piątek, 1 maja 2026

Jak ważny jest cel

Zawsze wierzyłem w celowość swoich działań. W intencyjność. W dążenie do konkretu. W moim odczuciu jest to bardzo ważne w każdej dziedzinie życia - ta pełna świadomość otaczającego nas świata, naszego miejsca w nim, podejmowania konkretnych działań, a nie jedynie płynięcia z prądem. Tak samo, albo nawet bardziej, działa to w przypadku oszczędzania, inwestowania, dążenia do finansowej niezależności. Panowanie nad finansami zaczyna się od konkretu! Od wiedzy na temat środków, zysków, kosztów i potrzeb.

Wizualizowanie sobie celu, a następnie dążenie do niego, pomaga uniknąć ślepych uliczek (dosłownie). W moim przypadku oznacza to nie rozmienianie się na drobne. I jest to błąd, który robię wielokrotnie. Ale staram się nad sobą pracować i już widać efekty. Zacznę więc od swojego przykładu.

Moje aukcje - moje błędy


Sprzedaję sporo rzeczy na allegro. To nie jest "biznes", po prostu zorientowałem się, że mam w szafach i schowku całe góry niepotrzebnych rzeczy, a że kiedyś byłem kolekcjonerem, to część z nich przedstawia jakąś tam wartość, albo może być użyteczne dla kogoś (lub stać się częścią jego kolekcji). A zatem to, czego już nie potrzebuję, próbuję sprzedać. Rzecz w tym, że sprzedawanie rzeczy zabiera sporo czasu - najpierw stworzenie zdjęć i opisów, następnie znalezienie rozsądnego miejsca na przechowywanie, a gdy już coś się sprzeda, to na pakowanie i wysyłkę. I przy wielu przedmiotach się to opłaca! Natomiast mam cała górę gratów, które w zasadzie powinienem wyrzucić, bo ich ceny to dosłownie parę złotych. Niestety - zmarnowałem czas na robienie zdjęć, opisów i wystawianie ich i teraz zwyczajnie nie opłaca mi się ich wywalać - czekają aż ktoś je kupi. W czasie, który straciłem mógłbym robić coś innego - pomysłów mam sporo, co przyniosło by mi lepszy zysk. Albo dało jakąś satysfakcję. Czas, który straciłem na wystawienie dziesiątek aukcji, które zarobią może 200 złotych mógłbym wykorzystać śmiało na lekturę, nadrobienie paru sezonów jakiegoś serialu lub jakiekolwiek przyjemniejsze zajęcie. Ale zrozumiałem to po fakcie.


Teraz wiem, że celem sprzedaży rzeczy na portalu aukcyjnym jest wyłącznie zarobek (czasem chciałem, by coś trafiło w dobre ręce, ale pewności i tak nie mam), więc zamierzam wystawiać wyłącznie ogłoszenia, które faktycznie są tego warte i odpuścić sobie resztę, a zaoszczędzony w ten sposób czas przeznaczyć na jakieś przyjemniejsze zajęcie. I to własnie chcę dzisiaj przekazać - nie chodzi o to, by robić cokolwiek, ale by działać z celem, rozumiejąc ten cel i dążąc do niego.

Projekt zamiast Marzenia


Realizowanie celu na zasadzie "im szybciej tym lepiej" ma wiele sensu, jeśli chodzi o finanse. Przypuśćmy, że mamy projekt, który pozwoli nam na dodatkowe źródło dochodu, ale musimy zgromadzić kapitał. Zgodnie z zasadą "im szybciej tym lepiej", powinniśmy zacisnąć pasa, odżywiać się resztkami, niczego nie marnować, jak najmniej kupować - wszystko po to by jak najszybciej zrealizować cel! Bez usprawiedliwiania się, że "przecież trzeba jeść" - można jeść zadziwiająco mało i przeżyć za przysłowiowe pięć złotych dziennie, ale taką determinację możemy osiągnąć tylko wtedy, gdy faktycznie znamy swój cel i dążymy do niego!

To wcale nie musi być tak drastyczne, jak poprzedni przykład. Wystarczy po prostu rozumieć kurs na którym się znalazło i korygować go tak, by realizować to, w co się wierzy. Jeśli wiemy, że nie wyjeżdżanie na wakacje przez trzy następne lata pozwoli nam odłożyć pieniądze na zakup kampera, a marzymy o wczasach w domu na kółkach i będziemy mogli to marzenie realizować rok po roku, to dużo łatwiej nam powstrzymać się od wydawania. Chodzi jednak o to, by marzenia urzeczywistniać zanim staną się rzeczywistością - niech najpierw staną się PLANEM. Dokonajmy obliczeń. Sprawdźmy, czy w teorii wszystko się zgadza. Zaplanujmy etapy, które musimy zrealizować. Spisujmy postępy i dążmy do konkretu, zamiast gonić za marzeniem, że "kiedyś się uda". Zamieńmy chęci w projekt, nad którym już dzisiaj zaczniemy pracować. Jeśli to Was zpierwszy raz, to zdziwicie się ile można osiągnąć zanim faktycznie odłoży się pierwszą złotówkę.

piątek, 24 kwietnia 2026

Niech Twój indywidualizm działa dla Ciebie

Każdy z nas jest w innej sytuacji, ma inne cele i indywidualne predyspozycje. Głupotą byłoby przypuszczać, że wszystkie plany podziałają dla każdego tak samo, czy nawet że dana porada sprawdzi się w każdym indywidualnym przypadku. Dlatego właśnie dobrze troszeczkę poznać samego siebie, by lepiej wykorzystać swoje atuty i znaleźć remedium na swoje słabe strony. Wtedy można ułożyć strategię, która idealnie dopasuje się do naszej osobowości, charakteru i umiejętności, a także, co równie ważne, naszych indywidualnych oczekiwań.

Tydzień temu pisałem o tym, by poznać swoje wydatki i dzisiaj podtrzymuję tę tendencję. Warto jednak, poza wydatkami, znać także dochody i umieć się do nich odnieść. Chyba nie muszę nikogo przekonywać jak bardzo podstawową kwestią jest w tym przypadku wiedza o dochodach i rozchodach. Ma ona niebagatelne znaczenie przy określaniu co dla kogo jest okazją.

Na przykład szukając okazji do dodatkowego zarobku można napotkać ofertę, która pozwoli zarobić w rok tyle, ile normalnie zarabia się w pięć lat. Dla tej oferty opłaca się zrobić sobie przerwę w pracy, wziąć bezpłatny urlop. Jeśli jednak zarabiamy trzy razy tyle, oferta, która pozwoli nam zarobić dodatkowe 2/3 tej kwoty nie wyda się już tak atrakcyjna, gdyż w przypadku utraty podstawowej pracy okaże się, że w dłuższej perspektywie gra nie była warta ryzyka.

Dochody są jednak tylko jedną z szeregu indywidualnych cech, które mogą wpływać na to, co zadziała w naszym, konkretnym przypadku. Dlatego właśnie, kiedy słuchamy porad, albo czytamy o nich na interesującym blogu, powinniśmy rozważyć czy mają szansę zadziałać u nas lib sprawdzić to, zanim postawimy wszystko na tę jedną kartę.

W świetle powyższego, poznanie sposobów, które działają u innych jest dobre, natomiast ślepe ich stosowanie nie jest. Nie warto podążać za tłumem już choćby dlatego, że naszym celem nie jest równanie do tłumu, ale wyprzedzenie go. To oznacza, że musimy stosować indywidualne rozwiązania, nie licząc się z opinią innych (chociaż mając ją na uwadze), a kiedy znajdziemy sposób, który działa u nas, po prostu stosować go bez względu na to, czy ktoś inny go popiera, czy nie. Tłum jest zachowawczy, a inwestowanie i poszukiwanie finansowej niezależności wymaga ryzyka (przy którym każdy indywidualnie ma akceptowalny, komfortowy poziom). Nie bójmy się więc działać inaczej i przecierać nowe szlaki. Nie bójmy się ubierać inaczej, nie starając się imponować na zewnątrz, ale realizować swój plan nosząc tanie, nieznane marki zamiast logo wielkich korporacji. Nie bójmy się inaczej jeść, kupować produktów marek ogólnych, bezimiennych, inaczej podróżować, inaczej spędzać czas - jeśli tylko zauważyliśmy, że dla nas to działa. A jeśli ktoś ma na ten temat inne zdanie - uszanujmy je i nie narzucajmy się ze swoim. Jak to śpiewał Ś.P. pan Wojciech Młynarski - "Róbmy swoje".

piątek, 17 kwietnia 2026

Poznaj swój "plan minimum"

Jeśli poważnie traktujesz finanse i chcesz panować nad swoim budżetem, jest jedna, podstawowa i pierwsza rzecz, którą musisz zrobić. Bez tego jednego kroku, poznania tej jednej, tajemniczej liczby, całe dalsze obcowanie z finansami nie ma sensu. Bez tej wiedzy to jak wróżenie z fusów. Dlatego właśnie na samym początku swojej finansowej przygody (lub, jeśli nigdy tego nie zrobiłeś), policz tę jedną rzecz - swój "plan minimum". Jest to absolutnie minimalna kwota, która jest Ci niezbędna, by żyć na obecnym (w pewnym sensie) poziomie. Oczywiście ta kwota będzie się zmieniała w czasie, ale kiedy raz się ją policzy, później będzie o wiele łatwiej się do niej odnieść.

Jak obliczyć swój "plan minimum"


Obliczenie nie jest takie trudne, jak się wydaje, ale nie jest także wcale proste. Pierwsze, co trzeba zrobić, to policzyć swoje stałe wydatki, zaczynając od rachunków za życie do zapłacenia (prąd, woda, mieszkanie), oraz rachunków, które także uważamy za niezbędne (abonamenty za telefon, internet). Teraz dodajemy wydatki na usługi (w tym także abonamenty za platformy streamingowe) oraz jedzenie. Ważne, byśmy także uwzględnili tak zwany "fundusz awaryjny", czyli pieniądze, które będziemy musieli wydać na przykład u dentysty.

Kiedy już mamy tę kwotę (zapiszmy ją gdzieś), powinniśmy odjąć wszystko to, bez czego możemy się obejść. To, z czego możemy zrezygnować, jeśli sytuacja nas do tego zmusi (albo to, z czego gotowi jesteśmy zrezygnować, jeśli pozwoli nam to osiągnąć inne korzyści, o których za chwilę).

Otrzymana kwota to nasz "plan minimum". Poprzednia (większa) kwota, to "plan realizowany" obecnie. Różnica między nimi to kwota, która wydajemy dobrowolnie na wszystkie dodatki do życia.

Korzyść krótkoterminowa


Kiedy zorientujemy się ile wynosi "plan minimum" a ile wydajemy dokładajac do tego co niezbędne, być może uruchomi się w nas mechanizm, który zdopinguje nas do oszczędzania. Może coś nie jest już warte tej kwoty. Może zmniejszenie jej pozwoli zgromadzić środki, albo załata dziurę w comiesięcznym budżecie. Może okaże się, że rezygnując z jednej czy drugiej usługi stać nas będzie na coś, o czym myśleliśmy, że jest poza naszym zasięgiem.

Korzyść długoterminowa


Warto zdać sobie teraz sprawę, że jeśli znajdziemy źródło pasywnego dochodu (lub po części pasywnego), które zaspokoi nasz "plan minimum", to możemy... przestać pracować. Osiągnięcie przychodu rzędu tej kwoty oznacza dla nas finansowa niezależność! To jest właśnie minimum, o które możemy walczyć.

A jeśli nie dochód pasywny, to może zmotywuje nas to do zmiany pracy na coś bliżej domu, albo w lepszych godzinach czy w przyjemniejszym środowisku. Jeśli wcześniej zastanawialiśmy się, czy damy radę po zmniejszeniu pensji, to mamy jasną odpowiedź. Kosztem może być pozbycie się jakiegoś abonamentu, ale teraz możemy rozważyć, czy warto.

Od razu powiem, że ja i moi najbliżsi byli w tej sytuacji wielokrotnie - zmiana miejsca pracy z uwagi na krótsze dojazdy, bliżej domu, w lepszym towarzystwie itp. powtarzały się wielokrotnie. Wiedza o tym ile wynosi "plan minimum" oraz ile wynosi "plan realizowany" były w tych momentach nieodzowne.

Korzyść codzienna


Wiedza na temat budżetu domowego powinna zacząć się od określenia kwoty, jaką musimy wydać oraz tej, którą faktycznie wydajemy. Planując budżet musimy wiedzieć którą jego częścią możemy sterować. Oczywiście zaoszczędzić można także na tych "niezmiennych częściach", ale wymaga to bardziej zdecydowanych posunięć (jak na przykład przeprowadzki). Jeśli jednak nie wiemy które z naszych wydatków są nie do ruszenia i nigdy nie zastanawialiśmy się z czego możemy zrezygnować, to o domowym budżecie wiemy niewiele. Polecam zastosować eksperyment z policzeniem swojego "planu minimum" choćby po to, by dowiedzieć się ile potrzebujemy do życia, by zyskać pojęcie o tym, na jakie posunięcia zawodowe jesteśmy sobie w stanie pozwolić.

