niedziela, 11 września 2016

Mniej znaczy Więcej

"Mniej znaczy Więcej" to oklepany frazes. Hasło tak pojemne, że można je podciągnąć pod właściwie każdy wpis na dowolnym blogu. Niestety do tego wpisu pasuje aż za dobrze i musiałem go użyć.

A o co chodzi?

Otóż o to, że zużywamy o wiele za dużo wszystkiego, bez żadnych wymiernych korzyści. Oznacza to mniej więcej tyle, ze zużywając mniejszą ilość wielu produktów osiągniemy dokładnie ten sam efekt.

Dlaczego się tak dzieje?

Pasta do zębów
Aktorzy grający w reklamach celowo używają na planie znacznie więcej niż potrzeba pasty do zębów, mydła w płynie, szamponu, odżywki, kremu do golenia, płynu do naczyń itp. Chodzi oczywiście o to, by zasugerowany widz używał tyle samo tych produktów, a co za tym idzie zużywał je szybciej i kupował częściej. A widz się na to nabiera, skutkiem czego pasta do zębów kończy się w kilkanaście dni, ale resztę z tubki potrafimy wykorzystywać jeszcze przez dwa tygodnie, szamponu lejemy tyle, że mamy problemy z jego spłukaniem, a mydłem w płynie zlewamy całe ciało. Z powodzeniem możemy od początku tubki używać taką ilość pasty, jakby tuba była na wykończeniu (to jest w zupełności wystarczająca ilość), szamponu używamy odrobinę (chyba że ktoś ma bardzo długie włosy), a najlepiej myć włosy dwukrotnie, za każdym razem używając jedynie kropelkę szamponu. Mydło w płynie najlepiej zaś dozować na gąbkę i w ten sposób namydlać całe ciało. Jeśli ktoś ma problemy z dozowaniem, najlepiej używać mydła w płynie - w ten sposób trudniej jest przesadzić z ilością.

Czego jeszcze zużywamy w nadmiarze?

Chociażby wody czy prądu. Myjąc zęby na prawdę można zakręcić kran, a wody użyć dopiero podczas płukania jamy ustnej. Pod prysznicem też da się zakręcić kurek na czas namydlania. Jeśli ktoś nie lubi odkręcać wody namydlonymi dłońmi i chciałby mieć stały do niej dostęp, wystarczy że zmniejszy strumień do minimum. W ten sposób ograniczymy zużycie wody o połowę (choć z własnych doświadczeń wiem, że nawet o trzy czwarte). By ograniczać zużycie prądu możemy podnieść temperaturę w lodówce, chociaż o jeden stopień. Różnica dla pożywienia nie wielka, a zużycie prądu mniejsze. Warto też wyłączać zbędne oświetlenie, a także komputer czy telewizor, kiedy z nich nie korzystamy.

A co z jedzeniem?

Oczywiście i tutaj jest pole do popisu. Jak łatwo się zorientować najdroższym produktem jest mięso. Gotując więc obiad, warto zamiast tradycyjnych kotletów podać mięsny sos, zagęszczony papryką, cebulą, kalafiorem czy innymi ulubionymi warzywami. W ten sposób nawet nie zauważymy, że jemy mniej mięsa, lepiej też wykorzystamy każdy jego fragment (na przykład mięsny wywar). Warto także pamiętać, że gotowe produkty są droższe niż te, które możemy przygotować w domu. Przeważnie są także gorszej jakości i nie smakują tak dobrze. Warto więc zamiast kupować gotowe sosy do makaronu, pokusić się o te własnej roboty (je też można zamknąć w słoikach). To samo jeśli chodzi o zupy i właściwie każde inne pożywienie. "Stracony" czas zwróci się z nawiązką w naszym portfelu. Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz