Dzisiejszy wpis dotyczy Warszawiaków (i, ewentualnie osób odwiedzających stolicę), ale być może jest także użyteczny dla mieszkańców innych miast. Zacznę go kontrowersyjną dla niektórych tezą, że w Warszawie posiadanie samochodu nie jest koniecznością, ale luksusem. I wiem, że są tu samochodziarze, którzy uważają, że muszą podjechać samochodem wszędzie, a ograniczenia prędkości należy znieść, mandaty obniżyć, a pieszych odizolować. Powodem, który podają jest często "bo tak jest wygodnie", rzecz w tym, że im jest może wygodniej, póki wszyscy nie wpadną na ten sam pomysł. Kiedy wszyscy wsiądą do samochodów, wszystkim znów jest niewygodnie.
Warszawa posiada dobrze rozbudowany system komunikacji miejskiej, więc naprawdę można wszędzie dojechać metrem, tramwajem i autobusem. Nawet osobom mieszkającym poza aglomeracją, łatwiej jest zaparkować na obrzeżach i przesiąść się choćby w metro. Większość przyczyn hamujących komunikację miejską, równie dobrze hamuje także samochody - stoimy w tych samych korkach i mierzymy się z tymi samymi zwężeniami (chociaż na części głównych tras zlokalizowane są bus pasy, więc autobus jest w stanie prześcignąć auta stojące w korku). Oczywiście komunikację miejską zwalniają przystanki (w przypadku metra nie ma to znaczenia - metrem i tak jest szybciej), ale to nie jest aż taka "strata", a mało kto naprawdę musi się aż tak spieszyć (choć wielu uzasadnia swój wybór zaoszczędzeniem 10% cennego czasu, który potem marnuje na bezmyślne klikanie w ekran telefonu - rzecz, którą można zrobić siedząc w autobusie).
Przy dzisiejszych cenach paliwa, samochód jest drogi. Owszem - można jeździć elektrykiem (pomijam kwestie ekologii), co jest tańsze, ale równie uciążliwe. Warszawa obecnie z niezrozumiałych dla mnie powodów przechodzi szereg zmian, które utrudnią życie kierowcom, szczególnie w centralnych dzielnicach. Może się to nie podobać, ale takie są fakty - coraz mniej jest miejsca na drogach dla prywatnych aut. Transport publiczny może nie jest tani, ale z pewnością wychodzi taniej niż poruszanie się po aglomeracji autem. A jeśli ktoś dużo podróżuje, to okaże się, że bilet okresowy opłaca się jeszcze bardziej (dwa przejazdy dziennie usprawiedliwiają jego zakup, więc przy sześciu czy ośmiu środkach transportu każdego dnia okazuje się, że cena nie jest wygórowana).
Oczywiście kierowcy odpowiedzą, że samochodem można dojechać wszędzie, pod same drzwi, a metrem tylko do stacji i później trzeba przejść (albo podjechać). I byłoby to prawdą, ale raczej w przypadku taksówki. Własnym autem można podjechać wszędzie, a następnie poszukać miejsca parkingowego (co wcale może nie być "pod drzwiami") i opłacić parkometr. Opłata ta okaże się wyższa niż bilet na komunikacje miejską, zmarnujemy cza sna pobranie i umieszczenie za szybą bileciku... alternatywnie zaparkujemy w miejscu niedozwolonym, ciśniemy się na kawałek trawnika czy przystanek autobusowy i liczymy się z mandatem - koszt takiego jednego parkowania będzie wtedy wyższy niż bilet kwartalny. Często złe parkowanie nie wynika z tego, że nie ma miejsc parkingowych (bo są, tylko nieco dalej, albo płatne), ale dlatego, że "ja chce zaparkować tu i teraz, bo się spieszę i chcę mieć blisko". To są argumenty rodem z przedszkola, ale właśnie takich kierowcy używają najczęściej.
Pogodzenie się z realiami nie jest łatwe, ale w chwili obecnej (Warszawa nadal jest rozkopana po wakacyjnych remontach, drogi są zwężane, zabierane są pasy, zamieniane na takie przeznaczone dla transportu publicznego) to właśnie są realia. Transport publiczny, zbiorowy staje się rozwiązaniem relatywnie szybkim i bardzo tanim. Może się to nie podobać, ale to nie zmienia faktycznego stanu rzeczy. A dobrze wiedzieć jaka jest rzeczywistość, zamiast tkwić w świecie fikcji i wyobraźni. Na koniec dodam, że nadal można poruszać się samochodem po Warszawie - jest to drogie i mniej wygodne niż bywało, ale możliwe. Ten tekst nie ma za zadanie nikogo do niczego zmuszać - jest to zbiór obserwacji oraz wynik rozmów ze znajomymi, którzy w Warszawie (lub pod Warszawą) mieszkają i pracują.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz