
Mam problem z wydawaniem na siebie. Robię to, ale odczuwam potężne wyrzuty sumienia. Nawet kiedy zbieram na jakiś konkretny cel i mam odłożone pieniądze, ciężko mi się z nimi rozstać. Prawdopodobnie nie jest to problem, który dotyczy jedynie mnie. Myślę, że wiele osób odczuwa w takich chwilach dyskomfort. Znalazłem jednak pewien sposób, który częściowo łagodzi to wrażenie. Jeśli także ciężko wydaje Ci się pieniądze na siebie, przeczytaj ten tekst, bo może Ci pomóc.
Zauważyłem, że odkąd zacząłem naprawdę dbać o swoje finanse i kwestionować każdy nowy zakup, bardzo łatwym stało się dla mnie odmawianie sobie przyjemności. W pewnym momencie doszło do tego, że nie wydawałem nawet wtedy, kiedy na dany cel odłożyłem konkretną kwotę - kiedy zbierałem właśnie na ten zakup. Dopiero żona uświadomiła mi coś, co w gruncie rzeczy już wiedziałem - że oszczędzam właśnie po to, by było mnie stać na przyjemności dla mnie. Że oszczędzanie nie jest celem samym w sobie, bo nie chodzi o gromadzenie funduszy. Mimo, że to wiedziałem, a do tego miałem potwierdzenie od kogoś, kto dzieli ze mną budżet domowy, nadal potrzebowałem czegoś więcej. Racjonalnego wyjaśnienia, które przekona mój mózg.
Odpowiedź przyszła przypadkiem, kiedy odsprzedawałem swoje używane rzeczy, odzyskując w zasadzie kwoty, które za nie kiedyś zapłaciłem - z powodu kilku czynników - cena się zmieniła, rzecz stała się poszukiwana, a ja nie niszczę rzeczy. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że część zakupów jest tak naprawdę inwestycją.
I faktycznie, o wielu rzeczach, które kupuję, myślę jak o rodzaju inwestycji. Część jest inwestycją w tym sensie, że przedmioty nadają się do odsprzedaży. Jest to najbardziej bezpośrednia kategoria. Kupując coś tracę co prawda pieniądze, ale zyskuję przedmiot o podobnej wartości, który pozostaje w moim posiadaniu i który w razie konieczności mogę spieniężyć, odzyskując większość środków. Następną kategorią jest inwestowanie w siebie - w swoje umiejętności poprzez wykupione kursy, poświęcanie czasu na samodoskonalenie czy nawet oglądanie poradników jest inwestycją w umiejętności, które mogą pozwolić mi zarobić lub oszczędzić. Każda rzecz, którą będę umiał zrobić sam oszczędza mi kosztu zatrudnienia fachowca. Okazało się tym samym, że zakup dobrych narzędzi także zwrócił się w ten sposób. Inwestuję także w swoje nadwątlone zdrowie (i samopoczucie), chociażby jadając lepiej (znów inwestycja czasowa w naukę gotowania i finansowa w lepsze składniki). Kiedy jestem najedzony, wypoczęty, zdrowy i w dobrym humorze, jestem bardziej wydajny.
Wiem, że to może brzmieć jak oszukiwanie siebie, ale wiecie co? To działa! Nawet jeśli to tylko przekonanie o tym, że inwestuję w siebie, to wydaję zaoszczędzone pieniądze zgodnie z ich przeznaczeniem, nie czując z tego powodu wyrzutów sumienia, będąc przekonanym o słuszności tych wydatków.
Nie każdy wydatek to "koszt", część to "inwestycja". A jeśli coś kupujesz, to wymieniasz pieniądze na przedmiot o pewnej wartości, który nadal jest w Twoim posiadaniu i stanowi część Twojego majątku. Twój stan posiadania zmienił się zatem o wiele mniej niż kwota na rachunku. Warto o tym pamiętać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz