
Czynność czynności nie równa i dlatego ja dzielę je na dwie główne grupy, które różnią się nie tylko poprzez to, w jaki sposób są przeze mnie postrzegane, ale także tym, w jaki sposób daną czynność wykonuję.
Otóż grupy te są takie:
- Czynności, które muszą być wykonane ze względu na rezultat.
- Czynności, które lubię robić.
Szczególnie w dzisiejszym, szybkim świecie, nastawionym na efektywność, coraz trudniej rozeznać się w powodach, dla których coś robimy. Z każdej strony wmawia się nam, że powinniśmy więcej (i szybciej) czytać, "marnować" mniej czasu na jedzenie czy szukać efektywniejszych sposobów na przemieszczanie się. Zatracamy się w tym. Dochodzimy do tego, że wszystko robimy jak najszybciej, by przejść już do kolejnej czynności, którą także wykonamy w sposób dający jak najszybszy efekt. Uważam, że to duży błąd. Zatracamy gdzieś życie, które staje się tylko dodatkiem do trybu w którym jak najwięcej ma zostać zrobione.
Są przecież czynności, których wykonywać nie musimy, a robimy je tylko dlatego, że dają nam przyjemność. I nie chodzi mi o satysfakcję z ukończenia zadania, ale właśnie z wykonywania danej czynności! Każdy kto czytał książki dla przyjemności wie, że frajdę daje obcowanie z książką, a zamknięcie ostatniej strony dobrej książki to powód do smutku, a nie radości. Chcemy obcować z powieścią, czytać, a nie przyswajać informacje. Dowiadywać się co dalej, a nie jedynie wiedzieć jak to się kończy. Jeśli odczuwamy przyjemność czytając, to czy nie chcielibyśmy, by trwała ona jak najdłużej?
Są oczywiście czynności, w których liczy się efekt. Nie lubię ścierać kurzu, ale lubię, kiedy wszystko lśni, a zatem sprzątam tak, by lśniło jak najszybciej, przy czym na sprzątaniu nie spędzać więcej czasu niż to niezbędne. Natomiast kiedy delektuję się kawą, nie zamierzam wlać jej w siebie i przejść do kolejnych rzeczy - chcę, by ta chwila trwała dłużej.
Całkowitą pomyłką dla mnie jest przyspieszanie swojego hobby. Jeśli ktoś lubi rysować, czy łowić ryby, to przecież nie stara się jak najszybciej skończyć, prawda? Ale internet serwuje nam coraz więcej "speedrunnerów życia", proponując filmy typu "jak szybko narysować twarz". W minutę, w dziesięć sekund. To samo z moim hobby, którym jest malowanie figurek. Oglądam także filmy typu "jak pomalować armię w weekend" i rozumiem, że ten film powstał dla osób, chcących mieć pomalowaną armię, by po weekendzie móc pograć ze znajomymi. Dla mnie jednak byłby to stracony weekend. Osobiście, jesli zależałoby mi na graniu, to albo grałbym armią niepomalowaną, albo zapłacił komuś, by pomalował moja armię (lub kupił juz pomalowaną). Ja lubię malować figurki i szkoda by mi było robić to na czas. Nie jestem szybkim malarzem, maluję ledwie kilka figurek rocznie, ale czerpię frajdę z całego procesu i nie mam zamiaru go przyspieszać po to, by szybciej widzieć rezultat.
Dlatego radzę iść w tę nowoczesną efektywność z rozwagą i za każdym razem zastanowić się, czy robimy coś ze względu na proces, czy na rezultat. I zachowywać się odpowiednio, by nie przebiec przez życie bez chwili na podziwianie jego wspaniałości. Bardzo trudno zawrócić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz