piątek, 3 lipca 2026

Róbmy swoje

Prokrastynacja i słomiany zapał to tylko część przeszkód, jakie spotykają nas na drodze do wyznaczonego celu. Tą przeszkodą, którą obserwuję najczęściej i zarazem tą, która ma największy wpływ na osoby z mojego otoczenia jest opinia osób postronnych, najczęściej nie mających z projektem nic wspólnego oraz niebędących ekspertami. Chodzi mi tutaj o tych "wszechwiedzących" - zarówno z internetu jak i z realnego świata - komentatorów i doradców wszelkiej maści. Każdego, kto mówi "robisz to źle" i "nic z tego nie będzie", którzy poza wyśmianiem pomysłu czy przebiegu całego przedsięwzięcia nie służą żadną konstruktywną krytyką.

Konstruktywna krytyka to coś zupełnie innego. Uwielbiam, kiedy ktoś zauważa błąd w tym co robię, wskazuje mi go i tłumaczy dlaczego jest to błąd oraz jak go poprawić, najczęściej posługując się przy tym przykładem własnym. Swoje błędy nieczęsto się zauważa, za to bardzo często nie wiadomo w jaki sposób je poprawić. To, że ktoś przytoczy własny przykład utwierdza mnie zarazem w przekonaniu, że towarzyszył mu ten sam cel, co mnie (czasem okazuje się, że jego proces był inny jedynie dlatego, że interesował go nieco inny rezultat). Konstruktywna krytyka to coś, co można zastosować, natomiast destruktywna to taka, dzięki której utwierdzamy się w przekonaniu, że nie warto próbować.

Bez żadnej z krytyk natomiast (podobnie jak przy braku konstruktywności) zalecam jednak robić swoje. Próbować, bo a nóż wpadniemy na dobre rozwiązanie, zauważymy problem i wymyślimy wyjście z sytuacji. Z całą pewnością jednak zajdziemy dalej niż nie próbując. Często docierając do celu z błędami i nieco w innym niż założyliśmy miejscu uczymy się o procesie więcej niż nieustannie poprawiając go w trakcie. Warto więc zrealizować zadanie z błędami, żeby móc się na nich czegoś nauczyć. Tymczasem w obecnych czasach łatwiej nam zauważyć błąd i posłuchać podszeptu, że to nie ma sensu i odpuścić zupełnie.

Dodam na koniec, że ja często podejmuję się działań, które z pewnością można przeprowadzić sprawniej i z większą skutecznością, natomiast nie w sposób tak przyjemny, jak ja to sobie wymyśliłem. Nawet znając już szybszy proces robię dalej po swojemu tylko dlatego, że daje mi to frajdę. Często jest ona ważniejsza niż wynik. Niezwracanie w takim układzie uwagi na głosy, mówiące, że to nie tak, że robi się to inaczej uważam za cenną umiejętność. 

Często działam "na przekór światu", robiąc rzeczy tak, jak sobie wymyśliłem i prosząc o radę, kiedy mój sposób nie działa (proszę o radę osoby, o których wiem, że się znają). Najczęściej uczę się w ten sposób nowych umiejętności i dochodzę do rozwiązania, a jeśli czasem naokoło, to przynajmniej wiem dlaczego inna droga jest szybsza. Wiem przy tym, że jeśli słuchałbym rad "wszechwiedzących" doradców z internetu, to pozostałoby mi odpuścić i zostawić to fachowcom.