A jeżeli nie wiesz ile tak naprawdę potrzebujesz, to zawsze będziesz gonić za "więcej", nawet jeśli możesz już się zrelaksować. Oczywiście czasem warto mieć nadwyżkę i ją zainwestować, ale jeśli żyjesz na poziomie, który Ci odpowiada i brakuje Ci tylko czasu, zorientowanie się, że już wystarczy funduszy na dotychczasowe życie pozwoli Ci zartoszczyć się o znalezienie większej ilości czasu. 

piątek, 10 kwietnia 2026

Pożądana zmiana procedury

Procedury przetargowe, szczególnie w przypadku instytucji publicznych, nie działają zgodnie z założeniami. Powodów jest co najmniej kilka i dzisiaj wspomnę o dwóch najważniejszych. Zaproponuję także rozwiązanie, które nie dość, że przeprowadzić może zwykły człowiek, jedynie pośrednio związany z daną instytucją, ale dodatkowo jest w stanie na tym oszczędzić. Posłużę się także przykładem z życia wziętym, by nie zawiesić całego tego wywodu w próżni. Zachęcam do przeczytania tego tekstu nawet, jeśli wydaje Ci się, że Ciebie ten problem nie dotyczy.

Idea


Idea procedury przetargowej wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze liczono na to, że w ramach przetargu uda się uzyskać cenę niższą niż ogólnie dostępna. Że oferta dla instytucji, która przecież robi zamówienie większe niż osoba prywatna, będzie bardziej atrakcyjna, szczególnie gdy kilka firm będzie ze sobą rywalizowało o zamówienie. Po drugie zaś, dzięki zastosowaniu procedury (na przykład konkursu ofert) miano zapobiec mataczeniu i przekazywaniu zamówienia znajomemu, który mógłby nieuczciwie zarobić.

Niestety efekt jest przeciwny. Firmy, które składają ofertę do instytucji celowo zawyżają swoje oferty (bardzo często ceny w ofercie są wyższe niż ceny w ich własnym cenniku), gdyż chcą dodatkowo zarobić na intratnym kontrakcie. Pieniądze publiczne są często niepilnowane, nikomu nie zależy więc, by były wydawane rozsądnie. W dodatku konkurs ofert często służy temu, by uzasadnić wybór drogiej (często znajomej) firmy dzięki przedstawieniu kilku ofert jeszcze gorszych od wybranej.

Pomysł ten nie działa więc z obu stron - z jednej z powodu nieuczciwości oferentów (kwestia dyskusyjna, wyjaśniona poniżej), z drugiej z powodu nieuczciwości komisji.

Nieuczciwością oferentów w moim odczuciu jest przedstawianie w ofercie cen wyższych niż normalne. Teoretycznie nie jest to niezgodne z prawem, a jedynie nieetyczne. Przeważnie nie ma też żadnego uzasadnienia - większe zamówienie powinno mieć niższe ceny jednostkowe, a firmy często tłumaczą się koniecznością dodatkowych nakładów, magazynowania, transportu. W praktyce duże zamówienia to dla firmy szansa, a nie problem i z pewnością znalazłaby się firma, która uznałaby to właśnie za szansę.

Nieuczciwość komisji to przeważnie nie dopuszczenie do przetargu "niepożądanych" firm, które mogłyby niepotrzebnie zaniżyć cenę. Bardzo często informacja o przetargu udzielana jest w sposób tendencyjny - albo warunki sformułowane są tak, by nie dopuścić części rynku do przetargu, albo informacja ogólna o przetargu publikowana jest bez rozgłosu, jakby nikomu nie zależało na tym, by wzięło w nim udział więcej oferentów.

Przykład


Z całą pewnością znają Państwo sytuację, gdy wychodzi na jaw absurdalnie wysoka cena za jakiś plac zabaw, ławkę, skwerek czy cokolwiek innego, kupionego za wysokie pieniądze. Urzędnicy tłumaczą się, że "taka była najniższa oferta", sprzedawca, że "trudno było spełnić wymogi przetargu", a w rzeczywistości nikomu nie zależało, żeby było tanio. Jak jest tanio, to nie ma się czym dzielić. Jedynie podatnik ma żal, że podzielono się jego pieniędzmi, które można by było przeznaczyć na inne cele.

Aby nie być gołosłownym - w spółdzielni mieszkaniowej potrzebowano ławek - kilkunastu sztuk zwyczajnych, parkowych ławek. Chodziło o to, by miały około 180cm długości, wysokie wygodne oparcie i siedzisko i były zabezpieczone antykorozyjnie. To nie są "dziwne wymagania", ale już pozostawiają miejsce na odrzucenie producenta, który zaproponuje ławki nieco dłuższe...

Przyszły trzy oferty (członkowie spółdzielni mogą mieć wgląd w dokumenty): na 750 zł, 820 zł i 850 zł za ławkę. Rzecz w tym, że na stronie internetowej można znaleźć ławki po 670 zł. Szczęśliwie spółdzielnia uznała, że właśnie takie ławki można kupić (w drodze negocjacji udało się tę cenę jeszcze zbić, a później znalazła się firma, która dała jeszcze lepszą cenę), ale oferent, który wygrał przetarg się odwołał, bo przecież wygrał. No tak, tylko że tym razem spółdzielnia pokierowała się zdrowym rozsądkiem, mając na uwadze dobro mieszkańców oraz ideę, która stała za tym, by w ogóle organizować przetarg. Skoro jego wynik był niezgodny z ideą, postanowiono zadziałać w jej duchu, a idea była taka, by znaleźć jak najtańszego dostawcę ławek.

Konkluzja


Jako członek spółdzielni mogę mieć wpływ na to, jak wydawane są moje pieniądze, a nie tylko narzekać na nieuczciwość i niegospodarność władz spółdzielni. Mogę się zaangażować, choćby tylko pisząc pismo. Warto czasem się zainteresować!

Procedury w spółdzielni mają służyć członkom spółdzielni. To nie gra, w której należy zapewnić równe szanse firmom, składającym ofertę i nagradzać je za wygranie przetargu. Przetarg jest jedynie sposobem na osiągnięcie celu i jeśli celu nie da się osiągnąć w ten sposób, należy próbować go osiągnąć w inny sposób.

Warto więc proponować zmianę procedur przetargowych i zamiast zakończyć je na "wyborze najlepszej oferty" dodać zapis o porównaniu jej z ogólnie dostępnymi ofertami (na przykład w internecie) oraz ofertami firm, które wcześniej współpracowały z daną instytucją (tutaj spółdzielnią) - tym firmom można zaproponować złożenie ofert z wolnej ręki. Przedstawienie takiej propozycji zmiany zapisu (jako członek spółdzielni) pokaże, czy spółdzielni nadal zależy na tym, by spełnić ideę, która stała za przygotowaniem procedury przetargowej, czy przetarg jest już tylko szansą na wzbogacenie się zewnętrznej firmy oraz osób decydujących o jej wyborze (w takim przypadku odpowiedź będzie brzmiała, że nie można nic zmienić, bo procedura jest jaka jest). Procedura ma służyć temu, kto ją organizuje, a nie na odwrót!

piątek, 3 kwietnia 2026

Kłamstwa, które przeszkadzają Ci być bogatym

Istnieje w naszej rzeczywistości szereg kłamstw, często nazywanych marketingiem, które ustawicznie drenują kieszenie zwykłych, nieświadomych obywateli. Niestety, świadomi ich ludzie często także są przez nie okradani, gdyż część z nich stało się już zwyczajem, którego nie można zmienić, a część stanowi nawet własne prawa. Dzisiaj spróbuję nazwać niektóre z nich po imieniu. Na większość nie mam rady i obawiam się, że także jej nie znajdziecie, ale wychodzę z założenia, że lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Jesli jednak macie sposoby na radzenie sobie z nimi, dajcie proszę znać w komentarzach.

Emancypacja


Tytuł budzący kontrowersje, ale spokojnie - chodzi mi tutaj jedynie o pewien wybrany aspekt sprawy, a mianowicie namawianie kobiet na konieczność pójścia do pracy czy robienia kariery. Samo w sobie danie komukolwiek takiej możliwości, jeśli wcześniej jej nie miał nie jest złe, ale osobiście ruch ten uważam za jedno z największych kłamstw marketingowych, które obecnie zbiera żniwo.

