piątek, 10 września 2021

Zarabiaj jak w Sims'ach

Znacie grę "the Sims"? Zna ją prawie każdy. I niemal wszyscy grali w jedną z odsłon serii. Symulator życia, który wraz z rozwojem gry stawał się coraz bardziej złożony i uwzględniał coraz więcej aktywności. Niezmiennie jednak chodziło o to, by pozyskiwać fundusze na zakup coraz to ciekawszych urządzeń i wyposażenia, oraz większych, wystawniejszych willi. I właśnie etap zarabiania zainspirował mnie do napisania tego tekstu. "The Sims" to symulator życia, ale można odwrócić sytuację i przenieść do życia to, co pokazuje rozgrywka.

Bo, powiedzcie prawdę, czy nie było tak, że z jednej strony spędzaliście w grze długie godziny rozwijając swoje Simy i pracując - nie tylko znikając w pracy, ale także dorabiając w domu, a z drugiej strony marzyliście, jak to byłoby dobrze samemu móc dorabiać z taką łatwością? A co, jeśli tak się da? Jeśli każdy może skorzystać z tych sposobów i zajmą one tyle czasu, ile "traciliśmy" na grę?

Jak zarabiają Simy?


Zacznijmy od tego, by zidentyfikować najlepsze sposoby na zarabianie. 

W jednej grze, chyba w trzeciej odsłonie "the Sims", utrzymywały mnie psy. Wykopywały one skarby, rozwijając tę umiejętność i znajdując coraz to ciekawsze eksponaty. Wszelkie te minerały, meteoryty, kości dinozaurów sprzedawałem (lub przerabiałem, a dopiero później sprzedawałem) i żaden z moich Simów nie musiał pracować. Tego sposobu jednak nie da się przenieść do realnego świata.

Popularnym sposobem jest malowanie obrazów. Wstawiamy simowi do domu lub ogrodu sztalugi, a on spędza godziny malując cokolwiek mu przyjdzie do głowy. Im dłużej maluje, tym jest w tym lepszy, a obrazy osiągają coraz wyższe ceny. Ten sposób jak najbardziej można przenieść na grunt świata realnego!

Uprawa roślin to także zajęcie, które dostarcza spory dochód. W realnym świecie jednak taka praca nie bardzo liczy się jako "dorabianie w domu", chyba, że ktoś potrafi czerpać zyski z małego ogródka sprzedając na bazarze kwiaty lub owoce i warzywa. Ten sposób na dorobienie nie jest jednak tym, co pierwsze przyszłoby mi do głowy, jako "dodatkowe źródło dochodu". Jeśli jednak masz taką możliwość - śmiało. Ja wolałbym się skupić na pracy "w domu" i to takiej, która nie wymusza zajęcia non stop (bo jak nie podlejesz w odpowiednim terminie to zwiędnie).

Czwartym, bardzo popularnym zajęciem w "the Sims" jest pisanie. Książek, artykułów, tekstów na zlecenie. Tutaj też można zarobić krocie, siedząc przed komputerem. A skoro siedzimy grając w Simsy, to czemu zamiast tego nie zarobić realnych pieniędzy? Jak trudne może to być?

Co jest potrzebne, by zarabiać?


W "the Sims" wystarczy mieć odpowiedni sprzęt (sztaluga, komputer), by zacząć dorabiać w domu i w pewnym momencie móc całkowicie oprzeć swój budżet jedynie o to dodatkowe źródło dochodu. Przyda się także kierunkowe uzdolnienie w danym temacie (czyli talent), a także kurs, ćwiczenia i odpowiednia ilość czasu.

Jeśli w realnym świecie mamy talent, nawet nieoszlifowany i lubimy posiedzieć przed komputerem / rysować / malować / projektować etc. to mamy w zasadzie wszystko, by zacząć. Nasze umiejętności w danej dziedzinie rozwijać się będą (tak jak w grze) poprzez godziny spędzane na tworzeniu, aż w końcu (uwierzcie, że całkiem szybko) osiągną poziom, który pozwoli nam żądać za swoje dzieła konkretnych kwot.

Pozostaje kwestia sprzedaży. To także możemy załatwić nie wychodząc z domu. Oczywiście, jeśli malujemy obraz olejny, to sprzedanie go może się wiązać z wystawieniem na portalu aukcyjnym lub ogłoszeniowym, ale może także oznaczać kontakt z galerią sztuki. Możemy także malować na konkurs i w ten sposób zyskać pierwszy rozgłos. Jeśli jednak tworzymy dzieła plastyczne w komputerze (jakikolwiek rodzaj grafiki komputerowej) lub projektujemy (logo, strony internetowe itp.), warto zainteresować się portalem fiverr, który pozwala na sprzedawanie swoich umiejętności klientowi finalnemu w niemal każdej dziedzinie. Pozwala zarówno na sprzedaż małych, tanich i krótkich usług, jak i skończonych dzieł, wartych setki i tysiące simoleonów złotych.

Jeżeli jednak, tak jak ja, nie jesteś uzdolniony plastycznie, możesz zarabiać na pisaniu, co w grze "the Sims" także jest opłacalnym zajęciem (a i w realnym życiu można nieźle dorobić). Pisząc precle i krótkie artykuły na dowolny, wybrany przez siebie temat, nie jesteś zobowiązany terminem czy tematyką. Jeśli chcesz zarabiać jeszcze więcej, przyjmij płatne zlecenie, które narzuci Ci temat i czas wykonania, ale będzie "pewnym zarobkiem". Wszystko to bez wychodzenia z domu, dzięki platformie Giełda Tekstów, o której zdarzyło mi się już pisać.

Jeśli więc zazdrościsz swoim Simom, zamknij grę, zaloguj się na którymś ze wspomnianych portali i czas, który "straciłbyś" na granie, przeznacz na zarabianie. Możesz także nagradzać się za tworzenie (na przykład godzina gry za napisanie każdych 3 tekstów), albo "spłacać" czas gry (grałem 2 godziny, więc teraz przez godzinę popracuję). 

piątek, 3 września 2021

Darmowa Wysyłka

Jeśli, tak jak ja, kupujecie sporo rzeczy przez internet, to zapewne znacie ten sposób, bo pomysł nasuwa się sam. Ale jeżeli ze sklepów internetowych korzystacie sporadycznie, to być może nie jest to dla Was naturalne środowisko i przyda się Wam ta prosta porada. Do napisania o tym skłoniło mnie podliczenie, ile oszczędzam na przesyłkach, a raczej podsumowanie tego, ile kosztowałyby mnie te wszystkie paczki, gdyby nie darmowa przesyłka. 

Dostawa podnosi koszty


Otóż przy niewielkich zakupach w internecie, sporym kosztem okazuje się wartość dostawy. Kupujemy 25% taniej coś, co kosztuje normalnie 40 PLN. My płacimy 30 PLN, ale musimy opłacić także przesyłkę - często około 10 PLN. W takim wypadku nic nie oszczędzamy. Cóż to więc za zysk? Cóż, w takiej sytuacji warto sprawdzić, od jakiej wartości zamówienia przysługuje nam dostawa darmowa. Na Allegro (z pakietem Smart), jest to 40 PLN. Zamiast więc płacić dodatkowe 10 PLN za przesyłkę, warto dołożyć do zamówienia coś za dychę i nie płacić za dostawę. Zapłacimy co prawda te same 40 PLN, ale dostaniemy "jakby" gratis. Często kwota, od której przysługuje nam dostawa za darmo jest dość niska.

Jak zasłużyć na darmową dostawę


W różnych sklepach internetowych kwota darmowej dostawy jest inna, ale zawsze warto ją sprawdzić. Ja staram się nie płacić za dostawę nigdy. Często wolę zwolnić i dobrze się zastanowić, zapytać domowników i znajomych, czy czegoś nie potrzebują, a w ostateczności dołożyć do zamówienia coś, z czego skorzystam kiedyś lub z przeznaczeniem na prezent. Tak - dobrze czytacie. Prezenty gwiazdkowe kupuję przez cały rok, właśnie przy takich okazjach. W grudniu tylko uzupełniam.

Co dołożyć do zamówienia


Czasami nie trzeba się zastanawiać, co dołożyć do zamówienia. Problem zaczyna się, kiedy kupujemy coś niestandardowego, czego zwykle nie kupujemy. Oto moje rady.
  • Jeśli kupujesz elektronikę (lub w sklepie jest elektronika), zawsze warto dorzucić pendrive, kartę pamięci lub baterie. Te rzeczy zawsze przydadzą się nie wiadomo kiedy.
  • W sklepach z wyposażeniem wnętrz warto zamówienie uzupełnić świecami. Nie dość, że przydaje się mieć ich zapas (romantyczne kolacje, tworzenie nastroju, awarie prądu), to doskonale nadają się na prezenty, lub jako ich część (kiedy robimy zestaw podarunkowy - mydełka, świece, sole do kąpieli, wino, czekoladki).
  • W sklepach z żywnością cokolwiek o długim terminie, czego używamy choćby sporadycznie oraz słodycze z przeznaczeniem na prezent.
  • W sklepach z alkoholem i wyrobami tytoniowymi... no dobra, nigdy nie miałem sytuacji, w której zabrakłoby mi do darmowej przesyłki...

W każdym razie wiecie o co chodzi - kupujecie coś przydatnego, nawet w dłuższym terminie, coś co się zużywa lub coś, co można podarować w prezencie. To ostatnie sprawia, że o wiele mniej stresujemy się podczas świątecznych zakupów i nigdy nie robimy ich na ostatnią chwilę w okresie, kiedy sklepy tylko piszą o tym, że obniżają cenę. 

Kuriozalne sytuacje


Zamawiałem kiedyś z jednej z dużych sieci. Kupowałem żarówki (jakieś 6 PLN za sztukę), ale zamawiałem 2 różne żarówki, a system pokazał, że każda dostarczona będzie z innego magazynu, a zatem osobną przesyłką. Każda za 19,99. Czyli 12 PLN za 2 żarówki plus prawie 40 PLN za przesyłkę. W innych sklepach te same żarówki były w cenie 15 PLN za sztukę, a przesyłka 9,99. Niewiele taniej. Wyczytałem jednak, że w sieciówce darmowa dostawa zaczyna się już od 99 PLN. No niech będzie - przecież to nic strasznego. Kupiłem więc etui na dysk zewnętrzny za 2 PLN, 2 zestawy Lego po 35 PLN każdy i pendrive za 15,99. Z żarówkami było to 99,99 - darmowa dostawa. Przez następny tydzień przyszło do mnie 5 przesyłek z 5 różnych magazynów. Ale nie płaciłem za żadną z nich.

Etui na dysk zewnętrznych to strzał w dziesiątkę, dziecko dostało klocki na dzień dziecka, żarówki wkręcone, a pendrive leży i czeka. Co jakiś czas te urządzenia znikają - a to ktoś pożyczy i nie odda, a to zostawi się go wpiętego w hotelowy telewizor - zdarza się. Ale w domu zawsze jest ich kilka w zapasie. Nie zajmują dużo miejsca. Polecam!

piątek, 27 sierpnia 2021

Zarabiam dzięki temu, że Wy zarabiacie

Z pewnością zauważyliście, że często polecam sposób zarabiania przez internet, na którym zarabiam najwięcej, czyli Giełdę Tekstów. Po pierwsze dlatego, że, jak napisałem przed chwilą, zarabiam na nim najwięcej, a zatem i Wy możecie na nim zarabiać, a po drugie dlatego, że zarabiam dzięki temu, że Wy zarabiacie. Program Afilacyjny (z którego zakładając konto także możecie korzystać), nagradza mnie 5% wartości wykonywanych przez Was transakcji. Czyli za każdym razem, kiedy zarabiacie, ja także coś z tego mam (ale Wy nic nie tracicie). Ten model działa wspaniale, bo kiedy Wy zaczynacie zarabiać, piszecie teksty jeszcze chętniej, dzięki czemu zarabiacie jeszcze więcej.

To uczciwy system, ja jestem zadowolony, ale dostaję cokolwiek dopiero, kiedy Wy zarobicie, a zatem nie zyskuję nic, kiedy rejestrujecie się z mojego linka, ale nic nie piszecie. Bo kiedy piszecie, sprzedaż rusza. Dzięki temu ile zbiera mi się tam z tych 5% wiem, ile zarabiacie poprzez tę stronę. Zarabiacie dokładnie 20 razy tyle ile zbierze mi się w programie partnerskim. Czyli sporo...

