poświęcony czas, miejsce, zużytą wodę oraz nawozy. Mniejsze rośliny są wielokrotnie tańsze, a przecież dysponujemy i miejscem i czasem. By oszczędzić, warto więc kupić rośliny mniejsze, a zarazem tańsze i samemu wyhodować z nich większe okazy, już w miejscu docelowym. Dodatkową korzyścią będzie lepsze ukorzenienie się takich roślin, niż tych, które przesadzamy z wyrośniętych sadzonek. Takie rośliny będą też zdrowsze, a ich wygląd zależeć będzie od nas, a nie od osób trzecich. No i duma większa.

Jeśli już kupujemy dorodne, rozrośnięte rośliny, warto zaczekać, aż będą zbyt wyrośnięte i skład zwyczajnie będzie się chciał ich pozbyć, zamiast przesadzać do większych donic. Obserwując ulubione centrum ogrodnicze z pewnością wypatrzymy takie okazje, zanim zauważą je inni. To nasza szansa, by pozyskać duże (i zwykle drogie) rośliny. 

A gdy już wybieramy rośliny z tych najbardziej rozrośniętych, zawsze bierzmy pod uwagę to, czy da się taką kępę rozdzielić na mniejsze części, które zajmą większą powierzchnie, a gdy się rozrosną, ponownie zaczną tworzyć całość. Dzieląc roślinę na cztery sadzonki, za każdą płacimy w rzeczywistości tylko 25% ceny. 

Reasumując - w normalnej cenie kupujmy mniejsze rośliny, bo są tańsze. Z dużymi roślinami czekajmy na obniżki, a wtedy łapmy te, które są rozrośnięte i gotowe do podziału bryły korzeniowej.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Co zrobić ze spłaconym kredytem?

Pytanie może wydawać się nieistotne. Jak to co zrobić ze spłaconym kredytem? Jest spłacony i tyle. Można brać następny.

Tak, niestety, myśli bardzo wielu z nas. A przecież spłacony kredyt to szansa na życie bez kredytu! Mniejsze obciążenie psychiczne, a nic nie tracimy! Wystarczy... zapomnieć o tym, że kredyt jest spłacony!

Zamiast zaciągać nowy kredyt, na kolejny cel "bez którego nie możemy się obejść" (przecież nowe zawieszenie do auta, kolejny mebel czy jeszcze większy telewizor, to absolutna konieczność teraz, natychmiast), lepiej kolejne raty przelewać, ale na własne konto (na przykład oszczędnościowe). Nie licząc nawet na oprocentowanie, a tylko na gromadzenie środków, by następny "niezbędny" gadżet kupić za jakiś czas, ale bez potrzeby kredytowania. Upływu pieniędzy nie odczujemy, bo przecież wpłacamy tyle samo, ile wpłacaliśmy wcześniej. Z tym, że teraz te pieniądze są nasze, a nie czyjeś.

O ile lepiej poczujemy się, kiedy przyjdzie cięższy miesiąc i zamiast zastanawiać się, skąd wziąć na następną ratę, sami sobie udzielimy pozwolenia na odroczenie wpłaty lub na zapłatę podwójnej raty w następnym miesiącu. A gadżet nie ucieknie - co najwyżej kupimy sobie jeszcze nowszy model, za niższą (bo bez żadnych odsetek) cenę. 

środa, 11 stycznia 2017

Jakie pieniądze inwestować?

Bardzo ważną, kluczową wręcz kwestią inwestycji jest kapitał. Nie ma bowiem inwestycji bez pieniędzy (chyba, że ktoś mówi o inwestowaniu swojego czasu, ale nie o tym mowa w tym przypadku). Chcemy włożyć jakieś pieniądze, by wyjąć ich więcej niż mieliśmy na początku - to ogólna zasada. Wynika z tego, że na początku musimy jednak dysponować jakąś kwotą, którą zamierzamy zainwestować. Co to ma być za kwota?

Otóż, blog ten skierowany jest do ludzi, którzy nie zajmują się inwestowaniem zawodowo (albo przynajmniej jeszcze nie), a zatem...

Nie ważne, czy kwota inwestowana jest duża czy mała i nie istotne jest skąd się wzięła. Ważne, by kwota ta nie była nam niezbędna do życia. By nie były to pieniądze, których będziemy potrzebowali. By nie było to coś, co musimy wydać.

Inwestowanie wiąże się z ryzykiem i trzeba sobie z niego zdawać sprawę. Jeśli zainwestujemy pieniądze, które służą nam do zapłaty rachunków, to nie zapłacimy rachunków! Jeśli wydamy wszystko, co mamy, będziemy chodzić głodni! A nade wszystko, nie uda nam się zrobić z nich właściwego użytku - psychologia weźmie górę, a mało kto jest w stanie dobrze ulokować ostatni grosz. Aby dobrze inwestować potrzebny jest pewien komfort psychiczny, który wiąże się z tym, że nawet jeśli stracimy nasz wkład, to nic wielkiego się nie stanie - w końcu to tylko pieniądze.

Dlatego tak ważne jest oszczędzanie. Odkładając pewną kwotę tworzymy sobie bufor gotówki, która leży i czeka. Kiedy będziemy w trudnej sytuacji, będziemy mogli do niej sięgnąć i załatać dziurę w domowym budżecie. A tak długo, jak leży, część z niej możemy przeznaczyć na inwestycję. Albo osiągniemy przyrost tej kwoty i odzyskamy jeszcze większy bufor (i będziemy mogli pozwolić sobie na pewną dozę szaleństwa i spełnianie marzeń zakupowych), albo stracimy zainwestowana kwotę i... nic więcej się nam nie stanie. 

Należy także pamiętać, że każda, nawet nieudana inwestycja, powinna nas czegoś nauczyć. Wyciąganie wniosków to bowiem potężna broń w arsenale inwestora. Nawet jeśli straciliśmy, warto dowiedzieć się co właściwie poszło źle, przeanalizować sytuację i nie zniechęcając się spróbować ponownie, unikając tym razem błędnych decyzji.

sobota, 7 stycznia 2017

Kobiece Kosmetyki

To, że kobiety używają szerszej gamy kosmetyków, jest oczywiste. Przynajmniej w przypadku przeciętnych kobiet i statystycznych mężczyzn. Dość dawno udowodniono jednak, że ponadto, kobieta jest w stanie wydać więcej na jeden kosmetyk, niż na kosmetyk tego samego rodzaju wydałby mężczyzna. To dlatego perfumy, szampony, kremy czy nawet mydła dla kobiet są o kilkadziesiąt procent droższe niż te same produkty w wydaniu "dla mężczyzn". Marketingowcy wiedzą bowiem o tych skłonnościach.

Jeśli jesteś więc kobietą, która ma zamiar zaoszczędzić nawet pomimo kupowania większej ilości kosmetyków, wymień część z nich na wersje męską. Szampon z odżywką działa tak samo (kwestia doboru zapachu i przyzwyczajenia), maszynki jednorazowe dla mężczyzn są nie tylko tańsze, ale i wygodniejsze, mydła (a przynajmniej te do rąk) nie różnią się niczym poza ceną. Z pewnością każda pani, która spróbuje zajrzeć na dział dla mężczyzn i porównać ceny z produktami kupowanymi do tej pory, będzie zaskoczona.

wtorek, 3 stycznia 2017

Szczęśliwego Nowego Roku

Z okazji zakończenia roku 2016 i rozpoczęcia roku 2017 chciałbym wszystkim moim czytelnikom życzyć wyjątkowo udanego roku!

Aby kolejne były jeszcze bardziej udane, warto w ramach postanowień noworocznych pomyśleć o swoich finansach. Zobowiązanie się przed samym sobą do regularnego odkładania jakiejś sumy. A jeśli ktoś już odkłada, to może czas podnieść kwotę? Dodatkowe 10 PLN nie powinno być wielkim wyrzeczeniem, a z pewnością zaprocentuje.

Powodzenia!