piątek, 19 grudnia 2025

Rozwiązanie "Pułapki Czasu"

Wyrzucenie z siebie problemu tydzień temu sprawiło, że łatwiej było mi ogarnąć głową to co się dzieje, a co za tym idzie, znaleźć rozwiązanie. Ok, trochę oszukane rozwiązanie, ale powinno zadziałać.

Otóż do swojej listy zadań pododawałem podpunkty, które wymuszą na mnie znalezienie czasu "wolnego", takie jak "obejrzeć odcinek serialu" albo "przeczytać 100 stron książki". W ten sposób będę musiał znaleźć na te czynności godzinę czasu każdego dnia (albo trochę więcej - aż tak szybko nie czytam). Rzecz w tym, że jest to rozwiązanie tymczasowe, które pozwoli mi, mam nadzieję, zmienić podejście do gospodarowania czasem.

A tymczasem minęła połowa grudnia, za pasem Święta Bożego Narodzenia, pozwolę więc sobie złożyć Wam, moi drodzy czytelnicy serdeczne życzenia świąteczne. Wszystkiego Dobrego!

piątek, 12 grudnia 2025

Pułapka czasu

Dopiero co pisałem o tym, jak to zapomniałem się w oszczędzaniu, a już muszę się przyznać, że utknąłem także w pułapce czasu. Te bardziej osobiste posty są dla mnie trudne do napisania, ale chyba mają w pewnym sensie działanie terapeutyczne. Dla mnie, prawdopodobnie nie dla Was, moi drodzy czytelnicy. Dlatego właśnie przepraszam, że ostatnio jakby ich tutaj więcej. Obiecuję poprawę... gdzieś po nowym roku. Mam nadzieję. Tymczasem jednak po cichu liczę na to, że chociaż parę osób będzie mogło utożsamić się z tym, co tu opisuję i wyciągnąć dla siebie jakąś korzyść.

Moja sytuacja wygląda tak, że mam sporo "wolnego" czasu. Piszę w cudzysłowie, gdyż czas ten jest nie tyle wolny, co niekontrolowany zewnętrznie. Mam listę rzeczy, które muszę zrobić danego dnia oraz listę innych spraw, wraz z terminami na jakie musza być zrobione. Jest jeszcze trzecia lista. Dotyczy ona wszystkiego tego, co chciałbym kiedyś zrobić, ale nie maja one szczególnego deadline. Problem w tym, że jest tego wszystkiego tak dużo, że zawsze znajdzie się coś do roboty - nawet jeśli zrobię wszystkie pilne rzeczy, to mogę sięgnąć do tych mniej pilnych i zająć się nimi. Nawet jeśli już zrobię coś wśród tych mniej pilnych, to mam możliwość zająć się jakimiś projektami, które chciałbym zrealizować "kiedyś tam" (jestem osobą, która dowozi te projekty, a nie zostawia na wieczność wśród spraw do załatwienia). I tutaj rodzi się problem.

Osoba, która ma ośmiogodzinny dzień pracy, wychodzi z biura (czy gdzie tam pracuje) i zajmuje się innymi rzeczami. Robi co musi (odbiera dziecko, robi zakupy, gotuje obiad), ale prędzej czy później przychodzi moment, kiedy wie, że wszystko jest już zrobione i może robić coś, na co ma ochotę. Ja nie mam takiego momentu. W mojej głowie zawsze jest coś do zrobienia, coś do ulepszenia, jakiś projekt do podgonienia, tekst do napisania itp. 

Uwielbiam czytać książki i paradoksalnie nie mam na to czasu. Pozwalam sobie na przyjemności dopiero wtedy, kiedy nie mam już sił na "pracowanie", a to oznacza, że często nie mam już siły na czytanie. O innych aktywnościach nie wspomnę. Czuję ciężar takiego trybu życia (piszę ten tekst po pierwszej w nocy, bo właśnie skończyłem pracę przy czymś innym i miałem poczytać, ale jeszcze mam energię, by coś napisać). Kiedy usiądę do lektury będzie druga. Jak dobrze pójdzie.

Aby zobrazować sytuację inaczej, zawsze myślę, że nadrobię. "Dzisiaj posiedzę godzinę dłużej, to jutro będę miał godzinę wolnego więcej", prawda? Otóż nie! Ja nie mam terminów, a pomysłów aż nadto. Zawsze znajdę coś do roboty i nigdy nie "nadrobię" na zapas - po prostu zrobię więcej z listy rzeczy, które fajnie będzie zrobić.

Morał z tego taki, że muszę się nauczyć odpuszczać i wymóc na sobie czas, niezbędny na odpoczynek. Nie mając stałego zajęcia w stałych godzinach, czuję czasem, jakbym nic nie robił (nie wszystkie moje projekty, nie każda praca jaką wykonuję kończy się zyskiem). A to poczucie sprawia, że mam ochotę stworzyć coś jeszcze, popracować nad kolejnym zagadnieniem, dać sobie więcej szans na zarobek, skoro robię coś dla zarobku. Zaczynam czuć brak sensu, brak gratyfikacji i poczucia, że zasłużyłem na odpoczynek, a nie odpoczywając mój stan pogarsza się... I chyba tym chciałem tutaj się podzielić.

Dzisiaj bez satysfakcjonującego zakończenia, jako że jeszcze go nie znalazłem.

piątek, 5 grudnia 2025

"Niewielka", zaskakująca podwyżka

Planowałem ostatnio wyjazd rodzinny. Budżet - około 4000 PLN wydał mi się sensowny. Oferta opiewała na 3800 PLN, a zatem mieściła się w budżecie. Pomyślałem sobie, że jest to kwota "poniżej 4000 PLN" (to istotne stwierdzenie i myślę, że wiele osób w ten sposób widzi kwoty tego typu). Podczas płacenia, okazało się jednak, że cena ta dotyczy tylko płatności kartą. Przy płatności przelewem doliczana jest opłata w wysokości 150 PLN, co daje łączną kwotę 3950 PLN. I tutaj właśnie istotne jest wspomniane wyżej stwierdzenie, gdyż nadal jest to kwota "poniżej 4000 PLN", nadal mieści się w budżecie. I już miałem zapłacić, kiedy do mojego mózgu doszło "Hej! Nie tak prędko!" i zacząłem rozważać...

Czy 150 PLN to dużo? Za wyjazd pewnie nie, ale przypominam, że to opłata za inny rodzaj płatności. 150 PLN za co? Za nic! Gdyby początkowa oferta wynosiła 3950 PLN, a podczas płacenia kartą ukazywałby się rabat na 150 PLN, uznałbym, że to uczciwe i zapłacił wymagane 3950 PLN, ale w tę stronę? Dostałem karę za płacenie, czy jak?

150 PLN to nie dużo, ale pamiętam jak miałem ochotę spróbować niebywale drogiej czekolady (nie, wcale nie "dubajskiej" czy "anielskiej" - po prostu bardzo wysokiej jakości gorzkiej czekolady), ale opakowanie kosztowało 50 PLN i pomyślałem, że 50 PLN za czekoladę to za dużo. Za kwotę dopłaty miałby trzy opakowania. Przeglądając figurki do gier bitewnych trafiłem na model, który bardzo mi się podobał, ale jego cena wynosiła 135 PLN za pojedynczą figurkę i uznałem, że za drogo. Za kwotę dopłaty mógłbym po prostu mieć tę figurkę. Kupując ostatnio whisky po 100 PLN za butelkę widziałem taką za 250 PLN, ale stwierdziłem, że to przesada. Jakbym dołożył kwotę dopłaty, mógłbym ją kupić zamiast tej, którą kupiłem. A teraz mam oddać tę kwotę, której było mi żal na rzeczy, które faktycznie mógłbym zyskać za te pieniądze. Na rzeczy, które chciałem nie wydałem tych pieniędzy i mam je oddać za nic?

Cóż - oczywiście możecie stwierdzić, że jestem skąpy. Możecie uznać, że to normalna cena. Dla mnie nie jest normalna, a skąpy - może jestem, jeśli to oznacza nie wydawanie pieniędzy na rzeczy, bez których mogę się obejść albo na coś, co jest zupełnie nieuzasadnione. Opłata za to, że płacę jest moim zdaniem nieuzasadniona. Spotykacie się z takimi niespodziewanymi dopłatami "za nic"? Jak sobie z tym radzicie? Płacicie, czy kombinujecie? Macie jakieś sposoby? Czy jednak trzeba płacić kartą?