Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa Plus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa Plus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 października 2026

Droga na skróty

Po co ludzie zarabiają pieniądze? Większość ludzi odpowie, że "na życie", ale nie jest to wyczerpująca odpowiedź. Chodzi o to, że gdyby ludzie zarabiali jedynie "na życie", to mieściłby się w tej kategorii program minimum. Schronienie, czyli wynajęcie niewielkiego pokoju gdzieś poza dużym miastem. Jedzenie, czyli chleb, woda (z kranu), jakieś podstawowe warzywa dla witamin i jakieś białko oraz tłuszcze - nie kosztuje to dużo. Bilet, żeby dojechać do pracy (jeśli jest za daleko, by iść na piechotę). Od czasu do czasu jakieś ubranie, kiedy to, które nosimy sie zniszczy. To jest minimum życia. To nie na to zarabiają ludzie.

Mówiąc "na życie", większość ludzi ma na myśli wygody, relaks, przyjemności czy rzeczywistą poprawę swoich warunków życiowych, a w ostateczności utrzymanie ich na dotychczasowym poziomie. I to jest prawdziwy cel zarabiania pieniędzy - komfort i odpoczynek. Możliwość nic nie robienia (nie pracowania) choćby przez jakiś czas i zapewnienie sobie rozrywki na ten czas. Na to ludzie wydają większość zarobionych pieniędzy. Zdanie sobie sprawy z tego jednego faktu całkowicie zmienia postrzeganie "pracy zarobkowej". Bo co, jeśli praca przynosi co prawda mniej pieniędzy, ale za to sama z siebie oferuje wygodę i czas wolny? W ten sposób nie musielibyśmy za niego płacić, więc część pieniędzy nie byłaby nam niezbędna!

Najłatwiejszym sposobem "kupienia sobie" czasu wolnego jest bezpłatny urlop. Nie, to nie prawda. Najłatwiejszym sposobem zyskania czasu wolnego jest mniejsze jego marnotrawienie. Albo raczej "zużywanie". Praca zarobkowa kosztuje nas przeważnie osiem godzin dziennie. Plus dojazdy. Plus nadgodziny (w obecnych czasach często nie płatne, "dla dobra zespołu"). A gdyby tak pozbyć się chociaż dojazdu?

Wiele osób jest w sytuacji, w której dojeżdżają do pracy godzinę w jedną stronę. Czyli efektywnie zużywają na ośmiogodzinny dzień pracy dziesięć godzin swojego czasu. Jeśli uznamy za normalne podział dnia: 8 godzin snu, 8 godzin pracy i 8 godzin obowiązków domowych oraz czasu wolnego (ta ostatnia kategoria bardzo się różni, ale umówmy się, że jest to czas, kiedy robimy coś "dla siebie"), to dodanie 2 godzin dojazdów odejmuje nam 2 godziny czasu wolnego. A zatem nasz zarobek za godzinę czasu użytego na pracę jest o 20% mniejszy (jeśli zarabialiśmy 200 PLN za 8h, to 25 PLN/h, a teraz 200 PLN za 10h to 20 PLN/h). Oczywiście pracodawcę interesuje jedynie czas poświęcony na pracę, nie na dojazdy, ale chodzi mi o wymierny koszt dla każdego z Was. Oczywiście dojeżdżając autobusem można w tym czasie czytać książkę i "odzyskiwać" część czasu dla siebie...

Recz w tym, że jeśli znajdziemy pracę o 10% tańszą, którą możemy wykonywać z domu (lub jest w zasięgu kilkuminutowego spaceru), to nasza wypłata w przeliczeniu na godziny pracy faktycznie wzrośnie. Jeśli pracowaliśmy za 6000 PLN, a teraz otrzymamy 5400 PLN i dwie godziny wolnego czasu dziennie, to dla wielu osób taka zamiana byłaby korzystna. Oczywiście nadal znajdą się osoby, które wolałyby dołożyć 2 godziny dziennie za te 600 PLN na miesiąc, a później wydać dodatkowe pieniądze na nieco lepsze wakacje, by odpocząć od przepracowania z powodu użytkowania 10 godzin dziennie na tematy związane z pracą. Ale jeśli mamy możliwość dorobienia na nadgodzinach, które wykonamy w części zaoszczędzonego na dojazdach czasu, to wybór staje się banalnie prosty.

Ja zawsze ceniłem swój czas wolny i to właśnie na kategorię "relaks i przyjemności" przeznaczam nadwyżki pieniędzy. Sądzę, że wiele osób tak właśnie postępuje. Dlatego kiedy tylko mogę, rozsądnie wymieniam pieniądze na czas wolny. Czym bowiem jest wynajęcie osoby do sprzątania, jeśli nie kupieniem sobie czasu wolnego od porządków? Czym jest wyjście do knajpy lub zamówienie jedzenia, jeśli nie kupieniem sobie czasu wolnego od gotowania i zmywania? Czym jest zakup zmywarki? Robota-odkurzacza? Automatyzowanie procesów służy nam do pozyskania czasu wolnego. Możliwość pozyskania godziny niepracowania także jest coś warta, prawda? Można ja liczyć w różnicy wypłaty. A to z kolei prowadzi do kolejnego tropu - jeśli pracujesz za dużo i starcza Ci na Twoje potrzeby, rozważ pracę na część etatu. Czas wolny w zamian za pieniądze!

To jest właśnie tytułowa droga na skróty. Zamiast:
  1. zużywam czas, żeby zarabiać pieniądze
  2. jestem zmęczony / zmęczona
  3. wydaję pieniądze, by zapewnić sobie wypoczynek
  4. relaksuję się
  5. nie jestem zmęczony / zmęczona i mam siłę na dalsze działanie
Można skrócić proces:
  1. zużywam część czasu na pracę, a resztę na odpoczynek
  2. nie jestem zmęczony / zmęczona i mam siłę na dalsze działanie

3/4 etatu to 2 godziny wolnego dziennie więcej. Owszem, także o 25% mniej pieniędzy, ale jeśli nie potrzebujesz lub masz dodatkowe źródło dochodu, to 2 godziny wolnego są do pozazdroszczenia. Jeśli w tym czasie wykonasz obowiązki domowe, to być może nawet oszczędzisz. Jak? Cóż, przypuśćmy, że pracujesz za 40 PLN/h a zatrudniana przez Ciebie sprzątaczka bierze trzysta złotych za posprzątanie domu (w tym przypadku nie jest istotne ile jej to zajmuje). Ty posprzątasz dom w pięć godzin. W pięć godzin zarobiłbyś 5x40=200 PLN. Sprzątaczka wzięłaby 300 PLN. A zatem nie pracując "stracisz" 200 PLN, a "zarobisz" 300 PLN. Owszem - zamiast pracować na swoim stanowisku pracy musisz sprzątać - czasem wiąże się to z uciążliwościami, ale rachunki pokazują co się bardziej opłaca.

Nadal wiele osób stwierdzi, że może przecież pracować przez osiem godzin, a potem dołożyć godzinę sprzątania dziennie i w tydzien posprzątać dom nie tracąc czasu pracy. Oczywiście! Jednak nadal wydacie pieniądze na wypoczynek, który jest Wam potrzebny z powodu przemęczenia, przepracowania. A możecie być mniej zmęczeni na co dzień. Dla mnie w kategorii czas / pieniądze, czas zawsze wart był więcej. Czas dla mnie. Czas dla rodziny. Czas na spacery. Spowolnienie szalonego tempa życia. Czas na refleksję. Czas na czytanie. Jeśli wydamy pieniądze, zawsze możemy pozyskać nowe. Jeśli zmarnujemy czas, część naszego życia przepadnie na zawsze, bo dodatkowy czas kupić jest bardzo trudno. Czasu mamy zawsze ograniczoną ilość, dlatego tak ważne jest na co go pożytkujemy.

Żyjcie jak chcecie, ale bądźcie świadomi tego, że czas jest bezcenny i warto przemyśleć system wartości i zastanowić się, na co wydacie te ciężko zarobione pieniądze i czy nie będziecie za nie chcieli kupić sobie tego straconego na ich zarobienie czasu. Bo wtedy będzie o wiele drożej.

piątek, 25 września 2026

Na co zacząć wydawać

Dzisiaj zajmiemy się tym, co podczas oszczędzania musimy zrobić jako trzecie. Zakładam bowiem, że dwa pierwsze punkty są oczywiste: po pierwsze należy spłacić wszystkie zobowiązania, które nad nami ciążą, a po drugie zapewnić sobie poduszkę finansową. Kiedy jednak te dwa pierwsze cele zrealizujemy, może się wydawać, że oszczędzamy dla oszczędzania, a to nie prawda. Dla mnie zawsze chodziło o to, by zamiast wydawać na głupoty, rzeczy zbędne czy ponosić wydatki, których można uniknąć, było mnie stać na to, co jest dla mnie ważne. Kilka z tych rzeczy uważam za esencję, która powinna być ważna dla każdego. Dzisiaj zatem napiszę, na co warto wydać pieniądze jak najszybciej, kiedy tylko będzie nas już stać.

Jeśli tylko oszczędzamy na wszystkich zachciankach i przyjemnościach, to życie przestaje mieć sens. Wydajność nie ma nic wspólnego z zabawą. Dlatego właśnie uważam, że kiedy tylko zaspokoimy dwa pierwsze punkty oszczędzania i wypracujemy sobie nadwyżkę finansową, powinniśmy kupić coś dla przyjemności. W dodatku powinno być to coś, co pocieszy nas dłużej niż kwadrans po zakupie. Dlatego właśnie polecam zainwestować w hobby. Na hobby nie oszczędzajmy przesadnie. Jeśli pochłania nas wędkowanie i spędzamy długie godziny nad wodą, zaopatrzmy się w dobry sprzęt, który posłuży latami. Jeśli godzinami ślęczymy nad modelami do sklejania, kupmy sobie dobrą lampę, narzędzia i porządny model, który naprawdę będzie nas cieszył. Takie podejście sprawi, że tym chętniej będziemy odkładać pieniądze wiedząc, że później z nich naprawdę skorzystamy.

Kiedy ktoś pyta mnie w co najlepiej zainwestować na początek, zawsze tłumaczę, że najlepiej inwestować w siebie. Kursy umiejętności, kursy językowe, książki specjalistyczne, które dadzą nam solidną wiedzę (choćby na temat "w co inwestować"), ogólne poradniki (bardzo polecam "Atomowe Nawyki" Jamesa Cleara). Nauczenie się czegoś nowego to zawsze dobra inwestycja - niezależnie czy później wykorzystamy to do pracy i "spieniężymy umiejętność". Innym sposobem inwestowania w siebie jest także karnet na siłownię, basen czy inny typ karnetu uprawniającego do wstępu na obiekty sportowe. Sport to zdrowie...

A skoro o zdrowiu, to uważam, że zainwestowanie (często jedynie czasu) w badania profilaktyczne to najlepsza inwestycja, która potencjalnie może nam się zwrócić i w postaci dodatkowego czasu (przedłużenie życia) jak i pieniędzy (dodatkowe lata do dodatkowa szansa na zwrot z inwestycji). Może to brzmieć jak banał, oklepany frazes, ale gdyby nie przeprowadzone kilka lat temu badanie, nie pisałbym teraz tych słów. Nie byłoby mnie na świecie od 10 lat, a nie jestem starym człowiekiem. Polecam regularnie się badać!

Jeśli pracujesz zarobkowo "na swoim", albo przynajmniej z własnego domu, dobrym pomysłem będzie zainwestowanie w sprzęt do pracy. Zakup większego monitora, lepszego fotela, ergonomicznego biurka, lampy, słuchawek wyciszających etc. zawsze się opłaci. Nie powinno się oszczędzać na komforcie, a jeśli przy okazji mamy możliwość zwiększyć wydajność i jakość naszej pracy, to jest to zysk podwójny.

Na koniec to, co wcale nie jest najmniej ważne. Czas spędzony z rodziną i tworzenie wspólnych wspomnień nie musi być drogi, a z pewnością jest bardzo cenny. Czasem jednak wymaga od nas, byśmy nie spędzili dodatkowych godzin na pracy. Byśmy odpuścili jedno dodatkowe zadanie, albo zapłacili, by ktoś zrobił je dla nas. Czasem wymaga uszczknięcia z budżetu - kolacja w dobrej knajpie z partnerem, wypad do wesołego miasteczka z dziećmi, wyjazd nad wodę na cały weekend. To nie musi być droga impreza, ale z pewnością wymaga czasu i chęci. I jest to coś, na co zawsze chcę, by było mnie stać. 

piątek, 24 lipca 2026

Zachcianki a oszczędzanie

Odbyłem jakiś czas temu bardzo interesującą rozmowę z członkiem dalszej rodziny. Powiedział mi, że mimo to, że stać go na duży zestaw Lego i bardzo podoba mu się kilka nowych setów, to nie kupuje ich z uwagi na wysoką cenę. Nic w tym dziwnego - to w gruncie rzeczy zabawka (chociaż nie ma niczego złego w bawieniu się zabawkami), która potrafi kosztować tysiąc, albo nawet kilka tysięcy złotych. Wydawanie takiej kwoty tylko po to, żeby poukładać klocki wydaje się rozrzutnością. Tutaj jednak pojawia się drugie dno, za sprawą renomy firmy, dostępnością dużych, ciekawych zestawów oraz ich nakładem.

Rynek na Lego zdaje się być bowiem nieskończony, a te największe, najdroższe zestawy często po względnie krótkim czasie znikają z półek i przestają być dostępne w pierwszym obrocie. Owszem - można je nadal kupić z drugiej ręki, ale często te kompletne, z pudełkiem osiągają astronomiczne ceny. Tutaj właśnie tkwi siła tego pomysłu.

Jeśli bowiem mamy ochotę na pobawienie się jakimś dużym, interesującym zestawem klocków, to najlepiej kupić go na promocji, nie tuż po pojawieniu się, ale kiedy pierwsze zachwyty nieco już okrzepną i z pewnością nie po tym, jak zostanie wycofany ze sprzedaży (kiedy jego cena urośnie). Kupienie tego zestawu w promocji 10% czy 15% taniej niż cena oficjalna oznacza to właściwe posunięcie, na którym możemy nie stracić (a jeśli będziemy niecierpliwi, to stracimy, ale bardzo niewiele). Po wycofaniu zestawu ze sprzedaży, tak jak pisałem, jego cena wzrośnie. Jeśli więc nasz egzemplarz nadal będzie kompletny, z dobrze zachowanym pudełkiem, to nawet za zestaw używany możemy dostać więcej, niż zapłaciliśmy. A jeśli nawet nie (bo nie każdy zestaw przebija tę granicę), to odsprzedamy go z kilku procentową stratą, co przy zakupie w promocji nadal może oznaczać, że nie stracimy na tym.

Ten mechanizm działa z wieloma rzeczami, ale w przypadku Lego jest bardzo czytelny i realny (w innych przypadkach lepiej liczyć się ze stratą, chociaż nie wynoszącą pełnej kwoty). Nadal jednak możemy używać (no dobrze - w przypadku zachcianek raczej "bawić się") wymarzonym produktem, a o ile odsprzedamy go później, kwota którą będzie nas to kosztować będzie o wiele rozsądniejsza. PRzypuśćmy, że kupimy sobie duży zestaw za 1500 PLN, ale z 10% zniżką zapłącimy za niego 1350 PLN. Po roku zabawy decydujemy się zestaw sprzedać, a używany stracił na wartości 20% i możemy go sprzedać za 1200 PLN. Za rok zabawy zapłacimy więc nie 1500 PLN, a jedynie 150 PLN. W dodatku możemy odczekać jeszcze rok czy dwa i zniwelować ten koszt do zera. To chyba niezły interes, prawda? Czy kupilibyśmy sobie ten zestaw za 150 PLN? Oczywiście! A zatem tak należy rozpatrywać koszt tej zachcianki.

Jeśli umiecie oszczędzać i dysponujecie funduszami, które stwarzają taką możliwość, pozwalajcie sobie na takie przemyślane zachcianki, która sprawią, że będziecie mieli frajdę dzięki zaoszczędzonym środkom, a jednocześnie nie przepuścicie ich bezpowrotnie.

piątek, 22 maja 2026

Wydawaj na siebie

Mam problem z wydawaniem na siebie. Robię to, ale odczuwam potężne wyrzuty sumienia. Nawet kiedy zbieram na jakiś konkretny cel i mam odłożone pieniądze, ciężko mi się z nimi rozstać. Prawdopodobnie nie jest to problem, który dotyczy jedynie mnie. Myślę, że wiele osób odczuwa w takich chwilach dyskomfort. Znalazłem jednak pewien sposób, który częściowo łagodzi to wrażenie. Jeśli także ciężko wydaje Ci się pieniądze na siebie, przeczytaj ten tekst, bo może Ci pomóc.

Zauważyłem, że odkąd zacząłem naprawdę dbać o swoje finanse i kwestionować każdy nowy zakup, bardzo łatwym stało się dla mnie odmawianie sobie przyjemności. W pewnym momencie doszło do tego, że nie wydawałem nawet wtedy, kiedy na dany cel odłożyłem konkretną kwotę - kiedy zbierałem właśnie na ten zakup. Dopiero żona uświadomiła mi coś, co w gruncie rzeczy już wiedziałem - że oszczędzam właśnie po to, by było mnie stać na przyjemności dla mnie. Że oszczędzanie nie jest celem samym w sobie, bo nie chodzi o gromadzenie funduszy. Mimo, że to wiedziałem, a do tego miałem potwierdzenie od kogoś, kto dzieli ze mną budżet domowy, nadal potrzebowałem czegoś więcej. Racjonalnego wyjaśnienia, które przekona mój mózg.

Odpowiedź przyszła przypadkiem, kiedy odsprzedawałem swoje używane rzeczy, odzyskując w zasadzie kwoty, które za nie kiedyś zapłaciłem - z powodu kilku czynników - cena się zmieniła, rzecz stała się poszukiwana, a ja nie niszczę rzeczy. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że część zakupów jest tak naprawdę inwestycją.

I faktycznie, o wielu rzeczach, które kupuję, myślę jak o rodzaju inwestycji. Część jest inwestycją w tym sensie, że przedmioty nadają się do odsprzedaży. Jest to najbardziej bezpośrednia kategoria. Kupując coś tracę co prawda pieniądze, ale zyskuję przedmiot o podobnej wartości, który pozostaje w moim posiadaniu i który w razie konieczności mogę spieniężyć, odzyskując większość środków. Następną kategorią jest inwestowanie w siebie - w swoje umiejętności poprzez wykupione kursy, poświęcanie czasu na samodoskonalenie czy nawet oglądanie poradników jest inwestycją w umiejętności, które mogą pozwolić mi zarobić lub oszczędzić. Każda rzecz, którą będę umiał zrobić sam oszczędza mi kosztu zatrudnienia fachowca. Okazało się tym samym, że zakup dobrych narzędzi także zwrócił się w ten sposób. Inwestuję także w swoje nadwątlone zdrowie (i samopoczucie), chociażby jadając lepiej (znów inwestycja czasowa w naukę gotowania i finansowa w lepsze składniki). Kiedy jestem najedzony, wypoczęty, zdrowy i w dobrym humorze, jestem bardziej wydajny.

