Oczywiście wiemy, że wszystko drożeje - każdy o tym mówi. Niestety nie kazdy wyciąga wnioski, a w konsekwencji, nie robiąc użytku z tej wiedzy, traci. Zaskoczeniem jest stan konta, a przecież od początku wiadomo było, że wszystko drożeje. Rzecz w tym, że niektóre rzeczy drożeją ponad swoją wartość i czasem trzeba dokonać wyboru i zarządzić zmiany. Oto najważniejsza lekcja do wyciągnięcia z wiedzy, że wszystko drożeje.
To co się opłacało, już się nie opłaca.
Tutaj nie chodzi o to, że coś podrożało bardziej niż inne rzeczy. Nie chodzi też o to, że przez wzrost cen na coś nas już nie stać. Chodzi o subiektywne odczucie, że za tę kwotę już nie chcemy danej usługi czy produktu. Że oferowana jakość nie jest warta nowej ceny. Że coś, na co wydawaliśmy, bo było wygodne i w miarę tanie, teraz, w nowej cenie, nie wydaje się już tak wygodne.
Przykład:
Kupowałem miętowe wykałaczki tylko dlatego, że różnica w cenie była niemal niezauważalna. Teraz jednak wyraźnie ją widzę, więc kupuję wykałaczki zwykłe.
Płaciłem za mycie okien, bo cena była przystępna. Teraz już jej tak nie widzę i wolę to zrobić samemu, kosztem czasu wolnego.
Lubię tę knajpkę, ale kawa w tej cenie to już przesada - moja kawa w domu prawie nie podrożała i jest teraz dwadzieścia razy tańsza niż tutaj.
Sukcesem jest zdanie sobie sprawy z tych zmian i podwyżek i zareagowanie. Niestety, jako niewolnicy nawyków, nadal idąc do marketu wrzucamy te same produkty, bo przywykliśmy to robić, tylko że teraz nie są one już warte swojej ceny. Zwykła paczka chipsów za ponad dychę? "zdrowe" pieczywo to jakiś dramat cenowy. A bakalie i orzechy w ramach "zdrowszej" przekąski? Już nie ma tańszego odpowiednika - teraz wszystkie sa drogie, a markowe mają już cenę "premium". Rzecz w tym, że lepiej się bez nich obejść, a w ramach przekąski zrobić sobie popcorn albo pochrupać marchewkę.
Wygoda bardzo podrożała - restauracje typu fast food oznaczały zawsze tanie, szybkie i niezbyt zdrowe żarcie. Obecnie ceny są bliższe restauracyjnym, szybkość nie jest już taka szybka jak kiedyś... za to pozostały tak samo niezdrowe. Pójście na burgera brzmi teraz niemal ekskluzywnie. Podobna rzecz stała się z kawą na wynos. Nie mówię o kawiarni, gdzie można usiąść z filiżanką, ale o zwykłej kawie w papierowym kubku - dlaczego ma teraz cenę luksusu? Przecież to nie jest wyjątkowe ziarno, które należy celebrować, a codzienna dawka kofeiny. Dania gotowe i mrożonki kosztują tyle, jakby zawierały produkty "bio" (swoją drogą co tak niezdrowego jest w zwykłych produktach, że za te "bio", "eko" trzeba zapłacić potrójną cenę?), a nie jak gotowa pasza z fabryki, przeznaczona dla tych, którzy nie mają czasy gotować i starcza im go tylko, by nacisnąć przycisk na mikrofalówce.
Co się stało z biletami? Zarówno tymi na przejazdy (bilety kolejowe to jakiś żart, transport publiczny także powinien być przyjazny użytkownikowi i zachęcać - przecież nie jest utrzymywany ze sprzedaży biletów, może by tak obniżka, przynajmniej w miejscu zameldowania / płacenia podatków?) jak i na wydarzenia sportowe i kulturalno - rozrywkowe. Teraz już nie ma "wyskoczenia na coś do kina" albo "pójścia na koncert, bo może będzie fajnie" - teraz to planowana wyprawa. Jeśli ktoś przyzwyczaił się do innego trybu i jak zawsze po prostu płaci kartą, na koniec miesiąca bardzo się zdziwi.
Cena nie współgra z jakością
Żeby jeszcze za ceną szła jakość. Żeby kupując drogie (trzykrotnie droższe) buty można było liczyć, że posłużą dłużej... ale nie. Do gwarancji jakoś to będzie (tak samo w przypadku tanich butów), ale później na dwoje babka wróżyła. Markowe ciuchy różnią się obecnie jedynie logotypem, bo jakość mają dokładnie taką samą, jak nieoryginalne zamienniki. Płacisz więc tylko za markę, bez idącej za tą marką jakości. Czas zrezygnować ze zbędnych zakupów i skoro nie ma różnicy, to nie przepłacać.
Ja zrezygnowałem z wielu rzeczy, nie dlatego, że mnie nie stać, tylko dlatego, że przestały mi się wydawać atrakcyjne i... nie jest tak źle. To były dodatki, bez których łatwo mi się obejść. Po podwyżkach płacę mniej za zakupy, bo o wiele mniej kupuję. Mam się na baczności, zmieniłem przyzwyczajenia zakupowe, zmieniłem marki części kupowanych produktów (jeśli tańszy odpowiednik mi nie odpowiadał, poszukałem czegoś innego) i nie jest źle. Oczywiście odczuwam podwyżki, ale raczej w kwestii "wiele rzeczy nie jest już warte swojej ceny" niż "nie stać mnie". Dlatego właśnie zachęcam do świadomego podejścia do życia, chwili zastanowienia zamiast rutyny i powtórnej analizy co jakiś czas, by zweryfikować, czy od podjęcia poprzednich decyzji nie nastąpiły jakieś zmiany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz