piątek, 19 czerwca 2026

Naucz się odmawiać

Asertywność to zaleta. To umiejętność wyrażania własnego zdania w sposób kulturalny. Umiejętność odmawiania, początkowo w sposób kulturalny, a w razie konieczności definitywnie i zdecydowanie to bardzo wartościowa umiejętność. W obecnym świecie przydatna tym bardziej.

Żyjemy w rzeczywistości, w której każdy "ma prawo" do wszystkiego co przyjdzie mu do głowy i jeśli nam się to nie spodoba, będzie próbował uzasadniać, że ograniczamy jego wolność, łamiemy zasady, albo że wszyscy inni się zgadzają. Nie musimy godzić się na wszystko! Z drugiej strony mamy dalece posunięty "marketing", bazujący na zupełnie ludzkim odruchu robienia tego, co powinniśmy. Istnieje więc szereg zachowań, które, w normalnym świecie pożądane (pomoc bliźniemu, miłość do zwierząt, szacunek do starszych czy opiekuńczość wobec dzieci), obecnie zostały wypaczone przez reklamy, chciwość i roszczeniowość. Bardzo wiele mechanizmów działa na zasadzie "trudno odmówić" oraz "przecież tak trzeba". I tu niespodzianka - nie trzeba. Co więcej, nie trzeba także uzasadniać swoich wyborów. Wolna wola wciąż działa!

Pierwszą lekcją powinno być odmawianie od razu - stanowcze i zdecydowane "nie". Ten prosty komunikat powinien ucinać dyskusję, bo jest jasnym i konkretnym sygnałem. A jednak nie ucina. Przeważnie następuje po nim dalsza część dyskusji, bardziej lub mniej trafiona argumentacja albo pytania o powody rozmowy. Rzecz w tym, że nie mamy obowiązku uzasadniać naszej decyzji.

Druga lekcja to zatem nauczenie się nie kombinowania i nie usprawiedliwiania. Nie, znaczy nie. Powodów być nie musi - to decyzja, bazująca na powodach, ale powody są dla nas, a nie dla rozmówcy. Odpowiedzią na pytanie nadal może być "nie". Jedynym dodatkiem może być tu podziękowanie za propozycję (sam stosuję je niemal za każdym razem):
  • Nie, dziękuję.
  • Dziękuję, ale nie.
  • Dziękuję za ofertę, ale nie skorzystam.
  • Doceniam, ale jednak nie.

Nauczenie się tych dwóch zasad to ogromna oszczędność czasu i pieniędzy. Można się oczywiście zastanawiać "co ta druga osoba o nas pomyśli", ale prawda jest taka, że jeśli zrobimy to, o co nas prosi, to ta osoba nie pomyśli o nas zupełnie nic. Zatem to, co o nas pomyśli gdy się nie zgodzimy nie powinno nas obchodzić. Za chwilkę zresztą stracimy tę osobę z oczu.

Czy to oznacza, że jesteśmy złymi ludźmi? Absolutnie nie. Tego właśnie skojarzenia należy unikać. To, że ktoś nazwie Cię złym człowiekiem (czy jakkolwiek inaczej) wcale nie oznacza, że nim jesteś. To tylko czyjaś opinia, która nie ma żadnego wpływu na Twoje życie, czy żadnej korelacji z rzeczywistością. 

piątek, 12 czerwca 2026

Punktualność jest Grzecznością Królów

Nie wierzę w to, że ktoś zawsze się spóźnia dlatego, że ma tyle ważnych spraw do zrobienia. Nie wierzę też w tłumaczenia typu "tak wyszło", "ja tak mam" albo "kazdy się spóźnia". Spóźnianie się to brak szacunku do osoby, z którą jesteśmy umówieni. To wada i tak, jak nad każdą wadą, trzeba nad nią pracować, by ją zwalczyć. Nie wolno sobie folgować i usprawiedliwiać się! Trzeba to w sobie zmienić.

Wiem natomiast w jaki sposób pracować nad punktualnością i jak zrobić plan, który pozwoli nam się nie spóźnić. I chociaż takie podejście początkowo może się wydawać skomplikowane, to bardzo łatwo przyzwyczaić się do takiego myślenia i nigdy więcej się nie spóźniać (to znaczy nigdy bez naprawdę wyjątkowych sytuacji, a nie jest tak, że wyjątkowe okoliczności zdarzają się dwa razy w tygodniu.

Jak planować, by się nie spóźniać


Aby się nie spóźnić, trzeba po prostu wiedzieć ile co nam zajmie, a następnie wyliczyć o której musimy zacząć (wyjść z domu) i nie marnować czasu po drodze. Jeśli mamy dotrzeć gdzieś na szesnastą, a po drodze musimy pojechać w dwa miejsca, to liczymy od końca:
  • dojazd z drugiego miejsca na miejsce spotkania zajmie 15-20 minut. Czyli 15.40 muszę ruszyć.
  • załatwienie sprawy numer dwa zajmie maksymalnie kwadrans. Muszę zacząć się nią zajmować o 15.25. Dam sobie jeszcze pięć munut zapasu, czyli muszę być na miejscu o 15.20.
  • dojazd na drugie miejce może mi zająć nawet pół godziny, więc 14.50 muszę wyruszyć.
  • Pierwsza sprawa zajmie mi pięć munit, a zatem muszę się nią zająć o 14.45, ale i tutaj dam sobie pięć minut zapasu. Zatem muszę być na miejscu o 14.40.
  • Dojazd z domu zajmie mi dwadzieścia minut, więc najpóźniej o 14.20 muszę ruszyć z domu.
  • Szykowanie do wyjścia to kwadrans, więc o 14.00 zacznę się szykować, żeby dać sobie dodatkowe pięć minut na tym etapie.
Teraz wiemy nie tylko kiedy musimy zacząć się szykować, ale znamy także czas, w jakim musimy robić kolejne punkty. W ten sposób zauważymy także moment, w którym łapiemy spóźnienie i będziemy mogli je skorygować, będziemy wiedzieli, czy mamy czas wstąpić po kawę, albo porozmawiać przez telefon.

Stosuję tę metodę od wielu lat i działa! Jestem w stanie w ten sposób (od tyłu) zaplanować cały dzień i zawsze wiem, jeśli łapię opóźnienie. Mogę wtedy z czegoś zrezygnować, albo nadrobić czas. W ekstremalnej sytuacji mogę zrobić coś jeszcze...

Powiadomienie o spóźnieniu


Wiedząc o tym, że jesteśmy spóźnieni, możemy uprzedzić osobę, z którą jesteśmy umówieni nawet na długo przed terminem spotkania. I to właśnie jest fantastyczne - możemy zadzwonić i przesunąć spotkanie o pół godziny, a osoba, z którą jesteśmy umówieni nie musi jeszcze nawet wyjść z domu! Jeśli uda nam się przełożyć spotkanie w taki sposób, że osoba, z którą jesteśmy umówieni nie będzie musiała na nas czekać, nie ma właściwie mowy o spóźnieniu. Byle tylko nie zdarzało nam się to zbyt często, bo wtedy też stanie się uciążliwe.

To cała nauka o szacunku za pomocą punktualności. Polecam stosować w życiu codziennym.