niedziela, 19 listopada 2017

10 rzeczy, z których można zrezygnować, by zacząć oszczędzać

Wielu moich realnych znajomych oraz czytelników bloga zadawało mi pytanie, skąd wziąć te nadwyżki, które będzie można odkładać. W ich opinii kupują jedynie niezbędne rzeczy i po prostu nie mają z czego zrezygnować. Po krótkiej rozmowie i przejrzeniu ich budżetu zawsze udawało się znaleźć kilka pozycji, które dawało się zlikwidować, generując tym samym kwotę, którą dałoby się odkładać. Oczywiście nie wszystkim się udało, ale postanowiłem zaprezentować kilka najpowszechniejszych produktów i usług, za które przepłacamy. Warto zapoznać się z tą listą i zastanowić, czy przypadkiem nie dotyczy także nas.

1. Abonament Telefoniczny. Okazuje się, że często płacimy cyklicznie za usługi, z których nie korzystamy. Najpopularniejsze, za co przepłacamy to umowa na telefon. Chcemy mieć nowy aparat co dwa lata, więc płacimy wyższy abonament. A może nowy telefon wcale nie jest nam potrzebny tak często? Jaka byłaby cena abonamentu bez wymiany aparatu? Czy na pewno potrzebujemy właśnie takiego pakietu?
2. Abonamenty Inne. Warto sprawdzić wszystkie cykliczne opłaty - telewizję, internet, prąd a nawet karnet na siłownię. Może inny usługodawca ma tańsze usługi? Może nie wykorzystywaliśmy karnetu na siłownię przez ostatnie dwa miesiące i bardziej opłaci się kupić jednorazowy wstęp? Zrezygnujmy z usług, z których nie korzystamy.
3. Płatne konta, karty. Banki biją się o klientów. Z powodzeniem można znaleźć bezpłatne konta internetowe, darmowe karty kredytowe, lub przynajmniej takie, które są darmowe po spełnieniu konkretnych warunków. Poza tym, jeśli z jakiegoś rachunku nie korzystamy, warto go zamknąć. W ten sposób, jeśli za jakiś czas pojawi się specjalna oferta dla nowych klientów, będziemy mogli z niej skorzystać.
4. Kredyty. W naszym kraju nie umiemy korzystać z produktów finansowych, a mimo to często korzystamy z wysoko oprocentowanych pożyczek gotówkowych i innych usług parabanków, za które przepłacamy. Aby na serio zacząć oszczędzać, trzeba czym prędzej spłacić pożyczki i nie generować dodatkowych kosztów.
5. Medykamenty. Polska ma jeden z najwyższych wskaźników, jeśli chodzi o zakup produktów leczniczych i suplementów. Jest on znacząco wyższy niż gdziekolwiek indziej. Wystarczy spojrzeć na reklamy - przynajmniej co druga dotyczy leków i para-leków. Wiele osób zarzeka się, że nie kupuje tego typu produktów, ale to nie prawda. Prawdziwe zrezygnowanie z takich zakupów (na przykład z musujących tabletek witaminizujących czy proszków na wzmocnienie) przyniesie znaczące oszczędności.
6. Kawa na mieście. O tym obszerniej pisałem tutaj.
7. Jedzenie. Wyrzucamy go stanowczo za dużo, bo i za dużo kupujemy. Robimy niepotrzebne zapasy w czasach, gdy wszystko dostępne jest od ręki i w pobliżu domu. Ponadto, jeśli na prawdę chcemy oszczędzić, powinniśmy zrezygnować, a przynajmniej ograniczyć kupowanie jedzenia gotowego (kanapek w pracy) i jedzenia na mieście. Szerzej w temacie jedzenia wypowiedziałem się tutaj.
8. Zakupomania. Uzależnienie od zakupów, chęć posiadania wszystkiego co widzieliśmy u znajomych, w filmach i na wystawach oraz zakupy na poprawę nastroju to coś, czego bezwzględnie należy się oduczyć. Problem istnieje i jest powszechny. Pozbycie się go jest bardzo trudne. Ale przynosi oszczędności o których nawet nie marzyliście. Jeśli oduczycie się kompulsywnych zakupów, będzie Was stać na zakup drogich rzeczy, o których zawsze marzyliście. Radziła się mnie kiedyś dziewczyna, która chciała oszczędzić na rower. Po rozmowie poradziłem jej, by kupiła rower zaraz po wypłacie, ale do końca miesiąca kupowała jedynie jedzenie (i tak wydawała na nie niewiele). Okazało się, że po zakupie roweru za ponad 1000 PLN, na koniec miesiąca zostały jej jeszcze spore oszczędności. Tylko dlatego, że przestała chodzić do sklepów z tanimi ciuchami, które tak na prawdę nie były jej potrzebne.
9. Słodycze, napoje. To akurat moje osobiste doświadczenie. Po analizie paragonów okazało się, że napoje (głównie gazowane) i słodycze pochłaniają lwią część rachunków. To była świetna motywacja do tego, by przestać je kupować, zacząć pić wodę, herbatę, ewentualnie wodę z miodem czy cytryną. Oszczędność i zdrowie w jednym, a za sprawą cytryny można było zrezygnować z zakupu tabletek z witaminą C.
10. Drogie prezenty. Rezygnacja z ich kupowania nie ma nic wspólnego ze skąpstwem. Nie ma potrzeby kupowania drogich prezentów, bo przecież nie o to chodzi w dawaniu. Wystarczy drobiazg, ale pieczołowicie wyszukany i dopasowany do osoby obdarowanego lub coś, zrobionego własnoręcznie (choćby ramka z wspólnym zdjęciem). Ja zdecydowałem się na zmianę, gdy zorientowałem się, że na prezent często wybieram coś fajnego, co sam chciałbym mieć, ale uważam za stanowczo zbyt drogie. To przesada.

Jeśli na serio myślisz o oszczędzaniu, to nie lekceważ żadnej z tych kategorii. W Twoich rachunkach tkwi ukryty potencjał i możesz go wydobyć. Może okaże się, że obiecywana w pracy podwyżka, która się odwleka nie jest niezbędna, by związać koniec z końcem? Może uda się ją przeznaczyć na coś innego niż spłata długów? A może branie nadgodzin przestanie być koniecznością, a zacznie nią być spędzanie więcej czasu z rodziną?

środa, 8 listopada 2017

Wielowarstwowy Przekręt Energetyczny

Spotkałem się ostatnio z ciekawym przekrętem. Otóż, do osoby starszej (przeważnie) przychodzi przedstawiciel firmy energetycznej (przeważnie przedstawia się w taki sposób, że mamy wrażenie, że przychodzi od naszego dostawcy energii) i proponuje umowę na tańszą energię elektryczną. Niczego nieświadomy klient podpisuje umowę i od tej pory zaczynają się problemy.

Tu warto na chwilę się zatrzymać, gdyż wariantów tego przekrętu jest co najmniej kilka. Postaram się je omówić i zaproponować rozwiązanie każdego z nich.

Umowa na energię z nowym operatorem

Najczęściej okazuje się, że nowy operator owszem - dostarcza energię elektryczną odrobinę taniej niż dotychczasowy, jednak nie świadczy on usługi dystrybucji energii (część opłaty wynika ze zużycia energii czynnej, część z jej dystrybucji, czyli kosztów przesyłu). Zatem musimy ją sobie dostarczyć we własnym zakresie - kupić od dotychczasowego dostawcy. A to kosztuje. Dodatkowo, w umowie jest cesja lub upoważnienie do rozwiązania dotychczasowej umowy. Jeśli więc korzystamy z jakiejkolwiek oferty promocyjnej (a z tych korzysta znacząca większość odbiorców), to musimy operatorowi zapłacić koszta zerwania umowy. W ten sposób automatycznie będziemy kilka tysięcy złotych w plecy (a w najlepszym razie kilkaset złotych). To się zupełnie nie opłaca.

Najlepiej byłoby w ogóle nie wpuszczać nikogo, kto chciałby podpisać taką umowę. Ale jeśli dowiadujemy się po fakcie, że na przykład dziadkowie podpisali coś takiego, należy czym prędzej skontaktować się z dotychczasowym operatorem i unieważnić umowę. Warto też zgłosić na policji próbę oszustwa (niepoinformowanie o wszystkich warunkach umowy może być tak potraktowane), a nawet zastrzec numer dowodu, który widnieje w umowie. Koniecznie trzeba poinformować swoich bliskich, by nie podpisywali żadnych umów tego typu. A jeśli chcą coś podpisać, niech wezmą umowę do przejrzenia i skontaktują się z kimś, kto się na tym zna.

Ten pan tu nie pracuje

Istnieje jednak nieco inna wersja tego przekrętu, która otwiera nowe możliwości. Otóż po podpisaniu takiej umowy kontaktujemy się z firmą, by zweryfikować dane i "odkręcić" całą sprawę (mamy prawo do odstąpienia od umowy). Telefonicznie otrzymujemy jednak informację, że człowiek, który podpisał umowę nie jest pracownikiem firmy i nasze dane (jako klienta) nie figurują w bazie danych. Myślimy więc, że sprawa rozwiązana... nic bardziej mylnego.

Otóż teraz stać się może jedna z wielu rzeczy:
  • Człowiek faktycznie jest po prostu oszustem i pozyskał tylko nasze dane, by je sprzedać lub użyć (do kupna samochodu, wzięcia kredytu, zawarcia jakichś zobowiązań).
  • Oszust sprzeda teraz naszą umowę firmie, a mając upoważnienie do reprezentowania klienta może podjąć niekorzystne zobowiązania w kwestii umowy na dostawę prądu.
  • Firma poświadczyła nieprawdę i za jakiś czas otrzymamy rachunek za usługi związane z umową plus odsetki karne. Tłumaczenie, że uzyskaliśmy informację o nieważności umowy nic nie da - podpisana umowa to wystarczający dowód.
Należy bezwzględnie zastrzec swoje dane, a następnie udać się do siedziby firmy i uzyskać pisemne poświadczenie o nieważności konkretnej umowy. Tylko wtedy umowa faktycznie przestanie obowiązywać (przynajmniej w tej konkretnej firmie).