Dodając do tego wszystkie sprzedane przeze mnie teksty robi się przyjemna kwota. Tym chętniej więc zachęcam Was do pisania i sprzedawania swoich tekstów poprzez ten portal. Wy zarabiacie, ja zarabiam...

Zarejestrować można się poprzez ten link.

Oczywiście na moim blogu znajdziecie sporo tekstów, które przybliżą Wam temat zarabiania na własnoręcznie pisanych preclach i artykułach. Jeśli więc potrzebujesz porady, masz pytania - zajrzyj w poniższe wpisy:

piątek, 13 sierpnia 2021

Wydostawanie się z długów

Słów kilka na temat długów i ich spłacania, a nade wszystko o doprowadzaniu do sytuacji, kiedy długów nie mamy, bo to w rzeczywistości powinien być nasz cel. Zacząć jednak należy od tego, że typowe zadłużenie, czy to kredytowe, czy na karcie debetowej czy w systemie ratalnym, czy w końcu dowolnego typu pożyczka powinno być ostatecznością. Wszystkie te sytuacje generują koszty, których powinniśmy unikać za wszelką cenę.

Skracaj czas spłaty


Wychodzenie z długów to proces kosztowny, jak wspomniałem i często długotrwały. W praktyce ponosimy dodatkowe opłaty stale, dopóki jesteśmy zadłużeni. Aby je zminimalizować, powinniśmy zatem wyjść na prostą jak najszybciej, bo im prędzej przestaniemy ponosić koszty, tym mniej ich w ostatecznym rozrachunku poniesiemy.

Tu przykład (jak najbardziej z życia wzięty):
Kupujemy na kredyt lodówkę, kosztującą 2 000 PLN. Kwotę tę możemy spłacać dowolnie, jednak minimalna miesięczna spłata to 50 PLN. Pożyczka oprocentowana jest 12% w skali roku (czyli 1% miesięcznie), oraz obarczona dodatkowym kosztem 10 PLN miesięcznej obsługi pożyczki. Oznacza to, że z naszej spłaty opłacamy ten dodatkowy koszt, następnie spłacamy odsetki, a dopiero pozostała część kwoty to spłata zadłużenia. Przyjrzyjmy się, jak będzie wyglądało spłacanie tego kredytu takimi właśnie, najmniejszymi możliwymi kwotami:


A zatem spłacając kredyt najmniejszą możliwą kwotą, spłacimy w rezultacie 3486,47 PLN za lodówkę, wartą 2000 PLN. Spójrzmy jednak co stanie się, jeśli kwotę spłaty podniesiemy do 200 PLN / m-c.


Tym razem całkowity koszt zamknął się w kwocie 2243,97 PLN. Różnica jest ogromna, prawda?

Spłata kredytu na pierwszym miejscu


Skoro mamy już pewność, że szybsze wyjście z kredytu da nam oszczędność (a w zasadzie uchroni nas przed poniesieniem dodatkowych kosztów), warto zastanowić się, ile jesteśmy w stanie poświęcić aby wyjść z długów jak najszybciej. 

Jeśli kredyt bierzemy dlatego, że dana rzecz jest nam niezbędna i nie możemy zaczekać, by odłożyć pieniądze (co polecam robić za każdym razem, by nie pakować się w dodatkowe koszty), powinniśmy zastanowić się, czy są nam niezbędne jakieś inne przedmioty. Może warto sprzedać telewizor, telefon, samochód, mieszkanie... w przypadku drastycznej wysokości długów, które generują coraz większy koszt. 

Jeśli nie chcemy niczego sprzedawać, powinniśmy zastanowić się nad zaciśnięciem pasa i jednocześnie poszukać dodatkowej fuchy, nadgodzin, zająć się rękodzielnictwem lub znaleźć dowolny sposób na pozyskanie funduszy. Ograniczamy zatem zakupy, wydatki na przyjemności, wyjścia "na miasto", zmieniamy przyzwyczajenia żywieniowe na te mniej kosztowne - wszystko po to, żeby wygenerować największą możliwą kwotę, którą co miesiąc spłacimy zadłużenie.

