niedziela, 17 września 2017

"Chwilówka" to nie zawsze lichwa

Rynek oszalał na punkcie lichwy, ale okazuje się, że można na tym również zarobić...

Owiane niezwykle kiepską sławą chwilówki znane są przede wszystkim ze swoich wysokich cen. Lichwa – to ich drugie imię. Bez względu na powszechne mniemanie o ich nieatrakcyjności, w roku 2016 udzielonych zostało, bagatela, 2,6 mln pożyczek pozabankowych aż 1,5 mln klientom. Nie dość, że branie jest ogromne, to jeszcze masa firm posiada stałych klientów. Czy te pazerne chwilówki są rzeczywiście aż tak kiepskie?

W ostatnim czasie sporo działo się na rynku pożyczek pozabankowych. Wszystko za sprawą prac rozpoczętych jeszcze za kadencji poprzedniego Rządu. Ponieważ w mediach huczało o lichwiarskich pożyczkach, „cudotwórcy” z Wiejskiej w Warszawie wpadli na pomysł jak przypodobać się opinii publicznej. Obrano sobie za cel zmniejszenie cen pożyczek tak aby były bardziej przyjazne i dostępne. Efektem prac była śmieszna w opinii obserwatorów tego sektora, ustawa antylichwiarska. W niewielkim stopniu ograniczyła ceny pożyczek oraz ceny windykacji, czym wyeliminowała sporą liczbę pożyczkodawców z rynku i nałożyła nadzór nad metodami sprzedaży, warunkami umów itd. Nowa władza, nowe zmiany. Zapowiada się, że nowy Rząd będzie jeszcze bardziej dobroczynny i wprowadzi ponowne obniżki cen. Ale jaki faktycznie będzie mieć to skutek? Otóż, wyeliminuje kolejne firmy z rynku. Jeśli uda się przepchnąć pomysł aby obowiązkiem pożyczkodawcy była weryfikacja klientów w bazach dłużników i odrzucanie zadłużonych, będzie to zielone światło dla szarej strefy „prywatnych inwestorów” i prawdziwa lichwa dopiero rozpocznie żniwa i pokaże na co ją stać. Pozwolę sobie zaznaczyć, że to klienci szarej strefy pożyczek są największymi ofiarami swoich pożyczkodawców, bowiem nierzadko zastawiają nieruchomości czy pojazdy na niezwykle nieatrakcyjnych zasadach, nie mając pojęcia, że takie warunki są w zasadzie zakazane i nie wiążą prawnie klienta. Niestety, niska świadomość konsumentów jest powodem poddawania się nielegalnej windykacji i utraty majątku lub zadłużania się na długie lata.

Zgodnie z ideą kapitalizmu


Zgodnie z zasadami wolnego rynku, pożyczki pozabankowe nie dość, że muszą istnieć, to jeszcze nie powinny być poddawane regulacjom. Każdy produkt jest w stanie wybronić się sam, o ile będzie atrakcyjny i konkurencyjny. Każda kolejna regulacja działa na niekorzyść zarówno konsumentów jak i przedsiębiorców. Jeśli politycy chcieliby uszczęśliwić konsumentów, to mogą uczynić to niezwykle łatwo i jeszcze uszczęśliwią przy tym samych przedsiębiorców. Dokładnie w ten sam sposób można by uczynić z polskim węglem - tak aby stał się tani i opłacalny. O czym mowa? O opodatkowaniu. Obniżając podatki produkt staje się tańszy, popyt na niego się zwiększa i wszyscy są zadowoleni. Dodam jeszcze, że pożyczkodawcy nie są tak uprzywilejowani jak banki i podatki płacą znacznie wyższe. 

Czy chwilówka może się opłacać? 


Może, ale tylko ta darmowa. Taka opcja jest dostępna w większości firm i polega na jednorazowej pożyczce nieobciążonej żadnymi kosztami, wyłącznie dla nowego klienta. Firm takich jest około 20. Każdy więc ma szansę na pożyczenie w tych firmach niewielkich kwot (do 3000 zł) na okres do dwóch miesięcy. Zasady są niezwykle proste i złamanie jednej spowoduje naliczenie opłat jak za regularną pożyczkę – jest nią terminowa spłata chwilówki. Jeden dzień po terminie anuluje promocję chwilówki za darmo i zobowiąże klienta do spłacenia większej kwoty. No dobra – ale po co komu pożyczka kilku tysięcy na dwa miesiące? Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie zasłyszana niedawno historia pewnego sprytnego inwestora. W ostatnim czasie poświęcił się w całości inwestowaniu w kryptowaluty. W swoim portfelu krypto posiada około 5 elektronicznych walut. Przyznaje on, że skorzystał z pożyczki pozabankowej na krótki okres, bez opłat, ponieważ jedna z kryptowalut, na którą polował od jakiegoś czasu drastycznie straciła wartość i był to idealny moment na wkupienie się. Inwestor ten kupuje KW za wszystkie pieniądze jakie pozostają mu z wypłaty. Nie posiada więc żadnych oszczędności. Za pieniądze z chwilówki kupił swoje waluty, a po wypłacie oddał tyle ile pożyczył. 

Od siebie dodam, że darmowych pożyczek nie spotkamy w firmach oferujących pożyczki spłacane w ratach, przez kilka miesięcy. Darmowe są jedynie te krótkoterminowe. Różnią się od siebie maksymalną kwotą i okresem spłaty. Za friko można pożyczyć od kilkuset złotych, nawet do trzech tysięcy. Okres spłaty to przeważnie 30 dni, czasem 60 (te 3 tys. można otrzymać na okres dwóch miesięcy). Jak się okazuje, istnieją okoliczności, które czynią z takiej chwilówki niezwykle atrakcyjną okazję. Przyznam jednak, że sam bym raczej nie wpadł na taki pomysł, aby poratować się chwilówką i jeszcze dzięki niej zarobić. Kolega inwestor oddał pieniądze na czas, a zakupiona krypto niedługo po tym jak ją nabył wywindowała z ceną pomnażając kapitał niemal dwukrotnie

sobota, 2 września 2017

Jak spłacać kredyt w walucie obcej, nie płacąc spreadu - poradnik.

Kredyt na mieszkanie to poważna sprawa, a w grę wchodzą duże sumy pieniędzy, rzędu setek tysięcy złotych. Często, aby uniknąć kosztów, bierzemy kredyt w walucie obcej. Spłacając kredyt, dopłacamy bankowi za każdym razem, kiedy dokonujemy wymiany waluty na tę, w której obsługiwany jest nasz kredyt. Ale oczywiście można uniknąć dodatkowej opłaty i nawet nie jest to takie trudne.

Jak działa kredyt w walucie obcej?


Biorąc kredyt w walucie obcej, na przykład w Euro, zaciągamy w banku zobowiązanie, polegające na tym, że otrzymujemy nie 300 000 PLN (tyle kosztuje nasze mieszkanie), ale 75 000 EUR (jeśli kurs po którym bierzemy kredyt wynosi 4 PLN - dla uproszczenia), ale wypłaciłeś je w złotówkach. Bankowi jesteś więc winien ni mniej ni więcej niż 75 000 Euro. Kiedy dochodzi do spłaty kredytu, musimy więc spłacać raty, odnoszące się do kwoty w Euro, a nie w złotówkach. Jeśli na konto, z którego spłacany jest kredyt wpłacamy złotówki, bank pobierając ratę, najpierw wymienia odpowiednią kwotę złotówek na Euro (po kursie bankowym), a następnie te Euro spłacają część zadłużenia (i odsetki). Nie warto więc krzyczeć, że "brałem 300 000 PLN, a teraz muszę oddać 400 000 PLN, bo kurs Euro poszedł w górę", bo to nie prawda. Brałeś 75 000 Euro i tyle właśnie musisz oddać. Nigdy nie brałeś od Banku złotówek. Bank wypłacił złotówki, po wymienieniu Twoich 75 000 Euro na Polską walutę, po kursie dnia.

Co to jest spread?


Spread jest to różnica pomiędzy kursem kupna (waluty w tym przypadku) a kursem sprzedaży. Jest ona dobrze widoczna w kantorach stacjonarnych. Kiedy pójdziemy do kantoru, gdzieś na ścianie zobaczymy aktualne kursy kupna i sprzedaży. Kiedy chcemy kupić walutę, za 100 Euro zapłacimy pewną ilość złotówek. Teraz, jeśli chcemy sprzedać nasze 100 Euro za złotówki, dostaniemy ich trochę mniej niż zapłaciliśmy. Przykładowo - jeśli kurs sprzedaży dla Euro to 4,30 PLN, a kurs kupna to 4,20 PLN, to żeby kupić 100 Euro, musimy zapłacić 430 PLN, ale gdy sprzedamy te 100 Euro, otrzymamy już tylko 420 PLN. Spread wynosi w tym przypadku 10 groszy (różnica pomiędzy kursem kupna a sprzedaży). 
W ten sam sposób działa bank - kupując walutę w banku jesteśmy skazani na taki kurs, jaki w danym dniu obowiązuje. Warto jednak wspomnieć, że spread w banku będzie o wiele większy niż wspomniane wcześniej 10 groszy i wynosić może na przykład 50 groszy. Oznacza to, że za nasze 100 Euro będziemy musieli zapłacić aż 450 PLN, a dostalibyśmy za nie jedynie 400 PLN. Dlatego właśnie dopłacamy do kredytu.

Jak uniknąć spreadu?


Sposób jest bardzo prosty. 
  • Po pierwsze należy iść do banku i założyć obok konta złotówkowego, także konto walutowe, w tej samej walucie, w jakiej wzięliśmy kredyt.
  • Teraz, gdy już mamy to konto, należy je uczynić kontem, które będzie obsługiwało kredyt - to z niego mają być spłacane raty.
  • Teraz, należy wejść na stronę internetowego kantoru, który nie ma spreadu i założyć konto. Jest to bezpłatne i całkowicie bezpieczne.
  • Teraz należy przelać złotówki z dawnego konta, z którego spłacaliśmy kredyt na swoje konto w kantorze. Można przelać równowartość jednej raty lub więcej.
  • W kantorze dokonujemy wymiany waluty bez spreadu, bezpośrednio z kimś, kto Euro sprzedaje (kantor sam przeprowadzi procedurę, my tylko akceptujemy kurs po jakim ma się odbyć transakcja - to strona sprawdzi, czy jest chętny, by sprzedać po tym kursie). Opłata, jaką poniesiemy to 0,2%, czyli ułamek bankowego spreadu.
  • Gdy mamy już odpowiednią walutę, wystarczy przelać ją na konto walutowe w banku, z którego w odpowiednim momencie bank pobierze należną ratę za kredyt - już bez spreadu.
Warto sprawdzić samemu ile można zaoszczędzić w ten sposób. Z mojego doświadczenia wynika, że przynajmniej 1% (dokładnie około 1,2%) każdej raty (a zatem całego kredytu razem z odsetkami). Przy 300 000 PLN, będzie to 3 000 PLN na samym kredycie i lekko licząc tyle samo na odsetkach. A jeśli trafimy na dobry kurs, możemy ugrać znacznie więcej - nawet darmowe zagraniczne wakacje dla całej rodziny. A więc warto.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Tańsza przesyłka w sklepach internetowych

Robisz zamówienie w sklepie internetowym, wybierasz produkty, sposób zapłaty, wysyłkę, opłacasz i czekasz na paczkę, a ta przychodzi akurat, kiedy nie ma cię w domu. Chcąc nie chcąc, idziesz na pocztę, by ją odebrać. Znasz to?

Po co przepłacać?


