Niewolnictwo było ciemnym okresem, ale nasz kraj w zasadzie nie uczestniczył w tym procederze (w tej oczywistej formie). Tym, którzy chcieliby porównać do niewolnictwa chłopów pańszczyźnianych odsyłam do źródeł - to jednak było niebo a ziemia (szczególnie w początkowym okresie pańszczyzny, kiedy chłop musiał pracować 1-3 dni dla pana, a resztę tygodnia mógł pracować dla siebie na polu, które od pana dostał - nawet obecny system podatkowy zabiera nam więcej). Czy jednak jesteśmy tak daleko od niewolnictwa, a raczej warunków, jakie miał niewolnik? Sprawdźmy.
Po pierwsze, niewolnik miał zapewnione jedzenie, mieszkanie i ubranie. Po drugie miał zapewnione ciepło (niewolnik był towarem, ale cennym i dbano o to, by mu się nic nie stało). Po trzecie niewolnik miał zapewnione leczenie w razie urazów czy chorób (wciąż był cenny i taniej było go leczyć niż wymienić). Być moze medycy nie byli na najwyższym poziomie, ale patrząc na służbę zdrowia obecnie - tutaj także nie ma nie wiadomo czego. No i robotnik miał zapewniony transport do pracy, co chyba oczywiste. Od czasu do czasu zgarniał także resztki z pańskiego stołu oraz miał różne profity, jeśli szczególnie dobrze się sprawił.
A zatem, jeśli Twoja wypłata starcza Ci na dach nad głową, rachunki za media, wyżywienie, ubranie, dojazdy do pracy i okolicznościową wizytę u lekarza, a od czasu do czasu dostajesz premię, za którą możesz się zabawić, ale nie stać Cię na żadne frykasy, większe przyjemności i spędzenie wakacji w miejscu, w którym chcesz je spędzić, to jesteś współczesnym niewolnikiem. Wiem, że nie słucha się tego miło, ale tak właśnie wygląda sprawa.
Pamiętasz czasy dziadka, który był żywicielem rodziny? On pracował i zarabiał na siebie, żonę i dzieci. Później przyszła emancypacja i wmówiono społeczeństwu, że kobiety mają prawo do pracy. To brawo szybko stało się obowiązkiem - teraz w przeciętnej rodzinie pracują obydwoje rodzice i często ledwie wiążą koniec z końcem - tak zaczyna się współczesne niewolnictwo. A podatki - to do Twojej ciężkiej pracy właśnie dołożyli Ci opłatę, którą musisz ponieść na rzecz "pana" za to, że możesz pracować.
Przypuśćmy jednak, że zarabiasz więcej niż wydajesz. Oto jak według mnie powinien wyglądać "program minimum", by ktoś mógł przestać uważać się za niewolnika.
1. Musisz podsumować wydatki na potrzeby, czyli to co niezbędne. Minimalne wyżywienie, mieszkanie, rachunki (ale te niezbędne). Weź pod uwagę, że być może mieszkasz w zbyt dużym (w stosunku do zarobków) domu lub masz wysokie rachunki dlatego, że dogadzasz sobie kilkoma subskrypcjami - nie licz tego w tej kategorii. Tutaj liczymy minimum. Spłatę kredytu hipotecznego także podajemy w tej kategorii!
2. Druga kategoria to zachcianki. Przyjemności, rozrywka, dodatki. To tutaj wpisz te subskrypcje z punktu powyżej. Ta kategoria powinna mieścić się w połowie poprzedniej kwoty! To jest uczciwe postawienie sprawy.
3. Przyszłość to ostatnia kategoria. To są pieniądze, które oszczędzasz z każdej wypłaty - pieniądze na poduszkę finansową, na inwestowanie. Tutaj powinna trafiać cała reszta Twojej wypłaty. Dobrze, by tę kategorię zawierało 10% Twoich miesięcznych dochodów.
Policzmy zatem. Skoro 10% jest w kategorii 3, to zostaje 90% wypłaty. Druga kategoria to połowa pierwszej, a zatem na zaspokojenie pierwszej powinno wystarczyć 60% wypłaty, by pozostałe 30% (czyli połowa) zasiliło kategorię numer dwa. I to jest minimum!
Jeśli na wydatki niezbędne wydajesz 70%, to na rozrywkę powinno zostac przeznaczone 35% wypłaty. Niestety w ten sposób jeszcze zanim dotrzemy do kategorii numer trzy, wydaliśmy więcej niż zarabiamy.
Jeśli jednak wydatki konieczne to jedynie 50% zarobków, to na przyjemności przeznaczymy 25% pensji i reszta, czyli 25% może zostać przeznaczona na powiekszanie kapitału i zwiększanie dochodu! Jeśli jesteś w tej sytuacji - jesteś na dobrej drodze i nie jesteś już współczesnym niewolnikiem.
Stać mnie!
Tu chciałbym odezwać się do tych, którzy uważają, że "zarabiam więc stać mnie, by wydawać". Oczywiście - taka postawa jest bardzo współczesna. Dużo zarabiam, więc wystarczy, że wydam 30% na obowiązkowe wydatki, a za kolejne 30%, 50% albo nawet całe 70% mogę się zabawić. Możesz, ale jeśli tak własnie uważasz, jesteś nie na tym blogu, na którym chcesz być. Rozsądne gospodarowanie finansami polega na tym, by pomnażać swój kapitał, zwiększać zyski z miesiąca na miesiąc i na tym, by kiedy pojawi się większy wydatek, nie załamywał się cały system. W mojej opinii przeznaczenie połowy kwoty wydawanej na warunki konieczne tylko na rozrywkę to dogadzanie sobie i życie bez żalu.
Jak wyjść z niewoli?
To nie jest tak, że każda sytuacja jest bez wyjścia. To nie jest tak, że skoro więcej niż 60% moich dochodów wydaję na jedzenie i mieszkanie, to nie mam szans. Wydostanie się z matni nie jest proste, ale jest możliwe. Oto co należy zrobić:
1. Zrezygnuj z części rozrywek. To nie sa rzeczy niezbędne! Tnij wydatki, jak tylko możesz - przynajmniej na jakiś czas.
2. Z doświadczenia wiem, że osoby takie mają zobowiązania finansowe, które ciągną je w dół. Zajmij się tym w pierwszej kolejności - oszczędzonymi pieniędzmi spłacaj zobowiązania, które generują największy koszt. W ten sposób koszta będą malały z miesiąca na miesiąc, a (prawdopodobnie) żadna inwestycja nie przyniesie Ci większego zysku niż spłata długów.
3. Po pozbyciu się długów, sprawdź jak możesz zarobić na swoich pieniądzach. Być może spłata zobowiązań sprawi, że pierwsza kategoria wydatków (potrzeby) zmniejszy się ro rozsądnego poziomu. Być może dzięki inwestycji zdołasz podnieść swój miesięczny przychód.
4. Niezależnie od powyższych - szukaj niezależnych źródeł dochodu. Nadgodziny, dodatkowa fucha, dodatkowy etat, rękodzieło, sprzedaż niepotrzebnych rzeczy - to wszystko może pomóc pozyskać fundusze.
Powodzenia!