Co przedkładać nad spłatę długu


Warto jednak wiedzieć, że są wydatki, których nie należy odkładać. Są rzeczy, za które powinniśmy płacić w pierwszej kolejności. To z pewnością rachunki (szczególnie te nieopóźnione), dzięki spłacie których nie popadamy w nowe zobowiązania, nie ryzykujemy eksmisji czy odłączenia prądu. Są to także przynajmniej minimalne wymagania innych kredytów - to robimy, by bank nie naliczył nam dodatkowych kar, kiedy spłacając jeden kredyt, zaniedbujemy inny. 

piątek, 6 sierpnia 2021

Mierz siły na zamiary

Ostatnio coraz częściej spotykam się z bardzo niepokojącym zjawiskiem. Otóż coraz więcej osób w moim otoczeniu, pomimo relatywnie wysokich zarobków, narzeka na brak pieniędzy. Po rozmowie z kilkoma takimi osobami, okazało się, że wraz ze wzrostem dochodów zwiększyły się ich wydatki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wydatki zwiększyły się bardziej niż dochody.

Nieproporcjonalne zwiększenie standardu życia


Wygląda to mniej więcej tak, że Janusz zarabiał 4000 PLN do ręki, a jego wydatki stałe (na mieszkanie i paliwo) wynosiły odpowiednio 700 i 500 PLN. Na jedzenie szło około 1000 PLN. Inne wydatki zamykały się w kwocie 500 PLN, a na wakacje odkładał regularnie po kolejne 500 PLN miesięcznie. To dawało 3200 PLN po stronie wydatków. 800 PLN szło na oszczędności i inwestycje. Całkiem nieźle, prawda?

Otóż Janusz dostał awans i zaczął zarabiać 7000 PLN. Z miejsca zmienił samochód (bo przecież go stać) i wpakował się w kredyt w wysokości 1300 PLN. Nowy samochód zaczął także więcej palić, a zatem wydatki na paliwo wzrosły z 500 do 1000 PLN. Dodatkowe 1800 PLN kosztów po 3000 PLN podwyżce nie byłoby niczym złym - zasłużył na to, by mu się poprawiło. Jednak Janusz na tym nie poprzestał. Podniósł swój standard życia poprzez bywanie w knajpach i na imprezach (dodatkowe 800 PLN / m-c), a jego wydatki inne zwiększyły się o kolejne 300 PLN. Na dodatek zadecydował, że stać go na droższe, bardziej ekskluzywne wakacje, na które wziął chwilówkę, zamiast odkładać i teraz musi spłacać dodatkowe 500 PLN / m-c. To kolejne 1600 PLN, co daje łącznie 3400 PLN wydatków przy, przypomnijmy, podwyżce 3000 PLN. 



Okazuje się, że sytuacja ta jest jeszcze po "bezpiecznej" stronie, chociaż Janusz zmniejszył o połowę kwotę, którą odkładał co miesiąc (na nieprzewidziane wydatki i zakup funduszy inwestycyjnych). Teraz "załatwi go" jedna nieprzewidziana wizyta u dentysty, czy awaria pralki. 

Problem jednak urasta, kiedy przesadzimy z wydatkami i znajdziemy się w sytuacji, gdy co miesiąc dokładamy do swoich wydatków. Coraz więcej ludzi znajduje się w tej sytuacji i to nie dlatego, że "życie podrożało" jak twierdzą, ale dlatego, że podnieśli swój standard życia nieproporcjonalnie do poprawy warunków finansowych. To pułapka, w którą bardzo łatwo dać się wciągnąć.

Ciąg wydatków


Innym niebezpieczeństwem jest wydatek, który pociąga za sobą kolejne wydatki. Kupujemy drukarkę 3D, by drukować coś do naszego hobby. To pociąga za sobą zakup urządzenia do płukania wydruków i lampy do ich utwardzania, a na koniec orientujemy się, że podczas procesu gromadzą się nieprzyjemnie pachnące opary i inwestujemy w nowy wyciąg. 

Tak samo może być z samochodem, nową wędką, mieszkaniem w ekskluzywnej dzielnicy, nową torebką czy butami - dosłownie ze wszystkim. Czasem działa także Efekt Diderota, lub zwykła sąsiedzka zazdrość. Potrzeba siły woli, by się temu wszystkiemu oprzeć, ale najpierw trzeba być świadomym istnienia tych pułapek.