Wiem, że to może brzmieć jak oszukiwanie siebie, ale wiecie co? To działa! Nawet jeśli to tylko przekonanie o tym, że inwestuję w siebie, to wydaję zaoszczędzone pieniądze zgodnie z ich przeznaczeniem, nie czując z tego powodu wyrzutów sumienia, będąc przekonanym o słuszności tych wydatków.

Nie każdy wydatek to "koszt", część to "inwestycja". A jeśli coś kupujesz, to wymieniasz pieniądze na przedmiot o pewnej wartości, który nadal jest w Twoim posiadaniu i stanowi część Twojego majątku. Twój stan posiadania zmienił się zatem o wiele mniej niż kwota na rachunku. Warto o tym pamiętać.

piątek, 28 listopada 2025

Zapomniałem się w oszczędzaniu

Zdarza mi się w życiu przesadzać. Kiedy się za coś biorę, bardzo często przesadzam. Eksploatuję wszystko w stopniu przekraczający zdrowy rozsądek. Staram się być efektywny ponad miarę. Nic dziwnego, że także w oszczędzaniu, które stało się moim konikiem kilkanaście lat temu, przesadzam. Dzisiaj, mam nadzieję, że ku przestrodze, opowiem Wam o tym, jak się opanowałem, a, uwierzcie mi, nie zdarza się to często. Oto moja historia.

W zeszłe wakacje uszkodziła mi się lodówka. Powody mogą być różne, rzecz w tym, że zaczęła wylewać się z niej woda. Poczytałem, poszperałem i lodówkę naprawiłem. Prawie. Woda przestała się lać, lodówka chłodziła jak poprzednio, zamrażalnik mroził jak na niego przystało, ale... zaczęła hałasować. Znów szperałem w necie, winnych części mogło byś kilka (na agregat nie poradzę, ale silniczek wiatraczka od odparowywania wody umiem wymienić). Rzecz w tym, że nie wymieniłem nic. Cóż - niech sobie hałasuje, ważne, że działa.

To był pierwszy błąd. Powinienem był wtedy założyć fundusz i oszczędzać na nową lodówkę, skoro nie zamierzałem naprawiać tej, prawda? Cóż - teraz to wiem! Hałasująca lodówka oznacza lodówkę niesprawną. Nie chciałem płacić za jej naprawę, bo sprzęt miał piętnaście lat! Mógł się zepsuć w każdej chwili. A w dodatku miał jeszcze jedną wadę, ale... nie uprzedzajmy faktów.

Rzecz w tym, że pieniądze były. Jako ktoś, kto umie oszczędzać dysponowałem sporym budżetem na wymianę niesprawnego sprzętu - z pewnością wystarczyłby na nową lodówkę. W mojej głowie jednak była to "działająca, całkiem dobra lodówka" i nie brałem pod uwagę potrzeby jej wymiany. A hałas - w dzień nie był uciążliwy, a nocą... tylko czasem.

Nadszedł jednak dzień, kiedy ceny spadły (rozpoczęły się Black Weeks na stronach sprzedawców sprzętu AGD i RTV) i okazało się, że kupno nowej lodówki to okazja. Wtedy właśnie porównałem specyfikacje mojej piętnastoletniej lodówki oraz nowej, którą sobie upatrzyłem. Różnica w zużyciu prądu mnie przekonała! Oczywiście - koszt lodówki jako taki się nie zwróci w wydatkach na prąd, ale dopiero gdy do argumentu, jakim jest promocyjna cena dołączył fakt mniejszego zużycia energii zrozumiałem, że... moja stara, głośna, potrafiąca zalać podłogę w kuchni wodą lodówka, której dni są policzone, może nie dotrwać do kolejnej promocji. To był najlepszy moment na jej zakup!

Tutaj ciekawostka - piszę ten post nie po to, by promować kończące się właśnie promocje z okazji Black Friday i Black Week (gdyby tak było, ten post pojawiłby się wcześniej), ale wyłącznie dlatego, byście poznali moją historię i to, w jaki sposób można przesadzić w oszczędzaniu. Żyłem z hałasującą lodówką ponad rok, tylko dlatego, że nie chciałem na zakup nowego sprzętu wydać odłożonych na ten cel pieniędzy! Czasem nie warto myśleć, że "trzeba się przemęczyć", bo przecież w oszczędzaniu chodzi o to, by było nas stać! A nie o to, byśmy w nieskończoność odkładali kolejne kwoty.

A jak to powinno wyglądać.


W idealnym świecie kolejne kroki powinny wyglądać tak:
  1. Lodówka zalała w wakacje podłogę, po czym zaczęła hałasować.
  2. Usuwam usterkę na bieżąco (choćby tylko wyciek) i natychmiast zakładam fundusz zbierania na nową lodówkę.
  3. Monitoruję ceny oraz kwotę na funduszu.
  4. Orientuję się, że najlepsze ceny będą w Black Friday.
  5. Nastrajam się tak, by do tego terminu uzbierać pełną kwotę (w ten sposób na pewno będę bezpieczny, bo cena przecież spadnie, a nie wzrośnie i daję sobie margines błędu, na przykład na koszty transportu czy modyfikacji kuchennej zabudowy)
  6. Kiedy zacznie się promocja, kupuję nową lodówkę, będąc na ten krok przygotowanym, wiedząc czy promocja faktycznie jest promocją, dzięki śledzeniu cen i mając potrzebną kwotę.

piątek, 18 lipca 2025

Wydawaj dla siebie

Kiedy kupujesz nowy telewizor - dlaczego to robisz? A nowy telefon? Samochód? Zegarek? Ba - kupując nowe ciuchy czy buty, wybierasz te ze znanym logo, prawda? Dlaczego to robisz? Przecież nie dlatego, że sam chcesz patrzeć na logo...

Wiele "modnych" zakupów robimy nie dla siebie, ale dla osób, które będą nas po nich oceniać. Łakniemy tej oceny niczym nieskazitelnego profilu w mediach społecznościowych - takiego, gdzie widać tylko piękne potrawy, wymarzone wakacje, uczesane dzieci ze świadectwem z czerwonym paskiem oraz fotki w szybkiej bryce. Nie potrzebujemy tego dla siebie, tylko dla innych (trochę dla siebie - chcemy być przez ten pryzmat oceniani). Wydajemy nie małe pieniądze na to, by robić wrażenie na innych.

Ja nie mam drogiego telefonu. Ba - nie mam smartfona, a moja komórka nie robi zdjęć i nie łączy się z internetem. Dlaczego? Bo uznałem, że tego nie potrzebuję. Wydałem na mój telefon poniżej 100 PLN, było to ponad dziesięć lat temu i od tego czasu wciąż działa (a baterię ładuję nie częściej niż raz na tydzień). Oczywiście, że ludzie patrzą na mnie z pobłażaniem i śmieją się ze mnie, ale ja wolę wydać na czytnik e-booków, z którego mam pożytek (tez nie jest to najnowszy model) niż na smartfon, który ciągle będę musiał zmieniać, by "dogonić" technologię. No i nie chcę się z nikim ścigać na to, czy mam już najnowszy model.

Póki działa mój komputer, nie potrzebuję nowego. Póki działa odtwarzacz MP3, nie interesuje mnie nowszy model. Póki samochodem da się dojechać wszędzie tam, gdzie potrzebuję, nie szukam innego a jeśli mogę kupić wygodne ubranie, nie jestem zainteresowany żadnym logo, które producent na nim umieszcza. A skoro ja nie jestem, to dlaczego miałbym to kupować, by robić jakiekolwiek wrażenie na kimś innym?

Owszem - jeżeli Twoim celem jest robienie wrażenia na sąsiadach, znajomych czy przechodniach, nie ma w tym nic złego. Pisze ten post tylko po to, by uświadomić Ci, że niektóre z tych wydatków służą tylko po tym, by inni lepiej Cię oceniali (albo właśnie nie oceniali). Nadal możesz ponosić te koszty, wiedz tylko dlaczego. A jeśli nie chcesz ich ponosić, to uzmysłów sobie, że w każdej chwili możesz powiedzieć sobie "mnie wystarczy to, co mam i nie muszę przesiadać się na nowszy model lub kupować nowego gadżetu tylko dlatego, że bez niego ktoś pomyśli, że jestem gorszy". Mnie osobiście nie bardzo przeszkadza to, że ktokolwiek pomyśli o mnie, że jestem gorszy, bo nie mam czegoś tam, tylko po to by spełniać jego wizję statusu społecznego.

czwartek, 20 marca 2025

Metoda Kopertowa

Czy wiesz ile wydajesz na jedzenie? Czy wiesz ile wynoszą Twoje rachunki? Czy masz pojęcie o tym ile kosztują Twoje przejazdy, paliwo, chemia? Jeżeli płacisz za to wszystko kartą, to zapewne nie masz pojęcia.

