piątek, 21 sierpnia 2026

Wszystkiego po trochu

Dla jednych będzie to łapanie wielu srok za ogon, dla innych "dywersyfikacja", dla mnie jest to robienie wielu rzeczy (przynoszących dochód lub pozwalających oszczędzić) na raz. Pozwala mi to walczyć z nudą i wypaleniem. Wypełnić dzień wieloma czynnościami, które mają potencjał, ale nie czuć się przytłoczonym. A jeśli jedna z tych rzeczy wypali, cóż... wtedy jest fajnie. Oto moja droga, a raczej jej część, do niezależności finansowej bez typowej "pracy na etacie". To rozwiązanie nie jest dla każdego i być może nie przynosi spodziewanych zysków, ale pozwala mi zachować trzeźwy, nie zamglony umysł i zdrowie (mniej stresu, którego lekarz kazał mi unikać za wszelką cenę kilka lat temu).

Po pierwsze prowadzę bloga, a nawet kilka blogów. Zysku z tego wymiernego nie ma, ale jest to coś, co pozwala mi poczuć rytm tygodnia, publikując post co piątek (tutaj), co wtorek (tam) oraz w innych okresach jeszcze w paru miejscach. To dla Was oczywiste - w końcu czytacie ten post, więc musiałem go opublikować. Jak wspomniałem - zysku z tego nawet nie liczę, ale lubię pisać, zebrać myśli na jeden konkretny pomysł, a co jakiś czas dowiedzieć się, że komuś jakiś mój pomysł się przydał.

Po drugie porządki. Jestem kolekcjonerem, na skraju zbieractwa. Wszystkie moje rzeczy są nadal ułożone i niezaniedbane (czasem tylko trochę zakurzone). Nie mam żadnego robactwa, ale ilość przedmiotów wymknęła się spod kontroli. Od lat próbuję je uprzątnąć, a że większość to nie są bezwartościowe śmieci (a wręcz przeciwnie), to staram się znaleźć im nowy dom. Mam wystawionych mnóstwo aukcji na Allegro Lokalnie i jeśli macie chęć coś ode mnie kupić - zapraszam. Obecnie wszystkie moje ogłoszenia objęte są darmową wysyłką w ramach Smart, a jeśli nie macie zaufania do sprzedawców na tej platformie (bo na "lokalnie" nie można wystawiać komentarzy), to być może macie zaufanie do mnie.
Porządki zajmują sporo czasu, podobnie jak robienie zdjęć a następnie wystawianie ogłoszeń. To także jest moje zajęcie "codzienne" - kiedy mam czas, wystawiam kilka ogłoszeń rzeczy, z którymi zgodziłem się rozstać. Skala jest olbrzymia!

Po trzecie piszę scenariusze i pomoce do gier RPG, które to gry są moją pasją już od ponad trzech dekad (stąd rzetelność drugiego bloga, o którym pisałem wcześniej). Sprzedaję te narzędzia RPGowe na stronie DriveThruRPG, gdzie można kupić ich elektroniczne wersje (planuję rozszerzyć działalność o fizyczne wydania) - jeśli ktoś zainteresowany jest tym, co tworzę, zachęcam do zakupu. To najprzyjemniejsze z rzeczy, którymi się zajmuję - tutaj naprawdę się spełniam. Jest to też najbardziej wymagająca część moich codziennych zajęć.

Po czwarte pisuję opowiadania erotyczne dla dorosłych (dorosłych czytelników, którzy są ich ciekawi zapraszam na stronę https://erotyczneopowiadania.blogspot.com/ , ale tylko pełnoletnie osoby). Tam też znajduje się sposób na to, jak wesprzeć moją twórczość przez chociażby postawienie mi przysłowiowego piwa. Pisuję także opowiadania fantastyczne, ale te albo ukazują się w miejscach ode mnie niezależnych (magazyny fantastyczne, zbiory opowiadań), albo wysyłane są na konkursy literackie (tak, zdarzało mi się zajmować miejsce na podium). 

To nie są wszystkie moje "codzienne zajęcia zarobkowe", ale te, które zdecydowałem się tutaj przedstawić. Domyślam się, że mógłbym bardziej skoncentrować się na jednym z nich i osiągnąć wymierne zyski, ale chyba lubię pchać kilka tematów na raz i zawsze mieć coś do zrobienia, choćby tylko dla poczucia, że coś robię. Po chorobie potrzebowałem tego poczucia bardziej niż czegokolwiek i teraz nie umiem się bez niego obejść.
Czy to dywersyfikacja? Chyba nie, bo nie wiąże się z rozrzuceniem dochodu na wiele źródeł, by któreś zawsze procentowało (tak postępuję z inwestycjami). 
Czy to łapanie wielu srok za ogon? Pewnie bardziej, bo przez to podejście nie osiągam wymiernych wyników w żadnej dziedzinie, jak mogłoby to mieć miejsce, gdyby zdecydował się poświęcić jednemu celowi. 
Ale wymierny skutek jest jeszcze jeden - nie mając codziennej, dziennej pracy na etacie, mogę poświęcić więcej czasu rodzinie (i sobie samemu, o czym wiele osób zapomina i gubi sens). To jest bezcenne. Praca jest potrzebna, żeby nie zwariować (a nie tylko dla zarabiania pieniędzy), natomiast kiedy zaczyna rządzić życiem trzeba się zastanowić, czy warto. Ja uznałem, że nie warto i teraz raczej "zajmuję się" niż "pracuję". Mam pomysły, projekty i zadania, a nie konieczność robienia czegoś i wykonywania poleceń przez osiem godzin dziennie. Nie robię też chyba nic ważnego, więc mniejsza odpowiedzialność i mniejszy stres z tym związany działa dobrze dla mojego zdrowia. Wiem, że wiele osób nie może sobie pozwolić na luksus sytuacji, w której ja się znalazłem. Polecam jednak dążyć do stanu, gdy będziecie chcieli coś robić, a pieniądze, które to coś przyniesie staną się dodatkiem, a nie efektem ciężkiej walki dzień po dniu. 

Jeśli jesteście ciekawi moich pomysłów lub chcecie kupić coś, pochodzącego z mojej kolekcji - teraz macie okazję, bo podałem odpowiednie linki. Jeśli będziecie chcieli wspomóc mnie - czy to dobrym słowem, czy postawić piwo, to także macie taką możliwość. Dzięki wszystkim, którzy czytają moje posty, bo jeśli są takie osoby, to tym bardziej warto je tworzyć.

piątek, 14 sierpnia 2026

Unikaj nagłych wydatków

Ja wiem, że większość moich czytelników uzna, że ten post jest głupi. Tym samym oznajmiam, że nie jest on dla tej większości. Ja rozumiem reakcję typu "jakbym wiedział, że się przewrócę, to bym się położył". Rzecz w tym, że pomysł na którym oparłem dzisiejszy wpis stosuję od wielu lat i działa on na mnie (i moją rodzinę), natomiast nie działa na moich znajomych, którzy zupełnie go nie rozumieją. No, ale oni nie widzą związku pomiędzy przyczyną a skutkiem, a przynajmniej nie rozumieją go w sposób, w jaki ja go widzę. Dla mnie to analiza ryzyka i trzymanie się bo bezpiecznej stronie (najchętniej nie podejmowanie żadnego ryzyka, przy którym strata wielokrotnie przewyższa potencjalny zysk). Statystyka mówi sama za siebie. Zatem wpis ten jest dla ludzi, o usposobieniu podobnym do mojego. Inna sprawa, że ci ludzie prawdopodobnie już stosują tę metodę bez czytania mojego wpisu...

Od lat trzymam się zasady, wedle której ograniczam potencjalne nagłe wydatki. Na przykład jeżdżąc zgodnie z przepisami i parkując jedynie w dozwolonych miejscach. Nie ważne jak daleko trzeba będzie dojść i jak długo jechać - nie łamię prawa. Skoro nie łamię prawa, to nie płacę mandatów, gdyż po prostu nie są one wystawiane. Gdy rozmawiałem ze zmotoryzowanymi znajomymi, każdy z nich ma na koncie przynajmniej (średnio) jeden mandat rocznie. Ktoś kto nie miał mandatu w ciągu ostatniego roku, w ubiegłym miał ich kilka - o to mi chodzi ze średnią. Nawet jeśli nie są to wysokie mandaty (a teraz są coraz wyższe), to nadal jest to niepotrzebnie wydane kilkaset złotych. To cena fajnej planszówki, paru komiksów lub kilku książek! Zawsze do mnie to przemawiało.