Zapłaciłeś za dostawę do domu, ale i tak musisz iść na pocztę i samodzielnie odebrać przesyłkę. Być może nawet byłeś w domu, ale podstępny listonosz i tak zostawił avizo (czy nie robią tak?). Czujesz się oszukany, bo musisz wykonać część usługi, za którą zapłaciłeś. Na domiar złego, odebrałeś zawiadomienie o przesyłce dopiero po dotarciu do domu, a przecież dosłownie chwilę temu byłeś obok poczty i gdybyś tylko wiedział, odebrałbyś! Nie pozwól, by to wydarzyło się ponownie i nie przepłacaj za przesyłkę, którą i tak będziesz musiał odebrać. Skorzystaj z odpowiedniej opcji dostawy.


Odbiór w punkcie


To właśnie opcja, która Cię interesuje. Robiąc zakupy i wybierając formę wysyłki, wybierz "odbiór w punkcie", a następnie dogodny punkt odbioru (obok domu czy biura, a może po drodze z pracy). W ten sposób nie dostaniesz avizo, a zawiadomienie przyjdzie smsem, kiedy tylko Twoja przesyłka zostanie nadana (pierwsza wiadomość) i dostarczona do punktu odbioru (druga wiadomość). Sms odbierzesz w dowolnym momencie, dowiesz się o przesyłce przed powrotem do domu i spokojnie odbierzesz ją po drodze. Ta opcja dostawy jest tańsza niż zwykła paczka, dostarczana do domu, gdyż nikt nie musi iść pod wskazany adres, sprawdzać czy ktoś jest w domu i zostawiać zawiadomień.

Jeśli więc wiesz, że możesz minąć się z listonoszem, albo mieszkasz w niewielkiej odległości od punktu odbioru, to skorzystaj z opcji "odbiór w punkcie", oszczędź czas, pieniądze i nerwy.

piątek, 18 sierpnia 2017

Plus i Minus

Dzisiaj chciałbym podzielić się osobistym doświadczeniem sprzed kilku dni. Otóż wybrałem się ze znajomymi do sklepów, do których zwykle nie chodzę. Byłem tam dla towarzystwa, ale nie mogłem zauważyć, że ceny większości produktów były wyższe niż te, które znam. Zacząłem się zastanawiać, czy to jakieś lepsze wersje tych samych produktów? Nie. Może ceny są tu po prostu wysokie (to oczywiste). Po przemyśleniach doszedłem do wniosku, że, co zaskakujące, też nie. Tam są po prostu ceny normalne. A ja kupuję zawsze w najniższych możliwych. Tak komponuję menu i odwiedzam kilka sklepów, by zakupy robić jak najtaniej. Oszczędzam w ten sposób 10-20% (nie licząc specjalnych promocji).

Kolejną rzeczą, która mnie zastanowiła jest ta, dlaczego ich rachunek za zakupy jest o tyle wyższy niż mój. To nie były jakieś szczególne zakupy, robione na wyjazd czy imprezę - ot sprawunki dla domu na cały tydzień. Postanowiłem przyjrzeć się zakupom i porównać różnicę.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to sam skład zakupów. Około połowę kwoty stanowiły słodycze i napoje (których właściwie nie kupuję wcale - tyle co dla gości). Reszta to w dużej mierze dania gotowe (ja w zasadzie z nich nie korzystam - kupuję składniki, z których coś przyrządzam - smaczniej i znacznie taniej).

Były także produkty, za które płacę więcej:
  • Pieczywo - lubię dobry chleb, ale kupuję go na wagę, już pokrojony i zawsze tylko kilka kromek - tyle ile na pewno zjem jednego dnia. Następnego znów idę po pieczywo, więc nie musi być paczkowane i z długim terminem przydatności - zawsze jem świeże.
  • Mięso - podobnie. Poza tym staram się brać surowe kawałki na wagę, a nie przetworzone, zamarynowane i zapakowane próżniowo.
  • Wędliny - kupuję mało, jedynie to, co zjem danego dnia. Mogą więc być lepszej jakości, bo biorę tylko 5 plasterków.
  • Warzywa - tych kupuję znacznie więcej i tylko kiedy są dobrej jakości. Cena gra rolę drugorzędną. To one są podstawą różnych dań, które znajomi kupują już w słoiczkach. Więc w zasadzie wychodzi dużo taniej, bo w cenie słoiczka sosu mogę go zrobić cały gar i to bez konserwantów.
  • Jaja - to akurat przykład nie tej konkretnej sytuacji, ale tutaj nastąpiła pewna zgodność - jajka, podobnie jak moi znajomi, kupuję dobrej jakości, z wolnego wybiegu. Nie chodzi o aspekt "męczenia kur w nieludzkich warunkach", ale po prostu o smak.
I tutaj nadchodzi czas na refleksję na temat plusów i minusów. Można postrzegać jako minus fakt, że gdy wszedłem do normalnego sklepu, odniosłem wrażenie, że wszystko jest drogie. To przecież nie jest "normalne". Tak właśnie widzieli to moi znajomi, kiedy podzieliłem się swoim spostrzeżeniem. A jednak mnie udało się dostrzec plus tej sytuacji - z powodu takiej różnicy w cenie, nie miałem ochoty kupić niczego, po co kiedyś (gdy nie oszczędzałem i nie zastanawiałem się), sięgnął bym bez namysłu. A, jak się okazuje, wcale nie są mi te rzeczy potrzebne. Zatem to, co dziwaczne w oczach moich znajomych, okazało się przydatne dla domowego budżetu. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Wyłączanie światła bez ruszania się z miejsca

Wyłączanie światła w pomieszczeniach, w których aktualnie nie przebywamy to oczywiście pierwszy krok do oszczędzania prądu. Uczyły o tym już nasze matki i babcie. Oczywiście teraz żarówki są energooszczędne, ale i tak nie ma sensu marnować energii na oświetlanie pustych pomieszczeń. Co jednak w sytuacji, gdy wygodnie ułożyliśmy się na kanapie, a światło pozapalane w całym domu. Nie chce nam się ruszać - to oczywiste. Czy zwalczyć lenistwo, czy też dać sobie jeszcze chwilę relaksu?

Jak wyłączyć światło aplikacją?


Istnieje rozwiązanie, które sprawia, że nie trzeba rezygnować z wygodnej pozycji, a światło i tak zostanie wyłączone. Rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne dla osób, które nie rozstają się ze swoim telefonem komórkowym. Chodzi mi o oświetlenie Wi-Fi i zanim cokolwiek powiecie dodam, że nie wymaga ono żadnych zmian w instalacji elektrycznej w waszym domu!

Inteligentne oświetlenie w domu!


Jak to możliwe? Otóż za sprawą żarówki Wi-Fi, którą wkręcasz w miejsce zwykłej żarówki, włączasz światło i dalej sterujesz nią już ze swojej aplikacji w telefonie lub tablecie (lub za sprawą specjalnego pilota). To futurystyczne rozwiązanie nie służy jedynie do włączania i wyłączania światła. Pozwala ono na sterowanie natężeniem oświetlenia a nawet jego barwą. Żarówki można grupować, by jednym przyciskiem włączać cały ich szereg i obsługiwać zdalnie nawet kilka zestawów na raz. 

środa, 26 lipca 2017

Ile prądu marnujesz?


Postawmy sprawę jasno - każdy użytkownik energii elektrycznej, marnuje ją. Na cokolwiek - telewizję, komputer, niepotrzebnie zapalone światła, wiecznie włączone urządzenia, także te na standby oraz te urządzenia, które wydają się "nic nie zużywać". Warto się przed tym obronić, ale by się do tego zmotywować, warto sprawdzić ile tak na prawdę zużywa każde urządzenie, którego używamy (także te pozornie wyłączone).

W tym celu warto zaopatrzyć się w miernik zużycia energii elektrycznej. Włączamy go do gniazda sieciowego, a do niego testowane urządzenie. Ustawiamy parametry i sprawdzamy co i jak. Szybko zorientujemy się, co kradnie prąd w naszym gospodarstwie domowym i ile tak na prawdę możemy zaoszczędzić - będzie to kwota niebagatelna - zakup gadżetu z pewnością szybko się zwróci.
Urządzenie to jest nieskomplikowane i każdy z łatwością poradzi sobie z jego obsługą. Wyniki są na tyle zaskakujące, że warto przetestować je u siebie. Poza oczywistym sprawdzeniem poszczególnych urządzeń polecam także zrobić kilka bardziej wymyślnych testów.

Co możemy sprawdzić miernikiem zużycia energii elektrycznej:

  • sprawdzenie jaką oszczędność daje podniesienie temperatury w lodówce o jeden stopień,
  • sprawdzenie, czy odsuniecie lodówki od ściany (jeśli oddaje ona ciepło tylną ścianką) daje wymierne oszczędności,
  • ile prądu zużywają poszczególne programy w pralce / zmywarce (oczywiście w tych urządzeniach ważne jest także zużycie wody),
  • sprawdzenie jak na zużycie prądu wpłynie przyciszenie radia,
  • sprawdzenie jaki jest pobór mocy zostawionych samopas przewodów, przedłużaczy, ładowarek,
  • ile prądu zużywają urządzenia pozostawione na standby, a ile te, które tylko są podłączone do sieci,
  • jakie jest zużycie prądu urządzeń zaraz po włączeniu, a jakie już po rozgrzaniu się,
  • ile prądu zużywają urządzenia w zimny dzień a ile w upale,
Oraz co tylko jeszcze przyjdzie wam do głowy. Warto pamiętać, że pierwszym krokiem do ograniczania wydatków jest dokładna wiedza na ich temat.

wtorek, 11 lipca 2017

Jakie promocje działają na mnie

Pomimo tego, że jestem świadomy niebezpieczeństw wynikających z korzystania z ofert promocyjnych, proponowanych rabatów i tym podobnych, nadal istnieje sposób, by mnie skusić. Nadal korzystam z promocji, kupując coś, czego nie potrzebuję koniecznie mieć, a na pewno nie już teraz, natychmiast i wydaję na te zakupy relatywnie duże kwoty, uszczuplając oszczędności.

Te specjalne oferty, na które wciąż daję się skusić, to promocje książkowe. Mimo tego, że w mieszkaniu brak już na nie miejsca, a lista tych "do przeczytania" jest bardzo długa, stosy książek wciąż rosną, a ja ciągle kupuję kolejne pozycje. Staram się to jednak robić w wyjątkowych sytuacjach, więc czekam na naprawdę porządną promocję. 

Ostatnio na przykład udało mi się zakupić książki z rabatem około 70 procent, korzystając z oferty Wydawnictwa Znak. Na ich stronie promocje pojawiają się niemal codziennie, więc jest z czego wybierać - łatwo znaleźć te kilka pozycji dla siebie i trafić na moment, gdy będą przecenione. Na dodatek sporo książek ma tam obniżone ceny na co dzień. Rabat rzędu 55% nie stanowi wyjątku.

Kocham książki i jestem świadomy tego, że zawsze będę je kupował. A skoro tak ma się sprawa, to uważam, że lepiej obserwować ofertę sklepu i gdy tylko trafi się okazja lepsza niż ta codzienna, kupić interesujące mnie pozycję. Mimo, że jest to w pewnym sensie wbrew temu, czemu hołduję na co dzień. Ale chyba można mieć jakieś wady?

poniedziałek, 3 lipca 2017

Kredytowe Kompendium

Postanowiłem wrzucić tutaj podsumowanie moich wpisów na temat kredytów (głównie mieszkaniowych). Co jakiś czas pisze coś na ten temat i może warto zebrać to wszystko do kupy i zobaczyć co z tego będzie.

Zdolność Kredytowa


A zatem, gdy zastanawiamy się nad wzięciem kredytu, sprawdzamy swoją zdolność i korzystamy z pomocy fachowca - doradcy kredytowego, warto nie ograniczać się do jednego doradcy. Warto sprawić, by faktycznie walczyli o najlepsze warunki. warto, w końcu, samemu tych warunków poszukać. O tym, by sprawdzać zdolność finansową wszelkimi dostępnymi sposobami pisałem tutaj.

