piątek, 9 października 2026

Podwyżka!

Większość osób, kiedy otrzymuje podwyżkę natychmiast podnosi koszty życia, nie zyskując właściwie nic w zamian. Nagle rzeczy, które dotychczas były dobre, przestają być wystarczające tylko dlatego, że stać nas na nieco lepsze. To inflacja życia, której można łatwo uniknąć. Wystarczy się zabezpieczyć. Prawie nikt jednak tego nie robi i dzisiaj krótko napiszę dlaczego tak się dzieje i w jaki sposób przeciwdziałać temu efektowi.

Pierwszą rzeczą, którą robimy otrzymując podwyżkę jest zakup czegoś, co bardzo chcieliśmy mieć. Jest to zupełnie naturalne - stara sofa w salonie już się trochę zapadła, podarła i przekrzywiła, a nie było nas stać na zakup nowej, więc teraz, gdy mamy podwyżkę i w końcu nas stać, kupujemy nową sofę. Nie ma tutaj nic złego - jest to zakup potrzebny i jak najbardziej nam się należy. Rzecz w tym, że spostrzegamy, że nowa sofa gryzie nam się z nieco starszym stolikiem, nieco wyblakłym fotelem, a i dywan warto byłoby wymienić dla lepszego efektu... Mamy tu do czynienia z efektem Diderota - nowy mebel nie pasuje do starego otoczenia i czujemy się w obowiązku do wymiany reszty wyposażenia. Poza sofą, kta wymiany wymagała, wymieniamy też całą resztę wyposażenia, które wymiany jeszcze nie wymagało.

Czy to coś złego? Absolutnie nie! Zasługujemy na poprawę warunków, a przecież dostaliśmy podwyżkę i chcemy coś z tego mieć. Rzecz w tym, że rozpędzamy się i w związku z dodatkowymi środkami decydujemy na zmiany, których wcześniej nie przewidzieliśmy w budżecie, a zatem nasz budżet ucierpi tak czy inaczej. W skrócie - nadal nie mamy pieniędzy, pomimo podwyżki.

Jeszcze większym, a równie powszechnym problemem jest zakup usług, za które naliczane będą opłaty cykliczne. Wykupujemy dostęp do platformy streamingowej, bo teraz wreszcie nas stać. Nadwyżkę pieniędzy (kwotę podwyżki) przejadają teraz nowe usługi do których mamy dostęp. A żyjemy nadal z tego, co zarabialiśmy wcześniej. Przykłady można mnożyć.

I znów - pozornie nie ma w tym nic złego. Jednak praktyka pokazuje, że ta sytuacja nijak ma sie do naszych oczekiwań. Przed podwyżką myślimy przeważnie "teraz sobie radzę z tą kwotą, którą mam, więc jak dostanę podwyżkę uda mi się trochę odłożyć, oszczędności mogę w coś zainwestować i mieć dodatkowe zyski. W końcu jakiś dochód pasywny, budowanie niezależności od pracy, jakiegoś bezpieczeństwa". To nie wychodzi dlatego, że nie masz konkretnego planu.

Moja rada jest taka:
Zanim dostaniesz podwyżkę, przygotuj plan. Załóż sobie, że natychmiast odkładasz połowę kwoty, którą otrzymasz (może od drugiej wypłaty - za pierwszą uczcij podwyżkę!). Połowa podwyżki trafia więc na osobne konto i będzie przeznaczona na inwestycję (na przykład). Druga połowa, to kwota, którą możesz dysponować. Z tej kwoty odłóż na nową sofę. W ten sposób nie tak chętnie wymienisz wszystkie meble - dasz sobie czas na refleksję, że może jeszcze stół i fotel wytrzymają parę lat a dywanowi w ogóle nic nie brakuje. Z tej kwoty opłać nowy abonament, jeśli nadal uważasz, że zmieni cos w Twoim życiu. Najpierw jednak odłóż przynajmniej połowę podwyżki, żeby mieć z niej coś więcej i nie przyzwyczaić się do nowej kwoty, która od teraz zacznie stanowić "minimum niezbędne do życia". Ludzie bowiem szybko przyzwyczajają się do najróżniejszych rzeczy i zaczynają je traktować jak oczywiste i niezbędne rzeczy, z których nie potrafią zrezygnować. Przy takim nastawieniu szybko poczujesz, jakby ta podwyżka nie istniała - w dalszym ciągu stać Cię na to niezbędne minimum i nie widzisz niczego, co się zmieniło od czasów, kiedy miałeś starą wypłatę (wtedy też stać Cię było na minimum).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz