czwartek, 28 stycznia 2016

Jak oszczędzić na jedzeniu


Temat oszczędzania na jedzeniu to temat rzeka. Można pisać całe elaboraty na temat jak jeść za pół-darmo. Ważne jest jednak takie wypośrodkowanie, by zachować odpowiedni stosunek ceny do jakości, a sama jakość nie ucierpiała nadmiernie. Można bowiem jeść to, co się lubi, nie przepłacając.

Aby tego dokonać należy jednak wpoić sobie kilka zasad. Kilka zakazów i kilka nakazów załatwi sprawę, a gdy przekonacie się ile możecie na tym zaoszczędzić, będziecie zaskoczeni. Ja byłem.
  • Najważniejsze jest, by zrezygnować z jakiegokolwiek jedzenia na mieście. Czy to wytworna restauracja (z której rezygnacja przyniesie jednorazowy zastrzyk gotówki) czy też kebab (który nie jest drogi, ale jemy go częściej) czy nawet zwykła kawa na mieście (za która przepłacamy, często dziesięciokrotnie), zrezygnujmy. Na mieście jemy tylko przy szczególnych okazjach lub kiedy jest wyjątkowa sytuacja i absolutnie nie damy rady niczego ugotować. Ważna jest też samodyscyplina, by nie nadużywać tych "wyjątkowych sytuacji". Najwyżej raz w miesiącu.
  • Gotowanie w domu jest zdecydowanie tańsze niż jedzenie na mieście czy zamawianie jedzenia. Dania takie jak hot-dogi, pizza, curry czy chińszczyzna można zrobić w domu, używając lepszych produktów niż te, używane przez knajpy, a nadal płacąc jedynie ułamek restauracyjnej ceny.
  • Tańsze produkty nie muszą być gorsze. Wystarczy tylko zrezygnować z drogich sklepów i zaopatrywać się w hipermarketach, które oferują tańsze zamienniki. Warto dać im szansę i wypróbować, bo często jest to ten sam produkt, który zwykle kupujemy, ale w znacznie niższej cenie. Jeśli znajdziecie zamiennik innej firmy, którego nie znacie, ale ma dobrą cenę - wypróbujcie najpierw małe opakowanie. Być może odkryjecie coś lepszego niż jedliście do tej pory. Jeśli jednak żaden z zamienników Was nie przekona, próbujcie swój ulubiony produkt kupić w promocji, albo ograniczyć jego spożywanie, próbując więcej nowych (tańszych) rzeczy.
  • Będąc w sklepie unikaj działu ze słodyczami i napojami. Te dwie grupy poza wpływem na zdrowie mogą także zrujnować portfel. Znacznie lepiej jest więc ograniczyć te zakupy. Jeśli chodzi o słodycze, to zawsze pojawiają się jakieś w formie prezentów na różne okazje i jeśli nie zjemy ich przy jednym posiedzeniu, a będziemy racjonalnie kosztować, starczą na długo. Jeśli chodzi o napoje, znacznie lepiej jest przerzucić się na herbatę (nawet dobry, drogi gatunek w przeliczeniu będzie tańszy niż napoje gazowane) lub soki rozcieńczane, łączone z wodą z kranu. Jeśli chcemy oszczędzić, takie wyrzeczenie jest konieczne.
  • Jeśli jesteśmy już przy herbacie, warto wiedzieć, że w tej samej cenie co herbata ekspresowa w torebkach (która nie jest najwyższej jakości) można kupić dużo lepszą herbatę sypaną. Ta uwaga szczególnie ważna jest dla osób, które nie "psują" herbaty cukrem (co z resztą podnosi znacznie jej koszt).
  • Zupy oraz dania z sosami są świetnym sposobem na oszczędności. Zupy, z racji tego, że głównym ich składnikiem jest woda, a jest to jeden z tańszych produktów. Na zimę są doskonałe, a treść nadawana przez warzywa, wywar z kości i odrobinę mięsa zaspokoi głód. Sosy są doskonałe z uwagi na to, że dodaje się je do ryżu, makaronu lub ziemniaków i jeśli nie pozwoli się im pływać w sosie, a dobierze właściwe proporcje, to będzie to danie nieprzesadnie tuczące, a tanie ze względu na niskie koszta dodatku skrobiowego. Na cieplejsze dni polecam sosy pikantniejsze, a zimą ciężkie i zawiesiste.
  • Jeśli już podajesz mięso w formie kotleta, steku czy pieczeni, pamiętaj, że to zawsze większy koszt. Warto więc pokroić sztukę mięsa przed podaniem i podać z dodatkami - sałatą, smażoną cebulką, pieczarkami czy grzanką. W ten sposób smak pozostanie, a dodatki pomogą nasycić głód. Dla mnie też brzmiało to jak herezja, dopóki nie okazało się, że jedząc połowę tej ilości mięsa, którą jadałem kiedyś jestem najedzony i zadowolony. W ten sposób można też odkryć nowe przepisy i wydobyć z kotleta nowe smaki.
  • Używaj sezonowych produktów. Nie ma sensu kupować świeżych warzyw zimą, kiedy są najdroższe. Wtedy lepiej używać zrobionych przez siebie w sezonie przetworów i mrożonek. Latem jedzmy za to dużo warzyw i owoców, bo wtedy ich cena potrafi być bardzo niska. Warto też robić zakupy na bazarze, szczególnie w niedzielę po południu, gdy sprzedawcy zwijają stragany. Można wtedy trafić na okazje, istnienia których nawet nie podejrzewaliście i zyskać całe skrzynki warzyw i owoców na przetwory, płacąc dosłownie grosze.
  • Poszukaj naprawdę tanich dań, które wpleciesz do diety tak, by chociaż raz w tygodniu zjeść coś, co prawie nic nie kosztuje. Przykładem niech będą frytki (te robione z prawdziwych ziemniaków a nie mrożone, za które przepłacasz kilkukrotnie), które są bardzo tanie, a prawie wszyscy je lubią.
  • Poświęcając więcej uwagi doprawianiu i próbując nowych przypraw (pamiętaj, że przyprawy kupowane oddzielnie są zawsze tańsze niż ich mieszanki) możesz wzbogacić tanie, codzienne dania o nowe akcenty. Eksperymenty mile widziane. Polecam przyprawienie mięsa mielonego kminem, gorczycą, mielonym zielem angielskim i nasionami kopru a potem zamiast formowania kotletów i smażenia, oblepienie nimi patyczków do szaszłyków i zapieczenie w piekarniku lub na grillu. Zamiast nudnego mielonego uzyskamy pyszną, niecodzienną przekąskę, doskonałą do pieczonych ziemniaków.
  • Oszczędność przyniesie także wolniejsze jedzenie. Jeśli dokładnie przeżujemy każdy kęs, a do ust podniesiemy kolejny dopiero po przełknięciu poprzedniego i popiciu go łykiem wody, najemy się mniejszą porcją, a będziemy mieć tyle samo przyjemności. Mózg nie odbiera z żołądka sygnału o sytości natychmiast, a dopiero po kilku minutach. Jedząc szybko zdążymy w tym czasie wrzucić do niego solidną porcję niepotrzebnego pokarmu, zanim się zorientujemy, że już jesteśmy najedzeni. Wspomożemy także trawienie. Obecnie spożywamy znacznie więcej pożywienia niż jest nam potrzebne.
  • Dieta bezglutenowa przyniesie zdrowie, ale także oszczędności. Jedząc dania bezglutenowe, oczyszczamy organizm i sprawiamy, że więcej substancji odżywczych z pożywienia jest przyswajanych przez organizm, a zatem najadamy się szybciej i nie przeciążamy żołądka koniecznością wytężonej pracy. Ponadto pszenica, z której właściwie zrezygnujemy przestrzegając rygorów diety, powoduje uczucie głodu znacznie szybciej, niż faktyczna potrzeba organizmu. By zacząć odczuwać rezultaty, musimy wytrzymać około 2 tygodnie, aż organizm oczyści się z pozostałości diety zawierającej gluten.
  • Wykorzystuj resztki. Racjonalne wykorzystywanie pozostałości po posiłku, czy to jako kolacji czy też składnika kolejnego dania zmniejszy ilość wyrzucanego jedzenia, czyli i kupować będziemy musieli mniej. Sprawdzaj też daty na opakowaniach, by szybciej spożywać te produkty, których data przydatności ma się ku końcowi. Wyrzucanie jedzenia to przeciętnie 30% dodatkowych kosztów żywności w gospodarstwach domowych, a to niebagatelna kwota.
  • Niektóre sklepy mają specjalny regał z produktami, którym kończy się data ważności. Jeśli zdecydujemy się na robienie zakupów codziennie i zjadanie zakupionych produktów tego samego dnia, można zaoszczędzić połowę ceny. Pod koniec dnia można drogą wędlinę kupić w cenie tańszej (oraz tańsze pieczywo, które jest tym samym, które kupilibyśmy rano) i zjeść dobrą, sytą kolację.
  • Gotowanie dla większej ilości osób jest tańsze. Warto więc umówić się ze znajomymi na wspólny obiad, na przykład raz w tygodniu. Raz gościmy znajomych, raz oni nas. To dziwne, ale staje się to okazją do starania się bardziej i zjedzenia czegoś wyjątkowego, kosztuje mniej a perspektywa darmowego posiłku, przy którym nie trzeba będzie się męczyć za tydzień sprawia, że stanie w kuchni nie wydaje się tak męczące.
Jeśli macie inne pomysły na to, jak wyżywić się taniej, niekoniecznie korzystając z umiejętności freegan, jako mało jeszcze popularnego sposobu pozyskiwania jedzenia w naszym kraju, to zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach. Zachęcam także do zapoznania się z listą tanich dań, które każdy może zrobić w domu.

niedziela, 3 stycznia 2016

Poświąteczne porządki

Teraz, kiedy okres poświąteczny dobiega końca, dojedzone zostały ostatnie smakołyki, które zostały po świątecznym obżarstwie, a postanowienia noworoczne weszły w życie, można zająć się bardziej przyziemnymi sprawami. Nie znaczy to, że temat świąt jest zakończony. Jest jeszcze jedna rzecz, którą możemy zrobić, choć nie jest już tak przyjemna jak atmosfera, która towarzyszyłą nam przez ostatnie tygodnie.

Chodzi mi mianowicie o rozprawienie się z nietrafionymi prezentami. Nie oszukujmy się - każdy dostał kiedyś nieładny sweterek od cioci czy książkę, którą zdążył już wcześniej przeczytać. Nie ma potrzeby, by takie przedmioty leżały na domowych półkach. Istnieje bowiem dla nich o wiele lepsze przeznaczenie. A nawet kilka.
  1. Możemy oczywiście prezent sprzedać. Nie odzyskamy w ten sposób całej kwoty, ale jeśli to nowość wydawnicza (zarówno w przypadku książek jak na przykład gier) czy markowy ciuch, to odzyskamy większość kwoty. Polecam portale aukcyjne i ogłoszeniowe. Jeśli mamy rachunek (czasami się trafia nawet w przypadku prezentów), to możemy rzecz zwrócić i odzyskać całą kwotę.
  2. Jeśli nasi znajomi także dostali coś, co nie przypadło im do gustu, możemy się wymienić. Taka giełda niechcianych prezentów może okazać się świetnym pomysłem, a radość z prezentów będzie miała szansę wybuchnąć na nowo.
  3. Jeśli to cenne drobiazgi, które jednak trudno jest sprzedać, można je zostawić na... prezenty. W takim przypadku warto zanotować sobie od kogo jest dany prezent (pod warunkiem, że nie jest "od Mikołaja"), by nie palnąć gafy i nie oddać go darczyńcy. Taki prezent warto dać komuś, kto nie zna osoby, która nas pierwsza nim obdarowała. Niektórzy mogą myśleć, że to nie ładnie, ale prawda jest taka, że skoro i tak byśmy czegoś nie używali, to niech lepiej ktoś inny się z tego ucieszy.
Jednocześnie teraz właśnie jest najlepszy moment na zakupy w serwisach aukcyjnych - mnóstwo nowiutkich niechcianych prezentów w atrakcyjnych cenach tylko czeka na amatorów. Wykorzystajcie ten czas.

niedziela, 27 grudnia 2015

Postanowienia Noworoczne

Przełom roku to zawsze dobry czas na to, by coś w swoim życiu poprawić. Przeważnie to wtedy właśnie mamy chęci, by zacząć działać z początkiem nowego roku, bo jawi się nam on jako widoczny punkt początkowy. Uważam, że zacząć zmieniać się na lepsze można w dowolnym momencie, ale jeśli ktoś potrzebuje do tego bodźca, to oto właśnie nadchodzi - Nowy Rok.

Postanowienia noworoczne są dość oklepane - "od Nowego Roku przechodzę na dietę", "będę mniej pił", "przestanę przeklinać", "zacznę więcej czytać", "będę mieć lepsze stopnie" czy w końcu najpopularniejsze "rzucę palenie". Wszystkie te cele są szczytne i niewątpliwie zmienią życie na lepsze, jeśli tylko będziemy się ich trzymać. Nie jest to łatwe, ale przecież nie chodzi o to, by coś było łatwe, ale o to, byśmy mieli coś z tego, że podejmujemy trud. Widząc efekty będzie nam łatwiej trwać w postanowieniu. Niestety, efektów nie widać od razu.

Ja chciałbym się skupić na aspekcie przedsięwzięcia, który jest wymierny i policzalny już po pierwszym okresie trzymania się postanowienia, a mianowicie aspekcie finansowym. Co prawda przejście na dietę czy zaprzestanie przeklinania nie musi się przekładać na oszczędności, a to, że będziemy czytać zamiast włączać telewizor efekty da nie od razu i nie będą one oszałamiające, ale już rzucenie palenia może skutkować niebagatelną kwotą, zaoszczędzoną na kupnie papierosów. Chodzi mi jednak jeszcze o coś więcej. Chciałbym przekonać Was, że samo oszczędzanie może być doskonałym postanowieniem noworocznym, z którego wynikać mogą inne korzyści.

Wiele osób otwarcie przyznaje się do tego, że nie umie oszczędzać. Część z tych osób żyje na kredytach i gdy tylko kończą spłacać jeden, natychmiast zaciągają następny. Nie ma w tym nic złego, ale powinny sobie uświadomić, że przepłacają w ten sposób, nawet nie zdając sobie sprawy z własnych możliwości. Mogłyby z powodzeniem odkładać kwotę, którą teraz przeznaczają na spłatę zobowiązań. Przyjemniej jest mieć pieniądze na koncie, zamiast wpłacać je na spłatę długów.

Jak się jednak zmusić do oszczędzania? Nie tak znowu trudno. Po pierwsze, należy powziąć postanowienie noworoczne, ale zrobić to świadomie. Nie obiecywać sobie gruszek na wierzbie, ale prześledzić swoje finanse i zobowiązać się do comiesięcznego odkładania części zarobków. Jeśli wiemy, że mając je na koncie, nie będziemy mogli się pohamować przed ich wydaniem, najlepiej założyć sobie konto oszczędnościowe we własnym lub innym banku, a następnie albo samemu przelewać tam część dochodu, albo posłużyć się zleceniem stałym, ustawiając je tak, by kilka dni po otrzymaniu wynagrodzenia, część pieniędzy była automatycznie przesyłana na nasze konto oszczędnościowe.

Ci, którzy przyzwyczajeni są do tego, że co miesiąc bank ściąga z konta ratę jakiegoś kredytu, nie poczują różnicy - pewna kwota systematycznie będzie ściągana. Różnica polega na tym, że kwota ta będzie zasilała konto, a zatem nasze środki zamiast maleć będą rosły i po jakimś czasie okaże się, że uzbierało nam się na wymarzony samochód, remont czy wakacje.

A ile powinna wynosić wartość ściągana? Na pewno nie mniej niż 10% wynagrodzenia. Osobiście proponuję, by było to 20% a nawet 25%, ale kwotę tę należy wyliczyć indywidualnie tak, byśmy czuli się na siłach dźwigając takie obciążenie. Jeśli kiedyś mieliśmy kredyt, to jesteśmy przyzwyczajeni do potrącania z pensji wysokości raty, a zatem ta kwota nie będzie dla nas obciążeniem. Spróbujmy jednak coś do niej dorzucić. Jeśli rozsądnie przemyślimy problem, założymy osobne konto oszczędnościowe, a następnie ustalimy zlecenie stałe, to postanowienie noworoczne realizować się będzie samo.

Przykład z życia:
Jeden z moich przyjaciół od dłuższego czasu żyje od kredytu do kredytu, mimo że nieźle zarabia. Uważa, że wygodnie mu brać gotówkę z banku ilekroć robi większy zakup, a następnie spłacać w miesięcznych ratach. Obecnie jednak chciałby wziąć większy kredyt na zakup samochodu, a w tym celu musi spłacić pozostałe kredyty. Raty tych kredytów dają w sumie około 2 000 PLN. Kolega spłaca je systematycznie, a poza tym co miesiąc odkłada drugie tyle, by uzbierać na wcześniejszą spłatę. Kiedy kwota odłożona osiągnie oczekiwaną wartość, spłaci kredyty i pozbędzie się comiesięcznego obciążenia. Jednocześnie nie będzie musiał odkładać na wcześniejszą spłatę. 
W rozmowie z nim okazało się, że kredyt na samochód będzie oczywiście oprocentowany. Poradziłem mu, żeby odłożył zakup auta (które nie jest mu potrzebne natychmiast) i po spłacie obecnych zobowiązań nadal odkładał 4 000 PLN miesięcznie (2 000 PLN to raty obecnie płaconych kredytów, a pozostałe 2 000 PLN odkłada obecnie na ich wcześniejszą spłatę) i w ten sposób uzbierał na samochód (przy tej kwocie potrwa to około roku). Nic by go to nie kosztowało, bo przecież obecnie żyje tak, jakby nie miał tych 4 000 PLN, zupełnie z nich nie korzysta, a zatem nadal mógłby je odkładać, a w jego sytuacji życiowej nic by się nie zmieniło.

Zachęcam do zrobienia takiego rozliczenia i powzięcia realnego postanowienia noworocznego, by zabezpieczyć sobie przyszłość finansową. Informuję jednocześnie, że odkładając 20% dochodu przez rok, otrzymujemy trzynastą, czternastą i piętnastą pensję! (po odłożeniu 20%, nasza pensja wynosi 80% dochodu. W rok odłożymy 12 x 20% dochodu, a zatem 240%, czyli 3 x 80% - trzy pensje, które obecnie mamy do dyspozycji). Na tej zasadzie, odkładając 25%, dostaniemy jeszcze szesnastą pensję w roku! Pieniądze te będą się jeszcze mnożyć ze względu na dodatnie oprocentowanie konta, a gdy uzbieramy odpowiednią kwotę, będziemy je mogli zainwestować.

Pozostaje mi życzyć wytrwałości w postanowieniu i wspaniałych wyników na koncie. 

sobota, 5 grudnia 2015

Jak używać Karty Kredytowej

Mimo, że nie jestem zwolennikiem kart kredytowych, to zdaję sobie sprawę z tego, że przy niektórych transakcjach są one niezastąpione. A przynajmniej bardzo pomocne. Ci, którzy dużo podróżują wiedzą oczywiście, że karta kredytowa to najłatwiejszy sposób na kupno biletów lotniczych. Wspomagają także zakupy przez internet, szczególnie te dokonywane w zagranicznych sklepach. Niewielu jednak wie, że karta kredytowa ma jeszcze jedną, niebagatelną zaletę.

Transakcje dokonywane kartą kredytową są odwracalne. Ta cecha pozwala nam ustrzec się utraty dużych sum, jeśli wiemy w jaki sposób jej użyć. Nie tylko bowiem w przypadku kradzieży karty możemy ją zastrzec i zapobiec utracie sporych kwot (jeśli ktoś ukradnie nam gotówkę, to na jej odzyskanie nie mamy raczej szansy), ale także w przypadku nieuczciwych sprzedawców istnieje możliwość cofnięcia płatności wykonanych kartą. To pozwoli nam odzyskać pieniądze za wycieczkę, gdy biuro podróży zbankrutuje, a więc warto mieć świadomość istnienia takiego rozwiązania. Z reguły odzyskamy nawet pieniądze stracone w wyniku tak zwanego nieautoryzowanego użycia karty, czyli na przykład kradzieży czy oszustwa. Większość dobrych kart kredytowych jest bowiem ubezpieczona.

Ponadto wiele banków zachęca swoich klientów do używania kart poprzez dodawanie do nich specjalnych bonusów, zwrotów za zakupy, zbierania mil lotniczych czy ofert rabatowych. O różnych rodzajach kart kredytowych pisałem już wcześniej, więc nie będę zanudzał czytelników - kto ma ochotę, ten przeczyta tutaj.

Oczywiście posiadanie karty kredytowej to nie tylko wydawanie, ale także to, czego chyba nikt nie lubi - spłacanie zadłużenia. Dokonując bowiem transakcji kartą kredytową, każdorazowo zaciągasz w banku pożyczkę, która przez pierwszy okres przeważnie jest nieoprocentowana, ale niespłacona zacznie generować odsetki. Posiadając więc ten instrument finansowy pamiętajmy, by zawsze w terminie spłacać zadłużenie. To ustrzeże nas przed odsetkami, ale nie ustrzeże nas przed opłatą roczną (miesięczną) za posiadanie karty. Wystarczy jednak wykonać odpowiednią ilość transakcji kartą (lub transakcje na odpowiednią kwotę określoną w regulaminie), by nie ponosić żadnej dodatkowej opłaty. 

piątek, 27 listopada 2015

Czas Zakupów

Rozpoczął się okres masowego kupowania świątecznych prezentów. Nie tylko prezentów, bo w tym okresie w ogóle kupujemy bardzo dużo różności, nie tylko związanych ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia. Okres miesiąca przed wigilią, to czas kiedy jesteśmy skłonni wydawać więcej. Ma to także związek z tym, ze to okres najkrótszych dni, w które chcemy jakoś poprawić sobie nastrój.

Skoro tyle kupujemy, to warto skorzystać z licznie pojawiających się przecen. A najciekawsze zorganizowane akcje przedstawiam poniżej:

Czarny Piątek jest właśnie dzisiaj. Co prawda najmocniej świętowany jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie rabaty tego dnia sięgają 50-80%, ale i w Polsce wiele sklepów korzysta z tej formy promocji i tego dnia można liczyć na 25-30% rabat na wiele produktów, szczególnie w branży AGD i RTV (choć nie tylko). Nie tylko sklepy internetowe organizują tego dnia wyprzedaże. Księgarnie, butiki, całe galerie handlowe a nawet hipermarkety organizują tego dnia solidne wyprzedaże. Warto rozejrzeć się zarówno w sieci jak i w świecie rzeczywistym w poszukiwaniu okazji.

W najbliższy poniedziałek, 30 listopada wypada Cyberponiedziałek. Jest to międzynarodowy dzień zakupów w sieci, gdzie promocje czekać będą na nas w sklepach internetowych (głównie odzieżowych i obuwniczych, ale nie tylko). 

Następnego dnia, we wtorek 1 grudnia w Polsce będzie miał miejsce kolejny dobry dzień na zakupy w sieci. Ten dzień, to bowiem Dzień Darmowej Dostawy (DDD). Będziemy mogli liczyć na darmową dostawę bez osiągania zwyczajowych progów kwotowych, które zwykle do niej uprawniają. Do akcji przystąpi blisko 2200 sklepów internetowych, będzie więc w czym wybierać.

Tradycyjnie radzę w czasie tych dni zrobić większość świątecznych zakupów, gdyż święta coraz bliżej, a ceny raczej nie będą już spadać. warto więc poświęcić chwilę w ten weekend i zrobić część zakupów dzisiaj lub przygotować się na poniedziałek i wtorek, kiedy zakupy będzie można dokończyć. Przydatna w tym będzie porównywarka cen, która powinna w poszczególne dni uwzględniać rabaty.