Pierwszym krokiem skutecznego oszczędzania jest analiza budżetu. Znajomość wpływów i wydatków to sprawa pierwszorzędna, jeśli chodzi o zarządzanie własnymi finansami. Aby sprawdzić jak dobrze orientujesz się we własnych finansach, możesz posłużyć się metodą kopertową (chociaż obecnie większość rachunków płacimy przez internet, więc ta metoda wydaje się przestarzała, możemy ją zasymulować).

Na czym polega Metoda Kopertowa


Przygotowujemy sobie zestaw kopert, oznaczonych jako rachunki, transport, jedzenie, chemia gospodarcza, ubrania, prezenty czy leczenie. Do każdej z nich wkładamy kwotę, którą spodziewamy się wydać na ten cel w najbliższym miesiącu. Dobrze, jeśli suma tych kwot mieści się w naszym budżecie, czyli nie przekracza wpływów. Następnie na każdy cel, sukcesywnie używamy pieniędzy z danej koperty. Jeśli uda nam się przez cały miesiąc obejść się bez dokładania do kopert oraz bez przekładania z jednej koperty do drugiej, to bardzo dobrze!

Ćwiczenie to doskonale uczy zarządzania finansami i tworzenia budżetu, a jednocześnie jest świetnym motywatorem do nie wydawania więcej, niż początkowo założyliśmy (przynajmniej nie bez potrzeby). Wyobrażając sobie, że kwoty te to wszystko co mamy, uczymy się kreatywności w kuchni (kiedy koperta na jedzenie świeci pustkami przed pierwszym) czy motywujemy się do tworzenia prezentów samodzielnie (jeżeli nie mamy nic w kopercie ze środkami, przeznaczonymi na ten cel). Uczymy się gospodarności.

Dodatkową nauką są wnioski, wyciągnięte z ćwiczenia - powtarzając je przez kilka miesięcy uczymy się przewidywać wydatki i rozdzielamy fundusze w sposób coraz bardziej zbliżony do rzeczywistości. Uczymy się prawdziwie panować nad swoimi wydatkami. Możemy zacząć myśleć o oszczędzaniu.

Metoda kopertowa w dzisiejszych czasach polega raczej na próbie przewidzenia wydatków w każdej z kategorii na kartce papieru i porównanie zapisów do wyciągu z konta na koniec miesiąca.

Metoda Kopertowa - oszczędzanie


Kiedy umiemy już przewidzieć wydatki, możemy rozszerzyć metodę kopertową o to, o co chodziło od początku - o możliwość odłożenia na jakiś cel. Zakładamy więc dodatkowa kopertę (koperty) na cel (cele), na które chcemy oszczędzać. Kiedy bowiem zaspokoimy już wydatki, a z dochodów zostanie cokolwiek na ten miesiąc, powinniśmy jakieś kwoty umieścić w kopertach z wyznaczonymi celami. W ten sposób możemy odłożyć na nowy samochód, wakacje czy zakup funduszy inwestycyjnych - dowolny cel. Mając konkretną kopertę z konkretnym przeznaczeniem wiemy, jak blisko naszego celu jesteśmy (znamy kwotę, jaką musimy zgromadzić na zakup samochodu) lub wiemy jak dobrze zrealizujemy nasz cel (kwota odłożona na wakacje może definiować cel podróży). 

Korzystałem z metody kopertowej, kiedy zaczynałem tworzyć budżet domowy i byłem zaskoczony faktycznymi wydatkami, o których nie miałem pojęcia. Metoda ta pomogła mi zapanować nad wydatkami, kiedy wiele innych sposobów wydawało się nie działać. Dlatego właśnie polecam ten sposób osobom, które, tak jak ja w przeszłości, borykają się z problemami finansowymi i zastanawiają się gdzie właściwie rozchodzą się te wszystkie pieniądze.

piątek, 13 września 2024

Po co to wszystko?

Całe to oszczędzanie, inwestowanie, pracowanie, awansowanie i gromadzenie pieniędzy - czemu to właściwie służy? Kiedy nadejdzie moment, żeby uznać, że mamy już dość? Że odłożyliśmy kwotę, która nam wystarcza? Co jest prawdziwym celem gromadzenia gotówki?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przyjrzeć się tym najbogatszym, którzy powinni mieć dość, a jednak nieustannie pomnażają swoje bogactwa. Czyżby nigdy nie było dość? Nieprawda! Jest jedna rzecz, która ich wyróżnia i nie są to wille, jachty i prywatne odrzutowce. Jest to przedkładanie czasu ponad pieniądze. Mając dużo pieniędzy (które szczęścia nie dają) możemy mieć więcej czasu dla siebie (a to z kolei, w mojej opinii, daje bardzo dużo szczęścia). Zatem oszczędzać należy po to, by mieć jak najwięcej czasu!

Patrząc na to z innej strony - należy zapewnić sobie pewien zadowalający poziom życia, a do tego czas, by się tym poziomem cieszyć. Niepotrzebna jest willa, jeśli cały czas spędzamy w biurze i korzystamy z niej tylko przez dwa tygodnie w wakacje. Nie potrzebny jacht, jeżeli nie mamy czasu się nim nacieszyć. Odrzutowca też używamy tylko do pracy? Nie tędy droga.

Oszczędności powinny dać nam poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Pewien spokój. Inwestycje w idealnym układzie powinny zapewnić nam możliwość niepracowania - niekoniecznie całkowitego, ale powinniśmy móc przedłużyć sobie wakacje, wziąć kilka dni wolnego, kiedy mamy na to ochotę, korzystać z życia. To jest prawdziwa ich wartość. Większy telewizor nie zapewni nam szczęścia.

Chociaż, może z drugiej strony zapewni. Co ja tam wiem? Przecież każdy oszczędza tak, jak chce, wydaje na to, na co chce wydawać i każdy ma inne potrzeby. Znam osoby, które mają wille i jeżdżą "pomieszkać" przez dwa tygodnie w roku, a przez resztę czasu ciężko pracują, by związać koniec z końcem. Wiem też, że te osoby narzekają na ten stan rzeczy, ale nie zmieniają swojego podejścia. Nie wiem tylko czy to dlatego, że nie widzą innej drogi, czy też są szczęśliwe, że mają te dwa tygodnie i mogą ponarzekać przez pozostałe pięćdziesiąt.

piątek, 16 sierpnia 2024

Pożycz od siebie

W zeszłym tygodniu pisałem o oszczędzaniu na kilka rzeczy jednocześnie. Dodam, że kiedy oszczędzamy w ten sposób, powinniśmy starać się nie przekładać pieniędzy z jednego woreczka do drugiego (choć może to być kuszące - kupić coś już teraz, a następnie odkładać więcej, żeby nadrobić). Jeśli to zrobimy, to oszukujemy samych siebie - wyznaczając sobie cele liczymy się z kosztem takiego postanowienia.
Jest jednak wyjątek. Jeżeli przytrafi nam się niespodziewany wydatek (a czasem nadzwyczajna okazja), może się okazać, że "na gwałt" potrzebujemy pieniędzy. W takim wypadku powinniśmy udzielić sobie sami pożyczki, wykorzystując pulę zaoszczędzonej gotówki.

Tu ważne wtrącenie - bardzo często ludzie, którzy odkładają pieniądze na przykład na studia dzieci, ich wesele czy inny fundusz związany z dziećmi, za wszelką cenę nie chcą naruszać tej puli. Dlatego kiedy zdarzy im się niespodziewany wydatek, biorą jakiś niewielki kredyt z banku, zamiast uszczknąć coś z posiadanych pieniędzy. Rzecz w tym, że kredyt i tak trzeba będzie oddać, a w dodatku doliczyć odsetki - "strata" będzie więc większa.

Dużo lepszym rozwiązaniem jest pożyczyć od siebie. Ustalić samemu ze sobą termin zwrotu, doliczyć sobie odsetki i taką kwotę systematycznie zwracać do funduszu. W ten sposób "straty" są takie same, ale każda złotówka zarabia, a fundusz wzbogaca się o dodatkowe odsetki! Oczywiście działa to w przypadku każdego celu oszczędnościowego, nie tylko tych związanych z dziećmi (poruszyłem tę tematykę, bo zauważyłem, że wiele osób w takiej sytuacji ma największe opory).

Przykład:
Odkładamy na wesele dziecka po 500 PLN miesięcznie i dotychczas odłożyliśmy 15 000 PLN. Wesele jednak nie jest na razie planowane (może za 2 lata). Potrzebujemy 10 000 na jakiś ważny cel. Ustalamy, że będziemy oddawać po 500 PLN miesięcznie (zwrócimy je w 20 miesięcy) i oddamy dodatkowo 1 000 PLN jako odsetki (dodatkowe 2 miesiące po 500 PLN). Zatem przez następne 22 miesiące będziemy do tego funduszu dokładać po 1000 PLN (500 dokładamy co miesiąc plus 500 zwrotu długu). Innym rozwiązaniem byłoby 1050 PLN przez 20 miesięcy (jeśli odsetki rozłożylibyśmy równo na wszystkie wpłaty). W ten sposób pieniądze "leżące" przez dwa lata, zarobiły dodatkowo 1000 PLN (który i tak musielibyśmy spłacić, gdybyśmy wzięli pożyczkę z banku).

piątek, 9 sierpnia 2024

Kilka celów za jednym zamachem

Zastanawiałem się nad tym już kiedyś, ale postanowiłem sprawę przemyśleć raz jeszcze i tym razem doszedłem do innych wniosków. Mowa o oszczędzaniu równoległym - na kilka celów jednocześnie. Polega to na stworzeniu osobnego funduszu wakacyjnego, osobnego na nowy samochód, osobnego na nadchodzące wesele i tak dalej, zamiast skupiania się na jednej rzeczy na raz i odkładaniu pieniędzy na ten jeden, konkretny cel, a dopiero po jego zrealizowaniu skupianie się na kolejnym. Poprzednio wydało mi się to bez sensu - lepiej zgromadzić kwotę na jedną rzecz, kupić ją i zacząć zbierać na kolejną, prawda?

Otóż niekoniecznie... Sęk w tym, że:
  1. Niektóre cele mają termin, którego mamy się trzymać i nie ma konieczności zgromadzić środków na dany cel zbyt wcześnie (sprawdza się, kiedy ustalimy termin, podzielimy wpłaty i dokładamy na dany cel kwotę, która pozwoli go zrealizować). Takim typowym celem terminowym będą wakacje czy wesele.
  2. Zdarza się, że gdy do odkładania pieniędzy dorzuca się kilka osób, nie każdy ma ochotę wspierać każdy z tych funduszy. Może się zdarzyć, że na wakacje odkłada tylko jeden z partnerów, na samochód tylko drugi z nich, natomiast jednocześnie razem składają się na fundusz "domowy", by szybciej spłacić hipotekę.
  3. Czasem prezent od rodziny może dotyczyć konkretnego celu - dobrze więc mieć otwarte fundusze z różnymi intencjami. Na przykład rodzice w rocznicę ślubu dają parze kopertę z pieniędzmi, by wspomóc ich wymarzone wakacje. Byłoby nie w porządku przeznaczać je na samochód, lub przekładać pieniądze uzbierane na samochód do nowopowstałego funduszu wakacyjnego.

"Osobiście kiedy oszczędzam na jakiś cel, to gromadzę pieniądze w jednej puli" - tak właśnie myślałem. Ale to nie prawda! Osobno odkładam pieniądze z myślą o inwestycjach, osobno mam pulę "na czarną godzinę", taką poduszkę finansową, a osobno mam "pulę na jakiś cel", z tym, że przeważnie jest to cel nie dość dokładnie zidentyfikowany. Najczęściej oszczędzanie kończy się rozmową typu "czy mamy dość pieniędzy, by pozwolić sobie na...", zatem nie jestem idealnym przykładem oszczędzania na kilka rzeczy jednocześnie, ale tak jak napisałem na początku - do niedawna nie wierzyłem w ten system i prezentuję wynik swoich przemyśleń z ostatnich paru miesięcy. Zamierzam jednak sprawdzić tę metodę, bo wydaje mi się, że działa. 

Już cieszę się na myśl, że uda mi się zrealizować kilka celów jednocześnie, nawet jeśli potrwa to nieco dłużej. Wydaje mi się jednocześnie, że i tak nastąpi to szybciej, niż gdybym oszczędzał na każdą z rzeczy po kolei. Życzcie mi szczęścia!

piątek, 2 sierpnia 2024

Wakacje nad morzem

Jakiś czas nie pisałem, a to z powodu wakacji. Nie jeżdżę na nie co roku, wiec sprawa to dla mnie wyjątkowa. Przy okazji okazało się, że udało nam się pojechać w to samo miejsce, co 6 lat temu, dlatego mogę podzielić się spostrzeżeniami co do tego co się zmieniło. W kwestiach finansowych oczywiście.

Od razu zdradzę, że kilka kwestii mnie bardzo zaskoczyło. Zdradzę także, że nie będę publikował "paragonów grozy", bo takowych zwyczajnie nie posiadam. Podam za to kilka cen i kilka odniesień cenowych, gdyż byłem w jednym miejscu, a ceny na długości wybrzeża prawdopodobnie się różnią.

Zakwaterowanie


Apartament dwupokojowy (30m2) podrożał przez te 6 lat, ale wcale nie drastycznie. Poprzednio był to koszt 300 PLN za dobę, obecnie 350 PLN (komfort odrobinę większy). W moim odczuciu nie jest to wielka podwyżka, a zależało nam na wygodzie (klimatyzacja, pralka, żelazko). W cenę wchodziło także miejsce postojowe.

Rezerwowaliśmy na kilka dni przed przybyciem - miejsc było sporo, zatem nie jest prawdą, że rezerwowanie wakacji należy rozpocząć już w styczniu (jak słyszałem).

Jedzenie


Tutaj spotkałem się z najbardziej negatywnymi scenariuszami, jakoby jedzenie nad morzem było horrendalnie drogie. Czy było? Cóż - nie było. W odniesieniu do Warszawskich cen nie było szokująco drogie, a porcje były naprawdę duże. Zaskoczeniem dla mnie było to, że posiłek oparty na rybie był mniej więcej dwa razy droższy niż obiad podobnej wielkości, ale ze schabowym lub piersią z kurczaka. W dodatku zupełnie nie widać tego było w menu - cena ryby podawana była za 100 gram (i oscylowała wokół 20 PLN), natomiast porcja zawierała także frytki i surówki, które były dodatkowo płatne - to tutaj ukrywały się dodatkowe koszty. Napoje raczej drogie, co także podnosiło końcową cenę zamówienia.

Lody w cenie 7-8 PLN za gałkę lub 13-15 PLN za loda z automatu.

Ceny w sklepach "normalne", z tym, że zdarzają się produkty, których cena podniesiona jest o dodatkowe 50% (ja trafiłem na dział z jogurtami o takich właśnie wyższych cenach).

Plaża


Ok, plaża była darmowa, ale oddalona o 1,5 km od miasteczka. Lubię spacery, więc przejście przez zalesione wydmy (szlakiem lub drogą) nie było problemem. Jednak gdyby ktoś chciał dojechać, to cena za bilet na przejazd tego odcinka to 6 PLN za osobę (lub 7 PLN, jeśli zamówimy transport z/do ośrodka).

Można oczywiście dojechać własnym autem, jednak jeżeli chcemy zaparkować tuż obok wejścia na plażę, musimy się liczyć z kosztem 10 PLN za godzinę pozostawienia samochodu na placu.

Podsumowanie


Uważam, że jak na miejscówkę wakacyjną, ceny nie były przerażające i można było być gotowym na właśnie takie wydatki. Można oczywiście kłócić się, że wakacje za granicą wyszły by taniej i jest to prawda, ale czy wakacje za granicą są lepsze od wakacji nad polskim morzem? Ja jakoś wolę to drugie - bez pseudo luksusowego all inclusive z przesłodzonymi darmowymi drinkami z automatu i smażonym jedzeniem, które smakuje jednakowo niezależnie od tego, co się nałoży na talerz (takie mam doświadczenia).

piątek, 5 kwietnia 2024

Oszczędzaj gdy nie brakuje

Najłatwiej zdefiniować "oszczędzanie" jako "nie wydawanie bez potrzeby". Trudno to jednak robić, kiedy z trudem starcza nam do pierwszego. Wtedy musimy rozszerzyć definicję o znalezienie rzeczy, które wydają nam się potrzebne, ale możemy się bez nich obejść. O wiele łatwiej znaleźć te "niepotrzebne" wydatki, kiedy mamy więcej pieniędzy, ale wtedy z kolei przeważnie nie odczuwamy potrzeby oszczędzania. Dzisiaj jednak chciałbym zaproponować sposób na oszczędzanie tym osobom, które nie mają problemów ze zbyt niskimi zarobkami.

Żyj poniżej swoich możliwości


To właśnie moja rada. Jeśli chcesz odłożyć jakieś pieniądze, przejść na wcześniejszą emeryturę, znaleźć środki na inwestycje lub kupić mieszkanie i odkładasz na wkład własny (mniejszy kredyt to mniejsze odsetki), to zacznij żyć poniżej swoich możliwości.

Jeżeli więc stać Cię na jadanie w restauracji kilka razy w tygodniu, ogranicz się do jedzenia tam raz w tygodniu, albo raz na dwa tygodnie. Jeżeli kupujesz nowy samochód, pomyśl nad używanym, nieco tańszym modelem. Dokonując zakupu troszcz się o ceny, zamiast płacić w najdroższym miejscu, pod wpływem chwili. Nie wykupuj najdroższego abonamentu, nie używaj najdroższego modelu smartfona, nie prześcigaj się w tym, by mieć najnowszy i najdroższy sprzęt. Nie wszystkie Twoje ubrania muszą mieć metki markowych projektantów i firm. 

Ty wiesz, że Cię stać, więc żyj dla siebie, a nie dla tych, którzy mają widzieć, że Cię stać. Zdaj sobie sprawę z tego, że część z tych rzeczy kupujesz dlatego, żeby inni widzieli. Dlatego, że "Twój status tego wymaga". Zmień to myślenie!

Dlaczego bogaci mają oszczędzać?


W mojej opinii mało kto jest na tyle bogaty, by nie musiał oszczędzać. Nie piszę też o ciągłym zaciskaniu pasa - kiedy dochodzisz do momentu, gdy zarabiasz więcej i lepiej Ci się wiedzie, musisz z tego skorzystać, żeby czuć, że warto było się starać. Zawsze jednak warto mieć w głowie to, że zaoszczędzone pieniądze mogą zostać zainwestowane i zacząć na siebie pracować, a wydane pieniądze przestają przynosić pożytek. A jeżeli zwrot z inwestycji będzie wystarczająco duży, to znajdziemy się w sytuacji, kiedy możemy zjeść ciastko i mieć ciastko - jednocześnie wydawać (z wypłaty) i nadal mieć pieniądze (z inwestycji). Być może okaże się, że zwrot z inwestycji będzie na tyle duży, że będziemy mogli zrezygnować z części obowiązków domowych (zatrudnienie pomocy) lub służbowych (brak nadgodzin, pół etatu, praca gorzej płatna ale bliżej domu lub wcześniejsza emerytura).

Praca to zamienianie czasu na pieniądze. Zawsze uważałem, że prawdziwym zwycięzcą jest ten, kto ma tego czasu wolnego jak najwięcej, kto może sobie pozwolić na pracowanie jak najmniej i cieszenie się czasem wolnym. Ale do tego potrzebne są przecież pieniądze, prawda? Oszczędzanie, kiedy Cię na to stać to najkrótsza droga do tego celu.

piątek, 2 lutego 2024

Rzeczywisty zwrot z inwestycji

Kupujesz coś w celu inwestycyjnym - akcje, obligacje, udziały... a może po prostu dzieło sztuki, czy nawet zestaw klocków lego, który zamierzasz w przyszłości sprzedać z zyskiem. Wydajesz na to 100 PLN. Po roku sprzedajesz ten zestaw za 150 PLN. Ile wynosi rzeczywisty zwrot z inwestycji? 50%? To jest stosunek zysków do kosztów. Trzeba się cieszyć, prawda? Nie!

Wpływ inflacji


50 PLN jest zyskiem jedynie pozornie. Otóż ważne jest to, że pieniądze w tym czasie straciły na wartości, a dokładniej zmniejszyła się ich siła nabywcza. Co to oznacza? Cóż - obecnie za zainwestowane 100 PLN nie kupimy już tego, co kupilibyśmy rok temu.

Co ciekawe, w zależności od tego co kupujemy, spadek wartości pieniądza może być różny i nie pokrywać się ze wskaźnikiem inflacji z urzędu statystycznego. Polecam zatem samodzielne sprawdzenie współczynnika inflacji poprzez "typowy wózek zakupowy", który dla każdego będzie inny, bo uzależniony od towarów, które najlepiej reprezentują nasze zakupy.

Nasz wózek zakupowy


Polecam więc cyklicznie, lub w momencie, kiedy robimy większą inwestycję, przetestować wózek zakupowy. W tym celu idziemy do marketu i staramy się zrobić zakupy, wkładając do koszyka produkty, które zwykle kupujemy (a "dodatkowe" produkty kupić na osobny rachunek).

W moim przypadku byłyby to:
  • chleb gruboziarnisty i 2 grahamki
  • 2l mleka
  • 200g masła
  • 150g żółtego sera (ważne, by wybrać ten codzienny, który zwykle kupujemy)
  • 300g białego sera
  • śmietana 18%, 200g
  • jogurt naturalny 400g
  • 1l oleju
  • ogórek zielony / 2 gruntowe
  • sałata
  • słoik ogórków konserwowych
  • przecier pomidorowy 500 ml
  • makaron spaghetti
  • 1kg cebuli
  • 1kg jabłek
  • 2 banany
  • udziec z indyka 500g
  • szczoteczka i pasta do zębów
  • mydło i szampon
  • 100g herbaty liściastej
  • 100g mieszanki orzechowej
Są to różne produkty, które kupuje raczej regularnie (choć w różnych odstępach czasu - patrz szczoteczka do zębów), z różnych grup zawodowych. Oczywiście jeśli jakiś produkt przeważa w Waszych zakupach - kupujecie go więcej i częściej, powinno być też go więcej w Waszym koszyku.

Kiedy postanawiamy spieniężyć inwestycje (lub znowu - cyklicznie), robimy te same zakupy i porównujemy sumaryczny koszt. Jeśli suma wzrosła o 20%, to znaczy, że 20% naszej inwestycji "zżarła" inflacja (zamiast inwestować, moglibyśmy kupić wszystko taniej), a zysk nie wynosi całe 50%, tylko 25% (125 PLN + 25 PLN jako 20% z tych 125 PLN). 

Dzieje się tak dlatego, że jeśli inwestujemy, by za jakiś czas kupić sobie samochód, ten samochód drożeje przez czas, kiedy staramy się zebrać pieniądze, czyli musimy zebrać ich więcej niż cena samochodu na początku (oczywiście nie chodzi o ten konkretny samochód, ale o markę, model i wiek (a nie rocznik) auta).

O co chodzi w inwestowaniu


W inwestowaniu chodzi nam o wyścig z inflacją. Staramy się ją prześcignąć, zarabiając więcej niż wynosi inflacja dla nas (którą określają typowe zakupy, wzrost rachunków), albo przynajmniej jej dorównać - jeśli pieniądze trzymalibyśmy pod poduszką, to nie osiągnęlibyśmy nawet tyle. Jeżeli natomiast zarobiliśmy, ale mniej niż wyniosła inflacja, to straciliśmy (ale nie tyle ile stracilibyśmy, gdybyśmy trzymali pieniądze pod poduszką). Określając wielkość sukcesu, jaki odnieśliśmy inwestując, pamiętajmy o tym, by odnieść tę wartość do wzrostu cen, które mają znaczenie dla naszego życia (co nas obchodzą ceny biletów PKP i miejsc w nadmorskich kurortach, jeśli nie jedziemy na wakacje? Lepiej zmierzyć faktyczny wzrost cen tych towarów i usług, z których faktycznie korzystamy).

piątek, 1 grudnia 2023

Moja strategia inwestowania oszczędności

Każdy, kto chce oszczędzać, a nie chce, by oszczędności traciły na wartości, powinien mieć jakąś strategię na ulokowanie oszczędności. Choćby po to, by nie stracić na inflacji. Dzisiaj podzielę się z Wami moją strategią, a przynajmniej jej częścią. Tą najbardziej konwencjonalną.

Od razu zaznaczam, że to, że mnie przypadł do gustu ten sposób nie oznacza, że sprawdzi się u kogoś innego. Zachęcam natomiast do znalezienia ścieżki dla siebie, która da Ci komfort i zabezpieczy Twoje oszczędności. Analizuj pomysły innych, by znaleźć własny, zamiast stosować rozwiązania, które w Twoim przypadku mogą nie być skuteczne.

Akcje dywidendowe


O tym czym jest dywidenda pisałem już kilka razy i można się z takim wpisem zapoznać chociażby tutaj. Rzecz w tym, że moim sposobem na zabezpieczenie oszczędności jest regularny zakup akcji dywidendowych. To mogą być nowe spółki, które wypłacają regularne dywidendy swoim akcjonariuszom, albo powiększanie portfela o walory już posiadane.

Przeznaczam na ten cel stałą kwotę co miesiąc i w ten sposób cyklicznie powiększam wartość mojego portfela, czerpiąc w ten sposób coraz większy zysk z dywidend.

Dlaczego lubię akcje dywidendowe


Wypłacenie dywidendy nie zmniejsza mojego portfela. By otrzymać zysk, nie muszę niczego sprzedawać, zatem ilość akcji (jak i ich wartość) nie zmniejsza się z powodu wypłaty dywidendy. Jeśli miałem 100 akcji jakiejś spółki, to dostaję dywidendę za każdą z nich, a na koniec nadal zostaje mi sto akcji, które przyniosą mi dywidendę w następnym okresie (przeważnie raz do roku). Moje oszczędności są więc bezpieczne - jeśli firma nie traci na wartości w oczach akcjonariuszy, to cena akcji powinna zwiększać się zgodnie z inflacją, a dywidenda daje dodatkowy zysk, który od razu trafia na konto.

Postaram się napisać tu kilka słów o innych sposobach zabezpieczenia swoich oszczędności, z których korzystam, o ich plusach i minusach, byście do końca roku mogli wybrać jakąś metodę dla siebie lub wypracować własną, która pozwoli Wam wykorzystać osobiste predyspozycje i możliwości.

piątek, 25 sierpnia 2023

Nie kupuj nowego samochodu!

Kupno nowego samochodu to zła inwestycja! Oczywiście, jeśli patrzymy na to jedynie z inwestycyjnego punktu widzenia i mamy na myśli kupno samochodu dla siebie, a nie do firmy czy jako specjalistycznego sprzętu. W takim przypadku to zawsze zły pomysł. Najprościej wziąć pod uwagę fakt, że samochód kupiony w salonie traci 10-20% wartości w momencie wyjechania z salonu. Te 10-20% to wartość tego, że możemy wyjechać z salonu nowym samochodem. Tracimy tę wartość bezpowrotnie, bo następny użytkownik nie będzie mógł już dostąpić tego zaszczytu, nawet jeśli odsprzedamy mu auto zaraz następnego dnia.

Oczywiście, zdarzają się modele samochodów, które w późniejszym terminie zyskają na wartości, ale to sytuacje szczególne - albo jest to jakaś limitowana seria, najlepiej numerowana (w tym przypadku wyjeżdżamy z salonu na lawecie i chowamy nasz egzemplarz, by go później odsprzedać), albo ryzykujemy, że dane auto stanie się kultowe i zamykamy w wielkim hangarze, w którym stoją auta z kilku dekad, gdyż mamy nadzieję, że niektóre z nich staną się poszukiwanymi klasykami. Obie te sytuacje nie są jednak w naszym rozumieniu sytuacją "normalną", kiedy ktoś "kupuje sobie samochód".

