Zdarza mi się w życiu przesadzać. Kiedy się za coś biorę, bardzo często przesadzam. Eksploatuję wszystko w stopniu przekraczający zdrowy rozsądek. Staram się być efektywny ponad miarę. Nic dziwnego, że także w oszczędzaniu, które stało się moim konikiem kilkanaście lat temu, przesadzam. Dzisiaj, mam nadzieję, że ku przestrodze, opowiem Wam o tym, jak się opanowałem, a, uwierzcie mi, nie zdarza się to często. Oto moja historia.
W zeszłe wakacje uszkodziła mi się lodówka. Powody mogą być różne, rzecz w tym, że zaczęła wylewać się z niej woda. Poczytałem, poszperałem i lodówkę naprawiłem. Prawie. Woda przestała się lać, lodówka chłodziła jak poprzednio, zamrażalnik mroził jak na niego przystało, ale... zaczęła hałasować. Znów szperałem w necie, winnych części mogło byś kilka (na agregat nie poradzę, ale silniczek wiatraczka od odparowywania wody umiem wymienić). Rzecz w tym, że nie wymieniłem nic. Cóż - niech sobie hałasuje, ważne, że działa.
To był pierwszy błąd. Powinienem był wtedy założyć fundusz i oszczędzać na nową lodówkę, skoro nie zamierzałem naprawiać tej, prawda? Cóż - teraz to wiem! Hałasująca lodówka oznacza lodówkę niesprawną. Nie chciałem płacić za jej naprawę, bo sprzęt miał piętnaście lat! Mógł się zepsuć w każdej chwili. A w dodatku miał jeszcze jedną wadę, ale... nie uprzedzajmy faktów.
Rzecz w tym, że pieniądze były. Jako ktoś, kto umie oszczędzać dysponowałem sporym budżetem na wymianę niesprawnego sprzętu - z pewnością wystarczyłby na nową lodówkę. W mojej głowie jednak była to "działająca, całkiem dobra lodówka" i nie brałem pod uwagę potrzeby jej wymiany. A hałas - w dzień nie był uciążliwy, a nocą... tylko czasem.
Nadszedł jednak dzień, kiedy ceny spadły (rozpoczęły się Black Weeks na stronach sprzedawców sprzętu AGD i RTV) i okazało się, że kupno nowej lodówki to okazja. Wtedy właśnie porównałem specyfikacje mojej piętnastoletniej lodówki oraz nowej, którą sobie upatrzyłem. Różnica w zużyciu prądu mnie przekonała! Oczywiście - koszt lodówki jako taki się nie zwróci w wydatkach na prąd, ale dopiero gdy do argumentu, jakim jest promocyjna cena dołączył fakt mniejszego zużycia energii zrozumiałem, że... moja stara, głośna, potrafiąca zalać podłogę w kuchni wodą lodówka, której dni są policzone, może nie dotrwać do kolejnej promocji. To był najlepszy moment na jej zakup!
Tutaj ciekawostka - piszę ten post nie po to, by promować kończące się właśnie promocje z okazji Black Friday i Black Week (gdyby tak było, ten post pojawiłby się wcześniej), ale wyłącznie dlatego, byście poznali moją historię i to, w jaki sposób można przesadzić w oszczędzaniu. Żyłem z hałasującą lodówką ponad rok, tylko dlatego, że nie chciałem na zakup nowego sprzętu wydać odłożonych na ten cel pieniędzy! Czasem nie warto myśleć, że "trzeba się przemęczyć", bo przecież w oszczędzaniu chodzi o to, by było nas stać! A nie o to, byśmy w nieskończoność odkładali kolejne kwoty.
A jak to powinno wyglądać.
W idealnym świecie kolejne kroki powinny wyglądać tak:
- Lodówka zalała w wakacje podłogę, po czym zaczęła hałasować.
- Usuwam usterkę na bieżąco (choćby tylko wyciek) i natychmiast zakładam fundusz zbierania na nową lodówkę.
- Monitoruję ceny oraz kwotę na funduszu.
- Orientuję się, że najlepsze ceny będą w Black Friday.
- Nastrajam się tak, by do tego terminu uzbierać pełną kwotę (w ten sposób na pewno będę bezpieczny, bo cena przecież spadnie, a nie wzrośnie i daję sobie margines błędu, na przykład na koszty transportu czy modyfikacji kuchennej zabudowy)
- Kiedy zacznie się promocja, kupuję nową lodówkę, będąc na ten krok przygotowanym, wiedząc czy promocja faktycznie jest promocją, dzięki śledzeniu cen i mając potrzebną kwotę.