Zabezpieczenie idealne

Wciąż najlepszym zabezpieczeniem jest zapobiegać problemom. Gdy ktoś do nas dzwoni i jesteśmy zainteresowani ofertą, umówmy się w siedzibie firmy, lub zadzwońmy sami pod właściwy numer (pozyskany z pewnego źródła - na przykład ze strony internetowej zaufanej firmy), powołajmy się na dzwoniącą osobę i umówmy na wizytę konsultanta. Kiedy dzwoni do nas ktoś z naszego banku, zróbmy podobnie. Nie zgadzajmy się na nic, nie potwierdzajmy swoich danych, ale zadzwońmy do banku i dowiedzmy się o co chodzi. Ograniczone zaufanie to najlepsza postawa. Dzięki temu będziemy spać spokojnie.

wtorek, 24 października 2017

Po co oszczędzać?

Dla wielu osób oszczędzanie to pewnego rodzaju nawyk. Gospodarowanie finansami tak, aby część z nich odłożyć to styl życia. Jednak dla większości potrzebny jest skonkretyzowany cel, aby w ogóle zaczęły oszczędzać. Dla tych, którzy mają z tym problemy podpowiem, że najtrudniejsze są pierwsze 3 miesiące. Później oszczędzanie jest coraz łatwiejsze, aż w końcu oszczędza się "samo". Dzieje się tak, że oszczędzanie wyrabia charakter, który jest niezbędny do tego, by odkładać pieniądze i zacisnąć pasa. Ale aby przetrwać te pierwsze 3 miesiące musimy koniecznie wiedzieć po co oszczędzamy.

Konkretny cel

Najłatwiej oszczędzać na coś. Wycieczka, nowy telewizor, samochód - to doskonałe przykłady tego, na co możemy zbierać. Najlepiej, jeśli znając potrzebną kwotę, założymy sobie ile czasu zajmie nam oszczędzanie, a następnie wyliczymy ile czasu będziemy odkładać. Później musimy zmieścić się w wyliczonym terminie. To świetne, krótkie ćwiczenie, które pozwoli sprawdzić, czy zdołamy nauczyć się kontroli nad własnymi finansami. A nagrodą będzie kupno wymarzonego prezentu dla samego siebie. Te pieniądze można odkładać do szuflady lub na jakieś konto oszczędnościowe.

Na czarną godzinę

Bardzo popularne powiedzenie, z czasów naszych rodziców i dziadków (a więc wielopokoleniowe), to "pieniądze na czarną godzinę". Czarną godziną może być choroba lub utrata pracy. Tutaj cel nie jest skonkretyzowany, ale taki fundusz awaryjny może się okazać niezbędny. Powinien wynosić 3 - 6 miesięcy naszych wydatków (nie zarobków). Posiadając zapas gotówki na ten czas, możemy czuć się bezpiecznie wiedząc, że cokolwiek się nie stanie, poradzimy sobie bez dochodów 1 - 2 kwartały, a to powinno wystarczyć, by poprawić swoją sytuację finansową.  Pieniążki te najlepiej trzymać w domu - na przykład w oznaczonej kopercie, by mieć do nich dostęp w każdej chwili.

Poduszka finansowa

To podobny cel do poprzedniego, ale łączy się z kredytem mieszkaniowym. Szerzej o poduszce pisałem tutaj: Poduszka Finansowa - ile? po co? kiedy?

Kapitał początkowy

Ten cel najbardziej mi się podoba. Kiedy mamy pomysł na jakiś biznes, chcemy w coś zainwestować, potrzebujemy kapitału początkowego. Aby nie zaczynać na minusie, zamiast brać kredyt, najlepiej potrzebną kwotę odłożyć. Dobrze sprawdza się, gdy mamy pewne dochody i chcemy "przejść na wyższy poziom zarabiania". Przykładem niech będzie rentierka - posiadamy dwie kawalerki na wynajem. Pieniądze, które zyskujemy odkładamy, by kupić trzecie mieszkanie i je także wynająć. W ten sposób znacząco zwiększymy swoje zyski, bez pakowania się w kredyt. Te pieniądze, ze względu na sporą sumę, lepiej trzymać w banku.

Cel długoterminowy

Kupno własnego mieszkania czy oszczędzanie na emeryturę to cele na lata. Gromadzenie środków z przeciętnych dochodów będzie bardzo pracochłonne, ale może okazać się koniecznością, dlatego nie warto go lekceważyć mówiąc "co ja będę z tego miał za dwadzieścia lat". Regularne odkładanie może się tutaj nie sprawdzić z tego samego powodu, dla którego nie sprawdziły się książeczki mieszkaniowe. Inflacja przemieniła ciężko gromadzone poprzez odejmowanie sobie od ust pieniądze, w zaledwie jedną dobrą obecną pensję. Aby tak się nie stało, oszczędzane na emeryturę pieniądze należy inwestować - niezależnie od tego, czy w akcje, obligacje, czy na przykład w sztukę lub nawet w hobby. Wszystko po to, by ich nie stracić.

Mój przykład

Oszczędzam od lat, czasem z lepszym, czasem z gorszym skutkiem. Próbuję swoich sił na rynku akcji i funduszy inwestycyjnych (używam w tym celu konta osobistego w mbanku), zarabiałem na zakładach sportowych, spieniężałem kolekcje i zarabiałem na wiele niekonwencjonalnych sposobów (na przykład jako freelancer) i obecnie oszczędzanie jest moim sposobem na życie. Już dawno tego uzmysłowiłem sobie, że jeśli ograniczy się wydatki, można pracować mniej, a pozostały czas przeznaczyć na rozwijanie pasji, rekreację, czytanie książek czy uprawianie hobby. Wiem, że wiele osób "pracuje bo lubi", ale ja wolę robić to co lubię, a pracę traktować jedynie jako sposób na zdobycie na to funduszy. Co i wam polecam.

piątek, 13 października 2017

Coraz Bliżej Święta!

Nie, nie zwariowałem - Święta Bożego Narodzenia dają o sobie znać coraz wcześniej każdego roku. Więc, żeby być gotowym z prezentami, trzeba zaczynać zabierać się do ich kupowania także coraz wcześniej. Unikanie tłumów w sklepach to jeden aspekt sprawy. Z drugiej strony, część prezentów zamawiamy, a czas oczekiwanie na przesyłkę wydłuża się w okresie świątecznym. Po trzecie, nikt nie lubi przepłacać, a po Święcie Zmarłych, zaczną się świąteczne "promocje", czyli ceny powoli, lecz nieubłaganie zaczną być windowane w górę. To znaczy, że to teraz jest najlepszy czas na robienie zakupów w związku z prezentami. Pusto, tanio i jest czas, by się zastanowić lub zwrócić to, co przyszło pocztą.

piątek, 6 października 2017

Jak zyskać na zmianie ceny

Ceny przedmiotów, które kupujemy potrafią szybko się zmieniać. Najszybciej dzieje się tak, kiedy mamy do czynienia z promocją. Pojawia się - cena spada. Kończy się, następuje jej gwałtowny wzrost. Poniżej przedstawiam 2 sposoby na to, by zyskać na takich właśnie wahnięciach.

Spadek ceny już po zakupie

Jak często zdarza się, że promocja pojawia się w kilka dni po tym, jak dokonaliśmy zakupu? Zdążyliśmy rozpakować mebel, ustawić w pokoju, a tu nagle promocja i 200 złotych obniżki. Mebla nie oddamy, bo rozpakowany. Mimo to, możemy sobie tej obniżki udzielić.

Sposób zaprezentowany niektórzy mogą uznać za niemoralny, ale jestem zwolennikiem pilnowania własnego sumienia, a nie wprowadzania praw, które mają tego sumienia pilnować za nas. A zatem - jeśli komuś przeszkadza takie rozwiązanie, niech go zwyczajnie nie stosuje.

Kiedy zauważymy obniżkę na coś, co teoretycznie moglibyśmy zwrócić (ale już to rozpakowaliśmy), możemy pojechać do sklepu, dokonać kolejnego zakupu (ten sam produkt, tylko zapakowany), a następnie dokonać zwrotu, używając poprzedniego, droższego paragonu. W ten sposób odzyskamy różnicę w cenie.

Spodziewany wzrost ceny

Kiedy widzimy solidną promocję, najlepiej krótką i niespodziewaną, czasem warto dokonać zakupu, nawet jeśli nie potrzebujemy kupowanej rzeczy. Wszystko po to, by odsprzedać z zyskiem, gdy cena podskoczy. Aby dokonać szybkiej sprzedaży, wystarczy w sklepie ustawić się w pobliżu posiadanego przez nas przedmiotu i zaproponować odkupienie go osobie, która zdecyduje się na zakup w sklepie. Nie zapomnijcie powiedzieć, że macie dowód zakupu, więc gwarancja jest honorowana.

Może na co dzień szkoda na to czasu, ale gdy trafisz na szczególnie dobrą okazję, czasem warto się skusić.

niedziela, 24 września 2017

11 błędów w inwestowaniu, których nie możesz popełnić

Inwestowanie to niezwykle złożony i trudny temat. Istnieje bowiem wiele strategii inwestycyjnych i wiele produktów, które pozwalają na skuteczne pomnażanie majątku. Nie bez znaczenia jest również to, że każdy rynek różni się od siebie, stąd też konieczne jest jego dokładne przeanalizowanie i zrozumienie. Wiedzę taką uzyskuje się wraz z doświadczeniem, zatem na samym początku należy zachować szczególną ostrożność. 

Bez względu na wybraną strategię, produkty inwestycyjne wchodzące w skład portfela inwestycyjnego czy rynek, na którym będziemy inwestować, warto pamiętać o unikaniu kilku podstawowych błędów. Mogą one bowiem przekreślić szanse na wypracowanie satysfakcjonującej stopy zwrotu z inwestycji, a nawet niepotrzebnie narazić na istotne straty.

11 błędów, których nie możesz popełnić


1. Wiara w szansę na nieprawdopodobną fortunę


Jednym z podstawowych błędów początkujących inwestorów jest niewątpliwie wiara w szybkie pomnożenie majątku i uzyskanie wręcz nierealnej stopy zwrotu. Marzenia takie napędzane są licznymi historiami inwestorów, którzy w zaledwie kilka dni czy tygodni dorobili się majątku. Sprzyjają temu również liczne reklamy, głównie platform forexowych, które wzmocnione są zwykle sugestywnymi zdjęciami. Bardzo wysokie stopy zwrotu to również ogromne ryzyko, którego każdy inwestor powinien być świadomy.

2. Brak planu


Dokonując jakiejkolwiek inwestycji, warto pomyśleć o celu inwestycyjnym. Odniesienie sukcesu na giełdzie jest zdecydowanie prostsze w przypadku posiadania precyzyjnego planu. Powinien on określać między innymi cel i horyzont czasowy inwestycji. Określając satysfakcjonującą stopę zwrotu, będzie znacznie łatwiej wyjść z inwestycji. Oczekiwanie na jeszcze większe zyski bardzo często przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.

3. Inwestowanie w produkty, których się nie rozumie


Złota zasada Warrena Buffett’a mówi o tym, by nie inwestować w to, czego się nie rozumie. Mowa zarówno o produktach inwestycyjnych, branżach jak i firmach. Nie warto podejmować niepotrzebnego ryzyka. Rozsądniej jest ograniczyć się jedynie do inwestycji, które nie mają przed nami tajemnic.

4. Koncentracja na zyskach


Kolejny istotny błąd to przesadna koncentracja na zyskach. Wielu młodych inwestorów każdego dnia analizuje wyniki portfela i sprawdza stopy zwrotu poszczególnych jego aktywów. Ceny nierzadko ulegają mniejszym lub większym wahaniom, toteż warto wykazać się cierpliwością.

5. Słuchanie porad innych


Korzystanie z rad rodziny czy bliskich jest czymś naturalnym, jednak w przypadku inwestowania zupełnie się nie sprawdza. Jeśli nie mamy w swoim otoczeniu eksperta w dziedzinie rynków finansowych, nie sugerujmy się wskazówkami wujków czy znajomych.

6. Brak dywersyfikacji


Szansa na uzyskanie satysfakcjonującej stopy zwrotu, przy stosunkowo niskim ryzyku, wymaga odpowiedniej dywersyfikacji portfela. Należy zatem pamiętać o tym, by “nie wkładać wszystkich jaj do jednego koszyka”. Zdecydowanie rozsądniej będzie podzielić dostępne środki na kilka różnych produktów inwestycyjnych w proporcjach odpowiadających własnemu profilowi ryzyka.

7. Rozdrabnianie się


Dywersyfikacja portfela jest niewątpliwie konieczna, jednak nie należy popadać w skrajności i inwestować w dziesiątki różnych produktów inwestycyjnych. Takie rozdrabnianie się istotnie utrudnia bieżące analizowanie portfela i dokonywania w jego ramach niezbędnych modyfikacji. Jest to szczególnie istotne w przypadku inwestorów, którzy nie żyją wyłącznie z giełdy i tym samym nie mają odpowiednio dużo czasu, by poświęcić się inwestowaniu w 100%

8. Ignorowanie sygnałów


Żyjemy w czasach, kiedy dostęp do informacji jest niemalże nieograniczony. Mowa tu zarówno o informacjach publikowanych bezpośrednio przez spółki jak i najróżniejszych raportach, analizach czy badaniach rynkowych. Każdy inwestor powinien w miarę możliwości na bieżąco je śledzić i w razie konieczności dokonywać niezbędnych zmian w swoim portfelu. Ignorowanie rynkowych sygnałów to bardzo duży błąd.

9. Przecenianie własnych możliwości


Kilka dobrych decyzji inwestycyjnych niezwykle często sprawia, że inwestorzy obrastają w piórka. Wiara w swoją nieomylność to najgorsza cecha inwestora. Zachowanie pokory sprawdza się zdecydowanie lepiej. Nie naraża na tak duże ryzyko i pozwala zgodnie z planem realizować obraną strategię inwestycyjną.

10. Podążanie za tłumem


Korzystanie z rad niedoświadczonych bliskich jest tak samo dużym błędem jak uleganie tzw. owczemu pędowi. Dlaczego podążanie za tłumem nie jest zalecane? Odchodzenie od obranej strategii naraża na ryzyko. Nie bez znaczenia jest również to, że pojawienie się takiego zjawiska jak owczy pęd z reguły jest jednoznaczne z tym, że na wejście w inwestycję jest już zdecydowanie za późno.

11. Uleganie emocjom


Giełda to nie tylko sposób na zarobienie dużych pieniędzy, ale również ich utratę. Duże straty notują zwykle ci inwestorzy, którzy nader często weryfikują wyniki swojego portfela i bardzo emocjonalnie podchodzą do spadków. Cykle koniunkturalne są czymś naturalnym, a po każdej bessie nadchodzi hossa. Warto o tym pamiętać.

Autorem wpisu gościnnego jest Jakub Górecki - ekonomista z pasji i wykształcenia. Na co dzień pełni rolę redaktora portalu finansowego MySaver. 

niedziela, 17 września 2017

"Chwilówka" to nie zawsze lichwa

Rynek oszalał na punkcie lichwy, ale okazuje się, że można na tym również zarobić...

Owiane niezwykle kiepską sławą chwilówki znane są przede wszystkim ze swoich wysokich cen. Lichwa – to ich drugie imię. Bez względu na powszechne mniemanie o ich nieatrakcyjności, w roku 2016 udzielonych zostało, bagatela, 2,6 mln pożyczek pozabankowych aż 1,5 mln klientom. Nie dość, że branie jest ogromne, to jeszcze masa firm posiada stałych klientów. Czy te pazerne chwilówki są rzeczywiście aż tak kiepskie?

W ostatnim czasie sporo działo się na rynku pożyczek pozabankowych. Wszystko za sprawą prac rozpoczętych jeszcze za kadencji poprzedniego Rządu. Ponieważ w mediach huczało o lichwiarskich pożyczkach, „cudotwórcy” z Wiejskiej w Warszawie wpadli na pomysł jak przypodobać się opinii publicznej. Obrano sobie za cel zmniejszenie cen pożyczek tak aby były bardziej przyjazne i dostępne. Efektem prac była śmieszna w opinii obserwatorów tego sektora, ustawa antylichwiarska. W niewielkim stopniu ograniczyła ceny pożyczek oraz ceny windykacji, czym wyeliminowała sporą liczbę pożyczkodawców z rynku i nałożyła nadzór nad metodami sprzedaży, warunkami umów itd. Nowa władza, nowe zmiany. Zapowiada się, że nowy Rząd będzie jeszcze bardziej dobroczynny i wprowadzi ponowne obniżki cen. Ale jaki faktycznie będzie mieć to skutek? Otóż, wyeliminuje kolejne firmy z rynku. Jeśli uda się przepchnąć pomysł aby obowiązkiem pożyczkodawcy była weryfikacja klientów w bazach dłużników i odrzucanie zadłużonych, będzie to zielone światło dla szarej strefy „prywatnych inwestorów” i prawdziwa lichwa dopiero rozpocznie żniwa i pokaże na co ją stać. Pozwolę sobie zaznaczyć, że to klienci szarej strefy pożyczek są największymi ofiarami swoich pożyczkodawców, bowiem nierzadko zastawiają nieruchomości czy pojazdy na niezwykle nieatrakcyjnych zasadach, nie mając pojęcia, że takie warunki są w zasadzie zakazane i nie wiążą prawnie klienta. Niestety, niska świadomość konsumentów jest powodem poddawania się nielegalnej windykacji i utraty majątku lub zadłużania się na długie lata.

Zgodnie z ideą kapitalizmu


Zgodnie z zasadami wolnego rynku, pożyczki pozabankowe nie dość, że muszą istnieć, to jeszcze nie powinny być poddawane regulacjom. Każdy produkt jest w stanie wybronić się sam, o ile będzie atrakcyjny i konkurencyjny. Każda kolejna regulacja działa na niekorzyść zarówno konsumentów jak i przedsiębiorców. Jeśli politycy chcieliby uszczęśliwić konsumentów, to mogą uczynić to niezwykle łatwo i jeszcze uszczęśliwią przy tym samych przedsiębiorców. Dokładnie w ten sam sposób można by uczynić z polskim węglem - tak aby stał się tani i opłacalny. O czym mowa? O opodatkowaniu. Obniżając podatki produkt staje się tańszy, popyt na niego się zwiększa i wszyscy są zadowoleni. Dodam jeszcze, że pożyczkodawcy nie są tak uprzywilejowani jak banki i podatki płacą znacznie wyższe. 

Czy chwilówka może się opłacać? 


Może, ale tylko ta darmowa. Taka opcja jest dostępna w większości firm i polega na jednorazowej pożyczce nieobciążonej żadnymi kosztami, wyłącznie dla nowego klienta. Firm takich jest około 20. Każdy więc ma szansę na pożyczenie w tych firmach niewielkich kwot (do 3000 zł) na okres do dwóch miesięcy. Zasady są niezwykle proste i złamanie jednej spowoduje naliczenie opłat jak za regularną pożyczkę – jest nią terminowa spłata chwilówki. Jeden dzień po terminie anuluje promocję chwilówki za darmo i zobowiąże klienta do spłacenia większej kwoty. No dobra – ale po co komu pożyczka kilku tysięcy na dwa miesiące? Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie zasłyszana niedawno historia pewnego sprytnego inwestora. W ostatnim czasie poświęcił się w całości inwestowaniu w kryptowaluty. W swoim portfelu krypto posiada około 5 elektronicznych walut. Przyznaje on, że skorzystał z pożyczki pozabankowej na krótki okres, bez opłat, ponieważ jedna z kryptowalut, na którą polował od jakiegoś czasu drastycznie straciła wartość i był to idealny moment na wkupienie się. Inwestor ten kupuje KW za wszystkie pieniądze jakie pozostają mu z wypłaty. Nie posiada więc żadnych oszczędności. Za pieniądze z chwilówki kupił swoje waluty, a po wypłacie oddał tyle ile pożyczył. 