Przed emancypacją pracujący mężczyzna był w stanie utrzymać dom i rodzinę - żonę, dzieci (często więcej niż jedno). Zapewniał byt, jedzenie, ubranie, schronienie, a zostawało jeszcze na przyjemności i wakacje. Po "uświadomieniu" kobietom, że tez mogą iść do pracy, doszło do tego, że jedna osoba w rodzinie ma trudność z utrzymaniem jej. Płace można było niepostrzeżenie obniżyć, by dwoje ludzi zarabiało na to, na co wcześniej zdołała zarobić jedna. A kiedy brak pieniędzy odzywają się głosy "no tak, twoja żona nie pracuje to nie dziwne, że wam brakuje".

Taniocha


Uwazasz, że porządne meble są bardzo drogie, ubrania szyte na miarę to zbytek a co ładniejsze przedmioty codziennego użytku są niewspółmiernie drogie? Cóż - nic dziwnego! Kiedyś to były normalne ceny. Co więcej - pensje odpowiadały tym cenom (w pewnym sensie). A później przyszły tanie, papierowe meble za ćwierć ceny, tanie chińskie ciuchy niskiej jakości i wszystko można było odlać z plastiku i zastąpić wyroby rzemieślnicze. Zachłysnęliśmy się tymi produktami, a ich ceny wdarły się do naszej świadomości. A ludzie, od których otrzymujemy wypłatę zauważyli swoją szansę - przecież nie musi Cię być stać na komodę czy kredens z kazdej wypłaty. Przecież nie ma nic złego w odkładaniu na zakup nowego łóżka. Nagle pensje zaczęły odnosić się do tych "tańszych zamienników" - kiedyś nie było Cię stać na regał i musiałeś odkładać przez trzy miesiące, a teraz proszę - regał kupisz od ręki, za jedną wypłatę. Z tym, że nikt nie mówi, że jest to ten sam regał. Teraz kupisz gorszą, dziesięć razy tańszą wersję, a to, co kiedyś nazywałeś zwykłym meblem to dzisiaj produkt premium.

Eko, Bio...


Czemu kiedy chcę kupić gruszkę, mamiony jestem ofertami gruszek "Bio"? Kiedy te zwykłe gruszki z drzewa przestały być ekologiczne? Czy teraz są niezdrowe? To może niech te "Bio" nazywają się zwykłymi, a na tych zwyczajnych dopiszcie, że to produkt szkodliwy, drugiej jakości? Jak wyprodukować gruszkę "lepszą niż zwykła", by brać za nią dodatkowe pieniądze? Ja chcę, by owoce i warzywa domyślnie były "Eko" - to produkty nieprzetworzone, wolne od konserwantów i barwników, prawda? A jednak cena tego nie odzwierciedla. A jeżeli to produkty "Eko" są takie jak kiedyś, to może niech mają one "normalne" ceny, a te zwykłe, drugiego sortu niech będą dostępne za grosze?

Oczywiście to kolejny wymysł marketingu - za to, co kiedyś było normalne teraz płacimy ekstra, bo teraz jest to produkt premium. Wiecie jakie wędliny sa najdroższe? Ironicznie te z dopiskiem "jak dawniej"... 


Przykładów jest wiele - cała współczesna "ekologia" (zwrot butelek to jeden ze świeższych przykładów robienia biznesu), zaniżenie wartości edukacji (o wiele bardziej opłaca się być hydraulikiem z praktyką niż magistrem, nawet jeśli jest się specjalistą w swojej dziedzinie - "danie" wykształcenia każdemu tworzy patologię, w której nikt już nie wie kto jest kto, a papier jest tylko papierem), wprowadzanie nieżyciowych przepisów (choćby w budownictwie, ale i w przepisach drogowych) i tendencyjnych norm (pasujących nielicznym) oraz prawodawstwo najeżone wyjątkami od wyjątków. Służba zdrowia, w której płąci się za możliwość zrobienia badań, dzięki którym lekarz zaproponuje leczenie, ale zażąda podpisu, że my takiego własnie leczenia chcemy i bierzemy pełną za nie odpowiedzialność. Mechanicy, którzy nie chcą podejmowac się trudnych napraw, bo lepiej zarabiają na szybkich poprawkach dla ludzi, którzy nie mają faktycznego problemu, ale można im policzyć zaporową stawkę za pięć minut roboty...

Mówiło się kiedyś, że Polacy to naród kombinatorów, którzy poradzili sobie w ciężkich czasach. A ja Wam mówię, że ciężkie czasy nadal trwają, a kombinowania już nawet nie zauważamy - teraz stało się to normą.