Podobnie sprawa się ma, jeśli chodzi o auta użytkowe - kierowca ciężarówki (lub firma transportowa) może kupić nowy ciągnik siodłowy i zarobić na tym, że będzie bez przeszkód jeździł, nie marnował czasu w warsztatach i zarabiał dzięki temu, że ma nową ciężarówkę. Taka sytuacja może sprawić, że uznamy kupno nowego samochodu za dobrą inwestycję, ale może się okazać, że kupno wysłużonego egzemplarza za jedną trzecią ceny też byłoby uzasadnione ekonomicznie.

Ostatnią kwestią są pojazdy specjalistyczne. W pewnym sensie ciężarówki także można za takie uznać. Chodzi mi jednak o maszyny budowlane, pojazdy specjalnego przeznaczenia, wszelkie przeróbki itp. Tutaj kupno nowego egzemplarza często jest niewiele droższe niż kupno używanego, bardzo zużytego pojazdu. A kupienie takiego, który wyjechał już z salonu, ale nie zdążył się jeszcze zestarzeć (czyli stracił jedynie te 20% wartości, a nie 70%) jest niemożliwe.

Wróćmy jednak do zakupu nowego auta. Tracimy te kilkanaście procent wyjeżdżając z salonu, ale to nie wszystko. W następnej kolejności tracimy jeszcze więcej, jeśli doznamy kolizji. Nawet drobna szkoda parkingowa, obcierka lakieru czy odprysk kosztuje nas drogo. W przypadku dowolnej awarii już po okresie gwarancji mamy do wyboru: albo wymienić część na oryginalną, żeby utrzymać wysoki status pojazdu, albo zastosować zamiennik i pożegnać się ze świadomością, że pojazd jest nowy.

I nie ma w tym nic złego, jeśli to nam nie przeszkadza. Tak jak nie ma nic złego w kupnie nowego samochodu na własny, prywatny użytek - jeśli nas stać. Nie warto jednak oszukiwać siebie (i żony), że kupno nowego samochodu to jakakolwiek inwestycja. To zbytek, na który można sobie pozwolić, jeśli finanse dopisują i ma się na niego ochotę. Być może jest to marzenie, na którego realizację chcemy zaoszczędzić i tylko taki związek z oszczędzaniem ma kupno samochodu z salonu.

piątek, 21 lipca 2023

Nie spóźniaj się z płatnościami

Dzisiaj krótko, a w dodatku większość powiedział sam tytuł - nie spóźniaj się z płaceniem rachunków. Nie czekaj na ostatnią chwilę. Jeśli masz problem, z punktualnym spłacaniem rat, płaceniem za prąd, mieszkanie, telefon, internet czy cokolwiek innego, lepiej zrób zlecenie stałe na swoim koncie bankowym. Spłata zobowiązań w terminie to sposób na zaoszczędzenie pieniędzy.

No dobrze - tak właściwie, to jest odwrotnie. Nie spłacenie w terminie grozi naliczeniem karnych odsetek, które może i nie są olbrzymie, jeśli chodzi o kilka dni zwłoki, ale za to łatwo można ich uniknąć płacąc w terminie. I to jest coś, o co warto zawalczyć!

Pamiętaj, że nawet mała kwota obciążenia powtarzana cyklicznie sumuje się w większą kwotę. Pamiętaj też, że dłuższa zwłoka w spłacie rat czy płatności skutkuje znacznie większymi odsetkami (te rosną z dnia na dzień). Jeśli więc możesz nie płacić choćby stu złotych rocznie dzięki temu, że wyrobisz się w terminie, warto się nad tym pochylić. 

Wszystko powyżej piszę dla tych, którzy mają pieniądze na koncie, a zwyczajnie zdarza im się zagapić (tak jak mi do niedawna). Wiem, że czasem pieniędzy nie ma i trzeba ponieść koszty opóźnienia. Ja jednak lekceważyłem terminy, a kiedy sobie o nich przypomniałem kilka dni później, okazywało się, że na każdym rachunku mam już odsetki w wysokości kilku złotych. Kilka rachunków po kilka złotych, to już kilkanaście złotych. Po kilku miesiącach robi się z tego kilkadziesiąt złotych. A to przecież kwota, której płacenia można uniknąć! 

Walcz z odsetkami za nieterminowe płatności dzięki punktualności, lub funkcji zleceń cyklicznych.

piątek, 16 czerwca 2023

Weź tylko pół

Jeśli masz normalną, stałą i stabilną pracę, zapewne od czasu do czasu dostajesz podwyżkę. Jeżeli chcesz zrobić z niej jak najlepszy użytek, weź tylko pół!

Oczywiście nie chodzi mi o to, żebyś odmówił szefowi i zmniejszył podwyżkę, ale o to, żebyś tylko połowę każdej podwyżki dopisywał do budżetu. Drugą połowę odkładaj na osobne konto - oszczędnościowe lub pod inwestycje. To będzie miało ogromne znaczenie dla Twojej przyszłości. Takie postępowanie to silny fundament dla przyszłych zysków oraz najłatwiejszy sposób na zaoszczędzenie pieniędzy. I działa nawet wtedy, kiedy masz trudność z odkładaniem gotówki.

Podwójny Zysk


Podczas każdej podwyżki odłóż połowę kwoty podwyżki na osobne konto i pozwól środkom gromadzić się. Przeznacz je na inwestycje, albo zwyczajnie oszczędzaj z kontem oszczędnościowym (nawet na 8%). W ten sposób te pieniądze pojawią się "znikąd" - przed podwyżką radziłeś sobie bez tej kwoty, więc i teraz sobie poradzisz.

Jednocześnie odkładasz jedynie część podwyżki - drugą częścią możesz się cieszyć. Nie masz więc poczucia, że ominęła Cię podwyżka. Twój budżet nadal dostaje dodatkowy zastrzyk gotówki. Korzyść jest więc podwójna - zwiększenie budżetu oraz dodatkowa pula oszczędności. Działając w ten sposób przy każdej podwyżce, miesiąc po miesiącu zbudujesz sobie solidny fundament finansowy.

Walka z Inflacją Życia


Czy wiesz jak szybko przestajesz dostrzegać podwyżkę, jeśli wykorzystasz ją w całości? Szybko przyzwyczaisz się do lepszej marki, wyższej jakości, a przede wszystkim wygód, na które będzie Cię stać. Dotychczas wystarczał Ci w zupełności stary samochód, ale teraz Cię stać, więc kupujesz coś z większym silnikiem i... cała podwyżka idzie na paliwo i raty. Nadal jeździsz, ale wygodniej. Tyle, że samej podwyżki nie zauważasz, a i do starego auta już nie wrócisz.

Ograniczenie zmian w życiu po otrzymaniu podwyżki sprawi, że spowolnisz inflację swojego stylu życia - będziesz się cieszyć z drobnych udogodnień, zamiast przeskakiwać ten etap i rzucać się na głęboką wodę za grube pieniądze. W ten sposób znacznie lepiej odczujesz to, że zarabiasz więcej - nie zmieniając diametralnie czegoś, co tak naprawdę wcale Ci nie przeszkadza. Do takiej zmiany szybko się przyzwyczajasz, staje się czymś normalnym i przestajesz pamiętać, że w ogóle była jakaś zmiana.

piątek, 19 maja 2023

Paradoks oszczędzania

Z oszczędzaniem tak to już jest, że oszczędzać chcemy wtedy, kiedy brakuje nam pieniędzy. Kiedy jednak je mamy, nie myślimy o ich odkładaniu. Problem w tym, że czas na odkładanie jest właśnie w czasie dobrobytu. Kiedy pieniędzy z wypłaty brakuje na życie, wtedy korzystamy z oszczędności. Tak właśnie powinno to działać.

Jeżeli więc dobrze Ci się wiedzie, to zacznij odkładać (a to co odłożysz, najlepiej od razu zainwestuj). W ten sposób zabezpieczysz się "na wszelki wypadek", na cięższe czasy. I spokojnie - skorzystasz z tych pieniędzy! To nie tak, że odłożysz "na wieczne nigdy" i zabierzesz do trumny. Odłożona kwota zapewni Ci spokojną głowę!

Od czego zacząć oszczędzanie


Zacznij od Poduszki Finansowej. Sprawdź ile wynoszą Twoje minimalne miesięczne wydatki (rachunki, jedzenie i wszystko to, bez czego nie możesz się obejść). Tę kwotę pomnóż przez trzy. Do tego dołóż ewentualny koszt leczenia (na przykład dentystycznego). A teraz każdego miesiąca odkładaj jakąś kwotę, aż uzbierasz tę wartość. Gdy będziesz ją mieć na osobnym koncie, nie będziesz się martwić - w przypadku utraty źródła dochodu masz zapewniony byt przez kwartał i w tym czasie możesz spokojnie szukać nowej pracy.

Teraz zidentyfikuj dwie rzeczy - swój cel i kwotę, którą jesteś w stanie odkładać. Nie ograniczaj się - niech to będzie 10% pensji, a jeśli Cię stać, to jeszcze lepiej 20%. Celem mogą być wakacje, samochód, budowa domu, ale także zapewnienie sobie wcześniejszej (lub zwyczajnie godziwej) emerytury. Identyfikacja celu jest istotna, bo dzięki temu wiesz ile musisz odłożyć, zatem możesz wyliczyć ile to zajmie (znając kwotę - na przykład "samochód") lub ile odkładać miesięcznie (znając czas - na przykład "do wakacji").