Dbam o rzeczy, które dzięki temu wolniej się zużywają i wymagają wymiany o wiele rzadziej. Na przykład - nie używam pralki drugi raz, bezpośrednio po zakończeniu cyklu prania, tylko daję się schłodzić silnikowi (poradził mi to pan od naprawy pralek), dzięki czemu faktycznie sprzęt wytrzymuje dłużej. To w ogóle zadziwiające o ile lepiej działają sprzęty AGD, kiedy przestrzega się porad zawartych w instrukcji. Równie zadziwiające jest to, jak wiele osób ignoruje to w imię wygody czy oszczędności czasu (nie czuję straconego czasu robiąc godzinną przerwę pomiędzy cyklami prania, czy niewygody otwierając szeroko zmywarkę, kiedy słyszę, że skończyła myć naczynia). 

Owszem - nie wiem o ile przedłużam żywotność urządzeń ani czy akurat dzisiaj dostałbym mandat, gdybym pojechał szybciej (i zaoszczędził kwadrans). Wiem natomiast, że w całkowitym rozrachunku jestem, jakoś tam, do przodu. Większość z Was, podobnie jak moi znajomi, uznają, że i tak będą przekraczać prędkość, bo się spieszą, a ryzyko mandatu nie jest wysokie, a ten jeden mandat rocznie, to stać ich, żeby zapłacić. Ten post nie jest dla tych osób! Ja wole bez stresu, bez ryzyka, nieco wolniej, nieco dłużej - jeśli Ci to nie przeszkadza, prawdopodobnie skorzystałbyś/skorzystałabyś na tym wpisie, gdybyś już tak nie postępował/a.

piątek, 7 sierpnia 2026

Kupuj książki tanio

Chociaż wiele osób twierdzi, że rynek książek, szczególnie tych papierowych, umiera, ja twierdzę wręcz odwrotnie. Właśnie w dobie książek elektronicznych rynek papierowego nośnika odżywa. Ludzie chcą mieć fizyczne wydania, a nie tylko pliki. Ktoś, gdzieś uznał, że drukowanie książek to marnotrawstwo papiero (zapewnie lepiej używać go do drukowania firmowych dokumentów i setek faktur), a ludzie zachłysnęli się tym pomysłem. A jednak książki papierowe nadal są wydawane, a ich cena nie maleje.

Przyznaję, że ksiązka elektroniczna ma swoje plusy - jest poręczniejsza, nie wymaga przestrzeni do magazynowania, zawiera wszystkie słowa, które autor napisał, a tłumacze przełożyli... A jednak brak jej duszy. Chociaż czytuję książki na czytniku, to jednak lubie mieć je w papierze, móc dotknąć, doświadczyć w nieco inny sposób. Dlatego nadal kupuję książki papierowe (mimo tego, że mam ich pełne regały) i nie zamierzam przestać. Jest coś wspaniałego w posiadaniu dziesiątek (choć w moim przypadku już nawet nie setek a tysięcy) tomów, które czekają na swoją kolej. Coraz częściej kupuję też książki używane, które jednak dzielę na dwie kategorie.

1. Książki pobiblioteczne, zużyte, w stanie średnim. Te książki kupuję głównie po to, by je przeczytać i puścić dalej. Czasem tylko, jesli egzemplarz w dobrym stanie jest kompletnie poza zasięgiem, po przeczytaniu zostawiam je w biblioteczce.

2. Książki w bardzo dobrym stanie, nadwyżki produkcji, książki nigdy nie czytane, które zalegały komuś na półkach. Te po przeczytaniu chętnie zostawiam. Często także zastępuje gorszy egzemplarz lepszym, a następnie odsprzedaję powtórki.

Zdarza mi się także kupować (lub przyjmować) czyjąś większą kolekcję (paczkę) książek - często od ludzi, którzy chcieliby takich książek się pozbyć, albo wyrzucić. Tutaj także odsprzedaję te, które zostaną po tym, jak już wybiorę coś dla siebie. Uzywane książki są o wiele tańsze niż nowe, dość łatwo znaleźć prawdziwe perełki w dobrym stanie i chociaż zbieram różne przedmioty kolekcjonerskie, książki wydają mi się być czymś o wiele więcej.

Zatem jeśli szukasz książek używanych i chcesz zakupić z pewnego źródła, zachęcam do zakupu u mnie. Poniżej zamieszczam link do moich ogłoszeń na portalu zakupowym, zachęcam do kontaktu i mam nadzieję, że znajdziecie tam cos dla siebie (możliwy odbiór osobisty na warszawskim Ursynowie - ul. Grzegorzewskiej).