Poduszka Finansowa


Gdy kredyt już wzięty i zaczęliśmy jego spłacanie, warto się zabezpieczyć. Proponuję jednak, by nie dopłacać do interesu, korzystając z usługi bankowej, ale samemu zatroszczyć się o swoją poduszkę finansową.

Wcześniejsza Spłata


Spłata kredytu boli, jeśli musimy do niej dołożyć, a przecież prowizja od wcześniejszej spłaty to realna sprawa, która dotyczy większości kredytobiorców. Jeśli Ciebie także dotyka ten problem, a chciałbyś spłacić kredyt, przeczytaj jak uniknąć prowizji od wcześniejszej spłaty. Gdy to zrobiłem, pracownicy banku wydawali się zaskoczeni.

Spłata Kredytu


W końcu pozbywasz się problemu, kredyt spłacony. Jak w takiej sytuacji nie osiąść na laurach, ale wykorzystać sytuację i sprawić sobie darmowe oszczędności? Jak faktycznie wykorzystać to, że nie ciąży na nas takie zobowiązanie finansowe? Wykorzystaj to, że nie masz kredytu i zarób na tym!

Kredyt nie musi być czymś obwarowanym przerażającymi zasadami. Warto wiedzieć co to jest, jak się tego używa i jak można na tym skorzystać. W końcu nie trzeba się czuć złapanym przez bank za jaja przez cały okres kredytowania. warto pamiętać, że to nasze pieniądze i możemy nimi dysponować tak, by czuć się komfortowo. Ale trzeba to sobie wywalczyć.

czwartek, 22 czerwca 2017

Wykorzystanie kosmetyków do cna

Używasz drogich kosmetyków i denerwuje Cię, że pod koniec opakowania trudno je wycisnąć z pojemnika, więc musisz wyrzucić opakowanie, w którym znajduje się jeszcze porcja produktu? Słusznie. Zrób coś z tym, przecież bez sensu marnować drogie środki kosmetyczne tylko dlatego, że nie da się ich wydobyć z tuby!

Rozwiązaniem są zwykłe nożyczki. Nie - nie chodzi o to, by wydłubywać nimi resztki kremu czy balsamu. Chodzi o to, by przeciąć tubkę i dobrać się do dóbr wewnątrz niej. Po rozcięciu uzyskamy dostęp do tego, co zwykle wyrzucamy, a jest to kilka porcji produktu!


Aby wrzucić opakowanie do szafki i nie pozwolić kremowi na wyschnięcie, ani na ubrudzenie innych opakowań, wystarczy ponownie połączyć dwie połówki, wsadzając jedną w drugą (chwila gimnastyki, nagięcie jednej z połówek przeciętego opakowania i sukces).


Teraz żadne z kosmetyków nie będą się marnować, wyrzucane do kosza na śmieci! Bo w oszczędzaniu właśnie o to chodzi - wyrzucamy stanowczo zbyt wiele różnych produktów do śmieci i kupujemy nowe, a można inaczej.

niedziela, 11 czerwca 2017

Oszczędzaj i ucz Oszczędzania

Spotkałem się kilka razy z sytuacją, w której jedna z osób, zamieszkująca gospodarstwo domowe próbuje oszczędzić, podczas gdy inne trwonią pieniądze szybciej, niż można je odkładać. Okazuje się, że to bardzo powszechny stan rzeczy. Osoby takie utyskują na domowników, ale na dobrą sprawę nic z tym nie robią. A przecież, żeby oszczędności dotyczyły całego gospodarstwa domowego (tylko takie oszczędzanie ma sens), oszczędzać muszą wszyscy domownicy. Ale większość osób tego nie potrafi, zatem jeśli opanujesz tę sztukę, to na Tobie spoczywa odpowiedzialność, by nauczyć jej innych.

Oszczędzanie całą rodziną


Powyższe dotyczy zarówno oszczędzania pieniędzy, którego należy nauczyć przede wszystkim partnera, jak i oszczędzanie prądu czy wody, co dotyczy przede wszystkim dzieci, które nie czują ciężaru pieniędzy, więc często nie dokręcają kranu czy nie gaszą światła, wychodząc z pomieszczenia. Należy je uczulić na tego typu zachowania, nie krzykiem, ale tłumaczeniem, czemu jest to takie ważne. Niestety przeważająca ilość przypadków kończy się na słowach "masz tak robić, bo ja tak mówię", a świadomego oszczędzania trzeba uczyć od najmłodszych lat - wyrabiać nawyki i przyzwyczajenia i szerzyć wiedzę na temat wartości pieniądza. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej, więc nie poddawajmy się.

A jeśli nie wiesz jak przekonać najbliższych do oszczędzania, polecam poniższe teksty:

niedziela, 28 maja 2017

Test Dużych Zakupów


Zastanawiasz się ile wydajesz na niepotrzebne rzeczy? Najlepiej byłoby spisywać wszystkie wydatki, by uzyskać pełny obraz sytuacji. Stworzenie w komputerze pliku "budżetu domowego" jest może nieco czasochłonne (choć bez przesady) i wymaga pewnej systematyczności. Jeśli wiemy, gdzie "wyrzucamy" pieniądze w błoto, możemy spróbować kontrolować się za pomocą budżetu uproszczonego. Jak jednak zidentyfikować problem? Jak dowiedzieć się na co wydajemy niewspółmiernie duże kwoty? Jak w końcu jeszcze bardziej uprościć kontrolowanie wydatków?

Sprawdź ile wydajesz


Potrzebny będzie jeden duży rachunek, na przykład taki z całotygodniowych zakupów w supermarkecie. Większość właśnie w ten sposób uzupełnia zapasy w domu, więc wyciągnięcie rachunku nie powinno stanowić problemu. Ważne jednak, by był to rachunek przypadkowy, a nie z zakupów, co do których założyliśmy, że właśnie je przeanalizujemy. Powinny to być zakupy, jakich dokonujemy systematycznie - przeciętne.

Teraz uzbrójmy się w jakiś kolorowy mazak (najlepiej podkreślacz, a jeszcze lepiej kilka) i kalkulator. Zaczynamy analizę, podkreślając wszystko to, czego mogłoby na rachunku nie być.
  • Zaznaczamy napoje gazowane i wodę - jeśli nie robimy imprezy, to z powodzeniem możemy się ich pozbyć,
  • Zaznaczamy słodycze (możemy zostawić jedną pozycję, pod warunkiem, że nie tę najdroższą),
  • Na inny kolor zaznaczamy wszystko to, co kupiliśmy na prezent dla kogoś,
  • Na jeszcze inny to, co kupiliśmy w promocji, a czego nie planowaliśmy kupić,
  • Na jeszcze inny zaznaczamy używki - papierosy, alkohol
  • Na koniec warto zaznaczyć te rzeczy, które ostatnio się zepsuły i je wyrzuciliśmy, a mimo to kupiliśmy je znowu, w tej samej ilości (ideałem byłoby zaznaczenie co z tych konkretnie zakupów wyrzuciliśmy, ale to niemal niemożliwe.

Niezbędne zakupy


Na liście zostały zakupy na cały tydzień, które są niezbędne (oczywiście jeśli ktoś uważa, że nie jest mu potrzebne coś jeszcze z pozostałych produktów, to je też może wykreślić) oraz jakieś pojedyncze zakupy, które zrobiliśmy akurat tym razem (bo potrzebowaliśmy nowej patelni czy sitka). teraz warto posumować konkretne grupy, by dowiedzieć się jaki procent zakupów one stanowią i przemyśleć, czy faktycznie są tego warte.

Zbędne zakupy


Napoje, słodycze i używki - być może potrafimy się bez nich obejść i zastąpić wodą, herbatą, zmniejszeniem ilości używek? Do zastanowienia.
Prezenty - często wydajemy bez umiaru i nie ma w tym nic złego, jeśli nas na to stać. Często jednak grupa ta to 30-50% całych wydawanych pieniędzy, a wtedy jest to przesada. Rodzinie i znajomym można kupić coś tańszego, wyszukanego i z sercem. Nie będą mieli za złe, jeśli nie wydamy na nich połowy wypłaty.
Promocje - czy wszystko to naprawdę się przyda? A może wystarczyłoby kupić mniej? Czy to się nie zmarnuje? Część promocji to rzeczy, które i tak byśmy kupili, ale większość to coś, bez czego moglibyśmy się obejść. Coś, co zastąpilibyśmy tańszym zamiennikiem.
Wyrzucane - to przeważnie sygnał, że kupiliśmy za dużo wędliny, że zaplanowaliśmy zbyt wiele obiadów. Lepiej byśmy musieli w tygodniu wyskoczyć do sklepu po kawałek kurczaka niż żebyśmy wyrzucili go do śmieci, bo stracił świeżość i zamówili pizzę.

Warto co jakiś czas analizować swoje zakupy, żeby przekonać się gdzie wpadliśmy w rutynę, co gromadzimy w domu, co wyrzucamy, bo nie zdążamy zjeść. Warto uczyć się na własnych błędach i przykładach.

wtorek, 23 maja 2017

Wydawanie Oszczędności

Wiadomo, że nie samym oszczędzaniem człowiek żyje. Kiedyś należałoby spożytkować oszczędności, bo w przeciwnym wypadku oszczędzanie zamieni się w zwyczajne pozbawianie się części dochodu. Ważne więc, by wiedzieć na co się oszczędza.

Oczywiście są sytuacje, gdy oszczędzamy, nie planując wydawać. Jest to tak zwane oszczędzanie na czarną godzinę - oby nigdy nie nadeszła. Ale gdy nadejdzie będziemy gotowi. Sytuacją w której naruszymy oszczędności będzie więc utrata pracy, choroba lub inne sytuacje nadzwyczajne. Nie liczymy jednak, że te sytuacje nastąpią.

Innym przypadkiem, gdy oszczędzamy, ale nie planujemy wydać zgromadzonej kwoty jest budowanie kapitału do inwestycji lub dla przyszłych pokoleń (co często jest jednym i tym samym). Pożytkować będziemy dopiero kupony, które odetniemy od naszej inwestycji.

Jeśli jednak nie zbieramy na czarną godzinę, nie gromadzimy kapitału pod inwestycję, własną firmę czy na spłatę kredytu, to prawdopodobnie zbieramy na jakiś cel. A gdy uzbieramy, zamierzamy pieniądze wydać i zacząć zbierać na kolejny cel. Ważne więc, by cel był jasno określony, byśmy mieli plan, jakieś założone ramy czasowe i wiedzę co chcemy kupić i za ile.

Jeśli jednak nie chcemy pozbywać się całych oszczędności, warto założyć sobie dodatkowe obostrzenia, które sprawią, że nie będziemy mieli poczucia, że zaczynamy od zera, gdy spożytkujemy oszczędności przeznaczone na pierwszy cel. W tym celu, gdy nasz planowany cel to zakup za 1000 PLN, dokonujemy go dopiero, gdy uzbieramy 2000, a jeszcze lepiej 3000 PLN. W ten sposób zrobienie zakupu nie będzie ciosem, po którym zostaniemy z poczuciem beznadziei i zaczynania od początku. A dużo szybciej oszczędza się, gdy na koncie jest już jakaś podstawa.

Dodatkowymi atutami takiego postępowania będzie to, że otrzymamy więcej czasu na zastanowienie się nad planowanym zakupem, w spokoju zaczekamy na okazję czy promocję, a poza tym nie będziemy działali pod wpływem chwili (po dłuższym oczekiwaniu rozważniej będziemy wydawać).

Warto pamiętać, że nasz założony wydatek 1000 PLN wcale nie musi oznaczać wydatku równego tysiąca. Nie trzymajmy więc w głowie obrazu takiego wydatku - to tylko kwota, którą mamy zgromadzić na ten cel. Gdy już się to uda, należy spróbować coś z tej kwoty zaoszczędzić - poprzez porównanie cen w różnych sklepach, oraz negocjacje ze sklepami i sprzedającymi. Często się to udaje, więc warto spróbować - warto mieć na uwadze, że oszczędność rzędu 5%, to jest 50 PLN, a to przecież wcale nie tak mało.

czwartek, 18 maja 2017

Postęp Jakości Życia

Wiele osób umiało oszczędzać, gdy zarabiali mniej, ale utracili tę umiejętność zaraz po awansie i podwyżce w pracy. Obecnie mają długi, spłacają kredyty i nie są w stanie nic odłożyć. Niestety - wpadli w pułapkę, którą organizują nam media, sklepy i chęć "pokazania się".

Podstawowa rada w takim przypadku jest taka "Nie wyrzucaj pieniędzy w błoto tylko dlatego, że Cię na to stać". Albo dlatego, że uważasz, że Cię na to stać. Do wydawania łatwo jest się przyzwyczajać, a kupowanie coraz to nowych gadżetów, to droga donikąd - zawsze powstaną nowsze i lepsze urządzenia, wyposażone w funkcje, których tak na prawdę nie potrzebujesz. Szczególnie, że czas na oszczędzanie jest wtedy, kiedy masz pieniądze, a nie wtedy, kiedy ich potrzebujesz.

Kiedy więc umiesz już (albo "jeszcze") oszczędzać i jesteś na początku kariery, odkładaj jakąś część swoich dochodów. Ustal jednocześnie, jaka część Twojej przyszłej podwyżki trafi na konto oszczędnościowe, a jaka posłuży na zwiększenie jakości stylu życia. I niech to nie będzie 10%, ale raczej 50% lub więcej. A później, po każdej podwyżce trzymaj się tego! W ten sposób sprawisz, że jakość Twojego życia będzie się podnosić, ale wydatki rosnąć będą wolniej od dochodów. A oszczędności z pewnością się przydadzą. Zgodnie z tym, co pisałem miesiąc temu, we wpisie "kiedy oszczędzać". 

A oto, jak powinno to wyglądać:

Jak widać pieniądze, które co miesiąc macie do dyspozycji zwiększyły się od 2700 do 3200 PLN, oszczędności zaś z 300 do 800 PLN. Poprawiacie więc jakość życia i oszczędzacie coraz więcej. A zatem nie będziecie musieli martwić się kredytami i długami.

poniedziałek, 15 maja 2017

Jak skutecznie zarabiać na pisaniu artykułów

Od jakiegoś czasu całkiem skutecznie zarabiam na Giełdzie Tekstów i zachęcam do dołączenia do mnie. Dostaję jednak sporo pytań, dotyczących tego w jaki sposób zarabiać. Opisałem cały proces dokładnie tutaj, ale tak naprawdę odpowiedź jest prosta - pisać, pisać i jeszcze raz pisać! Wiem jednak, że nie łatwo się do tego zmotywować, ale mam pewne rady, które stosuję dla siebie. Być może pomogą one i innym.

Codziennie, gdy włączam komputer, albo siadam przy nim (czyli nawet kilka razy dziennie, ale skupmy się na "codziennie") staram się napisać krótki tekst o czymkolwiek - temat nie jest w tym przypadku najważniejszy. Długość tekstu oscyluje w okolicach 1500 znaków i wyceniam go na 5 PLN - nie zastanawiam się nad niczym innym. To zajmuje maksymalnie kwadrans, więc każdy znajdzie na to czas.

Kiedy wpadnie mi do głowy pomysł na tekst (znów - o dowolnej tematyce), notuję go i trzymam notkę przy komputerze. Kiedy mam więcej czasu (czyli na przykład pół godziny) siadam do pisanie tekstów z notatek. Te mogą być dłuższe i droższe, ale nie zastępują codziennego, jednego tekstu za pięć złotych! Są dodatkiem, a właściwie głównymi artykułami, którym poświęcam jakiś czas i odrobinę energii.

Moim największym problemem jest wymyślenie tematu, na jaki chcę napisać, dlatego ważne jest dla mnie robienie notatek, ilekroć wpadnę na pomysł. Dla mnie pomysł to połowa całej pracy przy tekście.

Ważne jest także właściwe otagowanie - staram się przy każdym artykule wpisać przynajmniej pięć tagów, by łatwiej było znaleźć go w serwisie.

A teraz podsumowanie.

Pisząc jeden tekst dziennie, przez rok napiszemy ich 365 sztuk. Wyceniając je po 5 PLN, otrzymujemy kwotę 1825 PLN. Jak wynika z moich statystyk, sprzedaję około 38% tekstów, które umieszczam w serwisie, a to dałoby kwotę 693,50 PLN. I to właśnie jest ten "dodatek" za codzienne poświęcenie kwadransa. Dodam tylko, że mając pomysły i pisząc więcej (i drożej) można zarobić o wiele więcej. Warto jednak wyznaczyć sobie minimum, bo nic nie dopinguje tak, jak świadomość efektów. Z czasem teksty piszą się szybciej i w kwadrans można napisać nawet dwa artykuły. A gdy tak się stanie, z prostej arytmetyki wynika, że przy sprzedaży tekstów na poziomie 38%, pisząc dwa teksty na kwadrans i pracując codziennie po 8 godzin, zarabiamy około 45 000 PLN rocznie, czyli w okolicy średniej krajowej. Oczywiście pisząc lepsze teksty, zarabiamy więcej, więc myślę, że ten wynik bez problemu można osiągnąć, nawet odliczając soboty i niedziele. Ja jednak nie mam pomysłu na aż taką ilość artykułów...

piątek, 12 maja 2017

Nie wydaj wszystkiego od razu

Prawda o pieniądzach wygląda tak, że długo się je zarabia, trudno oszczędza, natomiast łatwo i szybko wydaje. Właśnie dlatego warto poznać sposoby, które sprawią, że wydawać będzie ciężej i będzie się to odbywać wolniej. Aby to zrobić, warto przemyśleć poniższe kwestie:
  • Unikaj zakupów pod wpływem impulsu. Szczególnie w przypadku rzeczy drogich, jak na przykład sprzęt RTV. Jeden taki szybki, nieprzemyślany zakup i przepłacamy od razu o wiele więcej, niż dawały nam miesiące oszczędzania na drobiazgach. Warto więc pilnować się także podczas wydawania dużych kwot, dla których właściwie wzięliśmy się za oszczędzanie. W chwilę można zniweczyć miesiące wyrzeczeń (na przykład oszczędzanie na kawie na mieście).
  • Kiedy planujesz większy zakup, odłóż go w czasie, daj sobie czas na zastanowienie (czy na pewno tego potrzebuję) i na przeanalizowanie kosztów (może gdzieś jest taniej).
  • Kiedy chcesz zakupić coś większego (a nawet jeśli chodzi tylko o codzienne zakupy), wypłać pieniądze z bankomatu i płać gotówką, a nie kartą. W ten sposób poczujesz wydawane pieniądze i trudniej będzie ci się z nimi rozstać. W ten sposób jeszcze raz przemyślisz konieczność tego zakupu. A gdy znajdziesz tańszą opcję, zobaczysz ile tak na prawdę zostało Ci w portfelu. Nie znaczy to jednak, by kupować "tanie podróbki" - jakość przede wszystkim!
  • Kiedy chcesz kupić coś konkretnego, coś na co odkładasz, nie rzucaj się na to natychmiast, gdy uzbierasz potrzebną kwotę. Zadziałaj racjonalnie. Wiele sklepów ma akcje promocyjne, wyprzedaże i generalnie okazje. Poczekaj, aż twój wymarzony zakup znajdzie się w takiej promocji i wtedy kupuj. W ten sposób zyskasz podwójnie na oszczędzonych pieniążkach - uzbierasz na to, co planowałeś kupić i zostaniesz z funduszami na zbieranie na kolejne marzenie. Ja w ten sposób kupuję książki - sprawdzam systematycznie, czy interesujące mnie pozycje łapią się do oferty promocyjnej księgarni internetowych i potrafię kupić całe serie wydawnicze w cenie o 70-80% niższej niż sklepowa. Jednocześnie nie daj się nabrać na promocję na rzeczy, których kupić nie planowałeś i które nie są ci potrzebne! Spraw, by to promocja służyła tobie, a nie odwrotnie.
Ważne, by mieć świadomość wydawania pieniędzy i tego, jak ciężko było je odłożyć. Zbyt ciężko, by bez namysłu je wydać. Rozsądne wydawanie raz oszczędzonych kwot może sprawić, że oszczędności urosną szybciej (bo jeśli trafimy na promocję "20% taniej", której nie braliśmy pod uwagę gdy planowaliśmy cel naszego oszczędzania, to 20% wydawanej kwoty mamy ponownie "oszczędzone" już na starcie).

wtorek, 9 maja 2017

Mocna Waluta

Polski Złoty się umocnił, warto z tego skorzystać. Najprościej byłoby kupić walutę obcą, co powinno dać niezłe rezultaty (jeśli zakładamy spadek wartości złotego w przyszłości), ale to może być plan długofalowy. Jeśli od czasu do czasu inwestujesz w waluty, to jest to droga dla Ciebie. Jeśli chcesz ulokować w czymś pieniądze, to także może być niezłe wyjście, ale być może są lepsze...

Kredyty w walucie obcej - teraz jest najlepszy czas, by zakupić środki na spłatę tych zobowiązań, lub w ogóle spłacić takie kredyty (jeśli dysponujemy odpowiednią kwotą). Walutę obcą kupimy teraz taniej niż w okresie paru poprzednich lat, warto więc zaopatrzyć się w środki na spłatę kilku rat.

Wycieczki zagraniczne - gdy obce waluty tanie, warto zwiedzać świat. To dobry moment, by wybrać się na wymarzoną podróż po Europie, lub nawet gdzieś dalej. Jeśli odkładasz wycieczkę od jakiegoś czasu, może czas na urlop?

Zakupy za dolary / euro - wiadomo, że niektóre rzeczy (sprzęt elektroniczny czy bilety lotnicze) są tańsze w internecie, a jeszcze tańsze, gdy kupować je za dewizy. Jeśli planujesz zakup takiego sprzętu, rozejrzyj się już nie tylko w krajowych sklepach, ale także w zagranicznych. Być może uda się nieco zaoszczędzić na zakupie.

Złoto, Srebro i inne towary - Sprawdź, jak mają się ceny tych surowców na giełdach towarowych w innych krajach (lub nawet ceny złota za granicą - w walucie obcej). Być może to jest inwestycja, na której zyska Twój portfel. 

A Ty jak zamierzasz zarobić na sile naszej waluty? Podziel się w komentarzach!

sobota, 6 maja 2017

Jak przedłużyć żywotność pralki

Jakiś czas temu zmuszony byłem do wezwania fachowca od pralek. Mój sprzęt miał drobną usterkę, którą na szczęście po krótkich bojach udało się usunąć (podpowiem, że było warto - koszt znacznie mniejszy niż zakup nowej pralki). Fachowiec przy okazji sprawdził całą elektronikę i silnik, a także stan bębna i przewodów. Bezpłatnie, bo "przy okazji". Tym bardziej uważam, że było warto.

Jednocześnie specjalista udzielił mi jednej, prostej porady, jak przedłużyć żywotność pralki (a konkretnie jej silnika). Otóż trik polega na tym, by nigdy, przenigdy nie robić drugiego prania zaraz po pierwszym. Należy dać silnikowi odpocząć, schłodzić się i przywrócić go do "stanu zero". Dopiero po paru godzinach od poprzedniego prania, można nastawić kolejny program. W ten sposób uchronimy silnik przed przegrzaniem i zatarciem, a pralka służyć będzie o wiele dłużej.

A tych, którzy jeszcze nie czytali, zachęcam do zapoznaniem się z innymi poradami dotyczącymi prania.

poniedziałek, 1 maja 2017

Jak dorobić na pisaniu

Wiele osób próbuje swoich sił w pisaniu. Pisują opowiadania, krótkie artykuły i inne teksty lub prowadzą bloga. I często nic z tego nie mają. Jeśli lubisz pisać i chcesz na tym zarabiać, przeczytaj poniższy tekst. Opiszę tam dokładnie co należy zrobić, żeby zarabiać na pisaniu artykułów, tak jak ja to robię.

1. Napisz dowolny tekst o długości pomiędzy 1000 a 15000 znaków ze spacją (zzs). Nie musi być na żaden konkretny temat, ważne by był poprawny ortograficznie i gramatycznie. Nawet jeśli stylistyka kuleje, na razie się tym nie przejmuj - pisząc więcej tekstów i czytając książki poprawisz styl swojego pisania.
2. Zarejestruj się na Giełdzie Tekstów. Rejestracja jest darmowa i trwa dosłownie chwilkę. Umożliwi Ci to sprzedaż swojego tekstu. A szukaniem klienta zajmie się kompletnie ktoś inny. Skorzystaj z linku w tekście lub banera na mojej stronie.
3. Kliknij "dodaj nowy artykuł".
4. Wpisz tytuł swojego tekstu i dobrze go otaguj, by ułatwić wyszukanie tego tekstu.
5. Wybierz do 3-ech kategorii, które dotyczą Twojego tekstu. W ten sposób też dajesz się odnaleźć klientowi. Wybierz też jakiego typu jest Twój tekst. Najeżdżając na przycisk zobaczysz opis każdego typu, do którego możesz go podporządkować.
6. W pole na tekst, wklej swój tekst. Sprawdź, czy nie ma w nim błędów.
7. Wpisz ile chciałbyś otrzymać za swój tekst. Nie bądź pazerny - im mniej sobie zażyczysz, tym szybciej sprzedasz to, co piszesz. Szacuj cenę po ilości znaków, ale także po jakości tekstu. Teksty o wysokiej wartości merytorycznej sprzedadzą się lepiej, ale pamiętaj, że klient nie miał szans się o niej przekonać, jeśli jesteś nowy. Lepiej najpierw sprzedać kilka tańszych tekstów, by dać się poznać z jak najlepszej strony.
8. Zatwierdź tekst do sprzedaży. Poczekaj na zaakceptowanie go przez administratora. Może to potrwać kilka minut, ale czasem potrafi trwać nawet 48 godzin. Jak dotąd chyba tylko jeden mój tekst został odrzucony, więc jest na co czekać.
9. Pisz i umieszczaj kolejne teksty - każdy z nich to potencjalna szansa na sprzedaż.
10. Gdy uzbierasz próg wypłaty (100 PLN), wypłacasz na konto pieniążki. (nie trzeba zbyt długo czekać na ten moment - piszą regularnie szybko następuje).

A teraz garść odpowiedzi na nasuwające się pytania:

Q: Napisałem kilka tekstów, ale się nie sprzedają. Ile muszę napisać?
A: Każdy tekst ma szansę się sprzedać. Z tego wynika, że im więcej napiszesz, tym większa szansa, że tak się stanie. Mój pierwszy tekst sprzedał się, gdy miałem ich napisane około 20. Ja do tej chwili napisałem ponad 250 tekstów, z czego prawie 100 się sprzedało.

Q: Jak wyceniać swoje teksty?
A: Skorzystaj ze statystyk serwisu (Twoja Sprzedaż - Statystyki Serwisu). Dowiesz się ile i jakich tekstów sprzedaje się najwięcej - zarówno w zależności od ceny za słowo lub za znak, jak i od kategorii i jakości.

Q: Czy to wiarygodny serwis?
A: Wypłacałem pieniążki już kilka razy, więc jeśli ja jestem dla Ciebie wiarygodnym źródłem informacji, to tak - ten serwis jest wiarygodny (dla mnie).

Q: O czym pisać?
A: O czymkolwiek. Dosłownie!

Q: Po co ludzie kupują te artykuły?
A: By umieścić je na swojej stronie internetowej (przeważnie). Słabsze, by zaspokoić roboty pozycjonujące, lepsze, by mieć sensowną treść na bloga czy portal tematyczny. Artykuł sprzedawany jest tylko raz, więc jest to unikalna treść - nikt nie kupi drugi raz tego samego artykułu na tym serwisie.

Q: Czy mogę kupić jakiś Twój artykuł?
A: Oczywiście - tutaj.

Q: Jeszcze raz - gdzie mogę się zarejestrować?
A: Ależ proszę - tutaj.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Do czego mogą się przydać zużyte torebki herbaty ekspresowej


Czasami w oszczędzaniu chodzi o absurdalnie małe kwoty, które jednak można zaoszczędzić bez żadnych nakładów czy to finansowych czy czasowych. Tak własnie jest z powtórnym wykorzystaniem czegoś, co w przeciwnym wypadku stanowiłoby tylko odpad. Czasem warto wstrzymać się z wyrzuceniem i wyciągnąć z niego coś jeszcze. Tak jest na przykład z torebkami herbaty ekspresowej (mnie najlepiej sprawdza się Earl Grey ze względu na aromat bergamotki).

  1. Kilka torebek po porannej herbacie z powodzeniem można użyć w czasie obiadu. Gotując ryż czy makaron (dla mnie z ryżem działa lepiej), wystarczy do wrzątku dorzucić jedną lub kilka torebek, a ryż w czasie gotowania wchłonie herbaciany aromat, co świetnie łączy się z najróżniejszymi daniami, a najlepiej pasuje do dań orientalnych. 
  2. Torebki po herbacie, nawet takie nie do końca przestudzone doskonale sprawdzają się w postaci okładów na zmęczone oczy. Usuwają zmęczenie, likwidują przekrwione oczy i dostarczają relaksu.
  3. Podobno (sam nie próbowałem) herbata jest niezłym środkiem na oparzenia słoneczne (byle nie gorąca). Warto więc zrobić sobie okład z chłodnej herbaty jako remedium. A do okładów, jak wiadomo, torebka nie musi być "z pierwszego parzenia".
  4. Wysuszone fusy (czy to z torebki czy nie) podobno nieźle sprawdzają się jako kadzidełko - dorzucone do ognia. Ogień musi być jednak dość mały. Podobno taki dym odstrasza też komary i inne owady. A zapach jest bardzo przyjemny. W ogóle używanie torebek po herbacie jako elementu zapachowego nieźle sprawdza się na przykład w śmietniku, gdzie pokonuje inne zapachy.
  5. W końcu herbata jest świetnym i ekologicznym narzędziem do malowania. Wystarczy przygotować trzy kubeczki, w jednym zaparzyć mocną, w drugim słabszą, w trzecim zupełną słomkę (wszystko to z używanych już wcześniej torebek) i dać dziecku do malowania po brystolu. Powstaje wspaniała paleta brązów (a można użyć innych odmian herbaty, o różnych kolorach - na przykład wpadających w czerwień czy szarość), która ma dodatkową zaletę - cokolwiek pobrudzimy, da się łatwo zmyć.
Jeśli znacie jakieś inne zastosowanie torebek po herbacie, podzielcie się nim w komentarzach.

środa, 12 kwietnia 2017

Kiedy oszczędzać?

Dzisiaj post kuriozalny (znowu), ponieważ znowu zostałem zaskoczony podejściem niektórych znajomych (a właściwie znajomych znajomych) do oszczędzania. Zostałem zapytany, w jaki sposób osoby te mają oszczędzać, skoro straciły dobrze płatną pracę, mają mniejsze dochody, a chciałyby żyć na tym samym poziomie...

Otóż - w oszczędzaniu nie chodzi o to, by zająć się problemem "jak nadal wydawać tyle samo po stracie pracy", ale "jak odłożyć na czas po stracie pracy póki jeszcze pracę mam". I wydawało mi się, że to jasne, ale znajomi znajomych nie byli usatysfakcjonowani.

Zdałem sobie jednak sprawę z tego, że większość ludzi nie przejmuje się oszczędzaniem tak długo, jak długo zarabia pieniądze, natomiast bardzo chce zacząć oszczędzać wtedy, kiedy brak jest ku temu środków. Zachęcam zatem do większej dalekowzroczności i rozpoczęcia działań w kierunku oszczędzania wtedy, kiedy jest to najłatwiejsze - kiedy zarabiamy więcej niż jest nam niezbędne.

Zetknąłem się też z poradnikami w stylu "nie oszczędzaj - przecież zarabiasz, więc możesz wydawać, bo znów zarobisz więcej, trzeba się wziąć do roboty, pracować i nie trzeba oszczędzać". Autorom i użytkownikom tego typu poradników serdecznie życzę, by im się to ziściło. Sam jednak pozostanę przy tym, że posiadam plan "B", a nie tylko pobożne życzenia, by wiodło mi się cały czas tak samo dobrze.

sobota, 8 kwietnia 2017

Jak się przekonać do oszczędzania małych kwot.

Często, gdy do zaoszczędzenia jest mała kwota, rzędu 2 PLN, nie widzimy potrzeby ograniczania się i kupujemy droższy produkt, bo przecież "2 złote nikogo nie zbawi". Może to prawda, ale jeśli chcemy wziąć się za oszczędzanie, nie powinniśmy tym gardzić. W końcu ziarnko do ziarnka a grosik do grosza.

Jeśli więc nie chce nam się iść do innego sklepu po ten sam produkt 2 PLN tańszy, albo nie chcemy zamiennika, bo na przykład wygodniej nam gotować ryż w torebkach niż po prostu sypki, to zastosujmy prosty trik myślowy.

Jeśli w tygodniu kupujemy 2 takie produkty, to oszczędzamy 4 PLN. To jedno niezłe piwo. Ale to nas nie przekonuje. Wyobraźmy więc sobie, że powtarzając ten manewr przez rok, oszczędzimy ponad 200 PLN. Nadal słabo? To wyobraźmy sobie, że w sylwestra puka do nas gość i mówi "gratulacje. Z uwagi na te oszczędności, tu są dwie stówki". Lepiej?

A teraz coś, co potrafi zaskoczyć - takich zakupów pozwalających zaoszczędzić złotówkę, czy dwa, dziennie możemy dokonać kilku (przeważnie ich nie zauważamy). Mnie wyszło, że na takim zastanawianiu się mogę zaoszczędzić 10 PLN dziennie (średnio), a to już ponad trzy i pół tysiąca złotych rocznie. Kwota nie do pogardzenia!

Polecam zatem oszczędzanie nawet tych na prawdę małych kwot, bo jest do tego wiele okazji każdego dnia. a sumując te wszystkie złotówki okazuje się, że stać nas na zagraniczne wakacje w dobrym hotelu. Co rok.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Komórki Macierzyste

Komórki Macierzyste to coś, co może uratować życie i zdrowie zarówno dzieci jak i rodziców. Jeśli  jesteś przyszłym rodzicem i zastanawiasz się nad bankowaniem krwi pępowinowej, a chcesz uzyskać rabat na te usługi, skontaktuj się ze mną. Mój e-mail to bleryon@gmail.com. Wpisz w tytule wiadomości "rabat na bank komórek macierzystych".

Jeśli myślisz o tym poważnie, to do rabatowej oferty potrzebne będą następujące dane:
  • imię i nazwisko
  • miejscowość i kod pocztowy
  • telefon
  • e-mail
Jeśli wyślesz mi te dane w wiadomości, odezwie się do Ciebie ktoś z ofertą i zaproponuje rabat. Nie wykorzystam Twoich danych w żaden inny sposób, jak tylko przekazanie ich do Banku Komórek Macierzystych w celu uzyskanie oferty rabatowej - wysyłając mi te dane wyrażasz zgodę właśnie na to!

Komórki macierzyste mają zastosowanie przy leczeniu następujących chorób:

środa, 22 marca 2017

W co włożyć oszczędzone, żeby nie tracić

Dostałem niedawno od znajomych pytanie, w co włożyć pieniądze, żeby uciec od inflacji. Obecnie pieniądze pod materacem tracą mniej więcej 2% rocznie z powodu inflacji. Lokaty bankowe pozwalają przeważnie zmniejszyć odrobinę tę stratę, ale często mają wartość mniejszą od samej inflacji. Jeśli ktoś oszczędza, odmawia sobie niektórych przyjemności, żeby uzbierać większą kwotę, to jest żywo zainteresowany, by nie tracić 2% tej sumy co roku. Jeśli nie ma szans na kupno kawalerki (co jest w moim mniemaniu jedną z lepszych opcji lokowania kapitału), to co zrobić z pieniędzmi oszczędzanymi?

Pierwszym i najważniejszym sposobem na zmniejszenie strat jest spłata posiadanego kredytu. To tutaj najczęściej uciekają nasze pieniądze, więc jeśli możemy spłacić kredyt gotówkowy w całości albo hipoteczny choć w części - zróbmy to, nawet za cenę prowizji od wcześniejszej spłaty. To wygeneruje dla nas dodatkowe pieniądze, których jednak nie powinniśmy wydawać, ale postąpić tak, jak radziłem jakiś czas temu (link). Przy czym możemy albo zdecydować się na skrócenie okresu kredytowania, w którym to przypadku szybciej będziemy mieli kredyt z głowy, albo zmniejszyć ratę kredytu. Obie opcje mają swoje plusy - na krótszym okresie kredytowania więcej zaoszczędzimy w rozliczeniu ogólnym, natomiast mniejsza rata wygeneruje większe oszczędności na doraźnie, więc jeśli chcemy generować pieniądze, do których chcemy mieć dostęp "na czarną godzinę", to lepiej wybrać to rozwiązanie. 

Przykład - w taki sposób można korzystać ze zmniejszonej raty:
Masz kredyt, którego rata miesięczna wynosi 1000 PLN. Poza spłatą kredytu, co miesiąc udaje Ci się odłożyć z pensji 200 PLN. Masz odłożoną sumę, która pozwala spłacić część kapitału kredytu, wskutek czego rata obniży się do 900 PLN. Robisz to, ale zaoszczędzone 100 PLN miesięcznie dokładasz do oszczędności i odkładasz teraz nie 200 ale 300 PLN co miesiąc - Przyrost Twoich oszczędności się zwiększył, a dochody są takie same.

Nie każdy jednak posiada kredyt i nie każdy dysponuje środkami, które chce w nim ulokować. Rozwiązaniem dla niewielkich środków może być dobra lokata. Niestety aby taką znaleźć trzeba się natrudzić. Aby ułatwić to moim czytelnikom, staram się, aby oferty takich lokat pojawiały się na moim blogu - przeważnie na górze strony po lewej. Jeśli widzisz tam lokatę, sprawdź o ile przewyższa wskaźnik inflacji. Często takie lokaty są ofertami dla nowych klientów - dlatego warto likwidować konta, z których się nie korzysta, by za jakiś czas, gdy pojawi się lokata dla nowych klientów, móc ponownie zostać takim właśnie nowym klientem.

Dysponując większą kwotą, ale wciąż za małą na kupno mieszkania, można pomyśleć o zakupie nieruchomości typu garaż lub miejsce garażowe. Wynajęcie takiego miejsca może być równie dobrym pomysłem, co wynajem mieszkania, a inwestycja powinna się zwrócić. Miejsce zawsze można później sprzedać - w miastach likwiduje się miejsca parkingowe i coraz więcej osób zmuszona jest do korzystania z miejsc garażowych w sąsiednich budynkach. Takie miejsce chętnie też wynajmują pracownicy biur, którzy do pracy dojeżdżają własnym samochodem, a firma nie zapewnia im miejsc na parkingu.

Jeśli macie inne pomysły na to, jak zainwestować oszczędności, by ominąć inflację (obligacje, akcje dywidendowe, itp.) podzielcie się nimi w komentarzach pod wpisem.

poniedziałek, 13 marca 2017

Ile za to chcesz, czyli jak wycenić własną pracę

Bardzo wiele osób, które hobbystycznie zajmują się jakimś rękodzielnictwem lub pokrewnym rzemiosłem, nie potrafi wycenić własnej pracy. Albo zupełnie się nie cenią, rozdając za darmo owoc własnego zaangażowania, albo przeciwnie - działa u nich mechanizm powodujący, że nie potrafią obiektywnie wycenić swoich działań, żądając niebotycznych sum z uwagi na własne sentymenty. Naucz się wyceniać dzieła własnych rąk i czerp z nich wymierne korzyści.

Osoby, które rzemiosłem czy rękodzielnictwem zajmują się jedynie hobbystycznie, posiadają przeważnie jakąś inną, mniej lub bardziej stałą pracę. Niech to ona będzie punktem wyjścia dla naszych rozważań i obliczeń. Najpierw ustalmy więc stawkę godzinową. W tym celu zsumujmy liczbę godzin przepracowanych w miesiącu. Dla tradycyjnego etatu, będzie to około 22 dni po 8 godzin, czyli 176 roboczogodzin. Teraz, nasz miesięczny dochód podzielmy przez tę liczbę, a otrzymamy stawkę godzinową. A zatem ktoś, kto do ręki dostaje 2500 PLN za rzeczone 176 godzin pracy, ma stawkę godzinową wysokości 14,20 PLN

Teraz wiesz już poniżej jakiej stawki w zasadzie nie opłaca ci się dorabiać, chyba że sytuacja absolutnie cię do tego zmusi i, na przykład, rachunki do zapłacenia zmuszą cię do sprzedaży własnej pracy poniżej tego marginesu. W przeciwnym wypadku, wyceniaj się drożej - na przykład o 50% drożej. Dla naszego przykładu niech będzie to po zaokrągleniu powiedzmy 22 PLN / h. Warto pamiętać, że stawka godzinowa na szeregowym stanowisku w naszym kraju jest mniej niż "godna", a my wyceniając swoją pracę, chcemy za nią godnie zarabiać.

Kolejną kwestią są materiały. Oczywiście nie chcemy do nich dopłacać. Sprawdźmy więc paragony i przełóżmy koszt materiałów (ale także ich transportu i wszystkich kosztów towarzyszących) na zamawiającego. Oczywiście uwzględniamy tutaj także odpad - jeśli z materiałów zostało nam coś, czego nie uda nam się użyć przy kolejnym projekcie i musimy to wyrzucić, to ten koszt także znajduje się tutaj.

Czas Pracy + Materiały możemy potraktować jako Poniesiony Koszt Pracy. Jest to kwota, która pokrywa nasze bezpośrednie koszty, ale nie daje nam na razie żadnego zarobku (mimo że pieniądze już zarabiamy, to wyceniliśmy jedynie własny, poniesiony czas, czyli koszt pracownika, a nie sam zarobek). Czas zatem na wyliczenie zysku.

Zysk jest sprawą bardzo względną, bo zależy od unikalności wykonywanego przedmiotu bądź usługi. Tutaj wkraczają prawa rynku - można pójść tym tropem, sprawdzić jak wyceniane są podobne przedmioty i sprawdzić, czy jest to więcej niż nasz Poniesiony Koszt Pracy, a następnie sprawdzić jak procentowo ma się sprawa i taki procent stosować przy swoich projektach. Można też zadowolić się jakąś konkretną kwotą i metodą prób i błędów reagować na popyt na nasze działania. Ważne jednak, by był jakiś zysk, który nas zadowoli i pozwoli poczuć satysfakcję. Wynagrodzi nam czas poświęcony nie tylko na wykonanie dzieła, ale także na jego sprzedaż, reklamę, dotarcie do klienta itp. 

Nie możesz wstydzić się swojej pracy i zaniżać jej efektów - często to, w jaki sposób odbierasz swoje dzieło wpływa na to, jak widzą je inni. Jeśli więc nie cenisz się, twoje dzieło faktycznie będzie dla kupującego mniej warte. A jeśli robisz coś unikalnego, za co warto zapłacić więcej, to tyle właśnie zażądaj. I pamiętaj, by każdorazowo upewnić się, że wszystkie stawki są lepsze niż w "dziennej" pracy. W ten sposób, jeśli dostaniesz niespodziewane zamówienie, warto będzie nawet wystąpić o bezpłatny urlop, byle je wykonać.

wtorek, 7 marca 2017

Moje konto osobiste

Kilka razy na przestrzeni czasu prowadzenia tego bloga, dostawałem pytania o konto, którego używam. Z przyjemnością (ponownie) odpowiadam, że używam ekonta w mbanku. Jest to konto, które w pełni zaspokaja moje potrzeby. Jest darmowe, ma darmowe przelewy i wypłaty z bankomatów a  karta do niego jest darmowa, jeśli się jej używa regularnie (wymagania nie są wygórowane). Do tego za pomocą jednego logowania można korzystać z rachunku maklerskiego powiązanego z kontem, a także dokonywać zakupu funduszy inwestycyjnych. Sama obsługa jest intuicyjna, co bardzo ułatwia. Posiadam konto w mbanku już od bardzo dawna i chociaż bank się rozwija, nie musiałem dokonywać żadnych zmian - wszystko co nowe dostawałem, gdy pojawiało się w ofercie banku. Dodatkową wygodą są wpłatomaty, w których można bezobsługowo dokonać zasilenia konta gotówką. Bez kolejek i wypełniania druczków.

Jeśli i Ty chcesz mieć ekonto, załóż je tutaj (jeśli masz 18 lat) lub tutaj (jeśli masz 13-18 lat). Mbank wychodzi bowiem naprzód i oferuje program "pierwsze konto w życiu", co pozwala od wczesnych lat uczyć oszczędzania i korzystania z elektronicznych pieniędzy.

Tym, którzy szukają dobrego konta firmowego, chciałbym polecić mbiznes konto, którego osobiście nie używam (gdyż nie posiadam firmy), ale znajomy bardzo je sobie chwali. Dostępna jest także oferta z usługą elektronicznej księgowości. Co ciekawe, jeśli otworzycie to konto i opłacicie ZUS na minimum 250 PLN, otrzymacie 100 PLN zwrotu na konto. Konto jest oczywiście darmowe (gwarancja tego obejmuje 24 miesiące używania konta).

Jeśli skorzystasz z któregoś z powyższych linków, a następnie wykonasz określoną liczbę transakcji kartą w ciągu 2 miesięcy, ja otrzymam bonus. Nie liczę na to jednak, gdyż nawet kiedy polecałem konto znajomym (nie za pośrednictwem bloga) zdarzało się, że nie wykonywali oni wymaganej liczby transakcji kartą, a zatem bonus "przepadał". Mam jednak nadzieję, że będziecie z tego konta tak samo zadowoleni, jak ja jestem. To dobry produkt dobrego banku.

piątek, 3 marca 2017

Szybkie i Tanie Gotowanie

Jak wiadomo, oszczędzanie polega na tym, by jak najmniej zużywać. W przypadku gotowania oznacza to, ze warto zużyć jak najmniej energii, wody na zmywanie garnków i czasu. A skoro tak, to najlepszą opcją są potrawy jednogarnkowe. Problem pojawia się jednak, gdy chcemy zjeść coś zdrowego, smacznego i niekoniecznie z połączonych w jedno składników. Wtedy rozwiązaniem jest cały zestaw garnków, odpalenie wszystkich palników a następnie zmywanie tego wszystkiego. 

Ale istnieje rozwiązanie prostsze. Jest nim gotowanie na parze. Wiele osób skrzywi się w tej chwili, bo przecież na parze nie można niczego usmażyć. Odpowiedzią na ten zarzut jest to, że z drugiej strony gotując na parze nie musimy dbać o dodatkowe wzmocnienie smaku, ponieważ smaki się nie zmiksują ani nie odpłyną wraz z wodą, w której gotujemy warzywa. Nie będą także zasychać na patelni. Gotowanie na parze jest także zdrowe i warto przynajmniej część posiłków zastąpić tymi przygotowanymi w ten sposób. Dodatkowym plusem niech będzie fakt, że naczynia po gotowaniu na parze zmywają się łatwo i bez odmaczania. A czas to pieniądz, więc warto go oszczędzać.

Niektórzy zarzucają temu sposobowi, że specjalne garnki są bardzo drogie, ale to nie prawda. Naczynia do gotowania na parze można kupić w dość przystępnych cenach - nie wyższych niż tradycyjne garnki, a przecież wystarczy jeden taki sprzęt, by przygotować cały posiłek. Oczywiście można się także zaopatrzyć w specjalistyczny sprzęt wielopiętrowy, którego cena także nie powala na kolana lub kupić nakładkę na zwykłe garnki.

Jak widać, dbając o portfel, można jednocześnie zatroszczyć się o zdrowie, a przecież zwykle dbanie o zdrowie kosztuje nas dodatkowo. Jeśli jednak zaczniemy zapobiegać zamiast leczyć, także te wydatki pójdą w zapomnienie.

środa, 1 marca 2017

Jak oszczędzić na remoncie?

Remont to coś, na co zbieramy, na co przeznaczamy nasze oszczędności. Wiemy, ze żeby było dobrze zrobione, to musi kosztować, ale przecież nie warto za niego przepłacać. Płaćmy za rezultat, ale nie ponad miarę. Kiedy robimy remont, konieczne jest kilka elementów, które pozwolą nam zaoszczędzić i nie wydać wszystkiego "jak leci".

Po pierwsze, musimy mieć dokładny plan co do tego, co chcemy wyremontować. Ten plan najlepiej obgadać (wielokrotnie) z kimś, kto się na tym zna. Najlepiej z kilkoma osobami - może być to na przykład burza mózgów. Analizowanie różnych możliwości da nam pogląd na to, co można i warto zrobić, co jest w granicach naszych możliwości (nie tylko finansowych), a przede wszystkim pozwoli nam zrobić jeden remont, po zakończeniu którego wszystko będzie tak, jak chcieliśmy i nie trzeba będzie za chwilę ponownie czegoś zmieniać.

Gdy już wiemy co chcemy (lub mamy kilka wersji), czas wybrać ekipę (chyba, że cały remont robimy sami). Warto porozmawiać z kilkoma wykonawcami, by ocenić ich propozycje wykonania i ceny. Dobrze, jeśli wykonawca określi jaka robota ile kosztuje. Ta sytuacja ma zalety:
  • wiemy za co konkretnie płacimy,
  • wiemy, które prace warto zrobić samemu, bo nie są zbyt trudne, a kosztowne,
  • wiemy ile zostanie przeznaczone na materiały (jeśli wykonawca je kupi), więc znamy ich jakość (osobiście polecam samodzielny zakup elementów wykończeniowych, lub wizytę w sklepie / hurtowni wspólnie z wykonawcą).
Istnieją jednak także wady:
  • jeśli wykonawca wyceni całość, to sam ponosi koszt elementów, które zapomni wycenić (ale nie tych, których nie dało się przewidzieć) - warto o tym pamiętać, bo część wykonawców po robocie dorzuca do kosztów rzeczy, o których wiadomo było, że trzeba będzie wykonać,
  • cena często jest niższa, jeśli nie patrzymy wykonawcy na ręce w kwestii finansowej - oni często mają specjalne umowy z hurtowniami i rabaty, których nie dostaniemy sami,
  • materiały, takie jak gładzie, biała farba, kleje itp są często zamawiane hurtowo, na kilka robót na raz - jeśli wykonawca będzie musiał wypisać konkretne kwoty, policzy nam po cenie detalicznej.
Niech wykonawca wie, że jego oferta konkuruje z innymi ofertami i niech uzgodnienia będą wiążące. W ten sposób nie wywindują niepotrzebnie ceny. Warto też zastanowić się, jeśli cena za wykonanie remontu będzie zbyt zaniżona. Jeśli wykonawca nie będzie miał dość środków na wykonanie roboty, to najprawdopodobniej remont będzie się przedłużał w nieskończoność, a koszty wzrosną z powodu setek "nieprzewidzianych wydatków".

Teraz znamy już budżet. Nie zapomnijmy w nim uwzględnić kosztów pośrednich, takich jak na przykład koszt transportu, jeśli sami kupujemy materiały, czy noclegów, jeśli musimy się wyprowadzić na czas prac. W budżecie powinna mimo wszystko znaleźć się kwota na nieprzewidziane wydatki. Z doświadczenia wiem, że kwota ta powinna wynosić około 20% wartości robót. To sporo i dlatego warto być na to przygotowanym.

Na materiałach nie warto oszczędzać. Część z nich ma być trwała, część ma wyglądać - oszczędność ani na pierwszej ani na drugiej grupie nie ma wielkiego sensu. Lepiej wybrać dobry materiał, a następnie poszukać, gdzie można go kupić najtaniej. W tym celu warto skorzystać z internetowej porównywarki cen (Nokaut lub Ceneo) i potraktować widoczne tam ceny jako punkt odniesienia, a następnie poszukać sklepów stacjonarnych i hurtowni, w których ceny będą zbliżone lub lepsze. Sklep stacjonarny zawsze ma tę przewagę, że możemy materiału dotknąć przez zakupem, a także obejrzeć (także w świetle dziennym!).

Dodatkowym zyskiem z remontu może być odsprzedaż części wymontowywanych materiałów i urządzeń. Można to zrobić, wystawiając ogłoszenie w internecie, a można dogadać się na jakiś upust od ekipy remontowej, jeśli będą skłonni przygarnąć część materiałów czy urządzeń. Warto zapytać, bo zyski z tego tytułu mogą przekroczyć nasze oczekiwania, a skoro tak, to po co jeszcze dodatkowo płacić za wywózkę.

Podsumowując - najtaniej robić remont z planem, od razu docelowy (a nie rozbijać na kilka mniejszych), uzgodnić wszystko z potencjalnymi wykonawcami, przewidzieć nieprzewidziane, zająć się samemu częścią łatwiejszych prac, a po wszystkim odsprzedać to, czego już nie potrzebujemy.

wtorek, 21 lutego 2017

Uproszczony Budżet Domowy

Wiele osób chce oszczędzać, ale uważają, że nie mają czasu na tworzenie budżetu domowego, kontrolowanie wydatków itp. Skoro nie chcą tracić czasu na tworzenie pełnego budżetu, mam dla nich wersję uproszczoną. Nie dostarcza może tylu informacji co pełna wersja, ale z pewnością może się przyczynić do sporych oszczędności. Nie wymaga także komputera, jeśli ktoś nie ma ochoty z niego korzystać. Można kontrolować swoje wydatki w telefonie (nawet bez specjalnej aplikacji) albo nawet w notesie czy kalendarzu.

Uproszczenie polega na tym, by najpierw zlokalizować grupę zbędnych wydatków, a następnie notować tylko te właśnie wydatki, by sprawdzić, jaka jest skala problemu. Trzeba przyznać się przed sobą, które wydatki są zbędne, a następnie sukcesywnie je eliminować.

Uważacie pewnie, że jak już ktoś zdiagnozuje problem, to nie ma problemu śledzić tych wydatków - wystarczy je eliminować? Otóż, to nie do końca tak. Okazuje się, że sam problem to dla wielu osób za mało, by ograniczyć wydatki. Dopiero gdy poznają jego skalę okazuje się, że warto tę kwotę oszczędzić, bo jest kilkukrotnie większa niż podejrzewali.

A najczęstsze przyczyny to:
  • Kawa na mieście
  • Jedzenie na mieście
  • Słodycze
  • Napoje gazowane
  • Papierosy
  • Kompulsywne zakupy w internecie
  • Ubrania i Buty (kobiece poprawiacze nastroju)
Jeśli nie podejrzewasz co może przyczyniać się do wypływu gotówki z Twojego portfela - sprawdź właśnie te grupy produktów.

wtorek, 14 lutego 2017

Umiesz Liczyć? Licz na siebie!

Jeśli poprzedni post wydał Ci się interesujący, to zapewne zechcesz przeczytać także i ten. Stanowi on w pewnym sensie dopełnienie, a do napisania go zmotywowały mnie pytania od czytelników (dużo ich nie było, ale pewien motyw się powtarzał). Chodzi mianowicie o kwestię nagłego wydatku, który pojawia się i nie możemy go uniknąć. Co wtedy?

Dla wszystkich, którym udało się odłożyć jakąś kwotę, a następnie zostają zmuszeni do tego, by ponieść nieplanowany wydatek (bo zepsuł się samochód, albo trzeba kupić drogie lekarstwa), mam jedną radę - pożycz pieniądze, ale od siebie!

To samo radziłem rodzicom, którzy fundowali dzieciakom konto, na które odkładali pieniądze na "lepszy start" ich pociech. Gdy przychodziło do wydatków, by nie naruszać pieniędzy odłożonych dla dzieci, brali kredyt, tym samym ponosząc opłaty, które mogliby odkładać (wraz z pieniędzmi, które pożyczyli) z powrotem na konto przeznaczone dla swoich latorośli.

Pożyczając z banku lub innej instytucji, jesteś zmuszony do poniesienia dodatkowych kosztów, więc mimo że nie wydasz ciężko zgromadzonych pieniędzy, to później przez jakiś czas nie uda Ci się ich odkładać. Znacznie lepiej będzie cofnąć się o kroczek, pobrać pieniądze z własnego konta, a następnie zwrócić sobie całą kwotę, wraz z odsetkami - traktując to jako pełnoprawną pożyczkę z banku. W ten sposób, jeśli nie oszukamy samych siebie (i faktycznie zrobimy wszystko by spłacić dług - tak jak gdyby groziła nam za to kara), możemy zmotywować się do jeszcze lepszego zaciśnięcia pasa lub podjęcia dodatkowej pracy, by spłacić dług i wzbogacić się na tym.

Dużo lepiej jest oczywiście wcale nie podbierać pieniędzy i nigdy ich nie potrzebować, ale systematycznie odkładać ustaloną kwotę (lub kwotę coraz większą) na konto. Jeśli jednak znajdziemy się w sytuacji, w której absolutnie potrzebujemy pieniędzy (a każdy w takiej sytuacji bywa od czasu do czasu) - korzystajmy z własnych zasobów, a nie z czegokolwiek, co wymaga dodatkowej opłaty. 

wtorek, 7 lutego 2017

Samodyscyplina, czyli "Zbytek czy Konieczność"

Ten post nie jest przeznaczony dla tych, którzy chcą odłożyć niewielką kwotę, by kupić sobie najnowszy telefon, komputer czy pojechać na wakacje. Ten post przeznaczony jest dla tych, którzy chcą nauczyć się oszczędzania na większą skalę, by odłożyć na przykład na mieszkanie. I są na to gotowi.

Już na samym początku trzeba sobie zdać sprawę z tego, że aby odłożyć większą kwotę, trzeba mieć żelazne nerwy, silną wolę i mnóstwo samozaparcia. To nie jest łatwa droga, ale przy odpowiedniej dozie powyższych cech, możliwa do zrealizowania. Trzeba także mieć jakiś dochód, z którego zamierzamy odkładać. Dobrze także mieć "wyprostowaną" sytuację finansową - żadnych długów i budżet domowy zamknięty przynajmniej "na zero", co oznacza, że nie możemy znajdować się w sytuacji, gdy dokładamy do niego co miesiąc.

Jeśli nie jesteśmy w powyższej sytuacji i ciążą na nas jakieś zobowiązania, powinniśmy jak najszybciej się z nich wyplątać. Jeśli nie mamy lepszych pomysłów w co zainwestować nadwyżkę pieniędzy, najlepszym sposobem będzie spłata kredytu. Malejąca rata będzie naszym zyskiem, a w chwili obecnej oprocentowanie dowolnego kredytu przewyższa odsetki nawet najlepszych lokat.

Kiedy wyszliśmy na prostą, szukamy oszczędności. Metoda jest dowolna, jeśli będziemy hołdować jednej, ważnej zasadzie - podczas każdego zakupu zastanówmy się, czy jest on Zbytkiem, czy też Koniecznością. I uznajmy, że są to jedyne kategorie. Jeśli coś nie jest nam niezbędne, to należy do kategorii "Zbytek". Koniec i kropka. Bez wyjątków i bez "ale...".

Wydaje się łatwe? Otóż wcale takie nie jest. Jeśli jednak poważnie podejdziecie do sprawy, okaże się, że nie tylko codzienne zakupy potanieją (nawet o 50%), ale także zaczniecie oszczędzać w domu. Kupując mniej jedzenia mniej się wyrzuca. Nie ma potrzeby kupowania napojów (które często są niezdrowe) i butelkowanej wody, gdy w domu są domowe kompoty lub soki do rozcieńczenia wodą z kranu, herbata i kawa. Krótkie włosy umyjemy dużo mniejszą ilością szamponu (niż pokazywane jest na reklamach, które mają nas oszukać, byśmy zużywali go więcej i częściej kupowali), a zęby nie wymagają dwu centymetrowego kawałka pasty. Taniej jest zjeść w domu niż na mieście, a kawa w termosie pozwala oszczędzić na modnej kawiarni w mieście, gdzie kubek byle czego kosztuje 15 PLN.

Gdy już wyrobimy w sobie nawyk kupowania rzeczy "Koniecznych" i odrzucania "Zbytecznych", zauważymy, że odkładamy wcale nie małe sumki. Teraz czas na ćwiczenie silnej woli, by przedwcześnie nie przerwać oszczędzania przez coś, co uznamy za "Wypadek losowy". Jeśli więc zepsuje się nam telefon, zamiast biec do sklepu po nowy (i wydawać pieniądze, które wcześniej odłożyliśmy), zrezygnujmy z najnowszego modelu i wróćmy do jakiegoś swojego starego telefonu, lub zapytajmy znajomych, czy mogą nam pożyczyć swój nieużywany aparat (każdy takie ma gdzieś na dnie szuflady, bo kupił nowszy model i bez problemu nam użyczy). Może nie ma wszystkich modnych gadżetów, ale przecież z pewnością możemy uznać je za "Zbytek".

Teraz, kiedy potrafimy już za wszelką cenę gromadzić środki z podstawowego źródła dochodu oraz potrafimy nie wydać ich pod wpływem chwili i umiemy się bronić przed "Zbytkami", czas na powiększenie naszych możliwości. Chodzi tutaj o zorganizowanie sobie dodatkowego źródła dochodu. Czemu właśnie w tej chwili? A dlatego, że robiąc to wcześniej, mimowolnie uwzględniamy dodatkowy dochód w domowym budżecie i nie staramy się go aż tak bardzo odchudzić, podczas gdy teraz nauczyliśmy się radzić sobie z mniejszą sumą i gdy się powiększy, dodatkowe pieniążki śmiało odłożymy w całości!

To nie musi być (choć może) dodatkowy etat. To może być jakaś jednorazowa fucha, nadgodziny, które teraz chętnie przyjmiemy, dodatkowa praca domowa, jakiś pomysł na dorobienie na własnej stronie internetowej lub w ogóle w internecie (ja polecam pisanie artykułów za pieniądze), a nawet sprzedaż używanych i już nie potrzebnych rzeczy w internecie. Ważne, by w czasie wolnym dorobić coś, ponad podstawowy dochód. I każdy sposób jest dobry, a wszystkie dodatkowe pieniądze od razu trafią na wybrany cel.

Jeśli więc uważasz, że masz aż tak silną wolę, by na kilka lat zmienić piątkowe wyjścia do klubu ze znajomymi na wieczorki w domu przy grze planszowej, a drugie śniadanie i kawę zabierać do pracy ze sobą, to możesz liczyć na to, że uzbierasz poważne pieniądze nawet, jeśli myślisz, że to niemożliwe.

środa, 1 lutego 2017

Minął miesiąc 2017 roku - czas na pierwszą rewizję postanowień noworocznych!

A więc zakończył się styczeń. Warto więc przypomnieć sobie postanowienia noworoczne i zrewidować cele. Wśród najpopularniejszych postanowień nadal króluje rzucanie palenia i dieta, by stracić na wadze, ale coraz lepiej mają się cele, które mają wiele wspólnego z poprawieniem sytuacji domowego budżetu (dwie powyższe także mają, ale pośrednio). "Zacznę oszczędzać", "Znajdę lepszą pracę" lub "nauczę się języka obcego (by znaleźć lepszą pracę)" to coraz popularniejsze cele, wcale nie niemożliwe do zrealizowania.

Tylko, czy je realizujemy? Po miesiącu można już zauważyć jakieś tendencje. Czy jesteśmy zadowoleni z postępów? Nie osiądźmy na laurach! Czy jednak powinniśmy coś poprawić? Warto się nad tym zastanowić i zadziałać już teraz, zamiast czekać na kolejny nowy rok i stracić jedenaście miesięcy. Jeszcze nie jest za późno.

Zachęcam zatem, by ci, którzy jeszcze nie w pełni osiągnęli poziom, którego oczekiwali, wzięli się w garść i nadgonili. Styczeń nie uciekł daleko i w pozostałą część roku da się go nadrobić. Pamiętajcie, że każda, nawet niewielka poprawa, za to systematyczna (co tydzień? co miesiąc?) wyjdzie Wam na dobre! Zacznijcie coś robić i cieszcie się z efektów!

Co do moich osobistych celów, planowałem czytać więcej książek (na ten rok chciałbym osiągnąć stałą prędkość 1 książki na tydzień). Na razie nie wychodzi, ale staram się. Część efektów można śledzić na blogu Recenzent Amator. Mógłbym wybierać jakieś cieniutkie książeczki i nadrabiać, ale postaram się mój cel osiągnąć bez uciekania się do oszustwa, nawet tego rodzaju. 

Życzę Wam powodzenia i liczę, że Wy życzycie mi tego samego.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Oszczędzanie (także) Resztek Jedzenia

Podczas racjonalizacji budżetu domowego często pamiętamy o tym, by nie przepłacać za jedzenie, poprzez kupowanie świeżych produktów zamiast wielokrotnie droższych dań gotowych oraz o wybieraniu tańszych marek. Często jednak zapominamy o tym, że spora część zakupów żywieniowych wyrzucamy do kosza. Jest to marnotrawstwo. Źródła podają różne jego rozmiary, ja skłonny jestem uwierzyć, że wyrzucamy pomiędzy 20 a 30 procent kupowanego jedzenia. Nawet, jeśli nie są to te najdroższe produkty (które akurat częściej zjadamy), to ilość ta jest i tak zatrważająca. A przecież da się radzić sobie także z tym problemem.

Pierwszym sposobem jest półeczka "Eat Me First" założona w lodówce. Może to być dowolny pojemnik, do którego trafią wszystkie produkty o kończącej się dacie przydatności oraz te, które są już otwarte. Dotychczas trzymaliście na jednej półce wszystkie jogurty i co jakiś czas musieliście usunąć te przeterminowane, które zawieruszyły się przy ściance? Koniec z tym - jogurty o krótkiej dacie przydatności do spożycia muszą stanąć na półeczce "Eat Me First" i zostać zjedzone jako pierwsze. Ten prosty zabieg działa!

Warto przedłużać datę przydatności produktom świeżym - na przykład ziołom. O ile nie kupujemy ich w doniczce, w której postoją nieco dłużej, warto przed włożeniem do lodówki zawinąć je w wilgotny, papierowy ręcznik. To sprawi, że nie zwiędną po jednym dniu. A jeśli wiemy, że nie zużyjemy ziół, które zaczynają więdnąć, lepiej będzie wysuszyć je w otwartym piekarniku i w ten sposób przechować - już jako suszone. To nie to samo co świeże, ale przynajmniej się przydadzą.

Istnieją produkty, takie jak obierki od warzyw, które także możemy wykorzystać. Jeśli ktoś ma taki kaprys, to obierając (koniecznie umytą) marchewkę, pietruszkę, selera czy inne warzywa, może na obierkach ugotować bulion, a nawet upiec na nich mięso, by dać mu smaku i soczystości. Pomysł wydaje się dziwny, ale działa. Jeszcze lepiej jest w przypadku imbiru, którego nie musimy drobno obierać, by dodać do potrawy - resztka świetnie sprawdzi się wrzucona zimą do kubka z herbatą, by wzmagać odporność w sezonie grypowym. Zupełnie za darmo.

Kolejnym tematem są makarony, których co prawda nie wyrzucamy za często, ale za to ich resztki w opakowaniach potrafią latami zalegać w szafkach. A wystarczy wszystkie te makarony wsypać do jednego pojemnika (wcześniej skruszywszy większe, takie jak na przykład płaty lasagne czy pałeczki spaghetti) i użyć do zupy czy zapiekanki. Oszczędność miejsca gwarantowana i większa szansa, że makaron uda się wykorzystać wcześniej niż podczas porządków w szafkach.

Istnieją produkty, których zwykle nie mrozimy, a świetnie sprawdzają się, gdy w ten sposób wykorzystać ich resztki. Najlepszym przykładem jest żółty ser - końcówki serów, których już raczej nie zjemy (bo kupiliśmy świeższy kawałek), wystarczy zetrzeć i wrzucać do pojemnika w zamrażalniku, mieszając z innymi. W ten sposób zawsze będziemy dysponować mieszanką serów do zapiekanki, a starte rozmrożą się w kilka minut, w ilości w jakiej będą potrzebne. Polecam także mrozić papryczki chilli, których często kupujemy więcej niż potrzeba. Rozmarzają w chwilę, zachowując smak i aromat, a nie więdną smutno w szufladzie w lodówce. Z chilli można z resztą wybrać pestki i zasiać w doniczce na balkonie. Postępując w ten sposób co roku, mamy własną uprawę papryczek, która wystarczy na cały sezon (kilka krzaczków to kilkadziesiąt papryczek, mogą być różnych gatunków).

Jeśli chodzi o najczęściej wyrzucany produkt, a mianowicie pieczywo, to gdy sczerstwieje, można je podpiec i podać ciepłe, lub doprowadzić do jego uschnięcia, a następnie przerobić na tartą bułkę i wykorzystać do panierowania. Wystarczy nie doprowadzać do jego zapleśnienia, czyli wystrzegać się wilgoci w jego sąsiedztwie.

A jeśli ktoś jest ciekaw tanich przepisów kulinarnych, które można wykorzystać w domu, to zapraszam do działu Tanie Przepisy Kulinarne. Jeśli chcesz oszczędzić na chodzeniu do restauracji, zacznij gotować pyszności w domu (wielokrotnie niższa cena, nawet przy najlepszych produktach), korzystając z tych przepisów. Smacznego i Miłego Oszczędzania.