Od siebie dodam, że darmowych pożyczek nie spotkamy w firmach oferujących pożyczki spłacane w ratach, przez kilka miesięcy. Darmowe są jedynie te krótkoterminowe. Różnią się od siebie maksymalną kwotą i okresem spłaty. Za friko można pożyczyć od kilkuset złotych, nawet do trzech tysięcy. Okres spłaty to przeważnie 30 dni, czasem 60 (te 3 tys. można otrzymać na okres dwóch miesięcy). Jak się okazuje, istnieją okoliczności, które czynią z takiej chwilówki niezwykle atrakcyjną okazję. Przyznam jednak, że sam bym raczej nie wpadł na taki pomysł, aby poratować się chwilówką i jeszcze dzięki niej zarobić. Kolega inwestor oddał pieniądze na czas, a zakupiona krypto niedługo po tym jak ją nabył wywindowała z ceną pomnażając kapitał niemal dwukrotnie

sobota, 2 września 2017

Jak spłacać kredyt w walucie obcej, nie płacąc spreadu - poradnik.

Kredyt na mieszkanie to poważna sprawa, a w grę wchodzą duże sumy pieniędzy, rzędu setek tysięcy złotych. Często, aby uniknąć kosztów, bierzemy kredyt w walucie obcej. Spłacając kredyt, dopłacamy bankowi za każdym razem, kiedy dokonujemy wymiany waluty na tę, w której obsługiwany jest nasz kredyt. Ale oczywiście można uniknąć dodatkowej opłaty i nawet nie jest to takie trudne.

Jak działa kredyt w walucie obcej?


Biorąc kredyt w walucie obcej, na przykład w Euro, zaciągamy w banku zobowiązanie, polegające na tym, że otrzymujemy nie 300 000 PLN (tyle kosztuje nasze mieszkanie), ale 75 000 EUR (jeśli kurs po którym bierzemy kredyt wynosi 4 PLN - dla uproszczenia), ale wypłaciłeś je w złotówkach. Bankowi jesteś więc winien ni mniej ni więcej niż 75 000 Euro. Kiedy dochodzi do spłaty kredytu, musimy więc spłacać raty, odnoszące się do kwoty w Euro, a nie w złotówkach. Jeśli na konto, z którego spłacany jest kredyt wpłacamy złotówki, bank pobierając ratę, najpierw wymienia odpowiednią kwotę złotówek na Euro (po kursie bankowym), a następnie te Euro spłacają część zadłużenia (i odsetki). Nie warto więc krzyczeć, że "brałem 300 000 PLN, a teraz muszę oddać 400 000 PLN, bo kurs Euro poszedł w górę", bo to nie prawda. Brałeś 75 000 Euro i tyle właśnie musisz oddać. Nigdy nie brałeś od Banku złotówek. Bank wypłacił złotówki, po wymienieniu Twoich 75 000 Euro na Polską walutę, po kursie dnia.

Co to jest spread?


Spread jest to różnica pomiędzy kursem kupna (waluty w tym przypadku) a kursem sprzedaży. Jest ona dobrze widoczna w kantorach stacjonarnych. Kiedy pójdziemy do kantoru, gdzieś na ścianie zobaczymy aktualne kursy kupna i sprzedaży. Kiedy chcemy kupić walutę, za 100 Euro zapłacimy pewną ilość złotówek. Teraz, jeśli chcemy sprzedać nasze 100 Euro za złotówki, dostaniemy ich trochę mniej niż zapłaciliśmy. Przykładowo - jeśli kurs sprzedaży dla Euro to 4,30 PLN, a kurs kupna to 4,20 PLN, to żeby kupić 100 Euro, musimy zapłacić 430 PLN, ale gdy sprzedamy te 100 Euro, otrzymamy już tylko 420 PLN. Spread wynosi w tym przypadku 10 groszy (różnica pomiędzy kursem kupna a sprzedaży). 
W ten sam sposób działa bank - kupując walutę w banku jesteśmy skazani na taki kurs, jaki w danym dniu obowiązuje. Warto jednak wspomnieć, że spread w banku będzie o wiele większy niż wspomniane wcześniej 10 groszy i wynosić może na przykład 50 groszy. Oznacza to, że za nasze 100 Euro będziemy musieli zapłacić aż 450 PLN, a dostalibyśmy za nie jedynie 400 PLN. Dlatego właśnie dopłacamy do kredytu.

Jak uniknąć spreadu?


Sposób jest bardzo prosty. 
  • Po pierwsze należy iść do banku i założyć obok konta złotówkowego, także konto walutowe, w tej samej walucie, w jakiej wzięliśmy kredyt.
  • Teraz, gdy już mamy to konto, należy je uczynić kontem, które będzie obsługiwało kredyt - to z niego mają być spłacane raty.
  • Teraz, należy wejść na stronę internetowego kantoru, który nie ma spreadu i założyć konto. Jest to bezpłatne i całkowicie bezpieczne.
  • Teraz należy przelać złotówki z dawnego konta, z którego spłacaliśmy kredyt na swoje konto w kantorze. Można przelać równowartość jednej raty lub więcej.
  • W kantorze dokonujemy wymiany waluty bez spreadu, bezpośrednio z kimś, kto Euro sprzedaje (kantor sam przeprowadzi procedurę, my tylko akceptujemy kurs po jakim ma się odbyć transakcja - to strona sprawdzi, czy jest chętny, by sprzedać po tym kursie). Opłata, jaką poniesiemy to 0,2%, czyli ułamek bankowego spreadu.
  • Gdy mamy już odpowiednią walutę, wystarczy przelać ją na konto walutowe w banku, z którego w odpowiednim momencie bank pobierze należną ratę za kredyt - już bez spreadu.
Warto sprawdzić samemu ile można zaoszczędzić w ten sposób. Z mojego doświadczenia wynika, że przynajmniej 1% (dokładnie około 1,2%) każdej raty (a zatem całego kredytu razem z odsetkami). Przy 300 000 PLN, będzie to 3 000 PLN na samym kredycie i lekko licząc tyle samo na odsetkach. A jeśli trafimy na dobry kurs, możemy ugrać znacznie więcej - nawet darmowe zagraniczne wakacje dla całej rodziny. A więc warto.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Tańsza przesyłka w sklepach internetowych

Robisz zamówienie w sklepie internetowym, wybierasz produkty, sposób zapłaty, wysyłkę, opłacasz i czekasz na paczkę, a ta przychodzi akurat, kiedy nie ma cię w domu. Chcąc nie chcąc, idziesz na pocztę, by ją odebrać. Znasz to?

Po co przepłacać?


Zapłaciłeś za dostawę do domu, ale i tak musisz iść na pocztę i samodzielnie odebrać przesyłkę. Być może nawet byłeś w domu, ale podstępny listonosz i tak zostawił avizo (czy nie robią tak?). Czujesz się oszukany, bo musisz wykonać część usługi, za którą zapłaciłeś. Na domiar złego, odebrałeś zawiadomienie o przesyłce dopiero po dotarciu do domu, a przecież dosłownie chwilę temu byłeś obok poczty i gdybyś tylko wiedział, odebrałbyś! Nie pozwól, by to wydarzyło się ponownie i nie przepłacaj za przesyłkę, którą i tak będziesz musiał odebrać. Skorzystaj z odpowiedniej opcji dostawy.


Odbiór w punkcie


To właśnie opcja, która Cię interesuje. Robiąc zakupy i wybierając formę wysyłki, wybierz "odbiór w punkcie", a następnie dogodny punkt odbioru (obok domu czy biura, a może po drodze z pracy). W ten sposób nie dostaniesz avizo, a zawiadomienie przyjdzie smsem, kiedy tylko Twoja przesyłka zostanie nadana (pierwsza wiadomość) i dostarczona do punktu odbioru (druga wiadomość). Sms odbierzesz w dowolnym momencie, dowiesz się o przesyłce przed powrotem do domu i spokojnie odbierzesz ją po drodze. Ta opcja dostawy jest tańsza niż zwykła paczka, dostarczana do domu, gdyż nikt nie musi iść pod wskazany adres, sprawdzać czy ktoś jest w domu i zostawiać zawiadomień.

Jeśli więc wiesz, że możesz minąć się z listonoszem, albo mieszkasz w niewielkiej odległości od punktu odbioru, to skorzystaj z opcji "odbiór w punkcie", oszczędź czas, pieniądze i nerwy.

piątek, 18 sierpnia 2017

Plus i Minus

Dzisiaj chciałbym podzielić się osobistym doświadczeniem sprzed kilku dni. Otóż wybrałem się ze znajomymi do sklepów, do których zwykle nie chodzę. Byłem tam dla towarzystwa, ale nie mogłem zauważyć, że ceny większości produktów były wyższe niż te, które znam. Zacząłem się zastanawiać, czy to jakieś lepsze wersje tych samych produktów? Nie. Może ceny są tu po prostu wysokie (to oczywiste). Po przemyśleniach doszedłem do wniosku, że, co zaskakujące, też nie. Tam są po prostu ceny normalne. A ja kupuję zawsze w najniższych możliwych. Tak komponuję menu i odwiedzam kilka sklepów, by zakupy robić jak najtaniej. Oszczędzam w ten sposób 10-20% (nie licząc specjalnych promocji).

Kolejną rzeczą, która mnie zastanowiła jest ta, dlaczego ich rachunek za zakupy jest o tyle wyższy niż mój. To nie były jakieś szczególne zakupy, robione na wyjazd czy imprezę - ot sprawunki dla domu na cały tydzień. Postanowiłem przyjrzeć się zakupom i porównać różnicę.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to sam skład zakupów. Około połowę kwoty stanowiły słodycze i napoje (których właściwie nie kupuję wcale - tyle co dla gości). Reszta to w dużej mierze dania gotowe (ja w zasadzie z nich nie korzystam - kupuję składniki, z których coś przyrządzam - smaczniej i znacznie taniej).

Były także produkty, za które płacę więcej:
  • Pieczywo - lubię dobry chleb, ale kupuję go na wagę, już pokrojony i zawsze tylko kilka kromek - tyle ile na pewno zjem jednego dnia. Następnego znów idę po pieczywo, więc nie musi być paczkowane i z długim terminem przydatności - zawsze jem świeże.
  • Mięso - podobnie. Poza tym staram się brać surowe kawałki na wagę, a nie przetworzone, zamarynowane i zapakowane próżniowo.
  • Wędliny - kupuję mało, jedynie to, co zjem danego dnia. Mogą więc być lepszej jakości, bo biorę tylko 5 plasterków.
  • Warzywa - tych kupuję znacznie więcej i tylko kiedy są dobrej jakości. Cena gra rolę drugorzędną. To one są podstawą różnych dań, które znajomi kupują już w słoiczkach. Więc w zasadzie wychodzi dużo taniej, bo w cenie słoiczka sosu mogę go zrobić cały gar i to bez konserwantów.
  • Jaja - to akurat przykład nie tej konkretnej sytuacji, ale tutaj nastąpiła pewna zgodność - jajka, podobnie jak moi znajomi, kupuję dobrej jakości, z wolnego wybiegu. Nie chodzi o aspekt "męczenia kur w nieludzkich warunkach", ale po prostu o smak.
I tutaj nadchodzi czas na refleksję na temat plusów i minusów. Można postrzegać jako minus fakt, że gdy wszedłem do normalnego sklepu, odniosłem wrażenie, że wszystko jest drogie. To przecież nie jest "normalne". Tak właśnie widzieli to moi znajomi, kiedy podzieliłem się swoim spostrzeżeniem. A jednak mnie udało się dostrzec plus tej sytuacji - z powodu takiej różnicy w cenie, nie miałem ochoty kupić niczego, po co kiedyś (gdy nie oszczędzałem i nie zastanawiałem się), sięgnął bym bez namysłu. A, jak się okazuje, wcale nie są mi te rzeczy potrzebne. Zatem to, co dziwaczne w oczach moich znajomych, okazało się przydatne dla domowego budżetu. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Wyłączanie światła bez ruszania się z miejsca

Wyłączanie światła w pomieszczeniach, w których aktualnie nie przebywamy to oczywiście pierwszy krok do oszczędzania prądu. Uczyły o tym już nasze matki i babcie. Oczywiście teraz żarówki są energooszczędne, ale i tak nie ma sensu marnować energii na oświetlanie pustych pomieszczeń. Co jednak w sytuacji, gdy wygodnie ułożyliśmy się na kanapie, a światło pozapalane w całym domu. Nie chce nam się ruszać - to oczywiste. Czy zwalczyć lenistwo, czy też dać sobie jeszcze chwilę relaksu?

Jak wyłączyć światło aplikacją?


Istnieje rozwiązanie, które sprawia, że nie trzeba rezygnować z wygodnej pozycji, a światło i tak zostanie wyłączone. Rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne dla osób, które nie rozstają się ze swoim telefonem komórkowym. Chodzi mi o oświetlenie Wi-Fi i zanim cokolwiek powiecie dodam, że nie wymaga ono żadnych zmian w instalacji elektrycznej w waszym domu!

Inteligentne oświetlenie w domu!


Jak to możliwe? Otóż za sprawą żarówki Wi-Fi, którą wkręcasz w miejsce zwykłej żarówki, włączasz światło i dalej sterujesz nią już ze swojej aplikacji w telefonie lub tablecie (lub za sprawą specjalnego pilota). To futurystyczne rozwiązanie nie służy jedynie do włączania i wyłączania światła. Pozwala ono na sterowanie natężeniem oświetlenia a nawet jego barwą. Żarówki można grupować, by jednym przyciskiem włączać cały ich szereg i obsługiwać zdalnie nawet kilka zestawów na raz. 

środa, 26 lipca 2017

Ile prądu marnujesz?


Postawmy sprawę jasno - każdy użytkownik energii elektrycznej, marnuje ją. Na cokolwiek - telewizję, komputer, niepotrzebnie zapalone światła, wiecznie włączone urządzenia, także te na standby oraz te urządzenia, które wydają się "nic nie zużywać". Warto się przed tym obronić, ale by się do tego zmotywować, warto sprawdzić ile tak na prawdę zużywa każde urządzenie, którego używamy (także te pozornie wyłączone).

W tym celu warto zaopatrzyć się w miernik zużycia energii elektrycznej. Włączamy go do gniazda sieciowego, a do niego testowane urządzenie. Ustawiamy parametry i sprawdzamy co i jak. Szybko zorientujemy się, co kradnie prąd w naszym gospodarstwie domowym i ile tak na prawdę możemy zaoszczędzić - będzie to kwota niebagatelna - zakup gadżetu z pewnością szybko się zwróci.
Urządzenie to jest nieskomplikowane i każdy z łatwością poradzi sobie z jego obsługą. Wyniki są na tyle zaskakujące, że warto przetestować je u siebie. Poza oczywistym sprawdzeniem poszczególnych urządzeń polecam także zrobić kilka bardziej wymyślnych testów.

Co możemy sprawdzić miernikiem zużycia energii elektrycznej:

  • sprawdzenie jaką oszczędność daje podniesienie temperatury w lodówce o jeden stopień,
  • sprawdzenie, czy odsuniecie lodówki od ściany (jeśli oddaje ona ciepło tylną ścianką) daje wymierne oszczędności,
  • ile prądu zużywają poszczególne programy w pralce / zmywarce (oczywiście w tych urządzeniach ważne jest także zużycie wody),
  • sprawdzenie jak na zużycie prądu wpłynie przyciszenie radia,
  • sprawdzenie jaki jest pobór mocy zostawionych samopas przewodów, przedłużaczy, ładowarek,
  • ile prądu zużywają urządzenia pozostawione na standby, a ile te, które tylko są podłączone do sieci,
  • jakie jest zużycie prądu urządzeń zaraz po włączeniu, a jakie już po rozgrzaniu się,
  • ile prądu zużywają urządzenia w zimny dzień a ile w upale,
Oraz co tylko jeszcze przyjdzie wam do głowy. Warto pamiętać, że pierwszym krokiem do ograniczania wydatków jest dokładna wiedza na ich temat.

wtorek, 11 lipca 2017

Jakie promocje działają na mnie

Pomimo tego, że jestem świadomy niebezpieczeństw wynikających z korzystania z ofert promocyjnych, proponowanych rabatów i tym podobnych, nadal istnieje sposób, by mnie skusić. Nadal korzystam z promocji, kupując coś, czego nie potrzebuję koniecznie mieć, a na pewno nie już teraz, natychmiast i wydaję na te zakupy relatywnie duże kwoty, uszczuplając oszczędności.

Te specjalne oferty, na które wciąż daję się skusić, to promocje książkowe. Mimo tego, że w mieszkaniu brak już na nie miejsca, a lista tych "do przeczytania" jest bardzo długa, stosy książek wciąż rosną, a ja ciągle kupuję kolejne pozycje. Staram się to jednak robić w wyjątkowych sytuacjach, więc czekam na naprawdę porządną promocję. 

Ostatnio na przykład udało mi się zakupić książki z rabatem około 70 procent, korzystając z oferty Wydawnictwa Znak. Na ich stronie promocje pojawiają się niemal codziennie, więc jest z czego wybierać - łatwo znaleźć te kilka pozycji dla siebie i trafić na moment, gdy będą przecenione. Na dodatek sporo książek ma tam obniżone ceny na co dzień. Rabat rzędu 55% nie stanowi wyjątku.

Kocham książki i jestem świadomy tego, że zawsze będę je kupował. A skoro tak ma się sprawa, to uważam, że lepiej obserwować ofertę sklepu i gdy tylko trafi się okazja lepsza niż ta codzienna, kupić interesujące mnie pozycję. Mimo, że jest to w pewnym sensie wbrew temu, czemu hołduję na co dzień. Ale chyba można mieć jakieś wady?

poniedziałek, 3 lipca 2017

Kredytowe Kompendium

Postanowiłem wrzucić tutaj podsumowanie moich wpisów na temat kredytów (głównie mieszkaniowych). Co jakiś czas pisze coś na ten temat i może warto zebrać to wszystko do kupy i zobaczyć co z tego będzie.

Zdolność Kredytowa


A zatem, gdy zastanawiamy się nad wzięciem kredytu, sprawdzamy swoją zdolność i korzystamy z pomocy fachowca - doradcy kredytowego, warto nie ograniczać się do jednego doradcy. Warto sprawić, by faktycznie walczyli o najlepsze warunki. warto, w końcu, samemu tych warunków poszukać. O tym, by sprawdzać zdolność finansową wszelkimi dostępnymi sposobami pisałem tutaj.

Poduszka Finansowa


Gdy kredyt już wzięty i zaczęliśmy jego spłacanie, warto się zabezpieczyć. Proponuję jednak, by nie dopłacać do interesu, korzystając z usługi bankowej, ale samemu zatroszczyć się o swoją poduszkę finansową.

Wcześniejsza Spłata


Spłata kredytu boli, jeśli musimy do niej dołożyć, a przecież prowizja od wcześniejszej spłaty to realna sprawa, która dotyczy większości kredytobiorców. Jeśli Ciebie także dotyka ten problem, a chciałbyś spłacić kredyt, przeczytaj jak uniknąć prowizji od wcześniejszej spłaty. Gdy to zrobiłem, pracownicy banku wydawali się zaskoczeni.

Spłata Kredytu


W końcu pozbywasz się problemu, kredyt spłacony. Jak w takiej sytuacji nie osiąść na laurach, ale wykorzystać sytuację i sprawić sobie darmowe oszczędności? Jak faktycznie wykorzystać to, że nie ciąży na nas takie zobowiązanie finansowe? Wykorzystaj to, że nie masz kredytu i zarób na tym!

Kredyt nie musi być czymś obwarowanym przerażającymi zasadami. Warto wiedzieć co to jest, jak się tego używa i jak można na tym skorzystać. W końcu nie trzeba się czuć złapanym przez bank za jaja przez cały okres kredytowania. warto pamiętać, że to nasze pieniądze i możemy nimi dysponować tak, by czuć się komfortowo. Ale trzeba to sobie wywalczyć.

czwartek, 22 czerwca 2017

Wykorzystanie kosmetyków do cna

Używasz drogich kosmetyków i denerwuje Cię, że pod koniec opakowania trudno je wycisnąć z pojemnika, więc musisz wyrzucić opakowanie, w którym znajduje się jeszcze porcja produktu? Słusznie. Zrób coś z tym, przecież bez sensu marnować drogie środki kosmetyczne tylko dlatego, że nie da się ich wydobyć z tuby!

Rozwiązaniem są zwykłe nożyczki. Nie - nie chodzi o to, by wydłubywać nimi resztki kremu czy balsamu. Chodzi o to, by przeciąć tubkę i dobrać się do dóbr wewnątrz niej. Po rozcięciu uzyskamy dostęp do tego, co zwykle wyrzucamy, a jest to kilka porcji produktu!


Aby wrzucić opakowanie do szafki i nie pozwolić kremowi na wyschnięcie, ani na ubrudzenie innych opakowań, wystarczy ponownie połączyć dwie połówki, wsadzając jedną w drugą (chwila gimnastyki, nagięcie jednej z połówek przeciętego opakowania i sukces).


Teraz żadne z kosmetyków nie będą się marnować, wyrzucane do kosza na śmieci! Bo w oszczędzaniu właśnie o to chodzi - wyrzucamy stanowczo zbyt wiele różnych produktów do śmieci i kupujemy nowe, a można inaczej.

niedziela, 11 czerwca 2017

Oszczędzaj i ucz Oszczędzania

Spotkałem się kilka razy z sytuacją, w której jedna z osób, zamieszkująca gospodarstwo domowe próbuje oszczędzić, podczas gdy inne trwonią pieniądze szybciej, niż można je odkładać. Okazuje się, że to bardzo powszechny stan rzeczy. Osoby takie utyskują na domowników, ale na dobrą sprawę nic z tym nie robią. A przecież, żeby oszczędności dotyczyły całego gospodarstwa domowego (tylko takie oszczędzanie ma sens), oszczędzać muszą wszyscy domownicy. Ale większość osób tego nie potrafi, zatem jeśli opanujesz tę sztukę, to na Tobie spoczywa odpowiedzialność, by nauczyć jej innych.

Oszczędzanie całą rodziną


Powyższe dotyczy zarówno oszczędzania pieniędzy, którego należy nauczyć przede wszystkim partnera, jak i oszczędzanie prądu czy wody, co dotyczy przede wszystkim dzieci, które nie czują ciężaru pieniędzy, więc często nie dokręcają kranu czy nie gaszą światła, wychodząc z pomieszczenia. Należy je uczulić na tego typu zachowania, nie krzykiem, ale tłumaczeniem, czemu jest to takie ważne. Niestety przeważająca ilość przypadków kończy się na słowach "masz tak robić, bo ja tak mówię", a świadomego oszczędzania trzeba uczyć od najmłodszych lat - wyrabiać nawyki i przyzwyczajenia i szerzyć wiedzę na temat wartości pieniądza. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej, więc nie poddawajmy się.

A jeśli nie wiesz jak przekonać najbliższych do oszczędzania, polecam poniższe teksty:

niedziela, 28 maja 2017

Test Dużych Zakupów


Zastanawiasz się ile wydajesz na niepotrzebne rzeczy? Najlepiej byłoby spisywać wszystkie wydatki, by uzyskać pełny obraz sytuacji. Stworzenie w komputerze pliku "budżetu domowego" jest może nieco czasochłonne (choć bez przesady) i wymaga pewnej systematyczności. Jeśli wiemy, gdzie "wyrzucamy" pieniądze w błoto, możemy spróbować kontrolować się za pomocą budżetu uproszczonego. Jak jednak zidentyfikować problem? Jak dowiedzieć się na co wydajemy niewspółmiernie duże kwoty? Jak w końcu jeszcze bardziej uprościć kontrolowanie wydatków?

Sprawdź ile wydajesz


Potrzebny będzie jeden duży rachunek, na przykład taki z całotygodniowych zakupów w supermarkecie. Większość właśnie w ten sposób uzupełnia zapasy w domu, więc wyciągnięcie rachunku nie powinno stanowić problemu. Ważne jednak, by był to rachunek przypadkowy, a nie z zakupów, co do których założyliśmy, że właśnie je przeanalizujemy. Powinny to być zakupy, jakich dokonujemy systematycznie - przeciętne.

Teraz uzbrójmy się w jakiś kolorowy mazak (najlepiej podkreślacz, a jeszcze lepiej kilka) i kalkulator. Zaczynamy analizę, podkreślając wszystko to, czego mogłoby na rachunku nie być.
  • Zaznaczamy napoje gazowane i wodę - jeśli nie robimy imprezy, to z powodzeniem możemy się ich pozbyć,
  • Zaznaczamy słodycze (możemy zostawić jedną pozycję, pod warunkiem, że nie tę najdroższą),
  • Na inny kolor zaznaczamy wszystko to, co kupiliśmy na prezent dla kogoś,
  • Na jeszcze inny to, co kupiliśmy w promocji, a czego nie planowaliśmy kupić,
  • Na jeszcze inny zaznaczamy używki - papierosy, alkohol
  • Na koniec warto zaznaczyć te rzeczy, które ostatnio się zepsuły i je wyrzuciliśmy, a mimo to kupiliśmy je znowu, w tej samej ilości (ideałem byłoby zaznaczenie co z tych konkretnie zakupów wyrzuciliśmy, ale to niemal niemożliwe.

Niezbędne zakupy


Na liście zostały zakupy na cały tydzień, które są niezbędne (oczywiście jeśli ktoś uważa, że nie jest mu potrzebne coś jeszcze z pozostałych produktów, to je też może wykreślić) oraz jakieś pojedyncze zakupy, które zrobiliśmy akurat tym razem (bo potrzebowaliśmy nowej patelni czy sitka). teraz warto posumować konkretne grupy, by dowiedzieć się jaki procent zakupów one stanowią i przemyśleć, czy faktycznie są tego warte.

Zbędne zakupy


Napoje, słodycze i używki - być może potrafimy się bez nich obejść i zastąpić wodą, herbatą, zmniejszeniem ilości używek? Do zastanowienia.
Prezenty - często wydajemy bez umiaru i nie ma w tym nic złego, jeśli nas na to stać. Często jednak grupa ta to 30-50% całych wydawanych pieniędzy, a wtedy jest to przesada. Rodzinie i znajomym można kupić coś tańszego, wyszukanego i z sercem. Nie będą mieli za złe, jeśli nie wydamy na nich połowy wypłaty.
Promocje - czy wszystko to naprawdę się przyda? A może wystarczyłoby kupić mniej? Czy to się nie zmarnuje? Część promocji to rzeczy, które i tak byśmy kupili, ale większość to coś, bez czego moglibyśmy się obejść. Coś, co zastąpilibyśmy tańszym zamiennikiem.
Wyrzucane - to przeważnie sygnał, że kupiliśmy za dużo wędliny, że zaplanowaliśmy zbyt wiele obiadów. Lepiej byśmy musieli w tygodniu wyskoczyć do sklepu po kawałek kurczaka niż żebyśmy wyrzucili go do śmieci, bo stracił świeżość i zamówili pizzę.

Warto co jakiś czas analizować swoje zakupy, żeby przekonać się gdzie wpadliśmy w rutynę, co gromadzimy w domu, co wyrzucamy, bo nie zdążamy zjeść. Warto uczyć się na własnych błędach i przykładach.

wtorek, 23 maja 2017

Wydawanie Oszczędności

Wiadomo, że nie samym oszczędzaniem człowiek żyje. Kiedyś należałoby spożytkować oszczędności, bo w przeciwnym wypadku oszczędzanie zamieni się w zwyczajne pozbawianie się części dochodu. Ważne więc, by wiedzieć na co się oszczędza.

Oczywiście są sytuacje, gdy oszczędzamy, nie planując wydawać. Jest to tak zwane oszczędzanie na czarną godzinę - oby nigdy nie nadeszła. Ale gdy nadejdzie będziemy gotowi. Sytuacją w której naruszymy oszczędności będzie więc utrata pracy, choroba lub inne sytuacje nadzwyczajne. Nie liczymy jednak, że te sytuacje nastąpią.

Innym przypadkiem, gdy oszczędzamy, ale nie planujemy wydać zgromadzonej kwoty jest budowanie kapitału do inwestycji lub dla przyszłych pokoleń (co często jest jednym i tym samym). Pożytkować będziemy dopiero kupony, które odetniemy od naszej inwestycji.

Jeśli jednak nie zbieramy na czarną godzinę, nie gromadzimy kapitału pod inwestycję, własną firmę czy na spłatę kredytu, to prawdopodobnie zbieramy na jakiś cel. A gdy uzbieramy, zamierzamy pieniądze wydać i zacząć zbierać na kolejny cel. Ważne więc, by cel był jasno określony, byśmy mieli plan, jakieś założone ramy czasowe i wiedzę co chcemy kupić i za ile.

Jeśli jednak nie chcemy pozbywać się całych oszczędności, warto założyć sobie dodatkowe obostrzenia, które sprawią, że nie będziemy mieli poczucia, że zaczynamy od zera, gdy spożytkujemy oszczędności przeznaczone na pierwszy cel. W tym celu, gdy nasz planowany cel to zakup za 1000 PLN, dokonujemy go dopiero, gdy uzbieramy 2000, a jeszcze lepiej 3000 PLN. W ten sposób zrobienie zakupu nie będzie ciosem, po którym zostaniemy z poczuciem beznadziei i zaczynania od początku. A dużo szybciej oszczędza się, gdy na koncie jest już jakaś podstawa.

Dodatkowymi atutami takiego postępowania będzie to, że otrzymamy więcej czasu na zastanowienie się nad planowanym zakupem, w spokoju zaczekamy na okazję czy promocję, a poza tym nie będziemy działali pod wpływem chwili (po dłuższym oczekiwaniu rozważniej będziemy wydawać).

Warto pamiętać, że nasz założony wydatek 1000 PLN wcale nie musi oznaczać wydatku równego tysiąca. Nie trzymajmy więc w głowie obrazu takiego wydatku - to tylko kwota, którą mamy zgromadzić na ten cel. Gdy już się to uda, należy spróbować coś z tej kwoty zaoszczędzić - poprzez porównanie cen w różnych sklepach, oraz negocjacje ze sklepami i sprzedającymi. Często się to udaje, więc warto spróbować - warto mieć na uwadze, że oszczędność rzędu 5%, to jest 50 PLN, a to przecież wcale nie tak mało.

czwartek, 18 maja 2017

Postęp Jakości Życia

Wiele osób umiało oszczędzać, gdy zarabiali mniej, ale utracili tę umiejętność zaraz po awansie i podwyżce w pracy. Obecnie mają długi, spłacają kredyty i nie są w stanie nic odłożyć. Niestety - wpadli w pułapkę, którą organizują nam media, sklepy i chęć "pokazania się".

Podstawowa rada w takim przypadku jest taka "Nie wyrzucaj pieniędzy w błoto tylko dlatego, że Cię na to stać". Albo dlatego, że uważasz, że Cię na to stać. Do wydawania łatwo jest się przyzwyczajać, a kupowanie coraz to nowych gadżetów, to droga donikąd - zawsze powstaną nowsze i lepsze urządzenia, wyposażone w funkcje, których tak na prawdę nie potrzebujesz. Szczególnie, że czas na oszczędzanie jest wtedy, kiedy masz pieniądze, a nie wtedy, kiedy ich potrzebujesz.

Kiedy więc umiesz już (albo "jeszcze") oszczędzać i jesteś na początku kariery, odkładaj jakąś część swoich dochodów. Ustal jednocześnie, jaka część Twojej przyszłej podwyżki trafi na konto oszczędnościowe, a jaka posłuży na zwiększenie jakości stylu życia. I niech to nie będzie 10%, ale raczej 50% lub więcej. A później, po każdej podwyżce trzymaj się tego! W ten sposób sprawisz, że jakość Twojego życia będzie się podnosić, ale wydatki rosnąć będą wolniej od dochodów. A oszczędności z pewnością się przydadzą. Zgodnie z tym, co pisałem miesiąc temu, we wpisie "kiedy oszczędzać". 

A oto, jak powinno to wyglądać:

Jak widać pieniądze, które co miesiąc macie do dyspozycji zwiększyły się od 2700 do 3200 PLN, oszczędności zaś z 300 do 800 PLN. Poprawiacie więc jakość życia i oszczędzacie coraz więcej. A zatem nie będziecie musieli martwić się kredytami i długami.

poniedziałek, 15 maja 2017

Jak skutecznie zarabiać na pisaniu artykułów

Od jakiegoś czasu całkiem skutecznie zarabiam na Giełdzie Tekstów i zachęcam do dołączenia do mnie. Dostaję jednak sporo pytań, dotyczących tego w jaki sposób zarabiać. Opisałem cały proces dokładnie tutaj, ale tak naprawdę odpowiedź jest prosta - pisać, pisać i jeszcze raz pisać! Wiem jednak, że nie łatwo się do tego zmotywować, ale mam pewne rady, które stosuję dla siebie. Być może pomogą one i innym.

Codziennie, gdy włączam komputer, albo siadam przy nim (czyli nawet kilka razy dziennie, ale skupmy się na "codziennie") staram się napisać krótki tekst o czymkolwiek - temat nie jest w tym przypadku najważniejszy. Długość tekstu oscyluje w okolicach 1500 znaków i wyceniam go na 5 PLN - nie zastanawiam się nad niczym innym. To zajmuje maksymalnie kwadrans, więc każdy znajdzie na to czas.

Kiedy wpadnie mi do głowy pomysł na tekst (znów - o dowolnej tematyce), notuję go i trzymam notkę przy komputerze. Kiedy mam więcej czasu (czyli na przykład pół godziny) siadam do pisanie tekstów z notatek. Te mogą być dłuższe i droższe, ale nie zastępują codziennego, jednego tekstu za pięć złotych! Są dodatkiem, a właściwie głównymi artykułami, którym poświęcam jakiś czas i odrobinę energii.

Moim największym problemem jest wymyślenie tematu, na jaki chcę napisać, dlatego ważne jest dla mnie robienie notatek, ilekroć wpadnę na pomysł. Dla mnie pomysł to połowa całej pracy przy tekście.

Ważne jest także właściwe otagowanie - staram się przy każdym artykule wpisać przynajmniej pięć tagów, by łatwiej było znaleźć go w serwisie.

A teraz podsumowanie.

Pisząc jeden tekst dziennie, przez rok napiszemy ich 365 sztuk. Wyceniając je po 5 PLN, otrzymujemy kwotę 1825 PLN. Jak wynika z moich statystyk, sprzedaję około 38% tekstów, które umieszczam w serwisie, a to dałoby kwotę 693,50 PLN. I to właśnie jest ten "dodatek" za codzienne poświęcenie kwadransa. Dodam tylko, że mając pomysły i pisząc więcej (i drożej) można zarobić o wiele więcej. Warto jednak wyznaczyć sobie minimum, bo nic nie dopinguje tak, jak świadomość efektów. Z czasem teksty piszą się szybciej i w kwadrans można napisać nawet dwa artykuły. A gdy tak się stanie, z prostej arytmetyki wynika, że przy sprzedaży tekstów na poziomie 38%, pisząc dwa teksty na kwadrans i pracując codziennie po 8 godzin, zarabiamy około 45 000 PLN rocznie, czyli w okolicy średniej krajowej. Oczywiście pisząc lepsze teksty, zarabiamy więcej, więc myślę, że ten wynik bez problemu można osiągnąć, nawet odliczając soboty i niedziele. Ja jednak nie mam pomysłu na aż taką ilość artykułów...

piątek, 12 maja 2017

Nie wydaj wszystkiego od razu

Prawda o pieniądzach wygląda tak, że długo się je zarabia, trudno oszczędza, natomiast łatwo i szybko wydaje. Właśnie dlatego warto poznać sposoby, które sprawią, że wydawać będzie ciężej i będzie się to odbywać wolniej. Aby to zrobić, warto przemyśleć poniższe kwestie:
  • Unikaj zakupów pod wpływem impulsu. Szczególnie w przypadku rzeczy drogich, jak na przykład sprzęt RTV. Jeden taki szybki, nieprzemyślany zakup i przepłacamy od razu o wiele więcej, niż dawały nam miesiące oszczędzania na drobiazgach. Warto więc pilnować się także podczas wydawania dużych kwot, dla których właściwie wzięliśmy się za oszczędzanie. W chwilę można zniweczyć miesiące wyrzeczeń (na przykład oszczędzanie na kawie na mieście).
  • Kiedy planujesz większy zakup, odłóż go w czasie, daj sobie czas na zastanowienie (czy na pewno tego potrzebuję) i na przeanalizowanie kosztów (może gdzieś jest taniej).
  • Kiedy chcesz zakupić coś większego (a nawet jeśli chodzi tylko o codzienne zakupy), wypłać pieniądze z bankomatu i płać gotówką, a nie kartą. W ten sposób poczujesz wydawane pieniądze i trudniej będzie ci się z nimi rozstać. W ten sposób jeszcze raz przemyślisz konieczność tego zakupu. A gdy znajdziesz tańszą opcję, zobaczysz ile tak na prawdę zostało Ci w portfelu. Nie znaczy to jednak, by kupować "tanie podróbki" - jakość przede wszystkim!
  • Kiedy chcesz kupić coś konkretnego, coś na co odkładasz, nie rzucaj się na to natychmiast, gdy uzbierasz potrzebną kwotę. Zadziałaj racjonalnie. Wiele sklepów ma akcje promocyjne, wyprzedaże i generalnie okazje. Poczekaj, aż twój wymarzony zakup znajdzie się w takiej promocji i wtedy kupuj. W ten sposób zyskasz podwójnie na oszczędzonych pieniążkach - uzbierasz na to, co planowałeś kupić i zostaniesz z funduszami na zbieranie na kolejne marzenie. Ja w ten sposób kupuję książki - sprawdzam systematycznie, czy interesujące mnie pozycje łapią się do oferty promocyjnej księgarni internetowych i potrafię kupić całe serie wydawnicze w cenie o 70-80% niższej niż sklepowa. Jednocześnie nie daj się nabrać na promocję na rzeczy, których kupić nie planowałeś i które nie są ci potrzebne! Spraw, by to promocja służyła tobie, a nie odwrotnie.
Ważne, by mieć świadomość wydawania pieniędzy i tego, jak ciężko było je odłożyć. Zbyt ciężko, by bez namysłu je wydać. Rozsądne wydawanie raz oszczędzonych kwot może sprawić, że oszczędności urosną szybciej (bo jeśli trafimy na promocję "20% taniej", której nie braliśmy pod uwagę gdy planowaliśmy cel naszego oszczędzania, to 20% wydawanej kwoty mamy ponownie "oszczędzone" już na starcie).

wtorek, 9 maja 2017

Mocna Waluta

Polski Złoty się umocnił, warto z tego skorzystać. Najprościej byłoby kupić walutę obcą, co powinno dać niezłe rezultaty (jeśli zakładamy spadek wartości złotego w przyszłości), ale to może być plan długofalowy. Jeśli od czasu do czasu inwestujesz w waluty, to jest to droga dla Ciebie. Jeśli chcesz ulokować w czymś pieniądze, to także może być niezłe wyjście, ale być może są lepsze...

Kredyty w walucie obcej - teraz jest najlepszy czas, by zakupić środki na spłatę tych zobowiązań, lub w ogóle spłacić takie kredyty (jeśli dysponujemy odpowiednią kwotą). Walutę obcą kupimy teraz taniej niż w okresie paru poprzednich lat, warto więc zaopatrzyć się w środki na spłatę kilku rat.

Wycieczki zagraniczne - gdy obce waluty tanie, warto zwiedzać świat. To dobry moment, by wybrać się na wymarzoną podróż po Europie, lub nawet gdzieś dalej. Jeśli odkładasz wycieczkę od jakiegoś czasu, może czas na urlop?

Zakupy za dolary / euro - wiadomo, że niektóre rzeczy (sprzęt elektroniczny czy bilety lotnicze) są tańsze w internecie, a jeszcze tańsze, gdy kupować je za dewizy. Jeśli planujesz zakup takiego sprzętu, rozejrzyj się już nie tylko w krajowych sklepach, ale także w zagranicznych. Być może uda się nieco zaoszczędzić na zakupie.

Złoto, Srebro i inne towary - Sprawdź, jak mają się ceny tych surowców na giełdach towarowych w innych krajach (lub nawet ceny złota za granicą - w walucie obcej). Być może to jest inwestycja, na której zyska Twój portfel. 

A Ty jak zamierzasz zarobić na sile naszej waluty? Podziel się w komentarzach!

sobota, 6 maja 2017

Jak przedłużyć żywotność pralki

Jakiś czas temu zmuszony byłem do wezwania fachowca od pralek. Mój sprzęt miał drobną usterkę, którą na szczęście po krótkich bojach udało się usunąć (podpowiem, że było warto - koszt znacznie mniejszy niż zakup nowej pralki). Fachowiec przy okazji sprawdził całą elektronikę i silnik, a także stan bębna i przewodów. Bezpłatnie, bo "przy okazji". Tym bardziej uważam, że było warto.

Jednocześnie specjalista udzielił mi jednej, prostej porady, jak przedłużyć żywotność pralki (a konkretnie jej silnika). Otóż trik polega na tym, by nigdy, przenigdy nie robić drugiego prania zaraz po pierwszym. Należy dać silnikowi odpocząć, schłodzić się i przywrócić go do "stanu zero". Dopiero po paru godzinach od poprzedniego prania, można nastawić kolejny program. W ten sposób uchronimy silnik przed przegrzaniem i zatarciem, a pralka służyć będzie o wiele dłużej.

A tych, którzy jeszcze nie czytali, zachęcam do zapoznaniem się z innymi poradami dotyczącymi prania.

poniedziałek, 1 maja 2017

Jak dorobić na pisaniu

Wiele osób próbuje swoich sił w pisaniu. Pisują opowiadania, krótkie artykuły i inne teksty lub prowadzą bloga. I często nic z tego nie mają. Jeśli lubisz pisać i chcesz na tym zarabiać, przeczytaj poniższy tekst. Opiszę tam dokładnie co należy zrobić, żeby zarabiać na pisaniu artykułów, tak jak ja to robię.

1. Napisz dowolny tekst o długości pomiędzy 1000 a 15000 znaków ze spacją (zzs). Nie musi być na żaden konkretny temat, ważne by był poprawny ortograficznie i gramatycznie. Nawet jeśli stylistyka kuleje, na razie się tym nie przejmuj - pisząc więcej tekstów i czytając książki poprawisz styl swojego pisania.
2. Zarejestruj się na Giełdzie Tekstów. Rejestracja jest darmowa i trwa dosłownie chwilkę. Umożliwi Ci to sprzedaż swojego tekstu. A szukaniem klienta zajmie się kompletnie ktoś inny. Skorzystaj z linku w tekście lub banera na mojej stronie.
3. Kliknij "dodaj nowy artykuł".
4. Wpisz tytuł swojego tekstu i dobrze go otaguj, by ułatwić wyszukanie tego tekstu.
5. Wybierz do 3-ech kategorii, które dotyczą Twojego tekstu. W ten sposób też dajesz się odnaleźć klientowi. Wybierz też jakiego typu jest Twój tekst. Najeżdżając na przycisk zobaczysz opis każdego typu, do którego możesz go podporządkować.
6. W pole na tekst, wklej swój tekst. Sprawdź, czy nie ma w nim błędów.
7. Wpisz ile chciałbyś otrzymać za swój tekst. Nie bądź pazerny - im mniej sobie zażyczysz, tym szybciej sprzedasz to, co piszesz. Szacuj cenę po ilości znaków, ale także po jakości tekstu. Teksty o wysokiej wartości merytorycznej sprzedadzą się lepiej, ale pamiętaj, że klient nie miał szans się o niej przekonać, jeśli jesteś nowy. Lepiej najpierw sprzedać kilka tańszych tekstów, by dać się poznać z jak najlepszej strony.
8. Zatwierdź tekst do sprzedaży. Poczekaj na zaakceptowanie go przez administratora. Może to potrwać kilka minut, ale czasem potrafi trwać nawet 48 godzin. Jak dotąd chyba tylko jeden mój tekst został odrzucony, więc jest na co czekać.
9. Pisz i umieszczaj kolejne teksty - każdy z nich to potencjalna szansa na sprzedaż.
10. Gdy uzbierasz próg wypłaty (100 PLN), wypłacasz na konto pieniążki. (nie trzeba zbyt długo czekać na ten moment - piszą regularnie szybko następuje).

A teraz garść odpowiedzi na nasuwające się pytania:

Q: Napisałem kilka tekstów, ale się nie sprzedają. Ile muszę napisać?
A: Każdy tekst ma szansę się sprzedać. Z tego wynika, że im więcej napiszesz, tym większa szansa, że tak się stanie. Mój pierwszy tekst sprzedał się, gdy miałem ich napisane około 20. Ja do tej chwili napisałem ponad 250 tekstów, z czego prawie 100 się sprzedało.

Q: Jak wyceniać swoje teksty?
A: Skorzystaj ze statystyk serwisu (Twoja Sprzedaż - Statystyki Serwisu). Dowiesz się ile i jakich tekstów sprzedaje się najwięcej - zarówno w zależności od ceny za słowo lub za znak, jak i od kategorii i jakości.

Q: Czy to wiarygodny serwis?
A: Wypłacałem pieniążki już kilka razy, więc jeśli ja jestem dla Ciebie wiarygodnym źródłem informacji, to tak - ten serwis jest wiarygodny (dla mnie).

Q: O czym pisać?
A: O czymkolwiek. Dosłownie!

Q: Po co ludzie kupują te artykuły?
A: By umieścić je na swojej stronie internetowej (przeważnie). Słabsze, by zaspokoić roboty pozycjonujące, lepsze, by mieć sensowną treść na bloga czy portal tematyczny. Artykuł sprzedawany jest tylko raz, więc jest to unikalna treść - nikt nie kupi drugi raz tego samego artykułu na tym serwisie.

Q: Czy mogę kupić jakiś Twój artykuł?
A: Oczywiście - tutaj.

Q: Jeszcze raz - gdzie mogę się zarejestrować?
A: Ależ proszę - tutaj.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Do czego mogą się przydać zużyte torebki herbaty ekspresowej


Czasami w oszczędzaniu chodzi o absurdalnie małe kwoty, które jednak można zaoszczędzić bez żadnych nakładów czy to finansowych czy czasowych. Tak własnie jest z powtórnym wykorzystaniem czegoś, co w przeciwnym wypadku stanowiłoby tylko odpad. Czasem warto wstrzymać się z wyrzuceniem i wyciągnąć z niego coś jeszcze. Tak jest na przykład z torebkami herbaty ekspresowej (mnie najlepiej sprawdza się Earl Grey ze względu na aromat bergamotki).

  1. Kilka torebek po porannej herbacie z powodzeniem można użyć w czasie obiadu. Gotując ryż czy makaron (dla mnie z ryżem działa lepiej), wystarczy do wrzątku dorzucić jedną lub kilka torebek, a ryż w czasie gotowania wchłonie herbaciany aromat, co świetnie łączy się z najróżniejszymi daniami, a najlepiej pasuje do dań orientalnych. 
  2. Torebki po herbacie, nawet takie nie do końca przestudzone doskonale sprawdzają się w postaci okładów na zmęczone oczy. Usuwają zmęczenie, likwidują przekrwione oczy i dostarczają relaksu.
  3. Podobno (sam nie próbowałem) herbata jest niezłym środkiem na oparzenia słoneczne (byle nie gorąca). Warto więc zrobić sobie okład z chłodnej herbaty jako remedium. A do okładów, jak wiadomo, torebka nie musi być "z pierwszego parzenia".
  4. Wysuszone fusy (czy to z torebki czy nie) podobno nieźle sprawdzają się jako kadzidełko - dorzucone do ognia. Ogień musi być jednak dość mały. Podobno taki dym odstrasza też komary i inne owady. A zapach jest bardzo przyjemny. W ogóle używanie torebek po herbacie jako elementu zapachowego nieźle sprawdza się na przykład w śmietniku, gdzie pokonuje inne zapachy.
  5. W końcu herbata jest świetnym i ekologicznym narzędziem do malowania. Wystarczy przygotować trzy kubeczki, w jednym zaparzyć mocną, w drugim słabszą, w trzecim zupełną słomkę (wszystko to z używanych już wcześniej torebek) i dać dziecku do malowania po brystolu. Powstaje wspaniała paleta brązów (a można użyć innych odmian herbaty, o różnych kolorach - na przykład wpadających w czerwień czy szarość), która ma dodatkową zaletę - cokolwiek pobrudzimy, da się łatwo zmyć.
Jeśli znacie jakieś inne zastosowanie torebek po herbacie, podzielcie się nim w komentarzach.

środa, 12 kwietnia 2017

Kiedy oszczędzać?

Dzisiaj post kuriozalny (znowu), ponieważ znowu zostałem zaskoczony podejściem niektórych znajomych (a właściwie znajomych znajomych) do oszczędzania. Zostałem zapytany, w jaki sposób osoby te mają oszczędzać, skoro straciły dobrze płatną pracę, mają mniejsze dochody, a chciałyby żyć na tym samym poziomie...

Otóż - w oszczędzaniu nie chodzi o to, by zająć się problemem "jak nadal wydawać tyle samo po stracie pracy", ale "jak odłożyć na czas po stracie pracy póki jeszcze pracę mam". I wydawało mi się, że to jasne, ale znajomi znajomych nie byli usatysfakcjonowani.

Zdałem sobie jednak sprawę z tego, że większość ludzi nie przejmuje się oszczędzaniem tak długo, jak długo zarabia pieniądze, natomiast bardzo chce zacząć oszczędzać wtedy, kiedy brak jest ku temu środków. Zachęcam zatem do większej dalekowzroczności i rozpoczęcia działań w kierunku oszczędzania wtedy, kiedy jest to najłatwiejsze - kiedy zarabiamy więcej niż jest nam niezbędne.

Zetknąłem się też z poradnikami w stylu "nie oszczędzaj - przecież zarabiasz, więc możesz wydawać, bo znów zarobisz więcej, trzeba się wziąć do roboty, pracować i nie trzeba oszczędzać". Autorom i użytkownikom tego typu poradników serdecznie życzę, by im się to ziściło. Sam jednak pozostanę przy tym, że posiadam plan "B", a nie tylko pobożne życzenia, by wiodło mi się cały czas tak samo dobrze.