Jeśli cel jest odległy (jak, przykładowo, emerytura), oszczędności dobrze jest zainwestować. Nie będę tu udzielał uniwersalnej rady, bo każdy ma inny poziom ryzyka, które gotów jest ponieść, ale myślę, że szeroka oferta funduszy inwestycyjnych potrafi zadowolić każde gusta (są fundusze bezpieczne, z niewielkim, ale względnie stałym przyrostem, a są agresywne, przy których zarówno możliwe zyski jak i ryzyko są większe). Osobiście posiadam wygodne konto w mBanku, które daje mi dostęp do zakupu funduszy online - polecam to rozwiązanie.


Oczywiście można skorzystać z konta oszczędnościowego lub lokaty (na przykład tej, na 6,75% rocznie). To bezpieczne zamrożenie niepotrzebnej chwilowo gotówki, które przyniesie sensowny przychód. Należy jednak pamiętać, że mimo iż odsetki wydają się wysokie, to nie pokrywają inflacji. Rozwiązanie jest idealne dla ostrożnych (nie ma nic złego w byciu ostrożnym!).

Jeśli jednak chcesz zainwestować, by wartość Twoich pieniędzy rosła, a do tego mieć dodatkowe fundusze, polecam inwestowanie w akcje dywidendowe. To łatwiejsze niż się wydaje, ale to chyba temat na osobny wpis. Jeśli więc chcesz wiedzieć coś więcej, zapraszam do lektury wpisu Giełdowe Przedszkole.

piątek, 9 września 2022

Nie wszystko na raz

Czasem trzeba wiedzieć z czego zrezygnować. To mądra maksyma, szczególnie w świetle mojego zeszłotygodniowego wpisu. Wszyscy dysponujemy tymi samymi 24 godzinami na dobę, więc powinniśmy mądrze wybierać co w tym czasie robimy. I tak, jeśli mamy bardzo dobrze płatną pracę, która zabiera nam dużo czasu (więcej niż "standardowe" 8 godzin dziennie), prawdopodobnie musimy z czegoś zrezygnować. I ja uważam, że nie powinniśmy rezygnować z odpoczynku! Jeśli oczywiście możemy sobie pozwolić na ten komfort (czyli nie znajdujemy się w "grupie minus").

Rezygnujemy z...


Jeśli zarabiasz dużo, nie musisz szukać sposobów na dodatkowy zarobek. Przynajmniej nie takich, które wymagałyby dalszego inwestowania swojego czasu. Mając zarobki rzędu 20 000 PLN miesięcznie, małe jest prawdopodobieństwo, że chcesz dorobić dodatkowe 100 PLN na skręcaniu długopisów. Dlatego pierwszą rzeczą, z której możesz zrezygnować, jeśli dużo zarabiasz, jest dodatkowe źródło dochodu, które zabiera Ci dużo czasu (takie, które jest mało efektywne, jeśli chodzi o stosunek dochodu do poświęconego czasu). 

W drugiej kolejności, spróbuj zrezygnować z oszczędzania na czymś, co kosztuje Cię dużo czasu, a przynosi niewielkie korzyści. Na przykład, jeśli dużo czasu zajmuje Ci prasowanie, mycie okien i ogólnie rzecz biorąc sprzątanie, wynajmij kogoś, kto zrobi to za Ciebie. Jeśli masz do przeprowadzenia remont, malowanie czy nawet drobne naprawy, na które szkoda Ci czasu, wynajmij specjalistyczną ekipę lub złotą rączkę, która przeprowadzi te działania. Oczywiście - to kosztuje. Ale właśnie ustaliliśmy, że Cię stać. Teraz walczysz o to, by móc poświęcić swojemu źródłu dochodu dosyć czasu i uwagi, nie rezygnując z wypoczynku.

Przykład - mój przyjaciel nie lubi, ani niespecjalnie umie gotować. Jeść natomiast musi. Przez długi czas zamawiał posiłki lub chodził do restauracji, ale w końcu uznał, że w jego przypadku lepiej sprawdzi się dieta pudełkowa. Zróżnicowane posiłki, brak konieczności codziennego zamawiania, nie musi zastanawiać się na co ma ochotę, próbuje dań, których pewnie nigdy by nie zamówił, a co najważniejsze - jest taniej. Oczywiście najtaniej byłoby gotować, ale skoro i tak codziennie zamawiał lub jadał na mieście, to w tej samej cenie przy diecie pudełkowej ma pięć posiłków.

Skupiamy się na...


Mając spore dochody, warto odkładać część z nich. Najpierw jako zabezpieczenie. W pierwszej kolejności budujemy więc fundusz awaryjny (powinien wynosić tyle, co nasze trzymiesięczne dochody) na wypadek utraty dochodów i konieczności szukania nowej pracy. Następną rzeczą powinien być fundusz "na czarną godzinę", który powinien pokryć ewentualne koszty nieprzewidzianego leczenia (choćby dentystycznego). Tutaj powinniśmy mieć około miesięcznych dochodów. Resztę pieniędzy warto zainwestować.

Jeśli chodzi o inwestowanie, to proponowałbym (w zależności od wielkości posiadanych oszczędności, przeznaczanych na ten cel), albo zakup nieruchomości pod wynajem (większa kwota, większe zaangażowanie), albo inwestycje w fundusze inwestycyjne (mniejsza kwota, niewielkie zaangażowanie). Warto wspomnieć, że obie te opcje są inwestycjami długoterminowymi i służą temu, by nasze pieniądze zarabiały na siebie. Nie potrzeba też wielkiego doświadczenia, by inwestować w ten sposób (na pewno mniejszego niż inwestowanie w akcje czy wchodzenie do spółki jako "cichy wspólnik").

Podsumowanie


Jeśli zarabiasz wystarczająco dużo, ale brak Ci czasu wolnego, w pierwszej kolejności zrezygnuj z dodatkowego, mało opłacalnego źródła dochodu. W drugiej kolejności zleć swoje obowiązki komuś, kto może je zrobić za opłatą (na którą Cię stać). Część pieniędzy odkładaj na kontach awaryjnych, a nadwyżkę zainwestuj. Nie rezygnuj z odpoczynku, zbieraj siły i dbaj o źródło dochodu, które pozwala Ci na takie życie.

piątek, 7 stycznia 2022

Zdefiniuj czasy, w których żyjesz

Pierwszą zasadą inwestowania jest to, by wiedzieć kiedy inwestować i umieć rozsądnie ocenić, jakie pieniądze możemy przeznaczyć na inwestycje. Nie w każdej sytuacji stać nas na inwestowanie, warto więc dowiedzieć się kiedy możemy się tym zająć.

Jaki czas jest dobry na inwestycję?


Zacznijmy od tego, że każdemu życie układa się nieco inaczej. Czasy, w których żyjesz to nie zawsze tylko moment w dziejach. Owszem, czasem dotyka nas pandemia, czasem stan wyjątkowy itp. Znacznie częściej jednak okazuje się, że tracimy zdolność do zarabiania z powodu złamanej ręki, wydajemy wszystko na niespodziewaną wizytę u dentysty, czy też gubimy portfel, albo tracimy pracę. To definiuje czas, który nas dotyczy.

A zatem rozdzielmy stan wyjątkowy od stanu pokoju. 

Kiedy coś się nam posypie, straciliśmy poduszkę finansową, znajdujemy się pod kreską, ogłaszamy stan wyjątkowy i zaciskamy pasa. Oszczędzanie totalne polega na tym, że rezygnujemy ze wszystkich zbędnych dodatków, choćby miało to oznaczać życie o chlebie i wodzie! Naszym zadaniem teraz jest jak najszybsze wydostanie się z finansowego bagna. Żadnych wyjazdów, żadnych słodyczy, żadnych luksusów! Każdą zaoszczędzoną złotówkę przeznaczasz na walkę z długami i robisz to tak długo, aż wygrzebiesz się z dobijających i rządzących Twoim życiem zobowiązań finansowych.

Wtedy następuje okres przejściowy, w czasie którego odbudowujesz stabilność swoich finansów. Oznacza to przede wszystkim zapewnienie sobie stałego dochodu, który zapewni fundusze, potrzebne na płacenie aktualnych rachunków. Czynsz, woda, prąd - tych wydatków nie unikniesz, nawet jeśli zaczniesz żyć o chlebie i wodzie. Musisz mieć więc pewność, że Twój dochód wystarczy na ich pokrycie. 

Kiedy masz już pewność, że dasz radę z bieżącymi rachunkami, czas na odbudowanie poduszki finansowej. To taki fundusz na czarną godzinę - na dentystę, lekarza, zabezpieczenie przed utratą pracy. Moim zdaniem poduszka powinna nam zapewnić spokojnie życie przez 3 miesiące, nawet jeśli zostaniemy pozbawieni dochodu. Wtedy mówimy o pewnym bezpieczeństwie.

Dopiero gdy zaspokoimy powyższe, możemy mówić o nastaniu czasu pokoju, w czasie którego możemy pomyśleć o inwestowaniu. Po złapaniu oddechu i wygrzebaniu się z długów, możemy zacząć przeznaczać pieniądze na inwestycje. Co ważne, muszą to być pieniądze dodatkowe, takie bez których w razie czego będziemy sobie w stanie poradzić. Nie wolno nam naruszać poduszki finansowej! Nie wolno wydawać pieniędzy przeznaczonych na rachunki, czy "na życie". Na inwestycję przeznaczamy wyłącznie nadwyżkę finansową, kwotę, którą udaje nam się oszczędzić ponad programowo!