piątek, 23 października 2026

Nie marnuj czasu!

Czy zauważasz to, że w miarę dorastania czas biegnie coraz szybciej? Kiedy jesteś dzieckiem, biegnie jakby wolniej miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Na studiach biegnie jakby troszkę szybciej. Kiedy masz trzydzieści kilka i czterdzieści kilka lat, zaczynasz odmierzać czas porami roku. Ten proces narasta! I co z tego, że to złudzenie, skoro dla mnie liczy się moje odczucie i nie pomaga mi świadomość, że "tylko tak mi się wydaje". Wręcz zaczyna mi to przeszkadzać.

Dodam tutaj, że przeżyłem (na szczęście) ciężką chorobę, która dodatkowo uświadomiła mi, że należy cenić każdą chwilę, bo dosłownie nie wiadomo ile ich jeszcze przede mną...

I to właśnie stało się punktem wyjścia! Nie marnuj czasu, ceń każdą chwilę i staraj się ją wykorzystać. Żyj na 100%, jeśli tylko możesz - to poprawi jakość Twojego życia i pozwoli Ci czerpać więcej. Może się nawet okazać, że czerpiąc więcej nie będziesz chciał/a wydawać, by tę jakość poprawiać w inny sposób (tak jest u mnie, dlatego ten post trafia na blog poświęcony oszczędzaniu).

Z początku może się wydawać, że sam koncept jest dziwny, bo co oznacza, żeby robić wszystko na 100%? Odpowiedź też zdaje się dziwna, ale wysłuchajcie (a raczej przeczytajcie), proszę. Chodzi mi o to, że kiedy cokolwiek robicie, postarajcie się robić to w pełni. 

Kiedy jesteście w pracy - pracujcie najlepiej jak umiecie i nie obijajcie się. Bądźcie w tym. Zobaczycie jak skoczy Wasza wydajność, jak prosta wyda się Wam Wasza praca i w jak łatwy sposób wszystko ogarniecie, poukładacie i załatwicie. Wiele osób z mojej pracy, kiedy spotykam ich na przerwie opowiada jak bardzo są zawaleni robotą. A mimo to, mają czas na przerwę. I tutaj pojęcie przerwy - jeśli robisz sobie w pracy przerwę, kiedy nie ogarniasz już bałaganu, nawet w czasie przerwy Twój poziom kortyzolu (hormonu stresu) rośnie. Tak naprawdę łapiesz oddech i nie masz przyjemności z przerwy, z kawy czy nawet z papierosa. Kiedy jednak czujesz, że masz wszystko pod kontrolą, przerwa jest naprawdę przerwą. Wychodząc z pracy do domu masz poczucie, że zasługujesz na odpoczynek i nie myślisz o pracy. To jest higiena pracy i można ją wypracować... cóż, pracuję i nie obijając się. Obijanie nic nie daje.

Kiedy zajmujesz się dzieckiem i nie zrobisz w tym czasie niczego produktywnego, naprawdę poświęć czas dziecku. Przejmij się jego problemami, naucz je czegoś, zagraj w grę i ciesz się tym. Oddaj się tej chwili. Widziałem rodziców pochłoniętych telefonami w czasie "zabawy z dzieckiem" - dziecko coś robi, rodzic scrolluje. Scrollowanie nie jest ważniejsze i nie daje frajdy (chyba, że masz przewidziany czas na scrollowanie i robisz właśnie to). Bądź tu gdzie jesteś, zajmij się tym, co jest obok.

Kiedy jesz, nie wrzucaj w siebie kolejnych kęsów gapiąc się w ekran. Skoncentruj się na jedzeniu i czerp z niego przyjemność. Albo z towarzystwa przy stole. Z atmosfery, rozmowy, smaku. Bądź w tej jednej chwili. To zdrowo, ale także przyjemnie. Taka chwila sprawia, że zauważasz posiłek, nie musisz kupować droższych składników czy czegokolwiek poprawiać - ciesząc się tym, co masz w danej chwili zerujesz w sobie chęć poprawiania czegoś, co tak naprawdę działa. W jednym z moich ulubionych seriali główny bohater uczył znajomą picia alkoholu. Ona myślała, że chodzi o to, by wypić jak najszybciej całą butelkę, ale on (pijak z doświadczeniem) ja zatrzymał, mówiąc "czekaj, czy nie jest Ci teraz miło, ciepło, przyjemnie? To przystopuj. Chodziło Ci o osiągnięcie tego stanu. Teraz go masz, ciesz się tym. Nie pij, bo pójdziesz dalej. Zaczekaj, a jeśli zacznie mijać, wypij trochę, by do niego wrócić."

Uczestnicząc w tym wszystkim, co tak naprawdę lubimy w naszej codzienności (zakładam, że robimy rzeczy, które lubimy) i zagłębiając się w te czynności, chłoniemy je na 100% i mamy więcej przyjemności z każdej z tych rzeczy. A przecież część naszych zakupów robimy dlatego, że nie mamy dość przyjemności i szukamy jej więcej. Więcej wrażeń, więcej smaków, więcej wolności, więcej adrenaliny, więcej wypoczynku, więcej rozrywki... Jest spora szansa, że mamy to wszystko, tylko dajemy temu przejść obok. Świadome uczestniczenie we własnym życiu pozwoli zwolnić czas, który nieubłaganie ucieka. Tworzenie wspomnień go cofa.

Na koniec proste pytanie, które warto sobie zadać - jak często "zabijam czas"? Czy naprawdę mam go za dużo, że z taką lekkością go zabijam? Na co tak nie mogę się doczekać, że zabijam czas, by już się tam znaleźć? Zabijanie czasu to główna przyczyna tego, że ucieka nam coraz szybciej. Lepiej wykorzystać każdą chwile oczekiwania, bo skoro mamy czas do zabicia, to możemy go użyć do czegokolwiek innego - czy to pożytecznego, czy po prostu przyjemnego.

piątek, 16 października 2026

Ustawiona walka

Czy chcesz brać udział w walce, która jest z góry ustawiona, czy wolisz odejść zamiast przegrać? To pytanie należy sobie zadać w codziennym życiu - czy jestem sprytniejszy od wszystkich specjalistów razem wziętych? Czy mam szansę rywalizować z miliardowymi inwestycjami? Czy mogę walczyć przeciwko korporacjom, za którymi stoją lata badań, personel liczony w setkach tysięcy osób i majątek, o którym nie mam pojęcia? Czy wygram z kimś, kto ma niemal niezliczone zasoby? Czy nie lepiej w takim przypadku w ogóle nie przystępować do walki, zamiast dawać im szansę do ataku?

Wielkie korporacje wydają miliardy na marketing. Kupują reklamy i opłacają ekspertów, którzy podpowiadają im w jaki sposób sprzedać więcej produktów. W jaki sposób namówić Ciebie, byś kupował, nawet jeśli tego nie potrzebujesz. A Ty pozwalasz im na to! Za każdym razem, kiedy oglądasz telewizję, przeglądasz internet, scrollujesz... na każdym kroku. Badania dowodzą, że im bardziej jesteś znudzony, tym większa szansa, że reklama, która zaoferuje Ci odrobinę rozrywki odniesie skutek. Tym większa szansa, że kupisz, opłacisz i wypożyczysz - że zapłacisz!

Przemysł reklamowy wart jest miliony. Oglądając reklamy, dosłownie walczysz przeciwko miliarderom, specjalistom i technikom manipulacji. Każdego dnia się narażasz, a koniec końców nawet nie wiesz, że wygrywają. Przecież kupujesz dany produkt, bo go potrzebujesz, bo nie ma alternatywy, bo jest najlepszy, bo znasz go od lat... to właśnie powiedzieli Ci w reklamach. Wymieniłeś telefon, chociaż ten stary nadal działał? Bo powiedzieli, że jest nowy model, że nie będą wspierać technologii w tym starym, bo nie jesteś gorszy... Tak to działa. A jeśli myślisz, że nie działa - uważasz, że cwana firma wydaje miliardy na marketing, bo on nie działa? Pewnie - na Ciebie nie, bo jesteś wyjątkowy... tak wyjątkowy, że powinieneś kupić nasz nowy zegarek, właśnie dla wyjątkowych ludzi, którzy nie poddają się trendom. Tak - tak to działa. Myślisz, że jakby nie działało, to firmy nadal wydawałyby takie pieniądze na reklamę?

Jedynym sposobem na nie poddanie się manipulacjom wielkich firm jest nie oglądanie reklam. Odcięcie się od miliarderów, którzy walczą przeciwko Wam. I nawet nie dlatego, że prawdopodobnie sie poddasz, ale dlatego, by nie walczyć. Walka przeciwko miliarderom nie jest łatwa, tania ani wygodna. Znacznie lepiej nie walczyć.

Ja nie ogladam telewizji, a kiedy czuję sią zmęczony lub znudzony, sięgam po książkę a nie smartfon. Kiedy chcę "coś porobić", raczej piszę, maluję lub gram w planszówkę niż gram na komputerze. Lubię spędzać czas sam, ale wolę spotkać się z przyjaciółmi niż rozmawiać z nimi przez ekran komputera. Wybrałem rozrywki bez ekranu i odkąd to zrobiłem mam o wiele więcej czasu. Kiedyś, żeby obejrzeć dwugodzinny film trzeba było mieć dwie godziny czasu, obecnie nie wiem czy wystarczą trzy godziny, bo co chwilę jest przerwa reklamowa i kolejna korporacja próbuje wciskać nam swój szajs. To strata czasu i energii.

Pisząc to nie wiem, czy jesteście w stanie ustrzec się przed reklamami i reklamodawcami, ale mam nadzieję, że uzbrojeni w świadomość, że przeciwnik wydał miliony i teraz próbuje wciągnąć Was do walki przeciwko dobrze opłaconej i wyspecjalizowanej maszynie, będziecie bardziej odporni.

piątek, 9 października 2026

Podwyżka!

Większość osób, kiedy otrzymuje podwyżkę natychmiast podnosi koszty życia, nie zyskując właściwie nic w zamian. Nagle rzeczy, które dotychczas były dobre, przestają być wystarczające tylko dlatego, że stać nas na nieco lepsze. To inflacja życia, której można łatwo uniknąć. Wystarczy się zabezpieczyć. Prawie nikt jednak tego nie robi i dzisiaj krótko napiszę dlaczego tak się dzieje i w jaki sposób przeciwdziałać temu efektowi.

Pierwszą rzeczą, którą robimy otrzymując podwyżkę jest zakup czegoś, co bardzo chcieliśmy mieć. Jest to zupełnie naturalne - stara sofa w salonie już się trochę zapadła, podarła i przekrzywiła, a nie było nas stać na zakup nowej, więc teraz, gdy mamy podwyżkę i w końcu nas stać, kupujemy nową sofę. Nie ma tutaj nic złego - jest to zakup potrzebny i jak najbardziej nam się należy. Rzecz w tym, że spostrzegamy, że nowa sofa gryzie nam się z nieco starszym stolikiem, nieco wyblakłym fotelem, a i dywan warto byłoby wymienić dla lepszego efektu... Mamy tu do czynienia z efektem Diderota - nowy mebel nie pasuje do starego otoczenia i czujemy się w obowiązku do wymiany reszty wyposażenia. Poza sofą, kta wymiany wymagała, wymieniamy też całą resztę wyposażenia, które wymiany jeszcze nie wymagało.

Czy to coś złego? Absolutnie nie! Zasługujemy na poprawę warunków, a przecież dostaliśmy podwyżkę i chcemy coś z tego mieć. Rzecz w tym, że rozpędzamy się i w związku z dodatkowymi środkami decydujemy na zmiany, których wcześniej nie przewidzieliśmy w budżecie, a zatem nasz budżet ucierpi tak czy inaczej. W skrócie - nadal nie mamy pieniędzy, pomimo podwyżki.

Jeszcze większym, a równie powszechnym problemem jest zakup usług, za które naliczane będą opłaty cykliczne. Wykupujemy dostęp do platformy streamingowej, bo teraz wreszcie nas stać. Nadwyżkę pieniędzy (kwotę podwyżki) przejadają teraz nowe usługi do których mamy dostęp. A żyjemy nadal z tego, co zarabialiśmy wcześniej. Przykłady można mnożyć.

I znów - pozornie nie ma w tym nic złego. Jednak praktyka pokazuje, że ta sytuacja nijak ma sie do naszych oczekiwań. Przed podwyżką myślimy przeważnie "teraz sobie radzę z tą kwotą, którą mam, więc jak dostanę podwyżkę uda mi się trochę odłożyć, oszczędności mogę w coś zainwestować i mieć dodatkowe zyski. W końcu jakiś dochód pasywny, budowanie niezależności od pracy, jakiegoś bezpieczeństwa". To nie wychodzi dlatego, że nie masz konkretnego planu.

Moja rada jest taka:
Zanim dostaniesz podwyżkę, przygotuj plan. Załóż sobie, że natychmiast odkładasz połowę kwoty, którą otrzymasz (może od drugiej wypłaty - za pierwszą uczcij podwyżkę!). Połowa podwyżki trafia więc na osobne konto i będzie przeznaczona na inwestycję (na przykład). Druga połowa, to kwota, którą możesz dysponować. Z tej kwoty odłóż na nową sofę. W ten sposób nie tak chętnie wymienisz wszystkie meble - dasz sobie czas na refleksję, że może jeszcze stół i fotel wytrzymają parę lat a dywanowi w ogóle nic nie brakuje. Z tej kwoty opłać nowy abonament, jeśli nadal uważasz, że zmieni cos w Twoim życiu. Najpierw jednak odłóż przynajmniej połowę podwyżki, żeby mieć z niej coś więcej i nie przyzwyczaić się do nowej kwoty, która od teraz zacznie stanowić "minimum niezbędne do życia". Ludzie bowiem szybko przyzwyczajają się do najróżniejszych rzeczy i zaczynają je traktować jak oczywiste i niezbędne rzeczy, z których nie potrafią zrezygnować. Przy takim nastawieniu szybko poczujesz, jakby ta podwyżka nie istniała - w dalszym ciągu stać Cię na to niezbędne minimum i nie widzisz niczego, co się zmieniło od czasów, kiedy miałeś starą wypłatę (wtedy też stać Cię było na minimum).

piątek, 2 października 2026

Mniej na jedzenie

Oglądałem filmy z wariacjami na temat popularnego trendu "dzień za pięć złotych" i doszedłem do wniosku, że faktycznie nie tak trudno mniej wydawać na jedzenie. Może nie do ekstremum przeżycia dnia za piątkę, ale z pewnością jedzenie może stanowić mniejszy udziałw domowych wydatkach. I nie chodzi mi o to, by kupować jedzenie gorszje jakości - wręcz przeciwnie. Można mniej wydawać i być zdrowszym! Od razu zaznaczę, że uniwersalną poradę, by nie marnować i nie wyrzucać jedzenia przeterminowanego pomijam w poniższym zestawieniu.

Łatwym sposobem na zaoszczędzenie jest zmniejszenie spożycia miesa. Próbowałem i okazuje się, że śmiało można zjeść dwa wegetariańskie obiady w tygodniu i nie czuć głodu. Można także zamiast kotleta jeść potrawki (mięso wymieszane z warzywami, cebulą, kasza w mięsnym sosie), któe będą mieć mniej mięsa na porcję. Oczywiście mięso jest pyszne i chcemy je jeść, ale nie potrzebujemy go aż tyle, ile zwykle spożywamy, a jego przyrzadzenie ma ogromny wpływ na to ile mięsa zawiera typowa porcja obioadowa.

Nie przejadanie się to także zdrowy sposób na oszczędzanie. Tutaj sam jestem winny, bo zawsze lubiłem najeść się do syta. To błąd. Dużo zdrowiej (i taniej) jest nasycić jedynie głód i odejść od stołu bez poczucia sytości. Je się wtedy częściej, ale nasz organizm ma więcej czasu na przyswajanie składników odżywczych z każdej porcji i robi to sprawniej i efektywniej. Spróbowałem na sobie (niestety dlatego, że lekarz zalecił) i okazuje się, że to działa. Nie ma głodu, ale nie ma też uczucia przepełnienia. No a mniejsze porcje (nawet jesli jest ich więcej) to mniejsze koszta (przy tym samym czasie gotowania - po prostu obiad starcza na więcej porcji / dni).

Nie zamawiam wielu dań, które mogę zrobić w domu. Umiem gotować, mam książki kucharskie (i ulubione przepisy z internetu), więc niektórych dań nie zamawiam. Zrobienie pizzy w domu, to 15 złotych, zamówienie to 80. Oczywiście wymaga to czasu, ale poza ceną wiem takze czego dodałem i mogę sobie zrobić taką ilość, jaką chcę, a cena jednostkowa pozostaje taka sama. To samo dotyczy wielu dań. Nie dość, że taniej, to jeszcze o wiele zdrowiej a jedzenie nie stygnie w czasie dowozu.

Okazuje się, że głównym miesięcznym kosztem życia pozostają wydatki mieszkaniowe - czynsz, opłaty, media i tym podobne sprawy. Jedzenie wcale nie jest takie drogie, jeśli poświęci się trochę czasu, by jeść bardziej przemyślane, domowe (w mojej opinii smaczniejsze), zdrowsze rzeczy.

piątek, 25 września 2026

Na co zacząć wydawać

Dzisiaj zajmiemy się tym, co podczas oszczędzania musimy zrobić jako trzecie. Zakładam bowiem, że dwa pierwsze punkty są oczywiste: po pierwsze należy spłacić wszystkie zobowiązania, które nad nami ciążą, a po drugie zapewnić sobie poduszkę finansową. Kiedy jednak te dwa pierwsze cele zrealizujemy, może się wydawać, że oszczędzamy dla oszczędzania, a to nie prawda. Dla mnie zawsze chodziło o to, by zamiast wydawać na głupoty, rzeczy zbędne czy ponosić wydatki, których można uniknąć, było mnie stać na to, co jest dla mnie ważne. Kilka z tych rzeczy uważam za esencję, która powinna być ważna dla każdego. Dzisiaj zatem napiszę, na co warto wydać pieniądze jak najszybciej, kiedy tylko będzie nas już stać.

Jeśli tylko oszczędzamy na wszystkich zachciankach i przyjemnościach, to życie przestaje mieć sens. Wydajność nie ma nic wspólnego z zabawą. Dlatego właśnie uważam, że kiedy tylko zaspokoimy dwa pierwsze punkty oszczędzania i wypracujemy sobie nadwyżkę finansową, powinniśmy kupić coś dla przyjemności. W dodatku powinno być to coś, co pocieszy nas dłużej niż kwadrans po zakupie. Dlatego właśnie polecam zainwestować w hobby. Na hobby nie oszczędzajmy przesadnie. Jeśli pochłania nas wędkowanie i spędzamy długie godziny nad wodą, zaopatrzmy się w dobry sprzęt, który posłuży latami. Jeśli godzinami ślęczymy nad modelami do sklejania, kupmy sobie dobrą lampę, narzędzia i porządny model, który naprawdę będzie nas cieszył. Takie podejście sprawi, że tym chętniej będziemy odkładać pieniądze wiedząc, że później z nich naprawdę skorzystamy.

Kiedy ktoś pyta mnie w co najlepiej zainwestować na początek, zawsze tłumaczę, że najlepiej inwestować w siebie. Kursy umiejętności, kursy językowe, książki specjalistyczne, które dadzą nam solidną wiedzę (choćby na temat "w co inwestować"), ogólne poradniki (bardzo polecam "Atomowe Nawyki" Jamesa Cleara). Nauczenie się czegoś nowego to zawsze dobra inwestycja - niezależnie czy później wykorzystamy to do pracy i "spieniężymy umiejętność". Innym sposobem inwestowania w siebie jest także karnet na siłownię, basen czy inny typ karnetu uprawniającego do wstępu na obiekty sportowe. Sport to zdrowie...

A skoro o zdrowiu, to uważam, że zainwestowanie (często jedynie czasu) w badania profilaktyczne to najlepsza inwestycja, która potencjalnie może nam się zwrócić i w postaci dodatkowego czasu (przedłużenie życia) jak i pieniędzy (dodatkowe lata do dodatkowa szansa na zwrot z inwestycji). Może to brzmieć jak banał, oklepany frazes, ale gdyby nie przeprowadzone kilka lat temu badanie, nie pisałbym teraz tych słów. Nie byłoby mnie na świecie od 10 lat, a nie jestem starym człowiekiem. Polecam regularnie się badać!

Jeśli pracujesz zarobkowo "na swoim", albo przynajmniej z własnego domu, dobrym pomysłem będzie zainwestowanie w sprzęt do pracy. Zakup większego monitora, lepszego fotela, ergonomicznego biurka, lampy, słuchawek wyciszających etc. zawsze się opłaci. Nie powinno się oszczędzać na komforcie, a jeśli przy okazji mamy możliwość zwiększyć wydajność i jakość naszej pracy, to jest to zysk podwójny.

Na koniec to, co wcale nie jest najmniej ważne. Czas spędzony z rodziną i tworzenie wspólnych wspomnień nie musi być drogi, a z pewnością jest bardzo cenny. Czasem jednak wymaga od nas, byśmy nie spędzili dodatkowych godzin na pracy. Byśmy odpuścili jedno dodatkowe zadanie, albo zapłacili, by ktoś zrobił je dla nas. Czasem wymaga uszczknięcia z budżetu - kolacja w dobrej knajpie z partnerem, wypad do wesołego miasteczka z dziećmi, wyjazd nad wodę na cały weekend. To nie musi być droga impreza, ale z pewnością wymaga czasu i chęci. I jest to coś, na co zawsze chcę, by było mnie stać.